Chciałbym aby zawsze był obok mnie. Nie ważne w jakich okolicznościach, nawet kiedy umierałbym - chciałbym być w jego ramionach. I pomimo tego jak trudno było zdobyć jego zaufanie. Wywołać na jego twarzy uśmiech to w głębi serca jestem pewien, że należy do mnie.
Nie jest kimś kto łatwo okazuje swoje uczucia, kiedyś miewałem wrażenie, że on ich nie posiada, ale wszystko się zmieniło i odkąd go poznałem pozbyłem się ze swojego życia choć trochę monotonności.
Pragnę codziennie wpatrywać się w jego twarz. Ginąć w jego spojrzeniu, czuć jego dotyk na swoim ciele.
Pragnę go.
Uzależnił mnie od siebie, i w tym momencie nie jestem w stanie bez niego prawidłowo funkcjonować.
Obudził mnie krzyk wydobywający się z jego ust. Uchyliłem powieki by oglądać jak z trudem stara się dojść do kuchni. Przeklina mnie pod nosem, za to co zrobiłem mu wczorajszej nocy.
- To był ostatni raz.. cholera - mruknął dotykając swoich lędźwi.
Uśmiechnąłem się do siebie wstając z łóżka. Zauważyłem na sobie jego zirytowany wzrok.
Jest moją obsesją.
- Przestań się tak głupkowato uśmiechać. - syknął ze złości.
Wziął do ręki kubek z kawą. Ale nie zauważył, że przed chwilą wlał do niego wrzątek. Wypadł mu z ręki wprost na kafelkową podłogę.
Ciecz rozlała się po całej kuchni, wraz z porcelanową filiżanką.
Widziałem, jak trzęsą mu się dłonie. Jak ostatnio popełnia zbyt wiele błędów.
Spojrzał na mnie swoimi czarnymi jak smoła tęczówkami.
- To twoja wina. - powiedział ze złością wychodząc z kuchni do łazienki.
Pozbierałem ostre kawałki tego co zostało z filiżanki, a podłogę przetarłem ścierką.
Wyszedł z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Wpatrywałem się w niego z fascynacją.
To było takie interesujące kiedy mięśnie na jego plecach poruszały się gdy wykonywał jakąś czynność.
- Pójdziesz ze mną dziś na spotkanie.
- Z kim mamy się spotkać? - zapytałem zaciekawiony.
- Dowiesz się później. - odparł zapinając guziki swojej koszuli.
Skinąłem głową , posłusznie - niczym pies.
- Poczekam na zewnątrz. - wyszeptałem ubierając kurtkę.
Nawet mnie nie usłyszał.
___________
- Nie stój tak jak słup soli, Eren. - wycedził Levi popychając mnie do przodu.
- Jak zwykle punktualnie. - powiedziała siedząca przy stoliku kobieta.
A to kto? - dodała spoglądając na mnie.
- Znajomy.. - odparł uśmiechając się.
Rivaille spojrzał na mnie sugerując, że powinienem się przedstawić.
Ja jednak tego nie zrobiłem. Chociaż wiedziałem, że on bardzo nie lubi gdy nie wysłuchuje jego poleceń.
Widziałem, że ma drobne problemy aby bezboleśnie usiąść na krzesło.
- Nie będzie ci chyba przeszkadzać, jeśli od razu przejdę do rzeczy. - powiedziała kobieta poprawiając burzę loków na głowie.
Rivaille kiwnął głową, wpatrując się w nią.
- Wiem z doświadczenia, że ludziom nie warto jest ufać. Mimo pewności co do tego, postanowiłam złamać tę zasadę. Dokumenty o które prosiłeś są w tej teczce.
Levi uśmiechnął się delikatnie.
Reszta spotkania minęła szybko. Tajemnicza piękność opuściła lokal zostawiając mnie z kapitanem sam na sam.
Po chwili jego wzrok przeniósł się na mnie.
Przysunął się do mnie, a ja po chwili poczułem na swoim udzie jego dłoń.
- Pójdziemy do toalety? - wyszeptał muskając swoim oddechem moją szyję.
Przełknąłem ślinę wpatrując się w jeden punkt przed sobą.
- R-razem? - zapytałem cicho.
Przytaknął zaciskając dłoń.
- To ryzykowne.. - wyszeptałem zakłopotany.
Nie wiedziałem jak mu odmówić.
Kapitan nie dał za wygraną, zaciągnął mnie do kabiny w której strefa intymności nie istniała.
- Zrobimy to tutaj.. - wyszeptał rozpinając moje spodnie.
Próbowałem go powstrzymać, ale jak zwykle zwyciężył.
Sprawił, że moje serce o mały włos nie wyskoczyło z piersi. Czułem tylko jego szybki oddech na swoim karku.
Dotykiem błądził po moim ciele, nie interesowało go, że ktoś mógłby nas nakryć. Tak jakby nic innego w tamtej chwili nie istniało.
Serce zamarło mi w piersi kiedy usłyszałem czyiś głos. Starałem się być jak najciszej, a on jak na złość poruszał się we mnie jeszcze szybciej.
Zatkałem usta dłonią. To już nie było przyjemne, chciałem aby skończył.
- Przestań.. - wyszeptałem słabo.
On jednak nie słuchał. Kiedy nieznajomy opuścił łazienkę, Levi obrócił mnie twarzą do siebie.
Ubrał się, ale nie pozwolił mi wyjść. Zablokował zamek.
Ujął moją twarz w swoje dłonie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Wyjeżdżam. - zaczął cicho.
Obserwował jak szybko zmieniła się mimika mojej twarzy.
- Mam wyjechać z tobą? - zapytałem szybko
Kapitan pokręcił przecząco głową, pomimo, że w duchu modliłem się aby tego nie zrobił.
- Dokąd..? - dodałem drżącym głosem.
- Jeśli ci powiem, podążysz za mną. - odparł opuszczając ręce wzdłuż ciała.
Zmarszczyłem brwi. Prawdę mówiąc w tamtej chwili nie zrozumiałem ani słowa, nie wziąłem tego na poważnie.
- Chcę wyjechać z tobą. - powiedziałem pewnym głosem, uśmiechając się.
Levi odwzajemnił uśmiech składając na moich ustach delikatny pocałunek.
- Masz przed sobą całe życie, poradzisz sobie. - przejechał palcem po mojej twarzy.
Przecież nie jesteś już dzieckiem.
- Pójdę za tobą gdziekolwiek będziesz. - odparłem , po chwili poczułem, że z dłoni ścieka mi coś mokrego.
- Przestań płakać.. - powiedział Levi ścierając mi z policzka łzy.
- Nie jestem w stanie bez ciebie zaczerpnąć oddechu.. - wyszeptałem - Kapitanie..
Nie chciałem aby tak się stało. Abym musiał oglądać jak wymija mnie i wychodzi.
Nie zrobił tego tak jak zawsze, teraz to przypominało ucieczkę.
Wybiegłem za nim. Nie było go już w restauracji.
Bez wahania opuściłem budynek, nie przeszkadzała mi nawet ulewa. I to, że cały przemokłem.
- K-kapitanie? - szeptałem do siebie szukając wzrokiem jego osoby.
Jego spojrzenia w tłumie obcych ludzi. Byłem prawie pewien, że skonam pomiędzy nimi.
____________
Wracałem do domu, będąc prawie pewnym, że już więcej nigdy go nie zobaczę. Ale to nie może być prawdą, że go straciłem.
I wszystkie wspomnienia uderzyły we mnie niczym fala.
Zmrużyłem oczy aby lepiej przyjrzeć się osobie siedzącej na przystanku. Kiedy zobaczyłem te oczy, bez wahania pobiegłem przez ulicę. O mały włos nie wywołując wypadku.
- Nie pozwolę ci odejść.. - wyszeptałem stając przed nim.
On przeniósł swój wzrok na mnie. Zerwał się z miejsca chwytając mnie za kołnierz i przyciskając do ściany.
- Każdy człowiek, którego pokochałem ginął.. - warknął ze złością
Czy to aż tak cię dziwi, że nie chcę aby ten los spotkał ciebie? - dodał szarpiąc chłopaka.
Otworzyłem delikatnie usta, wpatrując się w zmartwioną twarz kapitana.
- Prędzej umrę bez ciebie, niż u twojego boku. - odpowiedziałem .
Pierwszy raz widziałem aby Kapitan nie umiał znaleźć słów i odpowiedzieć na to co powiedziałem.
- Zostań ze mną. - dodałem
Kapitan uśmiechnął się delikatnie. Ale w tym uśmiechu nie było ani odrobiny szczęścia.
On doskonale wiedział, że nie pozwolę mu odejść. A mimo to spróbował.
Przytuliłem go. Objąłem ramionami, najmocniej jak potrafiłem.
I znów poczułem ten odurzający zapach, który tak uwielbiałem.
- Przez ciebie poczułem się słaby. Dobrze wiedziałem do czego potrafią doprowadzić człowieka uczucia. A pomimo tego zostałem przy tobie.
Mógłbyś choć raz mnie posłuchać, i pozwolić mi odejść. - wyszeptał puszczając mnie.
- Wiesz, że nigdy na to nie pozwolę. - odpowiedziałem pewnym głosem.
Levi przetarł twarz dłońmi, tak szybko podszedł do mnie i pocałował.
- Popatrz do czego mnie doprowadziłeś, Eren. - mruknął odrywając się od moich ust.
I nic w tamtej chwili nie liczyło się bardziej od jego ust. Delikatności jego pocałunków i pewności, że nie odejdzie... THE END XD
____________________
Dziękuje wam, że tyle czasu czytaliście to opowiadanie.
Nie martwcie się, mam jeszcze dużo planów, które chcę zrealizować ^^ Może kiedyś powrócę do tego opowiadania.. ale na razie to koniec.
Opowiadania głównie z parą LevixEren. Jednak będą dodawane tutaj też co jakiś czas jedno rozdziałowe opowiadania z innych anime.
poniedziałek, 5 maja 2014
piątek, 2 maja 2014
One shot ( Kuroko no Basket) Aomine x Kagami
- Ao! Ao! - krzyczały siedzące na trybunach dziewczyny, chociaż bardziej przypominało to piski podnieconych nastolatek.
Chłopak wysłał im swój rozbrajający uśmiech, zdobywając ostatnie potrzebne punkty do wygranej.
Nie wszyscy byli tak szczęśliwi. Cała drużyna Kagamiego odniosła znaczącą porażkę. Chłopak przez następny miesiąc będzie to przeżywał, i całą winę zwalał na siebie. Chociaż to cała drużyna jest winna tego co wydarzyło się na boisku. Przede wszystkim podczas gry zostały złamane nosy dwóch graczy, a jeden trafił do szpitala z podejrzeniem wstrząsu mózgu.
Tak zawsze kończy się rywalizacja pomiędzy Taigą a Daikim.
Niebieskowłosy spojrzał na chłopaka, który wyglądał na nieźle wkurzonego. Rzucił piłką z całą swoją siłą, ona z impetem odbiła się o ścianę.
Kiedy już spławił piszczące z zachwytu dziewczyny, w pustej sali została tylko ich dwójka. Od zawsze ze sobą rywalizowali, nie ważne w jakich okolicznościach. Nawet zwykły wyścig był dla nich ważny i od niego zależała ich pozycja w szkolnej drużynie.
Byli dla siebie jak ogień i woda.
Nie ubiegali o swoje względy, starali się unikać konfliktowych sytuacji ale najczęściej z marnym skutkiem.
- Hej, Aomine! - krzyknął Kagami stojąc na końcu sali. W dłoniach trzymał piłkę. Obydwoje uwielbiali moment kiedy są blisko kosza, gdy puls przyśpiesza do maksimum. Od zapachu piłki można się uzależnić..
Niebieskowłosy spojrzał na niego szybko. Niczym kot, który z daleka usłyszał swoją ofiarę.
- Czego chcesz? - zapytał powoli do niego podchodząc.
Czerwonowłosy uśmiechnął się do siebie.
- Tym razem zagramy fair. Bez żadnych sztuczek, tylko ja i ty. - powiedział pewnym głosem odbijając piłkę od drewnianego parkietu.
- Zawsze masz problem, żeby pogodzić się z przegraną. - zakpił chłopak rzucając plecak obok krzeseł.
Krew zawrzała w żyłach Kagamiego. Ale Ao miał rację co do zachowania chłopaka.
On zawsze był nastawiony na sukces. A każda porażka sprawiała, że miał bardzo duże wyrzuty sumienia.
Ustawili się w odpowiedniej pozycji, gotowi do walki. Pewnie lustrowali się spojrzeniem. I wyglądało to zupełnie jak walka drapieżników o najlepszą pozycję w stadzie.
To było jak symbioza. Idealnie zgrywali się w czasie , zdobywając kolejne punkty.
Daiki wyprzedzał Taigę o trzy trafienia do kosza, ale czerwonowłosy nie zamierzał się poddać i teraz to on zdobył dwa punkty.
- Jeszcze ci mało? - zapytał zdyszany Aomine ocierając pot z czoła
- Graj ! - warknął ze złością rzucając piłką w ramię chłopaka
Ao spojrzał na niego zirytowany
- I tak nigdy nie uda ci się mnie pokonać.
Zaczął spokojnie , podchodząc do wściekłego Taigi.
Ich klatki piersiowe unosiły się w rytmie jaki sami wyznaczali. Był on szybki i nieregularny.
To tak jakby oddychanie było dla nich najmniej ważne .
Mimo zmęczenia jakie im doskwierało nie przestali walczyć. Każdy z nich usilnie starało się zachować przewagę.
Nawet kiedy Aomine powalił Taige na podłogę, ten nie przestał się rzucać.
Hałas rozniósł się po całej sali. Chłopak jęknął kiedy uderzył plecami o twardą posadzkę.
- Co ty do cholery wyprawiasz?! - krzyknął Taiga , uderzając chłopaka w twarz .
Nie trzeba było długo czekać żeby z nosa Daikiego popłyneła krew.
To samo stało się z łukiem brwiowym czerwonowłosego
Kiedy w końcu odpuścili , wyglądali jak dwa wymęczone walką samce.
Ale to nigdy tak się nie kończy. Zawsze jeden z nich musi zostać zwyciężcą.
- Jesteś nienormalny.. - wysapał zmęczony Daiki plując krwią.Taiga zmarszczył brwi - Ty pierwszy mnie uderzyleś. - odparł już cichym tonem
głosu.Czuł pieczenie w gardle kiedy przełykał ślinę. Piłka wylądowała na końcu sali tuż obok okien. A żaden z nich
nawet nie pomyślał, żeby ją stamtąd zabrać.
Kiedy do sali przyszła sprzątaczka, bardzo sprawnie ich przepędziła. W drodze do szatni usłyszeli jeszcze kilka słów na swój temat, które padły z ust wściekłej kobiety.- Nigdy więcej z tobą nie zagram. - mruknął do siebie Daiki.- Dlatego to ja zostanę najlepszy w tym sporcie. - odpowiedział z uśmiechem na ustach Taiga. Daiki spojrzał na niego.- Sam siebie okłamujesz. - wyszeptał niebieskowłosy otwierając drzwi .
Taiga ściągnął z siebie mokra koszulkę , wrzucając ja do plecaka. Tak samo jak zrobił to Daiki.Ao zauważył bliznę tuż pod żebrem Kagamiego. - Od czego ją masz ? - zapytał siadając na ławce obok niego.Czerwony spojrzał na niego szybko kiedy usłyszał to pytanie. Nie wiązał z nią zbyt dobrych wspomnień.- Jakiś psychol chciał mnie dźgnąć. - odparł na pozór spokojnym głosem.Ale Ao zauważył jak bardzo drżą mu dłonie w których ściskał bidon z wodą.- Nigdy nie potrafiłeś kłamać. I teraz ich spojrzenia spotkały się . Po chwili jednak spuścił wzrok na podłogę zsuwając się po ścianie na ławkę.- Po co do cholery je zamykasz? - wyszeptał słabo widząc jak Ao przekręcił zamek.Nie odpowiedział , zamiast tego usiadł obok bliskiego płaczu chłopaka.- Jesteśmy sami. - powiedział Daiki siadając bardzo blisko - Czego ode mnie chcesz ? - zapytał cicho patrząc na chłopaka.
Kiedy do sali przyszła sprzątaczka, bardzo sprawnie ich przepędziła. W drodze do szatni usłyszeli jeszcze kilka słów na swój temat, które padły z ust wściekłej kobiety.- Nigdy więcej z tobą nie zagram. - mruknął do siebie Daiki.- Dlatego to ja zostanę najlepszy w tym sporcie. - odpowiedział z uśmiechem na ustach Taiga. Daiki spojrzał na niego.- Sam siebie okłamujesz. - wyszeptał niebieskowłosy otwierając drzwi .
Taiga ściągnął z siebie mokra koszulkę , wrzucając ja do plecaka. Tak samo jak zrobił to Daiki.Ao zauważył bliznę tuż pod żebrem Kagamiego. - Od czego ją masz ? - zapytał siadając na ławce obok niego.Czerwony spojrzał na niego szybko kiedy usłyszał to pytanie. Nie wiązał z nią zbyt dobrych wspomnień.- Jakiś psychol chciał mnie dźgnąć. - odparł na pozór spokojnym głosem.Ale Ao zauważył jak bardzo drżą mu dłonie w których ściskał bidon z wodą.- Nigdy nie potrafiłeś kłamać. I teraz ich spojrzenia spotkały się . Po chwili jednak spuścił wzrok na podłogę zsuwając się po ścianie na ławkę.- Po co do cholery je zamykasz? - wyszeptał słabo widząc jak Ao przekręcił zamek.Nie odpowiedział , zamiast tego usiadł obok bliskiego płaczu chłopaka.- Jesteśmy sami. - powiedział Daiki siadając bardzo blisko - Czego ode mnie chcesz ? - zapytał cicho patrząc na chłopaka.
Aomine przełknął ślinę, a ramię oparł na szyi Taigi.
Zdezorientowany chłopak odepchnął go od siebie wstając szybko.
- Odbiło ci? - krzyknął spoglądając na niego.
Niebieski westchnął głęboko.
- Na twoim punkcie!
Stanął przed nim naruszając strefę jego intymności. Czekał na jego odpowiedź miał wrażenie, że z każdą dłużącą się wieczność minutą powoli umierał.
Rozpada się na kawałki.
- Oszalałeś.. - wyszeptał przecierając dłońmi twarz.
- To bardzo możliwe.. - odpowiedział
Taiga nie wiedział jak ma się zachować.
- To nie jest normalne.. - wyszeptał Taiga biernie obserwując jak Ao pozbywa go spodenek.
- Chcę ci tylko sprawić przyjemność... - powiedział Daiki klękając.
Taiga oparł się nagimi plecami o lodowatą ścianę. Przymknął oczy.
Nie miał pojęcia, że z jego ust wydostanie się ten dźwięk. Cichy jęk, który upewni Aomine, że jest mu dobrze.
Ale Taiga obiecał sobie, że to tylko ten jeden raz. I choć śmieszne to zabrzmi, to czuł się jak samiec alfa. Chociaż sam nie wiedział czy podjął dobrą decyzję.
- D-dlaczego ty to robisz? - wyszeptał Kagami obserwując jak Daiki robi mu dobrze.
- Bądź cicho.. Taiga.. - odparł wycierając ślinę z kącików ust.
Kagami zacisnął dłonie na jego ramionach, nie miał pojęcia jak on może wyczyniać z jego ciałem takie rzeczy.
Ale robił to tak umiejętnie, że Taiga nie miał siły aby to przerwać.
Kiedy skończył otarł wilgotne od spermy usta i usiadł na ławkę. Taiga szybko założył spodnie, i zmęczony osunął się na podłogę.
To jednak nie był koniec.
- Chcesz mi się zrewanżować? - zapytał zdziwiony, kiedy czerwonowłosy usiadł na jego biodrach.
On jednak uśmiechnął się delikatnie i musnął ustami lekko uchylone , nadal wilgotne wargi Ao.
- Chcę ci podziękować.. - odparł ledwie słyszalnie
Żaden z nich nie uciekał przed swoim przeznaczeniem. W tamtej chwili to ogień stopił lód, który wydawał się być zwycięzcą.
- To się nigdy nie wydarzyło...- wysapał zmęczony Taiga schodząc z bioder zadowolonego Daikiego..
Zdezorientowany chłopak odepchnął go od siebie wstając szybko.
- Odbiło ci? - krzyknął spoglądając na niego.
Niebieski westchnął głęboko.
- Na twoim punkcie!
Stanął przed nim naruszając strefę jego intymności. Czekał na jego odpowiedź miał wrażenie, że z każdą dłużącą się wieczność minutą powoli umierał.
Rozpada się na kawałki.
- Oszalałeś.. - wyszeptał przecierając dłońmi twarz.
- To bardzo możliwe.. - odpowiedział
Taiga nie wiedział jak ma się zachować.
- To nie jest normalne.. - wyszeptał Taiga biernie obserwując jak Ao pozbywa go spodenek.
- Chcę ci tylko sprawić przyjemność... - powiedział Daiki klękając.
Taiga oparł się nagimi plecami o lodowatą ścianę. Przymknął oczy.
Nie miał pojęcia, że z jego ust wydostanie się ten dźwięk. Cichy jęk, który upewni Aomine, że jest mu dobrze.
Ale Taiga obiecał sobie, że to tylko ten jeden raz. I choć śmieszne to zabrzmi, to czuł się jak samiec alfa. Chociaż sam nie wiedział czy podjął dobrą decyzję.
- D-dlaczego ty to robisz? - wyszeptał Kagami obserwując jak Daiki robi mu dobrze.
- Bądź cicho.. Taiga.. - odparł wycierając ślinę z kącików ust.
Kagami zacisnął dłonie na jego ramionach, nie miał pojęcia jak on może wyczyniać z jego ciałem takie rzeczy.
Ale robił to tak umiejętnie, że Taiga nie miał siły aby to przerwać.
Kiedy skończył otarł wilgotne od spermy usta i usiadł na ławkę. Taiga szybko założył spodnie, i zmęczony osunął się na podłogę.
To jednak nie był koniec.
- Chcesz mi się zrewanżować? - zapytał zdziwiony, kiedy czerwonowłosy usiadł na jego biodrach.
On jednak uśmiechnął się delikatnie i musnął ustami lekko uchylone , nadal wilgotne wargi Ao.
- Chcę ci podziękować.. - odparł ledwie słyszalnie
Żaden z nich nie uciekał przed swoim przeznaczeniem. W tamtej chwili to ogień stopił lód, który wydawał się być zwycięzcą.
- To się nigdy nie wydarzyło...- wysapał zmęczony Taiga schodząc z bioder zadowolonego Daikiego..
środa, 23 kwietnia 2014
Rozdział 3 - 35 sekund później. Część 1 z 2
Levi kiwnął głową, oczekujac na jego odpowiedź.Nie chciał wyjść na zboczeńca, nie miał zamiaru wysłuchiwać potem że go do czegoś zmusił, dlatego po prostu zapytał.
Dla niego to było najzwyklejsze pytanie, przecież pocałunek nie jest czymś zakazanym nawet jeśli robisz to w ten sposób.
Eren westchnął głęboko łapiąc powietrze do płuc i wypuścił je ze swistem. Uchylił usta czekając na ruch Rivailla
Poczuł jak język Czarnowłosego muska jego podniebienie, nie chciał być uległy więc postanowił zacząć z nim walczyć.
I nawet w pocałunku, który z natury powinien być czymś delikatnym było odwieczne pragnienie wygranej.
Walczyli ze soba kilka minut, robiąc przerwy na złapanie oddechu. To tylko pocałunek, nic wielkiego się nie wydarzyło...
________
Dla niego to było najzwyklejsze pytanie, przecież pocałunek nie jest czymś zakazanym nawet jeśli robisz to w ten sposób.
Eren westchnął głęboko łapiąc powietrze do płuc i wypuścił je ze swistem. Uchylił usta czekając na ruch Rivailla
Poczuł jak język Czarnowłosego muska jego podniebienie, nie chciał być uległy więc postanowił zacząć z nim walczyć.
I nawet w pocałunku, który z natury powinien być czymś delikatnym było odwieczne pragnienie wygranej.
Walczyli ze soba kilka minut, robiąc przerwy na złapanie oddechu. To tylko pocałunek, nic wielkiego się nie wydarzyło...
________
Eren starał się nie deptać mu po stopach. Ale skutek jego starań był marny , gdyż Levi już po raz dziesiąty zwraca mu uwagę.
- Przestań się garbić. - skarcił go - I nie zachowuj się jak kłoda drewna. To ty będziesz ja prowadził.
Eren skinął głową, nie odrywając dłoni od jego talii.
Dokładnie 35 sekund później brunet potknął się o dywan i przewrócił się na Leviego.
Czarnowlosy szybko zrzucił go z siebie.
- Co z ciebie za oferma. - mruknął masując obolałe plecy.
- Przepraszam. - odparł cicho wstajac powoli.
Po chwili do drzwi ktoś zapukał. Okazało się , że to Mikasa.
Spojrzała dziwnym wzrokiem na siedzącego na podłodze Rivailla.
- Chciałam zapytać, czy wszystko w porzadku. Przed chwilą usłyszałam hałas.
Eren uśmiechnął się do niej.
- Przewróciłem się na Leviego. - powiedział bezmyślnie, nie zastanawiając się nad tym co mikasa mogła przez to zrozumieć.
- Uczyłem twojego brata tańczyć. Miałaś rację , rusza się jak kłoda drewna. - zakpił nadal lekko krzywiąc się przez ból w okolicach lędźwi.
- Tak ci powiedziała? - zapytał zdziwiony Eren.
- Mhm.. - odparł cicho
- Ale ty tak nie uważasz, prawda?
Leżeli obok siebie na materacu. Zmęczeni, w całym pokoju słychać było ich głośny zmęczony oddech.
- Przestań panikować. - odpowiedział zirytowany, przewracając się w stronę chłopaka.
Erenowi spodobało się wpatrywanie w sufit.
- Ona nigdy ze mną nie zatańczy. - jęknął zrezygnowany.
Levi uśmiechnął się do siebie.
- Musisz się postarać. - odparł wpatrując się w profil jego twarzy.
Krążył wzrokiem od włosów do ust, które w tamtym momencie były delikatnie otwarte.
- Masz rację. - wyszeptał.
Chociaż myślał inaczej.
- Musisz się postarać. - odparł wpatrując się w profil jego twarzy.
Krążył wzrokiem od włosów do ust, które w tamtym momencie były delikatnie otwarte.
- Masz rację. - wyszeptał.
Chociaż myślał inaczej.
Zaczął odczuwać niebezpieczną bliskość Leviego. Kiedy jego gorący oddech dotarł do szyi bruneta.
Zerknął na niego.
- Czujesz się niekomfortowo? - zapytał cicho oddychając wprost na szyję chłopaka.
- Można tak powiedzieć. - odparł speszony
- Co cie tak śmieszy ? - zapytał wzburzony.
Zerknął na niego.
- Czujesz się niekomfortowo? - zapytał cicho oddychając wprost na szyję chłopaka.
- Można tak powiedzieć. - odparł speszony
- Co cie tak śmieszy ? - zapytał wzburzony.
Rivaille spojrzał na niego wyciągając dłoń w kierunku jego twarzy.
Pstryknął go delikatnie w nos obserwując jak chłopak spogląda na niego zdziwiony.
- Masz takie śmieszne reakcje. - wyszeptał przybliżając się do jego twarzy.
- Bardzo śmieszne.. - dodał muskając jego usta .
Eren spojrzał na niego zdziwionym wzrokiem.
- Dlaczego ciągle to robisz? - zapytał chłopak odsuwając się od niego odrobinę.
Czarnowłosy uśmiechnął się do siebie, podpierając głowę ręką.
- To nic takiego. - odparł prawie niesłyszalnie nadal nie przestając wpatrywać się w jego twarz.
Eren zapomniał o tym bardzo szybko.
- Może zostaniesz u mnie na noc? Jest późno. - powiedział Eren zaglądając przez okno.
Ulice siekał siarczysty deszcz, atramentowe chmury przysłoniły księżyc.
- To chyba jeszcze za wcześnie, Eren. - odparł Levi uśmiechając się kiedy spostrzegł niezrozumienie na twarzy chłopaka.
Założył kaptur na głowę kiedy tylko wyszedł na zewnątrz. To i tak nie dało zbyt wiele, bo po chwili przemókł do suchej nitki.
- Cholera jasna. - zaklął krzyżując ręce na piersiach.
Ojciec nie miał zamiaru go podwieźć. Musiał jeszcze przejść tym cholernym parkiem.
A on od dzieciństwa powodował u niego strach. Sam nie wiedział co tak naprawdę przeraża go w tym miejscu. Ono po prostu powodowało u niego gęsią skórkę.
- Spokojnie panienko.. - wymamrotał jeden z mężczyzn siedzących na ławce obok której przeszedł Levi.
Chłopak zmarszczył brwi ignorując ich.
Oni jednak nie odpuścili.
- Gdzie się panience tak spieszy? Niech panienka usiądzie z nami..
Rivaille nadal ignorował ich prośby. Nie chciał wdawać się w kłótnie z miejscowymi pijakami.
Zawsze przecież mogą mieć przy sobie nóż.
W końcu jeden z nich stracił cierpliwość i złapał go za ramię odwracając chłopaka twarzą do siebie.
Jakie było jego zdziwienie kiedy spostrzegł , że ów panienką okazał się nastolatek.
Ale oni kojarzyli jego twarz.
- Gdzieś już cie widziałem.. - wyjąkał jeden z nich wyrzucając za siebie pustą butelkę.
- To przecież synalek tego bogacza! Tego skurwiela, który pławi się w luksusach. - warknął z wściekłością mężczyzna.
Rivaille stracił cierpliwość uderzając go z impetem w twarz, z taką siłą, że stracił jeden ząb.
Wypluł z ust krew spoglądając na niego.
- Jesteś zwykłą nic nie wartą gnidą! Nie masz prawa obrażać mojego ojca dlatego, że osiągnął więcej w życiu niż ty! - krzyknął ściągając z głowy kaptur.
- J-ja ci pokażę! - wrzasnął mężczyzna wycierając cieknącą z wargi krew. Złapał chłopaka za ramię uderzając pięścią w policzek.
Po kolejnym uderzenie łuk brwiowy nie wytrzymał i jego twarz zalała krew.
- Wystarczy już. - powiedział jeden z nich widząc dyszącego ze złości Leviego wpatrującego się mu prosto w oczy.
Pijak uderzył go jeszcze w brzuch odchodząc od niego.
Trudno było mu zatrzymać krwawienie a ból w okolicy żeber był nieznośny. Bez wahania zadzwonił do Erena. Stał w środku parku, cały przemoknięty w dodatku z licznymi obrażeniami - nic dziwnego, że gdy tylko Eren zjawił się na miejscu o mały włos nie dostał zawału.
- Co się stało? Kto ci to zrobił? - pytał przerażony brunet zarzucając mu na ramiona kurtkę.
- Opatrz mi tylko te rany. Przestań zadawać takie głupie pytania. - zaczął zirytowany Rivaille
Wdałem się w bójkę, dlatego tak wyglądam..
Eren westchnął głęboko zakładając kask.
- Prześpisz się dzisiaj u mnie. Moja mama nie będzie miała nic przeciwko. - powiedział Eren odpalając silnik.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Alive - rozdział 35 + w końcu powiało romantyzmem :) Krótki bo święta! ^^
Eren zastanawiał się gdzie teraz poszedł Kapitan. Czy to był jego wybór, że spędzi samotnie wieczór?
Wyszedł na zewnątrz mając nadzieję, że ujrzy jego twarz. Nawet jeśli nie będzie się uśmiechał wolałby ten jego chłód niż samotność.
I czuł się jak dziecko, które w tłumie obcych gubi swoją matkę. A wszystko dookoła zdawało się go przytłaczać.
- Eren? To ty? - zapytał znajomy głos.
Brunet odwrócił się szybko spoglądając na Erwina.
- Nie wiesz gdzie jest Kapitan Rivaille?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową.
- Słyszałem, że wielu żołnierzy wyjeżdża na południe. - odparł spokojnie.
- Na południe? - powtórzył zdziwiony
- Chcą odpocząć. Ja sam tego nie popieram, chociaż rozumiem ich zmęczenie. - zaśmiał się rozciągając mięśnie ramion.
Erena zaskoczyła odpowiedź blondyna.
Kiedy odszedł , chłopak usiadł na pierwszej ławce, którą zobaczył. To dla niego nie była dobra wiadomość.
- A co jeśli wyjechał? - wyszeptał czując jak po włosach spływają mu zimne krople deszczu.
Zaczęło lać jak z cebra, a on mimo tego nadal tam siedział. Zimne powietrze bawiło się jego włosami rozwiewając je na wszystkie strony.
- Co ty tu robisz? - zapytał Levi - Chcesz się przeziębić?
Eren podniósł głowę do góry.
Nigdy nie czuł się taki szczęśliwy jak teraz, kiedy jego zimny głos dotarł do uszu chłopaka.
Wyglądał bardziej hipnotyzująco niż zazwyczaj.
Może to przez jego oczy, a może przez głos?
Cała jego osoba była niezwykła. I zapewne to wywołało u chłopaka chaotyczne bicie serca.
- Myślałem , że wyjechałeś. - powiedział Eren .
Po jego twarzy spływały strugi deszczu i wyglądało to zupełnie jakby płakał.
- Nie wygaduj bzdur. - odparł zarzucając na niego swój płaszcz.
- A ty? - zapytał zdziwiony
- Jesteś przemarznięty. Nie wiem co ci strzeliło do głowy, żeby usiąść tu w taką pogodę.
- Nic mi nie jest. - odpowiedział uśmiechając się.
Do mieszkania nie było daleko. Kapitan otworzył drzwi zapalając światło.
- Ściągnij z siebie te mokre ubrania - powiedział obserwując jak chłopak wchodzi do łazienki.
Załóż to. - dodał po chwili widząc jak Eren stoi przed nim w samych bokserkach i trzęsie się z zimna.
Podziękował słabym głosem, założył suche ubrania i wszedł do sypialni.
Czuł jego zapach na sobie. Zaciągnął się nim głęboko do płuc.
- Usiądź. - powiedział, ale brzmiało to zupełnie jak rozkaz.
Eren wykonał polecenie.
Nikt nigdy nie uwierzyłby, że Kapitan potrafi okazać komuś taką troskę.
- Nachyl się.
Przetarł ręcznikiem wilgotne włosy. Robił to bardzo delikatnie.
- Dlaczego pomyślałeś, że wyjechałem? - zapytał nie zaprzestając wykonywać czynności.
Eren spuścił wzrok na podłogę, milcząc.
- Myślisz, że byłbym zdolny cię zostawić? - dodał odkładając mokry ręcznik na bok.
- Tak myślałem.. - wyszeptał
Rivaille uśmiechnął się delikatnie, ale Eren tego nie zauważył.
- Hej, Eren. - zaczął cicho odwracając jego głowę do siebie. - Pocałuj mnie..
Kapitan spostrzegł jak szybko źrenice chłopak powiększyły się. Nie spodziewał się, że on to zrobi.
Ledwie musnął ustami, jego usta.
Zatopił się w ich smaku.
Potem Levi zaczął rozpinać guziki jego koszuli, a Eren to samo zrobił z ubraniem Kapitana.
- Eren, zaczekaj.. - wyszeptał słabo kiedy Eren całował jego obojczyk.
Pocałunkami doszedł aż do linii jego spodni.
Spinał mięśnie brzucha, kiedy czuł na nim wilgotny język bruneta.
Eren ściągnął z niego spodnie, ze swoimi zrobił to samo.
- Eren.. co ty do cholery wyprawiasz..? - zapytał, szybko oddychając
Zgubił rytm jakim powinien łapać powietrze do płuc. Robił to niebezpiecznie szybko.
Ale Eren przejechał tylko palcem po zarysowanym mięśniach klatki piersiowej Leviego.
Kapitan poczuł zdezorientowanie kiedy rozszerzył jego uda i wszedł pomiędzy.
I żaden z nich nie wypowiedział ani słowa. Ciszę zabijały odgłosy odbijających się o parapet kropli deszczu.
- Boli cię kapitanie? - zapytał Eren nachylając się nad jego twarzą .
Miał przymknięte powieki. Zagryzł wargi do krwi.
- Przymknij się. - odparł zaciskając dłonie na pościeli.
Ale pomimo, że ból był nieznośny nie kazał mu przestać.. tylko podniósł się odrobinę na łokciach i pocałował go.
- Jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że mógłbym cie zostawić.. - powiedział słabo - przemyśl to jeszcze raz.
piątek, 11 kwietnia 2014
Rozdzial 34 - Burn with you
I kapitan mógłby przysiądz , że zabił dziesięciu żołnierzy gdyby nie fakt , że jego towarzyszka go prześcignęła.
- Przymknij się. - chlapnął do niej zirytowany kiedy przechwalała się tym przed swoimi przełożonymi
- Nie możesz pogodzić się z myślą , że jestem od ciebie lepsza.
Uśmiechnęła się złośliwie, obserwując jak momentalnie zmienia się wyraz twarzy kapitana.
- Możesz sobie co najwyżej pomarzyć. - prychnął otwierając drzwi od mieszkania .
- Skoro tak nalegasz. - zasmiala się wchodząc za nim do środka.
Całkiem przytulne gniazdko. - oznajmiła oglądając wszystko .
Levi zerknął na nią spod opadających na jego oczy kosmyków kruczo czarnych włosów.
- Nie idziesz do siebie ? - zapytał zmęczony .
Kobieta poklepała go po ramieniu .
- Mam tutaj coś , co tygryski lubia najbardziej.
Odslonila mundur , i Leviemu w oczy rzuciła się ćwiartka wódki.
- Nie mam ochoty. - mruknął wieszając na haku płaszcz.
Kobieta skrzywiła się na to i szybko odkręciła butelkę.
- Jak tam chcesz. Ja się chętnie napije. Wiesz nie zawsze jest taka okazja . - powiedziała zadowolona kierując gwint butelki do ust.
Ostry smak alkoholu spowodował, że na jej twarzy pojawił się kwaśny grymas.
- Nie daj się prosić. To naprawdę pomoże.
Namawiała go , wpychając mu butelkę do ręki.
W końcu Rivaille uległ. I wziął kilka łyków palącej w gardło wódki.
- Chociaż nie podzielam upijania się jako ucieczki od problemów , ale w niektórych przypadkach jest bardzo pomocne. - wyszeptała chowając butelkę do płaszcza.
- Jest już późno. Powinnaś już iść. - zasugerował czarnowłosy .
Kobieta zrozumiała , że nie ma on zbytniej ochoty na przebywanie w towarzystwie ludzi.
Jeżeli kiedykolwiek taka miał. To chyba musiał byc jakiś pieprzony wyjątek.
- Tak. Oczywiście mistrzu. - zażartowała , ale on chyba nie zbyt zrozumiał żart.
To nawet zabawne , kiedy Levi wpatruje się w nią wzrokiem niby groźnym. Chociaż wcale tak nie wygląda.
- Dobra, już mnie tu nie ma. - powiedziała głośno wychodząc z mieszkania.
Rivaille odetchnął z ulgą zamykając za nią drzwi. Zawsze spławianie ludzi bylo dla niego najłatwiejsze. Gorzej z ich poznawaniem. Tak to była dla niego sztuka.
I nawet teraz kiedy kapitan siedzi na łóżku wpatrując się w swoje odznaczenie wojenne.
Dostał je kiedy uratował wioskę przed tytanami. .
Obracał w palcach metalowa Gwiazdę, kiedy usłyszał jak drzwi otwierają się szybko schował ja pod poduszkę.
Wstał z łóżka kierując się w stronę kuchni. Podparł się łokciem o szafkę, obserwując ściągającego kurtkę Erena.
Chłopak przywitał się z nim, wyminął go i wszedł do sypialni.
Czarnowłosy poszedł za nim i stanął bardzo blisko niego. Naruszając strefę intymności Erena.
- Czy ty kiedykolwiek mnie posłuchasz? - jego głos był odrobinę zmartwiony.
Eren niemal niezauważalne przytaknął. Chociaż wiedział , że przyciąga kłopoty jak magnes.
I trudno będzie trzymać się od nich z daleka.
- Nie będę następnym razem cie zbierał z podłogi, rozumiesz? - zapytał z nutką irytacji w głosie.
Bo teraz właśnie tak było. Kapitan czuł złość na myśl o tym , że ktoś mógłby skrzywdzić Erena. Ale wina leży po obu stronach , bo brunet nie stara się unikać konfliktów.
- Rozumiem. - odparł .
Pewnie wpatrywał się przed siebie. Wiedział, że nie zmieni się od pstryknięcia palcem .
Levi puścił go poprawiając wymiętą koszule na piersiach.
Odpuścił.
Nie starał się za wszelką cenę dowieść prawdy.
Chociaż raz starał się opanować swoje apodyktyczne praktyki.
- Jak ma imię ta dziewczyna?
Zapytał kiedy Eren przebierał koszulkę. Chłopak wzdrygnął się gdy to usłyszał .
Sam zdziwił się z braku zaufania do kapitana. Co takiego sprawiło, że doszło do tego ?
- Nie wiem. Nie powiedziała mi jak się nazywa.
Rivaille zasmial się pod nosem.
- Nic jej nie zrobie. Jestem po prostu ciekaw. Wiesz.. może ja znam.
Eren odłożył ubrania na do szafy siadając na skraju łóżka.
- Nie sądzę. Ona nie jest stąd. - mruknął okrywając się szczelnie kocem.
- Cudzoziemka? - uśmiechnął się wstając od stołu.
- Chyba tak... - wyszeptał zasypiający już chłopak.
Rivaille zdjął jednym sprawnym ruchem koszulkę i rzucił ja na podłogę. Położył się obok chłopaka przymykając oczy.
I mógłby sam przyznać, że ciepło bijące od ciała erena jest bardzo przyjemne.
Dużo lepsze od samotności. Mógłby tak przyznać , gdyby nie był sobą.
Ranek nie jest ulubioną porą dnia dla Kapitana. Obudził się z pulsującym od skroni do potylicy bólem głowy.
Przewracał w kuchennych szafkach wszystko, byle tylko znaleźć jakieś proszki na ten cholerny ból.
Nie dając na wygraną dalej myszkował , przewracając do góry nogami całą kuchnie. W końcu spostrzegł opakowanie tabletek na ból głowy.
Nie mógł pojąć idiotyzmu osoby, która włożyła je do szafki z talerzami. A ta szafka niestety była wysoko, i Kapitan wspiął się odrobinę na palcach próbując dosięgnąć opakowania.
Uśmiechnął się dotykając palcami plastikowej saszetki. Szczęście nie trwało długo, gdyż jeden nierozsądny ruch zaowocował wypadnięciem całej zawartości szafki na podłogę.
Kilkanaście talerzy rozbiło się w drobny mak, a jeden odłamek wbił się w łydkę kapitana.
Zaklął pod nosem i ukucnął zbierając ostre kawałki.
Pech chciał, że nieuważnie sięgnął po jeden z odłamków i ten boleśnie go pokaleczył.
Zbierał tak do póki nie zobaczył stojącego za nim zszokowanego Erena.
Stał tak przed nim w milczeniu, a jego skóra była blada jak płótno.
- Dobrze się czujesz? - zapytał zamiatając ostatnie okruszki do śmietnika.
- Tak.. - odparł mechanicznie
Był pogrążony w głębokim śnie, kiedy hałas rozbijającej się porcelany rozniósł się echem po całym mieszkaniu. Zerwał się z łóżka upadając na podłogę.
O mały włos nie dostał zawału..
- To jakiś kompletny kretyn włożył proszek na ból głowy do szafki z talerzami.
- prychnął rozpuszczając go w wodzie.
Nie zorientował się, że ma wbity w łydkę mały odłamek.
- Jesteś ranny! - krzyknął Eren biegnąc do łazienki po apteczkę.
Levi zerknął na swoją nogę i szybko wyciągnął ostry kawałek ze swojego ciała.
To nie był zbyt dobry pomysł, bo przez to krew zaczęła lecieć jeszcze bardziej.
I Eren musiał długo przyciskać ręcznik do rany, tamując krwotok.
- Może zadzwonię po lekarza? - zapytał spanikowany chłopak.
- Nie trzeba to tylko mała rana.
Gdy Eren skończył bandażować zgrabną łydkę kapitana, Levi chciał wstać na równe nogi.
Jednak kłujący ból jaki wtedy poczuł sprawił, że wylądował na podłodze.
- Musisz się położyć. Rana jest zbyt świeża. - krzyknął z łazienki chłopak słysząc jak coś upadło na podłogę po raz drugi.
- Nie będziesz... mi... smarkaczu... mówił... co... mam... robić... - wydyszał zmęczony nadal próbując przejść kilka kroków.
W końcu sam odpuścił siadając oparty o łóżko.
- Przymknij się. - chlapnął do niej zirytowany kiedy przechwalała się tym przed swoimi przełożonymi
- Nie możesz pogodzić się z myślą , że jestem od ciebie lepsza.
Uśmiechnęła się złośliwie, obserwując jak momentalnie zmienia się wyraz twarzy kapitana.
- Możesz sobie co najwyżej pomarzyć. - prychnął otwierając drzwi od mieszkania .
- Skoro tak nalegasz. - zasmiala się wchodząc za nim do środka.
Całkiem przytulne gniazdko. - oznajmiła oglądając wszystko .
Levi zerknął na nią spod opadających na jego oczy kosmyków kruczo czarnych włosów.
- Nie idziesz do siebie ? - zapytał zmęczony .
Kobieta poklepała go po ramieniu .
- Mam tutaj coś , co tygryski lubia najbardziej.
Odslonila mundur , i Leviemu w oczy rzuciła się ćwiartka wódki.
- Nie mam ochoty. - mruknął wieszając na haku płaszcz.
Kobieta skrzywiła się na to i szybko odkręciła butelkę.
- Jak tam chcesz. Ja się chętnie napije. Wiesz nie zawsze jest taka okazja . - powiedziała zadowolona kierując gwint butelki do ust.
Ostry smak alkoholu spowodował, że na jej twarzy pojawił się kwaśny grymas.
- Nie daj się prosić. To naprawdę pomoże.
Namawiała go , wpychając mu butelkę do ręki.
W końcu Rivaille uległ. I wziął kilka łyków palącej w gardło wódki.
- Chociaż nie podzielam upijania się jako ucieczki od problemów , ale w niektórych przypadkach jest bardzo pomocne. - wyszeptała chowając butelkę do płaszcza.
- Jest już późno. Powinnaś już iść. - zasugerował czarnowłosy .
Kobieta zrozumiała , że nie ma on zbytniej ochoty na przebywanie w towarzystwie ludzi.
Jeżeli kiedykolwiek taka miał. To chyba musiał byc jakiś pieprzony wyjątek.
- Tak. Oczywiście mistrzu. - zażartowała , ale on chyba nie zbyt zrozumiał żart.
To nawet zabawne , kiedy Levi wpatruje się w nią wzrokiem niby groźnym. Chociaż wcale tak nie wygląda.
- Dobra, już mnie tu nie ma. - powiedziała głośno wychodząc z mieszkania.
Rivaille odetchnął z ulgą zamykając za nią drzwi. Zawsze spławianie ludzi bylo dla niego najłatwiejsze. Gorzej z ich poznawaniem. Tak to była dla niego sztuka.
I nawet teraz kiedy kapitan siedzi na łóżku wpatrując się w swoje odznaczenie wojenne.
Dostał je kiedy uratował wioskę przed tytanami. .
Obracał w palcach metalowa Gwiazdę, kiedy usłyszał jak drzwi otwierają się szybko schował ja pod poduszkę.
Wstał z łóżka kierując się w stronę kuchni. Podparł się łokciem o szafkę, obserwując ściągającego kurtkę Erena.
Chłopak przywitał się z nim, wyminął go i wszedł do sypialni.
Czarnowłosy poszedł za nim i stanął bardzo blisko niego. Naruszając strefę intymności Erena.
- Czy ty kiedykolwiek mnie posłuchasz? - jego głos był odrobinę zmartwiony.
Eren niemal niezauważalne przytaknął. Chociaż wiedział , że przyciąga kłopoty jak magnes.
I trudno będzie trzymać się od nich z daleka.
- Nie będę następnym razem cie zbierał z podłogi, rozumiesz? - zapytał z nutką irytacji w głosie.
Bo teraz właśnie tak było. Kapitan czuł złość na myśl o tym , że ktoś mógłby skrzywdzić Erena. Ale wina leży po obu stronach , bo brunet nie stara się unikać konfliktów.
- Rozumiem. - odparł .
Pewnie wpatrywał się przed siebie. Wiedział, że nie zmieni się od pstryknięcia palcem .
Levi puścił go poprawiając wymiętą koszule na piersiach.
Odpuścił.
Nie starał się za wszelką cenę dowieść prawdy.
Chociaż raz starał się opanować swoje apodyktyczne praktyki.
- Jak ma imię ta dziewczyna?
Zapytał kiedy Eren przebierał koszulkę. Chłopak wzdrygnął się gdy to usłyszał .
Sam zdziwił się z braku zaufania do kapitana. Co takiego sprawiło, że doszło do tego ?
- Nie wiem. Nie powiedziała mi jak się nazywa.
Rivaille zasmial się pod nosem.
- Nic jej nie zrobie. Jestem po prostu ciekaw. Wiesz.. może ja znam.
Eren odłożył ubrania na do szafy siadając na skraju łóżka.
- Nie sądzę. Ona nie jest stąd. - mruknął okrywając się szczelnie kocem.
- Cudzoziemka? - uśmiechnął się wstając od stołu.
- Chyba tak... - wyszeptał zasypiający już chłopak.
Rivaille zdjął jednym sprawnym ruchem koszulkę i rzucił ja na podłogę. Położył się obok chłopaka przymykając oczy.
I mógłby sam przyznać, że ciepło bijące od ciała erena jest bardzo przyjemne.
Dużo lepsze od samotności. Mógłby tak przyznać , gdyby nie był sobą.
Ranek nie jest ulubioną porą dnia dla Kapitana. Obudził się z pulsującym od skroni do potylicy bólem głowy.
Przewracał w kuchennych szafkach wszystko, byle tylko znaleźć jakieś proszki na ten cholerny ból.
Nie dając na wygraną dalej myszkował , przewracając do góry nogami całą kuchnie. W końcu spostrzegł opakowanie tabletek na ból głowy.
Nie mógł pojąć idiotyzmu osoby, która włożyła je do szafki z talerzami. A ta szafka niestety była wysoko, i Kapitan wspiął się odrobinę na palcach próbując dosięgnąć opakowania.
Uśmiechnął się dotykając palcami plastikowej saszetki. Szczęście nie trwało długo, gdyż jeden nierozsądny ruch zaowocował wypadnięciem całej zawartości szafki na podłogę.
Kilkanaście talerzy rozbiło się w drobny mak, a jeden odłamek wbił się w łydkę kapitana.
Zaklął pod nosem i ukucnął zbierając ostre kawałki.
Pech chciał, że nieuważnie sięgnął po jeden z odłamków i ten boleśnie go pokaleczył.
Zbierał tak do póki nie zobaczył stojącego za nim zszokowanego Erena.
Stał tak przed nim w milczeniu, a jego skóra była blada jak płótno.
- Dobrze się czujesz? - zapytał zamiatając ostatnie okruszki do śmietnika.
- Tak.. - odparł mechanicznie
Był pogrążony w głębokim śnie, kiedy hałas rozbijającej się porcelany rozniósł się echem po całym mieszkaniu. Zerwał się z łóżka upadając na podłogę.
O mały włos nie dostał zawału..
- To jakiś kompletny kretyn włożył proszek na ból głowy do szafki z talerzami.
- prychnął rozpuszczając go w wodzie.
Nie zorientował się, że ma wbity w łydkę mały odłamek.
- Jesteś ranny! - krzyknął Eren biegnąc do łazienki po apteczkę.
Levi zerknął na swoją nogę i szybko wyciągnął ostry kawałek ze swojego ciała.
To nie był zbyt dobry pomysł, bo przez to krew zaczęła lecieć jeszcze bardziej.
I Eren musiał długo przyciskać ręcznik do rany, tamując krwotok.
- Może zadzwonię po lekarza? - zapytał spanikowany chłopak.
- Nie trzeba to tylko mała rana.
Gdy Eren skończył bandażować zgrabną łydkę kapitana, Levi chciał wstać na równe nogi.
Jednak kłujący ból jaki wtedy poczuł sprawił, że wylądował na podłodze.
- Musisz się położyć. Rana jest zbyt świeża. - krzyknął z łazienki chłopak słysząc jak coś upadło na podłogę po raz drugi.
- Nie będziesz... mi... smarkaczu... mówił... co... mam... robić... - wydyszał zmęczony nadal próbując przejść kilka kroków.
W końcu sam odpuścił siadając oparty o łóżko.
- Chcę wyjść na zewnątrz. - powiedział kiedy Eren wszedł do pokoju.
- Będę musiał ci pomóc. - oznajmił chłopak pomagając kapitanowi wstać.
To nie było łatwe, dla żadnego z nich.
Gdy wyszli z mieszkania, Levi o mały włos nie spowodowałby wypadku.
I chociaż to była ewidentnie jego wina , cały opieprz zebrał Eren.
- Eren ! - zawołał znajomy głos
Chłopak odwrócił głowę widząc jak biegnie do nich Kotori.
- Szukałam cie cały ranek. Masz dzisiaj wolny wieczór ? - zapytała
Rivaille spojrzał na dziewczynę z zaciekawieniem oczekując
odpowiedzi chłopaka.
Nie zdziwił się , kiedy Eren na jego oczach omówił się z
nią.
- To ta dziewczyna o którą tak się martwiłeś? - zapytał
siadając na ławce.
Eren skinął głowa przysiadając miejsce obok niego.
- Powinienem życzyć ci udanej randki. - dodał rozciągając
mięśnie ramion.
Brunet spojrzał na niego z niezrozumieniem.
- Randki? - powtórzył słabo.
I kapitan chciałby usłyszeć , że chłopak nigdzie się nie
wybiera. I , że zawsze będzie obok niego. Chciałby przestać
myśleć, że wszystko co kiedykolwiek pokochał zawsze potem
traci.
Ale tak się nie stało. I Levi musiał oglądać jak z każdym
dniem sam pozwala mu odejść. I chyba musiałby wydarzyć się
cud , żeby w końcu to zrozumiał.
piątek, 28 marca 2014
Rozdział 33
- Eren wstawaj, musimy natychmiast ruszać. - powiedział głośno Levi szarpiąc chłopaka za ramię.
Brunet otworzył powoli oczy mrugając kilkakrotnie.
- Co się dzieje? - zapytał zaspanym głosem siadając na skraju łóżka.
- Dostałem rozkaz, wyjeżdżamy na południe. Trwa tam walka, nie ma czasu na dłuższe wyjaśnienia.
Eren zerwał się jak oparzony z łóżka, obwiązując biodra pościelą.
Szybko pobiegł do łazienki.
Po kilku minutach wyszedł z niej ubrany.
Na zewnątrz czekał na nich samochód, Eren zajął miejsce przy oknie. Kapitan siedział naprzeciw niego przeglądając jakieś papiery.
- Co to za dokumenty? - zapytał nagle przestając wpatrywać się w fotel.
- Nic ważnego.
- Za godzinę będziemy na miejscu, sir. - oznajmił kierowca
Levi skinął głową poprawiając swój mundur. Obowiązki były dla niego ważniejsze niż zdrowie, nigdy nie odmówił wykonania rozkazu bez względu na to jaki był.
Czas minął szybko kiedy Eren wyszedł z samochodu uśmiechnął się delikatnie.
Chłodnie powietrze muskało skórę jego policzków.
- Nie stój tak, za mną. - warknął pośpieszając go.
Chłopak podążał za kapitanem , który kierował się w stronę wielkiego namiotu.
- Zaczekaj tutaj. - powiedział do niego.
Chłopak skinął głową zatrzymując się.
- Panie Majorze melduję, że jestem gotowy do wykonania rozkazów.
Mężczyzna siedzący za biurkiem skinął głową.
- Wieczorem zgłoś się do bazy. Na pewno poradzisz sobie z nimi? - zapytał patrząc na jego brzuch.
Rivaille przytaknął.
Zaraz potem wyszedł.
Zirytował się widząc jak brunet stoi obok sąsiedniego namiotu i rozmawia z kilkoma żołnierzami.
Szybko podszedł do niego, i mocno złapał za ramię.
Mężczyźni stanęli wyprostowani blednąc ze strachu. Wiedzieli do czego zdolny jest ten człowiek.
- Kolejny raz nie wysłuchałeś mojego polecenia. - syknął zdenerwowany zaciskając dłoń.
Eren poczuł ból rozchodzący się po całej ręce.
- To moi koledzy. Znaliśmy się już wcześniej.. - zaczął się usprawiedliwiać.
- Nie obchodzi mnie kim są ci idioci. - warknął
Jeżeli każę ci czekać, masz to zrobić.
Eren spuścił wzrok na ziemię.
- Przepraszam, to był ostatni raz. - wyszeptał przestraszony.
Kapitan zabrał dłoń.
- Za mną. - rozkazał odchodząc.
Żołnierze odetchnęli z ulgą patrząc na siebie wzajemnie.
- To dopiero świr. - szeptali do siebie podając sobie papierosa.
- Którego słowa w tym co do ciebie powiedziałem nie zrozumiałeś?! - krzyknął popychając go na drzewo.
Eren syknął z bólu, kiedy jego plecy spotkały się z twardą korą drzewa.
- Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję! - powiedział szybko patrząc na niego przerażony.
Eren przymknął oczy oczekując na uderzenie, ale nic takiego się nie stało.
Poprawił swój mundur odchodząc od niego.
- Przyjdź za godzinę na stołówkę. Nie będę zbierać cie z podłogi jak zemdlejesz. - dodał odwracając się.
Brunet przytaknął szybko.
Po godzinie chodzenia po całej jednostce Eren udał się na stołówkę.
Levi siedział otoczony innymi ludźmi.
Wiedział, że jeśli usiądzie razem z nimi to będzie nierozsądny wybór.
Nie jest na wysokim stanowisku, żeby stołować się z takimi ludźmi.
Zresztą tego samego uczyli go kiedy jeszcze szkolił się na żołnierza.
Usiadł do stolika ze swoimi starymi kolegami.
Ich rozmowę przerwał Kapitan Levi. Spojrzał na Erena, a w jego wzroku widać było złość.
- Jak skończysz jeść chciałbym z tobą porozmawiać. - powiedział zimnym głosem wracając na swoje miejsce.
Żołnierze spojrzeli na siebie.
- O co mu chodzi? - zapytał jeden z nich.
- Uwziął się na ciebie. - zaczęła dziewczyna nachylając się w jego stronę.
Każdy wie, że kiedy jest na misji robi się nieznośny.
- Lepiej trzymać się od niego z daleka. - dodał następny kończąc swój posiłek.
Eren słuchał ich rad ze świadomością , że nie jest w stanie zrobić ani jednej rzeczy, które wymienili.
- "Jak mam go unikać skoro jestem z nim tak blisko.. " - pomyślał, grzebiąc w swoim talerzu.
Jedzenie zawsze jest niedobre, ale najważniejsze jest to, że w ogóle można coś zjeść. Nie chciał wybrzydzać, więc zjadł wszystko do końca.
Chociaż chciał aby to jedzenie nigdy się nie kończyło, wolałby umrzeć z przejedzenia niż udać się na rozmowę z Levim.
To jednak było niemożliwe, i kiedy tylko odniósł talerz wyszedł na zewnątrz.
Czekał tam już na niego Kapitan.
- Uważasz, że możesz robić co ci się podoba? - zapytał głośno, podchodząc do niego niebezpiecznie blisko.
- Niczego takiego nie pomyślałem. - odpowiedział szybko.
- Dlaczego nie usiadłeś obok mnie? - jego głos wydawał się obojętny, ale wcale tak nie było.
Zazdrość nie leżała w jego naturze, jednak w tym momencie widać było na kilometr, że jest zazdrosny.
- Idziesz? - Levi usłyszał za plecami kobiecy głos.
To jego partnerka. Będą razem walczyć. Nie za bardzo pasowało to Kapitanowi.
- Jeszcze mam czas. - powiedział nie odwracając się do niej.
Wpatrywał się w Erena, zawsze robi to w taki sposób, że chłopak zaczyna czuć się nieswojo. Jakby chciałby zabić go tym spojrzeniem, pociąć na małe kawałeczki i spalić.
- Mają problem z tymi osiłkami. Musimy iść. Teraz. - odparła głośno
Kapitan odszedł z nią zostawiając chłopaka samego.
Poczuł ulgę kiedy przestał się w niego wpatrywać. Westchnął głęboko ruszając w kierunku znajdującego się niedaleko zacisznego miejsca.
Miał dość na dzisiaj.
Usiadł na trawie rozciągając ramiona. Przed nim rozciągała się błyszcząca tafla jeziora.
Po jakimś czasie poczuł się bardzo zmęczony. Położył się, zamykając oczy.
Tak bardzo chciałby zobaczyć Mikasę. Nie ma pojęcia co się z nią dzieje.
Obydwoje śnili o świecie bez wojen i tytanów.
Ona dała mu całą swoją miłość, poświęciła mu swój czas.
Bardzo się o nią martwi. Nawet, jeśli tego nie okazuje..
Przymknął oczy kiedy po chwili usłyszał cichy śmiech. Oparł się na łokciach widząc kilka metrów od siebie stojąca dziewczynę.
Uśmiechała się do niego. Promienie słońca padały jej na twarz.W tym blasku wyglądała jak anioł.
- Mogę usiąść obok ciebie? - zapytała nieśmiało.
Eren uśmiechnął się.
- Tak. Właściwie przyjemniej będzie spędzić czas z tobą.
Dziewczyna zaśmiała się cicho, czerwieniąc się. Od razu usiadła obok niego.
- Czemu siedzisz tutaj sam? - zapytała kładąc się.
- Sam nie wiem po co tutaj przyjechałem. - odparł cicho
A co z tobą?
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
- Jestem kucharką, widziałam cie w stołówce.. Jak masz na imię?
- Nazywam się Eren Yeager. - powiedział wyciągając do niej dłoń.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy.
- J-jestem Kotori... słyszałam o tobie. - wyszeptała
Jej głos był przerażony.
Eren wrócił na swoje miejsce zasłaniając dłonią słońce.
- Możesz odejść jeśli chcesz.. - powiedział nagle
Dziewczyna zdziwiła się.
- Dlaczego miałabym to zrobić? - zapytała szturchając go łokciem.
Uśmiechnęła się.
- Jesteś człowiekiem, nie potworem. Wiem, że ludzie tak o tobie myślą..
Chłopak spojrzał na nią.
- Nie boisz się mnie?
Kotori pokręciła głową.
- Ani trochę! - zaśmiała się kładąc się obok niego.
środa, 26 marca 2014
Rozdział 32
Witam was moi kochani :3
Mam dla was rozdział, która na pewno wam się spodoba ze względu na.. a zresztą sami zobaczycie :D zapraszam do komentowania i miłej lektury!
- Eren.. Eren? - powtarzał kapitan szturchając chłopaka. Bez skutku robił tak jeszcze przez chwilę.
Prychnął pod nosem. -Co za cholerny smarkacz.
Wszedł do łazienki gasząc za sobą światło w sypialni. Miał nadzieję, że zimny prysznic choć trochę go orzeźwi i zredukuje bolesne uciskanie w spodniach.
**
Promienie słońca przebiły się się przez zasłony padając wprost na twarz Erena. Chłopak szybko zasłonił twarz ręką , nadal trwając w śnie. Levi siedział przy stole obserwując bruneta.
- Nareszcie wstałeś. - powiedział zimno, odsłaniając okno.
Chłopak mruknął coś pod nosem przykrywając się kocem aż po samą głowę.
Po chwili jednak zerwał się z łóżka, biegnąc w stronę łazienki.
Rivaille nie zwracając uwagi na wymiotującego Erena. Pościelił dokładnie łóżko zbierając z podłogi ubrania.
- Pośpiesz się. Nie pozwolę ci spędzić całego dnia na obijaniu się. - wycedził stojąc przed drzwiami łazienki.
Po kilkunastu minutach brunet wyszedł z pomieszczenia.
Na pierwszy rzut oka widać było, że nie wygląda za dobrze. Był bardzo blady.
- Jest mi nie dobrze.. - wyszeptał krzyżując ramiona na brzuchu.
Levi spojrzał na niego beznamiętnie. Nie miał zamiaru objąć go ramionami i podać środki przeciwbólowe.
- Zapłacisz za swoją głupotę. - odparł podając mu górną część garderoby. - Załóż to, musimy się z kimś spotkać.
Eren skinął posłusznie głową i ubrał na siebie idealnie białą koszulę. Drżącymi dłońmi starał się zapiąć guziki koszuli jednak nie dawał sobie z tym rady. Rivaille bez słowa pomógł mu to zrobić, przy okazji przez przypadek przejeżdżając palcem po jego klatce piersiowej.
Szybkim krokiem szli przez korytarz, kiedy byli tuż przed drzwiami wyjściowymi Levi zatrzymał się na chwilę.
- Twoja siostra wyjechała. Wróci za miesiąc. - powiedział spokojnie odpalając papierosa.
Brunet zdziwił się odrobinę. Po chwili dotarło do niego, że nie zostawiła mu kluczy do mieszkania.
- Będziesz mieszkać u mnie. - dodał szybko .
Eren nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- Pozwolisz mi u siebie zamieszkać? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.
Kapitan przymknął oczy, przytakując mu.
- Nie muszę ci przypominać, że w moim domu obowiązują moje zasady, zrozumiano? - spojrzał na niego poważnie.
Chłopak szybko skinął głową.
- Gdzie właściwie idziemy?
- Ja idę na spotkanie z jedną osobą, ty wyszedłeś na spacer. Przemyśl swoje głupie zachowanie, i postaraj się nie wpaść w kłopoty. - odparł Levi odchodząc od niego.
Eren spędzał czas z Erwinem, rozmawiali na różne tematy a blondyn zabrał go do kawiarni.
Kiedy nastał wieczór mężczyzna musiał wracać do jednostki. Brunet postanowił przejść się jeszcze przez chwilę.
W parku otoczonym wysokimi drzewami, usłyszał krzyk. Ewidentnie należał od do kobiety. Pobiegł ile sił w nogach do miejsca z którego dochodził hałas.
Jego oczom ukazał się widok, który u każdego człowieka spowodowałby gniew.
Dwoje mężczyzn napadło młodą kobietę, jeden z nich przyciskał ją do muru trzymając tuż przy jej szyi nóż.
Drugi natomiast szperał w jej torbie, szukając czegoś cennego.
- Zostawcie ją natychmiast! - krzyknął wychodząc do nich.
Spojrzeli się szybko za siebie, ale kiedy ujrzeli młodzieńca z niezbyt męskimi rysami wybuchnęli śmiechem.
- Lepiej stąd spadaj smarkaczu. - warknął jeden z nich .
- Jeśli nie zostawicie tej kobiety, pożałujecie tego! - odparł pewnym głosem zbliżając się do nich.
Mężczyzna rzucił torebkę na ziemie podchodząc do chłopaka. Złapał go za kołnierz przybliżając go do siebie.
- Mam ci pociąć tą piękną buźkę? - wyszeptał , a odór alkoholu z jego ust spowodował u bruneta mdłości.
- Nie masz prawa mi grozić. - odpowiedział wpatrując się mu prosto w oczy.
Mężczyzna rzucił nim o ziemię po chwili klękając obok niego. Sprawnym ruchem przycisnął przedramieniem jego szyję.
Eren zdołał się jednak obronić. Kopnął go kolanem w brzuch, przytwierdzając go do ziemi.
Drugi zauważył to i podbiegł do niego szybko, puszczając dziewczynę. Ona uciekła szybko, nie odwracając się za siebie.
- Nie trzeba było zgrywać bohatera. - syknął uderzając go z impetem w twarz.
Bili go jeszcze kilkanaście minut, odeszli w popłochu kiedy brunet przestał się ruszać.
Po chwili ocknął się wypluwając z ust krew. Złapał się za brzuch, wstając powoli.
**
Levi milczał kiedy zobaczył przed drzwiami zakrwawionego bruneta opierającego się o próg.
Wpuścił go do środka, zamykając drzwi.
Eren od razu skierował się do łazienki. Zdjął ubrudzoną koszulkę rzucając ją na podłogę. Odkręcił kran i przemył ręce zimną wodą.
Twarz delikatnie przetarł ręcznikiem.Zgasił światło i wyszedł do sypialni.
Rivaille siedział na łóżku obserwując go uważnie. Przeniósł wzrok na podłogę.
- Kto ci to zrobił? - zapytał spokojnie.
- Przewróciłem się.. - odparł cicho
Levi westchnął głęboko wstając z łóżka. Podszedł do niego bardzo blisko.
- Pytam po raz ostatni, kto ci to zrobił? - powtórzył już lekko zirytowanym głosem.
- Mówiłem, że.. - zaczął, ale szybko przerwał mu Kapitan.
- Przestań kłamać! - krzyknął popychając go.
Brunet zderzył się plecami ze ścianą.
- Chcieli zrobić jej krzywdę, nie mogłem jej tak zostawić. - szepnął uciekając od wzroku Kapitana.
Levi prychnął pod nosem przekleństwo, puszczając go.
- Zgrywanie bohatera ci nie służy..
Eren usiadł na skraju łóżka spoglądając na poździerane kostki na dłoniach. Podniósł wzrok wyżej, kiedy przed swoim nosem zobaczył apteczkę.
- Opatrz sobie te rany. - powiedział spokojnie.
Eren podziękował , otwierając czerwoną skrzynkę. Wyjął z niej bandaż i wodę utlenioną. Po chwili Rivaille usiadł obok niego na łóżku.
Złapał jego prawą dłoń i przysunął do siebie kładąc na swoje kolana.
Brunet wypuścił ze świstem powietrze z ust, kiedy poczuł nieprzyjemne pieczenie.
Levi spojrzał na niego z irytacją.
- Jak oni wyglądali? - zapytał nagle bandażując dłoń chłopaka.
- Było ciemno, nie pamiętam ich twarzy. - odparł cicho podając mu drugą dłoń.
- Lepiej sobie przypomnij, nie puszczę im tego płazem. - wycedził przez zęby, zamykając skrzynkę.
Eren zamilkł przez chwilę.
Doskonale pamiętał jak wyglądali mężczyźni , którzy go pobili. Nie powiedział mu tylko dlatego, aby kapitan z nimi nie walczył.
Choć z Levim nie mieliby żadnych szans na przeżycie.
- Przygotuję ci coś do jedzenia. - oznajmił czarnowłosy, wchodząc do kuchni.
Brunet rozsiadł się na łóżku, kiedy po chwili Levi podał mu talerz gorącej zupy.
Chłopak zjadł wszystko bardzo szybko. Był szczęśliwy, czując rozprzestrzeniające się w brzuchu przyjemne ciepło.
Kapitan niczego nie jadł, usiadł tylko obok niego.
Eren znieruchomiał kiedy poczuł na swoim udzie dłoń czarnowłosego. Jeździł nią w dół i w górę, a spodnie były dla niego w tamtej chwili niepotrzebną przeszkodą.
Jego palce ześlizgnęły się po brwiach, nosie i ustach. Dotykiem uaktywnia wszystkie zmysły, ale one działają aż ponad swoje siły.
Czyniąc z każdego zbliżenia tysiąc odczuć na minutę.
Mięśnie bruneta napinają się pod dotykiem Kapitana. Jest tak blisko niego, i wszystko wygląda tak nierealnie.
Pożądanie również wyostrza zmysły, pocałunkami zmusza chłopaka do milczenia.
Nie chce aby on się opierał. Pragnie jedynie jego bliskości, ciepła jego ciała..
Niecierpliwe dłonie kapitana wędrując pod koszulkę Erena.
Gładzi jego klatkę piersiową, która unosi się niespokojnie.
Zwinny język kapitana bawi się z niedouczonym językiem bruneta. Szybko ściąga mu spodnie i rzuca je na podłogę.
Uśmiechnął się do siebie widząc jak chłopak reaguje na delikatny dotyk podbrzusza, szybkim ruchem ściąga z siebie spodnie.
Koszulkę zostawia, ma jeszcze niezabliźnioną ranę.
- Musisz być ostrożny.. - wyszeptał Eren
- Sam o siebie zadbam.. - odparł do jego ucha kierując się na jego szyję.
Zaciągnął się zapachem Erena całując okolice jego obojczyka.
Objął go ramieniem poruszając się w nim powoli. Eren starał się tłumić krzyk zagryzając skórę na nadgarstku.
Kapitan odsunął jego dłoń na łóżko zachłannie wbijając się w jego usta.
Tak mocno, że ślina spływała w kącikach jego ust.
Chwycił go mocno za szyję sprawiając, że brunet nie mógł poruszyć głową.
Wpatrywał się w jego oczy, a ta czarna otchłań zdawała się go ogarniać..
Mam dla was rozdział, która na pewno wam się spodoba ze względu na.. a zresztą sami zobaczycie :D zapraszam do komentowania i miłej lektury!
- Eren.. Eren? - powtarzał kapitan szturchając chłopaka. Bez skutku robił tak jeszcze przez chwilę.
Prychnął pod nosem. -Co za cholerny smarkacz.
Wszedł do łazienki gasząc za sobą światło w sypialni. Miał nadzieję, że zimny prysznic choć trochę go orzeźwi i zredukuje bolesne uciskanie w spodniach.
**
Promienie słońca przebiły się się przez zasłony padając wprost na twarz Erena. Chłopak szybko zasłonił twarz ręką , nadal trwając w śnie. Levi siedział przy stole obserwując bruneta.
- Nareszcie wstałeś. - powiedział zimno, odsłaniając okno.
Chłopak mruknął coś pod nosem przykrywając się kocem aż po samą głowę.
Po chwili jednak zerwał się z łóżka, biegnąc w stronę łazienki.
Rivaille nie zwracając uwagi na wymiotującego Erena. Pościelił dokładnie łóżko zbierając z podłogi ubrania.
- Pośpiesz się. Nie pozwolę ci spędzić całego dnia na obijaniu się. - wycedził stojąc przed drzwiami łazienki.
Po kilkunastu minutach brunet wyszedł z pomieszczenia.
Na pierwszy rzut oka widać było, że nie wygląda za dobrze. Był bardzo blady.
- Jest mi nie dobrze.. - wyszeptał krzyżując ramiona na brzuchu.
Levi spojrzał na niego beznamiętnie. Nie miał zamiaru objąć go ramionami i podać środki przeciwbólowe.
- Zapłacisz za swoją głupotę. - odparł podając mu górną część garderoby. - Załóż to, musimy się z kimś spotkać.
Eren skinął posłusznie głową i ubrał na siebie idealnie białą koszulę. Drżącymi dłońmi starał się zapiąć guziki koszuli jednak nie dawał sobie z tym rady. Rivaille bez słowa pomógł mu to zrobić, przy okazji przez przypadek przejeżdżając palcem po jego klatce piersiowej.
Szybkim krokiem szli przez korytarz, kiedy byli tuż przed drzwiami wyjściowymi Levi zatrzymał się na chwilę.
- Twoja siostra wyjechała. Wróci za miesiąc. - powiedział spokojnie odpalając papierosa.
Brunet zdziwił się odrobinę. Po chwili dotarło do niego, że nie zostawiła mu kluczy do mieszkania.
- Będziesz mieszkać u mnie. - dodał szybko .
Eren nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- Pozwolisz mi u siebie zamieszkać? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.
Kapitan przymknął oczy, przytakując mu.
- Nie muszę ci przypominać, że w moim domu obowiązują moje zasady, zrozumiano? - spojrzał na niego poważnie.
Chłopak szybko skinął głową.
- Gdzie właściwie idziemy?
- Ja idę na spotkanie z jedną osobą, ty wyszedłeś na spacer. Przemyśl swoje głupie zachowanie, i postaraj się nie wpaść w kłopoty. - odparł Levi odchodząc od niego.
Eren spędzał czas z Erwinem, rozmawiali na różne tematy a blondyn zabrał go do kawiarni.
Kiedy nastał wieczór mężczyzna musiał wracać do jednostki. Brunet postanowił przejść się jeszcze przez chwilę.
W parku otoczonym wysokimi drzewami, usłyszał krzyk. Ewidentnie należał od do kobiety. Pobiegł ile sił w nogach do miejsca z którego dochodził hałas.
Jego oczom ukazał się widok, który u każdego człowieka spowodowałby gniew.
Dwoje mężczyzn napadło młodą kobietę, jeden z nich przyciskał ją do muru trzymając tuż przy jej szyi nóż.
Drugi natomiast szperał w jej torbie, szukając czegoś cennego.
- Zostawcie ją natychmiast! - krzyknął wychodząc do nich.
Spojrzeli się szybko za siebie, ale kiedy ujrzeli młodzieńca z niezbyt męskimi rysami wybuchnęli śmiechem.
- Lepiej stąd spadaj smarkaczu. - warknął jeden z nich .
- Jeśli nie zostawicie tej kobiety, pożałujecie tego! - odparł pewnym głosem zbliżając się do nich.
Mężczyzna rzucił torebkę na ziemie podchodząc do chłopaka. Złapał go za kołnierz przybliżając go do siebie.
- Mam ci pociąć tą piękną buźkę? - wyszeptał , a odór alkoholu z jego ust spowodował u bruneta mdłości.
- Nie masz prawa mi grozić. - odpowiedział wpatrując się mu prosto w oczy.
Mężczyzna rzucił nim o ziemię po chwili klękając obok niego. Sprawnym ruchem przycisnął przedramieniem jego szyję.
Eren zdołał się jednak obronić. Kopnął go kolanem w brzuch, przytwierdzając go do ziemi.
Drugi zauważył to i podbiegł do niego szybko, puszczając dziewczynę. Ona uciekła szybko, nie odwracając się za siebie.
- Nie trzeba było zgrywać bohatera. - syknął uderzając go z impetem w twarz.
Bili go jeszcze kilkanaście minut, odeszli w popłochu kiedy brunet przestał się ruszać.
Po chwili ocknął się wypluwając z ust krew. Złapał się za brzuch, wstając powoli.
**
Levi milczał kiedy zobaczył przed drzwiami zakrwawionego bruneta opierającego się o próg.
Wpuścił go do środka, zamykając drzwi.
Eren od razu skierował się do łazienki. Zdjął ubrudzoną koszulkę rzucając ją na podłogę. Odkręcił kran i przemył ręce zimną wodą.
Twarz delikatnie przetarł ręcznikiem.Zgasił światło i wyszedł do sypialni.
Rivaille siedział na łóżku obserwując go uważnie. Przeniósł wzrok na podłogę.
- Kto ci to zrobił? - zapytał spokojnie.
- Przewróciłem się.. - odparł cicho
Levi westchnął głęboko wstając z łóżka. Podszedł do niego bardzo blisko.
- Pytam po raz ostatni, kto ci to zrobił? - powtórzył już lekko zirytowanym głosem.
- Mówiłem, że.. - zaczął, ale szybko przerwał mu Kapitan.
- Przestań kłamać! - krzyknął popychając go.
Brunet zderzył się plecami ze ścianą.
- Chcieli zrobić jej krzywdę, nie mogłem jej tak zostawić. - szepnął uciekając od wzroku Kapitana.
Levi prychnął pod nosem przekleństwo, puszczając go.
- Zgrywanie bohatera ci nie służy..
Eren usiadł na skraju łóżka spoglądając na poździerane kostki na dłoniach. Podniósł wzrok wyżej, kiedy przed swoim nosem zobaczył apteczkę.
- Opatrz sobie te rany. - powiedział spokojnie.
Eren podziękował , otwierając czerwoną skrzynkę. Wyjął z niej bandaż i wodę utlenioną. Po chwili Rivaille usiadł obok niego na łóżku.
Złapał jego prawą dłoń i przysunął do siebie kładąc na swoje kolana.
Brunet wypuścił ze świstem powietrze z ust, kiedy poczuł nieprzyjemne pieczenie.
Levi spojrzał na niego z irytacją.
- Jak oni wyglądali? - zapytał nagle bandażując dłoń chłopaka.
- Było ciemno, nie pamiętam ich twarzy. - odparł cicho podając mu drugą dłoń.
- Lepiej sobie przypomnij, nie puszczę im tego płazem. - wycedził przez zęby, zamykając skrzynkę.
Eren zamilkł przez chwilę.
Doskonale pamiętał jak wyglądali mężczyźni , którzy go pobili. Nie powiedział mu tylko dlatego, aby kapitan z nimi nie walczył.
Choć z Levim nie mieliby żadnych szans na przeżycie.
- Przygotuję ci coś do jedzenia. - oznajmił czarnowłosy, wchodząc do kuchni.
Brunet rozsiadł się na łóżku, kiedy po chwili Levi podał mu talerz gorącej zupy.
Chłopak zjadł wszystko bardzo szybko. Był szczęśliwy, czując rozprzestrzeniające się w brzuchu przyjemne ciepło.
Kapitan niczego nie jadł, usiadł tylko obok niego.
Eren znieruchomiał kiedy poczuł na swoim udzie dłoń czarnowłosego. Jeździł nią w dół i w górę, a spodnie były dla niego w tamtej chwili niepotrzebną przeszkodą.
Jego palce ześlizgnęły się po brwiach, nosie i ustach. Dotykiem uaktywnia wszystkie zmysły, ale one działają aż ponad swoje siły.
Czyniąc z każdego zbliżenia tysiąc odczuć na minutę.
Mięśnie bruneta napinają się pod dotykiem Kapitana. Jest tak blisko niego, i wszystko wygląda tak nierealnie.
Pożądanie również wyostrza zmysły, pocałunkami zmusza chłopaka do milczenia.
Nie chce aby on się opierał. Pragnie jedynie jego bliskości, ciepła jego ciała..
Niecierpliwe dłonie kapitana wędrując pod koszulkę Erena.
Gładzi jego klatkę piersiową, która unosi się niespokojnie.
Zwinny język kapitana bawi się z niedouczonym językiem bruneta. Szybko ściąga mu spodnie i rzuca je na podłogę.
Uśmiechnął się do siebie widząc jak chłopak reaguje na delikatny dotyk podbrzusza, szybkim ruchem ściąga z siebie spodnie.
Koszulkę zostawia, ma jeszcze niezabliźnioną ranę.
- Musisz być ostrożny.. - wyszeptał Eren
- Sam o siebie zadbam.. - odparł do jego ucha kierując się na jego szyję.
Zaciągnął się zapachem Erena całując okolice jego obojczyka.
Objął go ramieniem poruszając się w nim powoli. Eren starał się tłumić krzyk zagryzając skórę na nadgarstku.
Kapitan odsunął jego dłoń na łóżko zachłannie wbijając się w jego usta.
Tak mocno, że ślina spływała w kącikach jego ust.
Chwycił go mocno za szyję sprawiając, że brunet nie mógł poruszyć głową.
Wpatrywał się w jego oczy, a ta czarna otchłań zdawała się go ogarniać..
sobota, 15 marca 2014
Rozdział 31 część 2
- Przeziębisz się, Eren. - powiedział do niego Erwin siadając obok.
Chłopak otworzył szerzej oczy rozpoznając ten głos.
Spojrzał na niego osłupiałym wzrokiem. Chwilę przyglądał mu się w ciszy. Przez ten cały czas był przekonany, że mężczyzna jest martwy.
- Myślałem, że nie żyjesz.. - wyszeptał Eren
Erwin uśmiechnął się delikatnie, sięgając dłonią do twarzy chłopaka. Jego dotyk przeszedł na jego włosy.
Przeczesał je dłonią.
- Nie tak łatwo mnie zabić
Eren odwzajemnił uśmiech przytulając go najmocniej jak potrafił.
*
- Czujesz się zagrożony? - zaśmiała się Amane spoglądając na wpatrującego się w okno Leviego.
On prychnął do siebie, wracając do łóżka.
- Jeżeli nadal myślisz, że ci pomogę jesteś w błędzie. Nie mam zamiaru wchodzić do tego bagna po raz drugi. - powiedział zimno Rivaille.
- Jesteś taki bezbronny, mogłabym cię teraz zabić. - odparła wpatrując się w jego oczy - Mam jednak coś co może cię zachęcić.. - dodała wyciągając z torby małą buteleczkę wypełnioną bezbarwnym płynem.
- Co to za świństwo? - zapytał kapitan.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. - Kilka kropel i twój pupilek zrobi cokolwiek zechcesz. - wyszeptała wkładając mu ją do dłoni.
Rivaille spojrzał na nią zdziwiony. - Skąd to masz?
Amane westchnęła głośno.
- Powinieneś mi podziękować.. Kiedy opuścisz szpital?
Kapitan rozciągnął mięśnie ramion, chowając butelkę do szafki.
- Przyjdę do ciebie za kilka dni. Nic się nie zmieniłeś.. - wyszeptała dziewczyna składając pocałunek na jego policzku.
Levi przez kilka minut po jej wyjściu wpatrywał się w śnieżno białe drzwi, po tym czasie zasnął.
*
- Wystarczy już. - zaśmiał się Erwin zabierając chłopakowi kieliszek.
Eren burknął coś pod nosem sięgając po pełną butelkę wódki.
- Tak bardzo się martwiłem.. - wymamrotał brunet chwiejąc się na krześle.
Erwin spuścił wzrok na podłogę.
- Musiałem załatwić wszystkie swoje sprawy.
- Ja nie potrafię do końca załatwić swoich spraw. To denerwujące.
Brunet wziął duży łyk alkoholu, po chwili poczuł na swoim ramieniu delikatne puknięcie.
Odwrócił się szybko o mały włos nie spadając z krzesła. Ujrzał rozmazaną twarz Kapitana.
- Rivaille... - zapytał zdziwiony - Przecież jesteś ranny.
Levi spojrzał na niego zirytowanym wzrokiem, chwytając chłopaka za ramię wyciągnął go na zewnątrz.
Zignorował ból dochodzący z rany.
- Co do cholery.. - warknął Eren odtrącając jego dłonie.
Szybko oparł się o ścianę , ratując się przed upadkiem
- Zachowujesz się jak kompletny smarkacz. Dobrze, że nic głupiego nie przyszło ci do głowy. - syknął Levi
- Nie musisz mnie karcić.. sam o sobie zadecyduję. - odparł mamrocząc
Kapitan przymknął oczy starając się nie zdenerwować. Znów chwycił go za ramię.
- Gdzie mnie prowadzisz..? - zapytał cicho czując bolesny dotyk.
Idziemy do twojego mieszkania..? - wciąż nie przestawał pytać
Rivaille milczał przez całą drogę, odezwał się dopiero gdy otworzył drzwi.
Wepchał zataczającego się bruneta do środka. Eren przy próbie zdjęcia kurtki zrzucił z szafki kilka przedmiotów.
- Jutro zapłacisz za swoją głupotę.. - powiedział ściągając z jego ramion kurtkę i wieszając ją na haku obok drzwi. Zdjął mu też buty , prowadząc do sypialni.
Chłopak opadł na łóżko jak kamień. Kiedy tylko kapitan usiadł obok niego, Eren obrócił się w jego stronę.
Wyszeptał kilka niezrozumiałych słów i jego ręce powędrowały na rozporek kapitana.
Męczył się z nim chwilę, dopóki Levi nie odsunął jego rąk.
Brunet nie dawał za wygraną.
- Dlaczego aż tak ci na tym zależy? - zapytał Rivaille
Eren obrócił się na plecy zamykając oczy.
- Gdybym się opierał zdenerwowałbyś się, a wtedy nie jesteś sobą..
Rivaille uśmiechnął się..
- Skoro aż tak tego chcesz.. - szepnął całując jego szyję
Może się czegoś napijesz..? - zapytał czarnowłosy..
Chłopak otworzył szerzej oczy rozpoznając ten głos.
Spojrzał na niego osłupiałym wzrokiem. Chwilę przyglądał mu się w ciszy. Przez ten cały czas był przekonany, że mężczyzna jest martwy.
- Myślałem, że nie żyjesz.. - wyszeptał Eren
Erwin uśmiechnął się delikatnie, sięgając dłonią do twarzy chłopaka. Jego dotyk przeszedł na jego włosy.
Przeczesał je dłonią.
- Nie tak łatwo mnie zabić
Eren odwzajemnił uśmiech przytulając go najmocniej jak potrafił.
*
- Czujesz się zagrożony? - zaśmiała się Amane spoglądając na wpatrującego się w okno Leviego.
On prychnął do siebie, wracając do łóżka.
- Jeżeli nadal myślisz, że ci pomogę jesteś w błędzie. Nie mam zamiaru wchodzić do tego bagna po raz drugi. - powiedział zimno Rivaille.
- Jesteś taki bezbronny, mogłabym cię teraz zabić. - odparła wpatrując się w jego oczy - Mam jednak coś co może cię zachęcić.. - dodała wyciągając z torby małą buteleczkę wypełnioną bezbarwnym płynem.
- Co to za świństwo? - zapytał kapitan.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. - Kilka kropel i twój pupilek zrobi cokolwiek zechcesz. - wyszeptała wkładając mu ją do dłoni.
Rivaille spojrzał na nią zdziwiony. - Skąd to masz?
Amane westchnęła głośno.
- Powinieneś mi podziękować.. Kiedy opuścisz szpital?
Kapitan rozciągnął mięśnie ramion, chowając butelkę do szafki.
- Przyjdę do ciebie za kilka dni. Nic się nie zmieniłeś.. - wyszeptała dziewczyna składając pocałunek na jego policzku.
Levi przez kilka minut po jej wyjściu wpatrywał się w śnieżno białe drzwi, po tym czasie zasnął.
*
- Wystarczy już. - zaśmiał się Erwin zabierając chłopakowi kieliszek.
Eren burknął coś pod nosem sięgając po pełną butelkę wódki.
- Tak bardzo się martwiłem.. - wymamrotał brunet chwiejąc się na krześle.
Erwin spuścił wzrok na podłogę.
- Musiałem załatwić wszystkie swoje sprawy.
- Ja nie potrafię do końca załatwić swoich spraw. To denerwujące.
Brunet wziął duży łyk alkoholu, po chwili poczuł na swoim ramieniu delikatne puknięcie.
Odwrócił się szybko o mały włos nie spadając z krzesła. Ujrzał rozmazaną twarz Kapitana.
- Rivaille... - zapytał zdziwiony - Przecież jesteś ranny.
Levi spojrzał na niego zirytowanym wzrokiem, chwytając chłopaka za ramię wyciągnął go na zewnątrz.
Zignorował ból dochodzący z rany.
- Co do cholery.. - warknął Eren odtrącając jego dłonie.
Szybko oparł się o ścianę , ratując się przed upadkiem
- Zachowujesz się jak kompletny smarkacz. Dobrze, że nic głupiego nie przyszło ci do głowy. - syknął Levi
- Nie musisz mnie karcić.. sam o sobie zadecyduję. - odparł mamrocząc
Kapitan przymknął oczy starając się nie zdenerwować. Znów chwycił go za ramię.
- Gdzie mnie prowadzisz..? - zapytał cicho czując bolesny dotyk.
Idziemy do twojego mieszkania..? - wciąż nie przestawał pytać
Rivaille milczał przez całą drogę, odezwał się dopiero gdy otworzył drzwi.
Wepchał zataczającego się bruneta do środka. Eren przy próbie zdjęcia kurtki zrzucił z szafki kilka przedmiotów.
- Jutro zapłacisz za swoją głupotę.. - powiedział ściągając z jego ramion kurtkę i wieszając ją na haku obok drzwi. Zdjął mu też buty , prowadząc do sypialni.
Chłopak opadł na łóżko jak kamień. Kiedy tylko kapitan usiadł obok niego, Eren obrócił się w jego stronę.
Wyszeptał kilka niezrozumiałych słów i jego ręce powędrowały na rozporek kapitana.
Męczył się z nim chwilę, dopóki Levi nie odsunął jego rąk.
Brunet nie dawał za wygraną.
- Dlaczego aż tak ci na tym zależy? - zapytał Rivaille
Eren obrócił się na plecy zamykając oczy.
- Gdybym się opierał zdenerwowałbyś się, a wtedy nie jesteś sobą..
Rivaille uśmiechnął się..
- Skoro aż tak tego chcesz.. - szepnął całując jego szyję
Może się czegoś napijesz..? - zapytał czarnowłosy..
czwartek, 13 marca 2014
Rozdział 31 część 1
- Eren? - wyszeptała dziewczyna przyglądając się całej sytuacji.
Brunet spojrzał na nią szybko, otwierając usta. Chciał coś powiedzieć, jednak szybko je zamknął.
W takiej sytuacji najlepszym wyjściem dla niego pozostaje milczenie. To jednak nie spodobało się jego siostrze. Chciała wiedzieć, dlaczego przed chwilką jej ukochany braciszek całował się z kapitanem.
- Mógłbyś na chwilę wyjść? Chciałabym z tobą porozmawiać. - powiedziała Mikasa spoglądając z pogardą na spokojnego kapitana.
Nie obchodziło go to co właśnie się stało.
Eren wyszedł na zewnątrz, nadal nie podnosząc wzroku z podłogi. Czuł, że zaraz zapadnie się pod ziemię.
- Zmusił cię do tego? - zapytała obserwując Erena.
- Nie.. oczywiście, że nie. - zaprzeczył szybko, starając się w międzyczasie znaleźć sensowne wytłumaczenie.
- Zrobiłeś to z własnej woli? Pozwoliłeś mu aby cię molestował? - pytała nadal z niedowierzaniem.
- To był.. tylko pocałunek. Ucieszyłem się, że z kapitanem wszystko w porządku. - odparł cicho Brunet czując na swoim ciele przeszywające go spojrzenie siostry.
Wiedział, że prędzej czy później wszystko wyszłoby na jaw, ale nigdy nie chciał żeby ona dowiedziała się o tym w taki sposób.
- Bardzo się zmieniłeś. To przez niego, on cię tak zmienił. Kiedyś nigdy byś mnie nie okłamał , a teraz robisz mi to prosto w oczy.
- Musisz zaakceptować to jaki jestem. Każdy kiedyś się zmienia, na mnie też przyszła kolej. - powiedział Eren unosząc wzrok na nią.
Brunet spojrzał na nią szybko, otwierając usta. Chciał coś powiedzieć, jednak szybko je zamknął.
W takiej sytuacji najlepszym wyjściem dla niego pozostaje milczenie. To jednak nie spodobało się jego siostrze. Chciała wiedzieć, dlaczego przed chwilką jej ukochany braciszek całował się z kapitanem.
- Mógłbyś na chwilę wyjść? Chciałabym z tobą porozmawiać. - powiedziała Mikasa spoglądając z pogardą na spokojnego kapitana.
Nie obchodziło go to co właśnie się stało.
Eren wyszedł na zewnątrz, nadal nie podnosząc wzroku z podłogi. Czuł, że zaraz zapadnie się pod ziemię.
- Zmusił cię do tego? - zapytała obserwując Erena.
- Nie.. oczywiście, że nie. - zaprzeczył szybko, starając się w międzyczasie znaleźć sensowne wytłumaczenie.
- Zrobiłeś to z własnej woli? Pozwoliłeś mu aby cię molestował? - pytała nadal z niedowierzaniem.
- To był.. tylko pocałunek. Ucieszyłem się, że z kapitanem wszystko w porządku. - odparł cicho Brunet czując na swoim ciele przeszywające go spojrzenie siostry.
Wiedział, że prędzej czy później wszystko wyszłoby na jaw, ale nigdy nie chciał żeby ona dowiedziała się o tym w taki sposób.
- Bardzo się zmieniłeś. To przez niego, on cię tak zmienił. Kiedyś nigdy byś mnie nie okłamał , a teraz robisz mi to prosto w oczy.
- Musisz zaakceptować to jaki jestem. Każdy kiedyś się zmienia, na mnie też przyszła kolej. - powiedział Eren unosząc wzrok na nią.
Mikasa nie ukrywała, że zdziwiły ją te słowa. Zamilkła.
Jej zdanie i tak niczego by nie zmieniło. Za późno.
Obydwoje odwrócili głowę w kierunku sali kapitana. Eren pobiegł tam od razu, kiedy usłyszał krzyk.
Nie spodziewał się, że kapitan krzyknie na widok Amane. Dziewczyny, którą już wcześniej poznał.
- Coś się stało? - zapytał zdyszany brunet wchodząc do środka
Amane uśmiechnęła się delikatnie na widok Erena.
Levi bacznie ją obserwował, nic nie mówiąc.
Z jego wzroku można było wyczytać, że coś jest nie w porządku.
- Usiądź, Eren.
Rivaille zmarszczył brwi kiedy usłyszał jak dziewczyna wypowiada imię chłopaka.
- Spokojnie Rivaille. Poznałam go całkiem niedawno. - odparła poprawiając włosy.
- Znasz Kapitana? - zapytał zdziwiony
- Znamy się bardzo dobrze. - powiedziała Amane, spoglądając na Leviego.
- To świetnie! - zaśmiał się Eren siadając na drugim krześle obok łóżka.
Levi spojrzał na niego sugerując mu, że powinien się zamknąć.
- Po co przyjechałaś? - podniósł głos Levi, niespokojnie ściskając w dłoni kawałek materiału.
Amane westchnęła głośno.
- Postanowiłam odświeżyć naszą znajomość. Miałam wrażenie, że o mnie zapomniałeś. O swojej pierwszej miłości.. - jej głos nie okazywał jakiejś specjalnej troski.
Rivaille od razu zorientował się, że to spotkanie pociągnie za sobą pewnie konsekwencje.
Eren siedział nieruchomo na krześle, nie dowierzając własnym uszom.
Od zawsze myślał, że Levi nie był w stanie nikogo pokochać. Z taką naturą, charakterem i zachowaniem nigdy nawet by o tym nie pomyślał.
- Eren nie masz niczego do zrobienia? - zapytał Levi spokojnie, zerkając na chłopaka.
Wiedział, że będzie musiał mu wszystko wytłumaczyć.
Jednak reakcja bruneta zdziwiła go. On uśmiechnął się tylko i bezszelestnie wyszedł z sali.
Jakby nie chciał wtrącać się w sprawy kapitana.
Nie czuł na swoich plecach wzroku kapitana,
- Po jaką cholerę wróciłaś? - warknął Levi gdy tylko zamknęły się drzwi.
Dziewczyna przestraszyła się odrobinę, odsuwając krzesło.
- Chciałam odświeżyć naszą znajomość. - odparła wpatrując się w twarz kapitana.
Mimo złości jaką w tamtej chwili czuł, nie dało się po jego twarzy wyczytać tych emocji.
Jakby przybrał maskę, którą zakłada zawsze kiedy do gry wchodzą uczucia.
- Nie ma żadnej znajomości. Okłamałaś mnie. - szepnął przecierając twarz dłońmi.
Amane spuściła głowę na dół. Wytarła dłonią łzy z policzka nadal nie podnosząc wzroku.
- Musiałam to zrobić. Nie chciałam ryzykować tego, że szef o wszystkim się dowie.
- Nie obchodzi mnie dlaczego to zrobiłaś, chcę wiedzieć jak..Jak udało ci się upozorować swoją śmierć, i uciec z tamtego bagna.
Amane spojrzała na niego.
- Nie było łatwo, ale kiedy dowiedziałam się, że coś ci grozi nie wahałam się ani przez chwilę.
Nawet Leviego te słowa delikatnie zdziwiły.
Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczyna nadal żywi do niego uczucia.
Na drodze do jej szczęścia, i miłości stoi chłodny rozsądek Leviego i niczego nie świadomy Eren.
On jednak dla niej, nie będzie zbyt wielką przeszkodą. Bo ona doskonale wie, co takiego kapitan lubi..
Subskrybuj:
Posty (Atom)