Każdy żołnierz wyższego szczebla posiadał własne mieszkanie. Nie było duże, ale i tak w panujących czasach był to nie lada luksus. Kapral też takie posiadał. Sypialnia z kuchnią i łazienką. Trudno zliczyć jak wiele osób marzy o własnym łóżku a co dopiero sypialni.
Przekręcił kluczyk w zamku i otworzył szybko drzwi. Każdy kto znał Levi'ego wiedział, że ma fioła na punkcie czystości. Dlatego jego mieszkanie wygląda jakby nikt w nim nie mieszkał.
Czarnowłosy rozpiął guziki i powiesił mundur do szafy.
Wszedł do kuchni, czując pod stopami zimną posadzkę. Wziął głęboki oddech i stanął nieruchomo przed szafkami.
Trwał tak w bezruchu kilka sekund. Zamrugał kilkakrotnie i szybkim ruchem wyjął z szafki kubek.
Wsypał do niej trzy łyżeczki kawy. Potem sięgnął po cukierniczkę i powolnym ruchem wsypał do kubka pięć kostek cukru.
To sprawi, że nie będzie chciało mu się spać a jednocześnie jego mózg będzie pracować na najwyższych obrotach.
W tej okropnej ciszy tylko ktoś taki jak Levi potrafił się odnaleźć.
Usiadł na krześle i zaczął przeglądać papiery leżące na biurku.
Raporty odkładał na prawo a wszystko inne na lewo.
Nie mógł się skupić, gdyż w jego głowie ciągle gościł Eren.
- Ten smarkacz... - wyszeptał zirytowany.
Wziął do rąk jakieś papiery, ale nawet czytając je, cała ich zawartość ulatniała się gdzieś.Kapral zacisnął mocno zęby i zrzucił wszystko na podłogę.
Dźwięk rozbijającego się o podłogę kubka nie zrobiło na nim wrażenia. Nawet bałagan jaki powstał go nie wzruszył.
Musi dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Tą rozmową z Hanji ryzykował wszystko, a nadal nie wie dlaczego Eren tam trafił.
Przecież ten chłopak nie ma nawet dwudziestu lat, a traktowany jest jak światowy przestępca.
Czarnowłosy prychnął pod nosem i znów ubrał mundur.
Szpital czynny jest całą dobę, rannych żołnierzy zwożą cały dzień i noc.
Kapral zatrzasnął drzwi i czym prędzej ruszył w stronę szpitala.
Pielęgniarka była zdziwiona jego wizytą. Wiele na jego temat słyszała i zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji.
- Pan Yeager teraz odpoczywa... - powiedziała przestraszonym głosem, widząc wpatrującego się w nią Kaprala.
- Nie jest obłożnie chory. Może ze mną porozmawiać.- odparł spokojnie
Kobieta uśmiechnęła się słabo i szybko podała numer sali w której chłopak leży.
Kapral szedł korytarzem czując na sobie spojrzenie pacjentów. Większość z nich to niskiego stopnia żołnierze. Poświęcili swoje życie i zdrowie dla ojczyzny i skończyli w szpitalu.
- Faktycznie jesteś umierający. - zakpił widząc siedzącego na łóżku bruneta. Chłopak szybko spojrzał na niego.
Znów poczuł ten wewnętrzny strach. Levi w wielu ludziach wywoływał ten dziwny niepokój.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał pół-szeptem
Rivaille podniósł jedną brew delikatnie do góry.
- Jesteśmy na "Ty" ? Aż tak szybko chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? - Levi podszedł do jego łóżka.
Brunet zacisnął pięści.
- Nie mam zamiaru zaprzyjaźniać się z kimś takim jak ty. Nie macie prawa więzić ludzi, którzy nic złego nie zrobili. To przez ciebie tu wylądowałem. - odparł wściekły
Rivaille zmarszczył brwi i nachylił się odrobinę w stronę bruneta.
- Uczyłem cie szacunku...ale jak widać nie poskutkowało. - Levi stanął koło okna opierając się plecami o ścianę.
Eren nie wierzył w to co właśnie słyszy.
- Uczyłeś mnie szacunku? O mały włos nie zginąłem... tak mnie skatowałeś! Nie macie prawa tego robić! - warknął prawie wstając z łóżka.
Rivaille spojrzał beznamiętnie na wściekłego Erena.
- Nie robilibyśmy tego bez powodu. Myśliwi nigdy nie usypia zwierzyny bez powodu. My nigdy nie przesłuchujemy nikogo bez powodu... - oznajmił lodowatym głosem Kapral.
- Jesteście nienormalni... - odparł cicho brunet
- Nie przyszedłem do ciebie po diagnozę. Chciałem dowiedzieć się odrobinę o twojej przeszłości. - Kapral znów podszedł bliżej łóżka chłopaka.
Eren wbił tył głowy mocniej w poduszkę.
- Dlaczego chcesz znać moją przeszłość? - zapytał zdziwiony
- Uratowałem ci skórę przed tą wariatką. Powinieneś być mi wdzięczny. - Kapral wyciągnął w stronę Erena dłoń. Szybkim ruchem chwycił go za kark.
Eren spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Jesteś rozpieszczonym bachorem, który nie szanuje innych ludzi. Spróbuj jeszcze raz zadać jakieś głupie pytanie, albo nie odpowiedzieć na moje a gorzko tego pożałujesz.
Serce chłopaka biło tak mocno,że zaraz wyskoczyło by z piersi. Dawno tak bardzo się nie bał.
To zawsze skutkowało. Ludzie z natury są nieposłuszni i często trzeba ich tego oduczyć.
Kapral postawił krzesło obok łóżka chłopaka i usiadł na nim.
Omiótł Erena swoim zagadkowym spojrzeniem.
- Chcę wiedzieć wszystko... - oznajmił Levi
Opowiadania głównie z parą LevixEren. Jednak będą dodawane tutaj też co jakiś czas jedno rozdziałowe opowiadania z innych anime.
środa, 7 października 2015
piątek, 11 września 2015
Nezumi x Shion część 1
Witam was, będą dwie albo trzy części tego opowiadania. Nie chciałam wszystkiego upchać w jednym dlatego je rozdzielę. Zapraszam do czytania i komentowania.
Shion czuł przyśpieszone bicie serca, płytszy oddech kiedy Nezumi tylko się do niego zbliżał. Wtedy uświadomił sobie, że jest w nim zakochany. Starał się pozbyć tego uczucia, ale bezskutecznie.Udawanie, że wszystko jest w porządku powoli go przerastało. Nezumi nie był taki głupi. Doskonale wiedział, że coś jest nie w porządku.
Shion postanowił zrobić coś, czego mógł bardzo żałować. Uciekł.
Tęsknił za wcześniejszym życiem. Za swoją matką. Ale nie zrobił tylko z tego powodu.
Bał się, że gdy wyjawi mu uczucia, Nezumi nie będzie w stanie ich odwzajemnić. I zamiast spróbować, poddał się.
Po dwóch latach od ucieczki, zrozumiał, że podjął słuszną decyzję.
Chociaż nadal tęsknił za jego uśmiechem, głosem, złością - za wszystkim.
- To nasz ostatni klient, Shion. - oznajmiła Safu. Ściągnęła fartuch i przytuliła się do niego. Chłopak nie był pewny swoich uczuć do niej. Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywała.
- Idę przygotować kawę. Mógłbyś pozbierać naczynia ze stolików? - zapytała, uśmiechając się słodko.
Shion skinął głową, idąc w stronę drewnianego stolika.
Ułożył na tacy kilka talerzy i filiżanek i odniósł je do kuchni.
- Mógłbym wcześniej się urwać? Muszę załatwić coś w urzędzie. - zapytał Shion podchodząc do dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - odparła ciepło.
Po tych słowach chłopak wybiegł szybko z baru w którym pracował.
Nie znosił załatwiania spraw w takich miejscach. Czuł się nieswojo, kiedy obcy człowiek wyciągał jego akta. Było tam wszystko. Całe jego życie streszczone na kilkudziesięciu stronach.
Kobieta wyciągnęła papiery i po przeczytaniu kilku linijek tekstu spojrzała na niego krytycznie. Tak zazwyczaj reagują ludzie, kiedy dowiadują się skąd wrócił.
- Proszę tu podpisać. - powiedziała, podając mu pióro.
Jak najszybciej ulotnił się stamtąd.
Kiedy załatwił już wszystko wrócił do mieszkania.To nigdy nie jest przyjemne. Ta pustka, która w nim panuje.
Tęskni za nim. Doskonale pamięta zupę, którą Nezumi tak często gotował.
Czuł jej zapach, smak a nawet fakturę w ustach.
Shion czuł się dla niego priorytetem. Nezumi często go o tym zapewniał.
Ludzie pojawiają się i odchodzą z naszego życia, ale pozostawiają po sobie bałagan.
Chłopak wziął głęboki oddech kładąc się na łóżku. Było już późno, i jedynie lampka stojąca obok łóżka dodawała choć odrobiny światła w tym mroku.
Zamknął powieki zagłębiając się we śnie...
Obudził się w środku nocy. A raczej zerwał z łóżka niczym spłoszone zwierzę.
Wzdrygnął się kiedy usłyszał ten głos...
- Ładnie się urządziłeś.
Doskonale znał ten głos. Przełknął głośno ślinę i podszedł do włącznika światła.
- Nezumi... - wyszeptał Shion nie dowierzając własnym oczom.
Przed nim stał ten człowiek. Ten, którego chłopak tak bardzo kochał.
- Muszę stwierdzić, że twoja ucieczka była spektakularna... - zakpił, rozsiadając się w fotelu.
- Co tutaj robisz? - zapytał drżącym głosem
Pragnął objąć go tak mocno, że zabraknie mu tchu. Dotknąć jego miękkich włosów, słuchać jak wymawia jego imię. Jednak tego nie zrobił.
Nezumi spojrzał na niego zabójczym wzrokiem.
- Aż tak było ci ze mną źle?
Chłopak wstał z fotela i zbliżył się do chłopaka. Shion cofnął się kilka kroków, ale w końcu jego plecy spotkały się z zimną ścianą.
- Nie mogłem dłużej z tobą zostać... - wyszeptał
- Codziennie próbowałem cię odszukać. Martwiłem się każdej nocy czy dalej żyjesz. Jesteś największym idiotą w historii. - warknął uderzając chłopaka w twarz.
Shion złapał się za bolący policzek.
- Jak mogłeś mnie tak zostawić... - Nezumi spojrzał ze złością na chłopaka. Shion wbił swoje spojrzenie w podłogę. Czuł rosnącą gulę w gardle kiedy chciał coś powiedzieć.
- Zrobiłem to bo się w tobie zakochałem. Uciekłem, bo bałem się, że zbyt się od ciebie uzależnię. - Nezumi otworzył szerzej oczy, a słowa chłopaka nadal tkwiły w jego głowie, odtwarzając się od nowa.
Shion czuł przyśpieszone bicie serca, płytszy oddech kiedy Nezumi tylko się do niego zbliżał. Wtedy uświadomił sobie, że jest w nim zakochany. Starał się pozbyć tego uczucia, ale bezskutecznie.Udawanie, że wszystko jest w porządku powoli go przerastało. Nezumi nie był taki głupi. Doskonale wiedział, że coś jest nie w porządku.
Shion postanowił zrobić coś, czego mógł bardzo żałować. Uciekł.
Tęsknił za wcześniejszym życiem. Za swoją matką. Ale nie zrobił tylko z tego powodu.
Bał się, że gdy wyjawi mu uczucia, Nezumi nie będzie w stanie ich odwzajemnić. I zamiast spróbować, poddał się.
Po dwóch latach od ucieczki, zrozumiał, że podjął słuszną decyzję.
Chociaż nadal tęsknił za jego uśmiechem, głosem, złością - za wszystkim.
- To nasz ostatni klient, Shion. - oznajmiła Safu. Ściągnęła fartuch i przytuliła się do niego. Chłopak nie był pewny swoich uczuć do niej. Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywała.
- Idę przygotować kawę. Mógłbyś pozbierać naczynia ze stolików? - zapytała, uśmiechając się słodko.
Shion skinął głową, idąc w stronę drewnianego stolika.
Ułożył na tacy kilka talerzy i filiżanek i odniósł je do kuchni.
- Mógłbym wcześniej się urwać? Muszę załatwić coś w urzędzie. - zapytał Shion podchodząc do dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - odparła ciepło.
Po tych słowach chłopak wybiegł szybko z baru w którym pracował.
Nie znosił załatwiania spraw w takich miejscach. Czuł się nieswojo, kiedy obcy człowiek wyciągał jego akta. Było tam wszystko. Całe jego życie streszczone na kilkudziesięciu stronach.
Kobieta wyciągnęła papiery i po przeczytaniu kilku linijek tekstu spojrzała na niego krytycznie. Tak zazwyczaj reagują ludzie, kiedy dowiadują się skąd wrócił.
- Proszę tu podpisać. - powiedziała, podając mu pióro.
Jak najszybciej ulotnił się stamtąd.
Kiedy załatwił już wszystko wrócił do mieszkania.To nigdy nie jest przyjemne. Ta pustka, która w nim panuje.
Tęskni za nim. Doskonale pamięta zupę, którą Nezumi tak często gotował.
Czuł jej zapach, smak a nawet fakturę w ustach.
Shion czuł się dla niego priorytetem. Nezumi często go o tym zapewniał.
Ludzie pojawiają się i odchodzą z naszego życia, ale pozostawiają po sobie bałagan.
Chłopak wziął głęboki oddech kładąc się na łóżku. Było już późno, i jedynie lampka stojąca obok łóżka dodawała choć odrobiny światła w tym mroku.
Zamknął powieki zagłębiając się we śnie...
Obudził się w środku nocy. A raczej zerwał z łóżka niczym spłoszone zwierzę.
Wzdrygnął się kiedy usłyszał ten głos...
- Ładnie się urządziłeś.
Doskonale znał ten głos. Przełknął głośno ślinę i podszedł do włącznika światła.
- Nezumi... - wyszeptał Shion nie dowierzając własnym oczom.
Przed nim stał ten człowiek. Ten, którego chłopak tak bardzo kochał.
- Muszę stwierdzić, że twoja ucieczka była spektakularna... - zakpił, rozsiadając się w fotelu.
- Co tutaj robisz? - zapytał drżącym głosem
Pragnął objąć go tak mocno, że zabraknie mu tchu. Dotknąć jego miękkich włosów, słuchać jak wymawia jego imię. Jednak tego nie zrobił.
Nezumi spojrzał na niego zabójczym wzrokiem.
- Aż tak było ci ze mną źle?
Chłopak wstał z fotela i zbliżył się do chłopaka. Shion cofnął się kilka kroków, ale w końcu jego plecy spotkały się z zimną ścianą.
- Nie mogłem dłużej z tobą zostać... - wyszeptał
- Codziennie próbowałem cię odszukać. Martwiłem się każdej nocy czy dalej żyjesz. Jesteś największym idiotą w historii. - warknął uderzając chłopaka w twarz.
Shion złapał się za bolący policzek.
- Jak mogłeś mnie tak zostawić... - Nezumi spojrzał ze złością na chłopaka. Shion wbił swoje spojrzenie w podłogę. Czuł rosnącą gulę w gardle kiedy chciał coś powiedzieć.
- Zrobiłem to bo się w tobie zakochałem. Uciekłem, bo bałem się, że zbyt się od ciebie uzależnię. - Nezumi otworzył szerzej oczy, a słowa chłopaka nadal tkwiły w jego głowie, odtwarzając się od nowa.
czwartek, 10 września 2015
Rivaille x Eren rozdział 3 *nowość
- Gdzie ja jestem? - wyszeptał Eren. Spojrzał na swoją dłoń w której miał wenflon. Po sekundzie do sali weszła pielęgniarka.
- Dzień dobry Panie Yeager. - powiedziała, uśmiechając się.
Chłopak zmarszczył brwi i podniósł się odrobinę na łokciach.
- Proszę nie ruszać się za bardzo. - kobieta podeszła do łóżka chłopaka.
- Dlaczego jestem w szpitalu?
Nie miał pojęcia co takiego wydarzyło się, że tutaj trafił. Czuł tylko okropny, rozlewający się po całym ciele ból. Pielęgniarka poprawiła poduszkę pod jego plecami i spojrzała na niego.
- Miał Pan dużo szczęścia. Został Pan pobity i należy teraz dużo odpoczywać. - odparła z troską w głosie.
-Pobity? Kto mi to zrobił... - szepnął do siebie, zaciskając dłonie na prześcieradle.
Kobieta miała właśnie wychodzić, kiedy Eren znów usłyszał jej głos.
-Pewien mężczyzna kazał to Panu przekazać. - oznajmiła, podając chłopakowi kopertę.
Chłopak otworzył powoli kopertę i wyjął z niej kartkę. Papier był specyficzny w dotyku. Delikatnie śliski...
- "Wracaj do zdrowia." - przeczytał na głos.
- To wszystko? - zdziwił się oglądając kartkę z każdej strony.
Wydało mu się to bardzo dziwne, przysunął kartkę bliżej twarzy i do jego nozdrzy wdarł się ten zapach. Nie umiał go określi, ale był bardzo przyjemny.
**
- Zrobiłeś to specjalnie? - zapytał blond włosy mężczyzna przyglądając się skupionemu na treningu Levi'emu.
Czarnowłosy zignorował go i nie przestawał uderzać w drewnianego manekina.
Ów mężczyzna na imię miał Erwin i był jednym z niewielu osób, które utrzymywały z nim jakikolwiek kontakt.
- Wiesz jak następnym razem będziesz wypełniać jakąś ankietę wskaż, że ignorancja jest twoją największą zaletą. - dodał złośliwie
Rivaille wziął głęboki oddech i zaprzestał wykonywać jakiekolwiek czynności.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytał zirytowany, ocierając nadgarstkiem kropelki potu ściekające z czoła.
Blondyn uśmiechnął się szeroko.
- Jestem ciekaw dlaczego uratowałeś tego smarkacza.
Levi spojrzał na niego beznamiętnym wzrokiem.
- A co tobie do tego?
- Ot taka ciekawość. Nic wielkiego. - odparł
Rivaille uderzył z całej siły w manekin, a on o mały włos nie wylądował na ziemi.
- Uznałem, że może być potrzebny.
Erwin podniósł jedną brew w górę.
- Tobie czy nam? - zapytał
Bardzo lubił droczyć się z Kapralem. Wiedział, że granica jest bardzo cienka.
Kapral nie odpowiedział na jego pytanie więc blondyn zadał następne.
- Słyszałem, że nieźle go urządziłeś. Trafił na ostry dyżur z licznymi obrażeniami. - blondyn specjalnie dokuczał mu w ten sposób. Chciał dowiedzieć się dlaczego Levi dał chłopakowi taryfę ulgową.
Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak aby ktoś wyszedł żywy z takiej sytuacji. Levi zawsze bił tak żeby zabić, a na pewno nie darowałby mu życia z nudów.
- Nie obchodzi mnie to. - odparł a granica jego cierpliwości bardzo szybko się ścierała.
- Słyszałem, że już się obudził i Hanji chce go przesłuchać jeszcze raz. Uparte babsko.
I wtedy cierpliwość czarnowłosego całkowicie się wyczerpała. Erwin miał szczęście, że Kapral nie miał w dłoniach czegoś ostrego, ale ku zaskoczeniu blondyna po prostu odszedł.
- Co za dziwny człowiek... - mruknął Erwin
Rivaille zawsze był taki. Wstrzymywał się z okazywaniem uczuć. Tylko raz tak nie było.
W gimnazjum poznał osobę, w której się zakochał, ale jego uczucia zostały odrzucone. Zmiażdżone. Potem postanowił odseparować się od okazywania czegokolwiek oprócz zimnego dystansu.
Nigdy nie miał przyjaciół. Trudno ich znaleźć z takim charakterem...
Czarnowłosy wpadł bez pukania do gabinetu Hanji. Kobieta siedziała za biurkiem czytając jakąś książkę. Swój wzrok przeniosła na stojącego przed nią Kaprala.
- Aleś ty kulturalny. - prychnęła ironicznie spoglądając na wyraz jego twarzy. A raczej jego brak, ponieważ rzadko kiedy można było coś na niej ujrzeć.
- Dowiedziałem się, że planujesz znów przesłuchać tego smarkacza.
Hanji uśmiechnęła się delikatnie.
- A co... martwisz się o niego? - zapytała złośliwie
Kapral zmarszczył gniewnie brwi.
- Nie twój zasrany interes. - syknął podchodząc do niej. Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków.
- Dostałam rozkaz z góry, że mam kontynuować przesłuchanie kiedy tylko się obudzi. - oznajmiła drżącym głosem.
- Nie obchodzą mnie żadne rozkazy z góry. To ja zadecyduję co z nim zrobię. - odparł lodowatym głosem.
Kobieta zaśmiała się cicho.
- Chcesz się im sprzeciwić? Wiesz dobrze, że wtedy będą musieli cie zlikwidować. - jej głos spoważniał.
- Już kiedyś mieli to zrobić. Niech próbują drugi raz. - odpowiedział oschle odchodząc od niej.
Nacisnął klamkę drzwi kiedy znów usłyszał jej głos.
- Niech ci będzie. Zrób z nim co chcesz.
poniedziałek, 7 września 2015
Aomine x Kise rozdział 7
Kolejny rozdział waszego ulubionego paringu. Zapraszam do lektury.
- Jesteś pewien? - zapytał cicho blondyn, siedząc obok Ao na łóżku.
- Niczego w tej chwili nie jestem pewien. - odparł, a jego głos zdawał się drżeć
Niebiesko włosy dotknął dłonią wewnętrzną stronę uda Kise. Blondyn ze świstem wciągnął powietrze do płuc.
Aomine celebrował każdą czynność. Każdą część garderoby zdejmował z niego bardzo powoli.
Był pełen wątpliwości, ale nie odpuszczał.
Kiedy Kise chciał pozbyć go ubrań, chłopak bardzo się zdenerwował.
- Sam je zdejmę. - odparł ochrypłym głosem, odtrącając jego dłonie.
Bluza i reszta ich ubrań wylądowała na ziemi obok łóżka.
Niebiesko włosy uprawiał seks tylko z dziewczynami, i nie wyglądało to tak jak w tej chwili.
Położył obiema dłońmi cało Kise na łóżku, i usiadł na jego biodrach.
Poczuł wtedy wbijającą się w niego twardą erekcję blondyna. Przełknął powoli ślinę i nachylił się nad jego twarzą. Ryouta wyglądał tak niewinnie, że Ao bał się cokolwiek zrobić. Zresztą nie mógł się pozbyć tego zażenowania. Przecież obydwoje są mężczyznami, i w dodatku przyjaciółmi.
- Pocałuj mnie. - powiedział Kise, i wtedy zauważył w jego oczach strach.
Chłopak nachylił się jeszcze bardziej i musnął lekko otwarte usta blondyna. To było tak niesamowicie delikatne. Jak dotyk skrzydeł motyla.
Aomine pieścił językiem podniebienie blondyna.
Potem zrobił to jeszcze raz, ale tym razem mocniej. Brutalnie wdarł się do jego ust dokładnie badając każdy ich zakamarek.
Obudziło się w nim zwierzę.
Pocałunkami zjeżdżał po szyi blondyna delikatnie podgryzając skórę. Schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na jego sutkach.
Ścisnął je w palcach i usłyszał głośny jęk wydobywający się z malinowych ust Kise.
- Pragnę cie, Kise. - wyszeptał Ao , schodząc na brzuch.
Potem krążył językiem w okół jego męskości stawiając blondyna na granice wytrzymałości.
Ao zatrzymał się przed penisem. Nigdy go nie lizał, ani nie całował dlatego, że robił to tylko z dziewczynami.
Przymknął oczy i polizał jego trzon. Gdy usłyszał jaką przyjemność sprawiło to Kise, wziął go całego do ust.
Jego ruchy były bardzo rytmiczne. Ale w pewnym momencie blondyn zatrzymał głowę Ao.
- Teraz moja kolej. - wyszeptał zdyszany
Niebiesko włosy zajął jego miejsce, i już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało porcję przyjemności.
- O Boże robisz to lepiej od nich... - jęknął wypinając biodra w górę.
Zagryzł mocno wargę, przeczesując blond włosy Kise.
- Wystarczy już. Nie chcę dojść teraz.
Blondyn przestał szybko i usiadł niczym posłuszne dziecko.
- Połóż się na plecach. - rozkazał, głaskając blondyna po twarzy.
- Chcę widzieć twoją twarz kiedy dochodzisz. - dodał, wchodząc pomiędzy jego uda.
Sięgnął jeszcze dłonią po stojący na szafce krem.
- Nawilżę cię. Będzie mnie boleć.
Kise poczuł na swoim wejściu dotyk Aomine. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy.
Czuł się bardzo nieswojo. Jednak po chwili poczuł przenikający ból w dolnej części pleców.
Po niedługim czasie wszystko się zmieniło. Niebiesko włosy odnalazł jego czuły punkt, ocierając się o nim gorącym penisem.
- Więcej! - krzyknął Kise wbijając paznokcie w ramiona Ao.
***
Ao otworzył powieki sklejone tą dziwną substancją. Spojrzał na śpiącego obok blondyna.
Doskonale pamięta co wydarzyła się poprzedniej nocy.
Wstał powoli i swoje kroki skierował od razu do łazienki. Wziął głęboki oddech przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
- Niech to szlag... - wyszeptał wchodząc pod prysznic.
Nie czuł się dobrze z tym co się stało. Wczoraj stracił nad sobą panowanie. Instynktownie pragnął bliskości fizycznej i ją otrzymał.
- Zrobił ze mnie geja? - wyszeptał, przemywając twarz gorącą wodą.
Wyszedł z kabiny i przetarł dłonią zaparowane lustro. Biodra obwiązał ręcznikiem i wyszedł z powrotem do sypialni.
Kise nadał spał. Kiedy Ao się ubrał, podszedł do łóżka i szturchnął blondyna mocno za ramię.
- Wstawaj. - powiedział głośno
Blondyn otworzył powoli powieki, ukazując światu swoje przepiękne oczy.
- Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz... - mruknął zaspany
Aomine westchnął głęboko i zdarł z niego kołdrę.
- Wstawaj natychmiast. - powtórzył, spoglądając prosto w oczy Kise.
- Jesteś pewien? - zapytał cicho blondyn, siedząc obok Ao na łóżku.
- Niczego w tej chwili nie jestem pewien. - odparł, a jego głos zdawał się drżeć
Niebiesko włosy dotknął dłonią wewnętrzną stronę uda Kise. Blondyn ze świstem wciągnął powietrze do płuc.
Aomine celebrował każdą czynność. Każdą część garderoby zdejmował z niego bardzo powoli.
Był pełen wątpliwości, ale nie odpuszczał.
Kiedy Kise chciał pozbyć go ubrań, chłopak bardzo się zdenerwował.
- Sam je zdejmę. - odparł ochrypłym głosem, odtrącając jego dłonie.
Bluza i reszta ich ubrań wylądowała na ziemi obok łóżka.
Niebiesko włosy uprawiał seks tylko z dziewczynami, i nie wyglądało to tak jak w tej chwili.
Położył obiema dłońmi cało Kise na łóżku, i usiadł na jego biodrach.
Poczuł wtedy wbijającą się w niego twardą erekcję blondyna. Przełknął powoli ślinę i nachylił się nad jego twarzą. Ryouta wyglądał tak niewinnie, że Ao bał się cokolwiek zrobić. Zresztą nie mógł się pozbyć tego zażenowania. Przecież obydwoje są mężczyznami, i w dodatku przyjaciółmi.
- Pocałuj mnie. - powiedział Kise, i wtedy zauważył w jego oczach strach.
Chłopak nachylił się jeszcze bardziej i musnął lekko otwarte usta blondyna. To było tak niesamowicie delikatne. Jak dotyk skrzydeł motyla.
Aomine pieścił językiem podniebienie blondyna.
Potem zrobił to jeszcze raz, ale tym razem mocniej. Brutalnie wdarł się do jego ust dokładnie badając każdy ich zakamarek.
Obudziło się w nim zwierzę.
Pocałunkami zjeżdżał po szyi blondyna delikatnie podgryzając skórę. Schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na jego sutkach.
Ścisnął je w palcach i usłyszał głośny jęk wydobywający się z malinowych ust Kise.
- Pragnę cie, Kise. - wyszeptał Ao , schodząc na brzuch.
Potem krążył językiem w okół jego męskości stawiając blondyna na granice wytrzymałości.
Ao zatrzymał się przed penisem. Nigdy go nie lizał, ani nie całował dlatego, że robił to tylko z dziewczynami.
Przymknął oczy i polizał jego trzon. Gdy usłyszał jaką przyjemność sprawiło to Kise, wziął go całego do ust.
Jego ruchy były bardzo rytmiczne. Ale w pewnym momencie blondyn zatrzymał głowę Ao.
- Teraz moja kolej. - wyszeptał zdyszany
Niebiesko włosy zajął jego miejsce, i już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało porcję przyjemności.
- O Boże robisz to lepiej od nich... - jęknął wypinając biodra w górę.
Zagryzł mocno wargę, przeczesując blond włosy Kise.
- Wystarczy już. Nie chcę dojść teraz.
Blondyn przestał szybko i usiadł niczym posłuszne dziecko.
- Połóż się na plecach. - rozkazał, głaskając blondyna po twarzy.
- Chcę widzieć twoją twarz kiedy dochodzisz. - dodał, wchodząc pomiędzy jego uda.
Sięgnął jeszcze dłonią po stojący na szafce krem.
- Nawilżę cię. Będzie mnie boleć.
Kise poczuł na swoim wejściu dotyk Aomine. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy.
Czuł się bardzo nieswojo. Jednak po chwili poczuł przenikający ból w dolnej części pleców.
Po niedługim czasie wszystko się zmieniło. Niebiesko włosy odnalazł jego czuły punkt, ocierając się o nim gorącym penisem.
- Więcej! - krzyknął Kise wbijając paznokcie w ramiona Ao.
***
Ao otworzył powieki sklejone tą dziwną substancją. Spojrzał na śpiącego obok blondyna.
Doskonale pamięta co wydarzyła się poprzedniej nocy.
Wstał powoli i swoje kroki skierował od razu do łazienki. Wziął głęboki oddech przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
- Niech to szlag... - wyszeptał wchodząc pod prysznic.
Nie czuł się dobrze z tym co się stało. Wczoraj stracił nad sobą panowanie. Instynktownie pragnął bliskości fizycznej i ją otrzymał.
- Zrobił ze mnie geja? - wyszeptał, przemywając twarz gorącą wodą.
Wyszedł z kabiny i przetarł dłonią zaparowane lustro. Biodra obwiązał ręcznikiem i wyszedł z powrotem do sypialni.
Kise nadał spał. Kiedy Ao się ubrał, podszedł do łóżka i szturchnął blondyna mocno za ramię.
- Wstawaj. - powiedział głośno
Blondyn otworzył powoli powieki, ukazując światu swoje przepiękne oczy.
- Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz... - mruknął zaspany
Aomine westchnął głęboko i zdarł z niego kołdrę.
- Wstawaj natychmiast. - powtórzył, spoglądając prosto w oczy Kise.
niedziela, 6 września 2015
Rivaille x Eren Nowość rozdział 2
Witam was moi drodzy. Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki, ale nie miałam dziś zbyt wiele czasu. Mam nadzieję jednak, że wam się spodoba. Miłej lektury :)
Eren otworzył powoli oczy, kiedy promienie słońca wdarły się przez kraty w oknach.
Pierwsze co poczuł to jak bardzo zaschło mu w gardle.
Spróbował wstać, ale utrudnił mu to ból w kolanie.
- Cholera!- krzyknął, upadając z powrotem na ziemię.
- Wyspałeś się? - zapytała, stojąca koło drzwi Hanji
Eren spojrzał na nia ze złością.
- O czym wczoraj rozmawialiście?
Chłopak nadal milczał, przez co rozzłościł kobietę.
Podeszła do niego szybkim krokiem i ukucnęła obok niego.
Od razu spostrzegła brak kajdanek na jego nadgarstkach.
- Widzę, że się polubilście. - zakpiła, ale po sekundzie jej twarz spoważniała.
- Ja jednak nie darzę cię taką sympatią. - sprawnym ruchem znów je założyła.
Brunet zagryzł wargę z bólu jaki temu towarzyszył.
- Zapytam ostatni raz. O czym rozmawialiście? - warknęła ze złością
Chłopak zacisnął pięści i splunął kobiecie w twarz. Nigdy nie zapomni jej wyrazu kiedy to zrobił.
- Ty psie! - wrzasnęła, uderzając go z impetem w twarz.
- Zostaw go. - głos rozszedł się po całej celi, odbijając sie o ściany.
Kobieta wzięła głęboki oddech i wstała.
- Splunął mi w twarz. To dla mnie zniewaga. - powiedziała, patrząc prosto w czarne jak smoła tęczówki Kaprala.
- Cholera!- krzyknął, upadając z powrotem na ziemię.
- Wyspałeś się? - zapytała, stojąca koło drzwi Hanji
Eren spojrzał na nia ze złością.
- O czym wczoraj rozmawialiście?
Chłopak nadal milczał, przez co rozzłościł kobietę.
Podeszła do niego szybkim krokiem i ukucnęła obok niego.
Od razu spostrzegła brak kajdanek na jego nadgarstkach.
- Widzę, że się polubilście. - zakpiła, ale po sekundzie jej twarz spoważniała.
- Ja jednak nie darzę cię taką sympatią. - sprawnym ruchem znów je założyła.
Brunet zagryzł wargę z bólu jaki temu towarzyszył.
- Zapytam ostatni raz. O czym rozmawialiście? - warknęła ze złością
Chłopak zacisnął pięści i splunął kobiecie w twarz. Nigdy nie zapomni jej wyrazu kiedy to zrobił.
- Ty psie! - wrzasnęła, uderzając go z impetem w twarz.
- Zostaw go. - głos rozszedł się po całej celi, odbijając sie o ściany.
Kobieta wzięła głęboki oddech i wstała.
- Splunął mi w twarz. To dla mnie zniewaga. - powiedziała, patrząc prosto w czarne jak smoła tęczówki Kaprala.
Czarnowłosy spojrzał na siedzącego pod ścianą chłopaka.
- Sam sie tym zajmę. - odparł zimno, omijając ją. Usiadł na krześle.
Hanji zaklęła coś pod nosem i wyszła z hukiem trzaskając drzwiami. W celi nastała grobowa cisza, którą przerwał głos Leviego.
- Myślisz, że możesz zachowywać się w taki sposób? - zapytał, wstając z krzesła.
Podszedł do chłopaka i podniósł go do góry za kołnierz koszuli.
- Mam cię nauczyć szacunku? - jego głos brzmiał coraz poważniej
Nie przeszkadzały mu krzyki Erena, kiedy rzucił nim o metalowy stolik. Razem z meblem, na podłogę poleciało wszystko co się na nim znajdowało.
Eren otworzył szeroko usta, krztusząc się własną śliną. Nie miał siły wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
- Najlepszym sposobem na naukę szacunku jest ból. - oznajmił Levi kopiąc bruneta w brzuch.
Było mu wszystko jedno czy zginie od kolejnego ciosu, czy może pod koniec dnia.
Nagle poczuł wielką ulgę, ból powoli ustawał. Eren stracił przytomność.
Kapral nachylił się nad chłopakiem i sprawdził jego puls. Potem zawołał strażników.
- Zabierzcie go do szpitala. - rozkazał, wycierając brudne od krwi dłonie.
Mężczyźni spojrzeli ze strachem na skatowanego chłopaka.
Po chwili Levi również opuścił celę.
Na korytarzu spotkał Hanji. Stała ze swoim specyficznym uśmiechem na twarzy.
- Nic się nie zmieniłeś. - uśmiechnęła się wchodząc do swojego gabinetu.
Eren został przewieziony do szpitala w eskorcie policji. Pomimo tego, że nie był w stanie nawet samodzielnie stanąć nadal uważany był za niebezpieczeństwo.
- Nieźle go urządzili... - wyszeptał lekarz, rozcinając zakrwawioną koszulkę chłopaka.
Zmarszczył brwi, kiedy ujrzał posiniaczoną klatkę piersiową. Miał obrażenie wewnętrzne, a to one są najbardziej niebezpieczne.
- Spędzi u nas co najmniej miesiąc. - oznajmił do stojących pod salą żołnierzy.
sobota, 5 września 2015
Rivaille x Eren NOWOŚĆ *prolog SNK
Moi drodzy to jest nowe opowiadanie, mam nadzieję, że wam się spodoba. Zapraszam do komentowania :3 miłej lektury!
Był chłodny, deszczowy wieczór. Wiatr bawił się spadającymi z drzew liśćmi rozrzucając je na różne strony. Levi jak zwykle spędzał czas w swoim gabinecie.
Od godziny podpisywał tylko jakieś papiery, nawet nie czytając ich treści. Tym zajmowali się inni.
Nagle zatrzymał się stukając długopisem o blat dębowego biurka. W tej przenikliwej ciszy ten dźwięk brzmiał co najmniej jak wybuch granatu.
Czarnowłosy wziął głęboki oddech i wstał z krzesła. Bezszelestnie ruszył w stronę drzwi, w drodze zapinając guziki swojej marynarki.
Zajmował się jeszcze jednym, a mianowicie przesłuchiwał świadków, lub podejrzanych o sprawy związane z bezpieczeństwem kraju.
Pod jego drzwiami stała Hanji z ręką uniesioną w górze.
- Właśnie miała pukać. Przywieźli nową partię. - dziewczyna stanęła wyprostowana
Kapral spojrzał na nią zirytowany.
- Mam zająć się wszystkimi? - zapytał
Dziewczyna uśmiechnęła się w swój dziwny sposób. Dziwny, ponieważ jej uśmiech przypominał raczej objaw niezdrowego podniecenia.
- Mamy problem z jednym... - szepnęła
- Jaki problem? - zapytał z ciekawością
- Ten chłopak jest podejrzany o stwarzanie zagrożenia kraju. To nasz priorytet i chcemy jak najwięcej z niego wyciągnąć. On jednak milczy. - dziewczyna westchnęła teatralnie - Próbowaliśmy nawet odrobiny agresji, ale nic nie wskóraliśmy tym.
Miejsce gdzie trzymali podejrzanych było nazywane klatką.
Było bardzo małe i mieścił tam się stolik z dwoma krzesłami.
Przed drzwiami do "klatki" stało dwóch żołnierzy. Mieli tylko ostrą amunicję. Kiedy tylko zobaczyli Kaprala stanęli prosto i zasalutowali mu.
Czarnowłosy wszedł do środka pomieszczenia. W środku panowała cisza, ale przebijał się przez nią rytm nierównego oddechu.
Levi zapalił światło i usiadł na krześle. Wtedy zobaczył siedzącego na podłodze chłopaka.
Kolana miał skulone pod brodę, co chwilę wycierał krwawiący nos rękawem koszuli.
- Odrobina agresji... - zakpił Levi lustrując wzrokiem chłopaka.
Brunet przełknął ślinę czując w ustach i gardle krew. Z pogardą spojrzał w stronę Kaprala.
- Może po prostu od razu mnie zabijcie... - wyszeptał
Czarnowłosy odwrócił się w stronę chłopaka i zmrużył podejrzliwie oczy.
- Naprawdę tego chcesz? - jego głos odbij się od pustych ścian klatki.
- Nic złego nie zrobiłem, a twoi ludzie próbowali mnie zakatować. - powiedział chrapliwym głosem.
Levi podszedł do chłopaka i wyciągnął z kieszenie kluczyk.
- Jak będziesz grzeczny to cie uwolnię. - oznajmił
- Nie mam zamiaru z wami walczyć. - szepnął zmęczony
Levi spojrzał na jego posiniaczone ramiona i po chwili przekręcił kluczyk, uwalniając go z kajdan.
- Usiądź na krześle, nie będę rozmawiać z tobą na podłodze. - rozkazał zimno, odkładając kajdanki na blat stołu.
Wszystko było tam pedantycznie czyste. Metalowy stół, białe ściany...
Brunet wstał powoli, i z bólem usiadł na krzesło. Jego ciało było bite przez kilka godzin i w tamtym momencie nie mógł znaleźć pozbawionego bólu miejsca.
- Czego ode mnie chcesz?
- Zacznijmy od podstaw. Jak się nazywasz? - zapytał spokojnym głosem
- Nic wam nie powiem. - odparł cicho
Brunet nie wiedział jeszcze z kim na do czynienia. Nikt nie sprzeciwia się Kapralowi. A jeśli był ktoś taki, to zapewne już nie żyje.
Levi podniósł kącik ust do góry i przysunął się do chłopaka.
- Jeśli nie odpowiesz mi na pytanie, które ci zadałem gorzko tego pożałujesz. A to co cię dzisiaj spotkało, uznasz za pieszczotę. - oznajmił głosem zimnym jak lód.
Brunet przełknął ślinę ze strachu. Miał wrażenie, jakby siedzący naprzeciw niego człowiek wiedział o nim dosłownie wszystko.
- Eren. Eren Yeager.
Levi wpisał w raport jego dane.
Był chłodny, deszczowy wieczór. Wiatr bawił się spadającymi z drzew liśćmi rozrzucając je na różne strony. Levi jak zwykle spędzał czas w swoim gabinecie.
Od godziny podpisywał tylko jakieś papiery, nawet nie czytając ich treści. Tym zajmowali się inni.
Nagle zatrzymał się stukając długopisem o blat dębowego biurka. W tej przenikliwej ciszy ten dźwięk brzmiał co najmniej jak wybuch granatu.
Czarnowłosy wziął głęboki oddech i wstał z krzesła. Bezszelestnie ruszył w stronę drzwi, w drodze zapinając guziki swojej marynarki.
Zajmował się jeszcze jednym, a mianowicie przesłuchiwał świadków, lub podejrzanych o sprawy związane z bezpieczeństwem kraju.
Pod jego drzwiami stała Hanji z ręką uniesioną w górze.
- Właśnie miała pukać. Przywieźli nową partię. - dziewczyna stanęła wyprostowana
Kapral spojrzał na nią zirytowany.
- Mam zająć się wszystkimi? - zapytał
Dziewczyna uśmiechnęła się w swój dziwny sposób. Dziwny, ponieważ jej uśmiech przypominał raczej objaw niezdrowego podniecenia.
- Mamy problem z jednym... - szepnęła
- Jaki problem? - zapytał z ciekawością
- Ten chłopak jest podejrzany o stwarzanie zagrożenia kraju. To nasz priorytet i chcemy jak najwięcej z niego wyciągnąć. On jednak milczy. - dziewczyna westchnęła teatralnie - Próbowaliśmy nawet odrobiny agresji, ale nic nie wskóraliśmy tym.
Miejsce gdzie trzymali podejrzanych było nazywane klatką.
Było bardzo małe i mieścił tam się stolik z dwoma krzesłami.
Przed drzwiami do "klatki" stało dwóch żołnierzy. Mieli tylko ostrą amunicję. Kiedy tylko zobaczyli Kaprala stanęli prosto i zasalutowali mu.
Czarnowłosy wszedł do środka pomieszczenia. W środku panowała cisza, ale przebijał się przez nią rytm nierównego oddechu.
Levi zapalił światło i usiadł na krześle. Wtedy zobaczył siedzącego na podłodze chłopaka.
Kolana miał skulone pod brodę, co chwilę wycierał krwawiący nos rękawem koszuli.
- Odrobina agresji... - zakpił Levi lustrując wzrokiem chłopaka.
Brunet przełknął ślinę czując w ustach i gardle krew. Z pogardą spojrzał w stronę Kaprala.
- Może po prostu od razu mnie zabijcie... - wyszeptał
Czarnowłosy odwrócił się w stronę chłopaka i zmrużył podejrzliwie oczy.
- Naprawdę tego chcesz? - jego głos odbij się od pustych ścian klatki.
- Nic złego nie zrobiłem, a twoi ludzie próbowali mnie zakatować. - powiedział chrapliwym głosem.
Levi podszedł do chłopaka i wyciągnął z kieszenie kluczyk.
- Jak będziesz grzeczny to cie uwolnię. - oznajmił
- Nie mam zamiaru z wami walczyć. - szepnął zmęczony
Levi spojrzał na jego posiniaczone ramiona i po chwili przekręcił kluczyk, uwalniając go z kajdan.
- Usiądź na krześle, nie będę rozmawiać z tobą na podłodze. - rozkazał zimno, odkładając kajdanki na blat stołu.
Wszystko było tam pedantycznie czyste. Metalowy stół, białe ściany...
Brunet wstał powoli, i z bólem usiadł na krzesło. Jego ciało było bite przez kilka godzin i w tamtym momencie nie mógł znaleźć pozbawionego bólu miejsca.
- Czego ode mnie chcesz?
- Zacznijmy od podstaw. Jak się nazywasz? - zapytał spokojnym głosem
- Nic wam nie powiem. - odparł cicho
Brunet nie wiedział jeszcze z kim na do czynienia. Nikt nie sprzeciwia się Kapralowi. A jeśli był ktoś taki, to zapewne już nie żyje.
Levi podniósł kącik ust do góry i przysunął się do chłopaka.
- Jeśli nie odpowiesz mi na pytanie, które ci zadałem gorzko tego pożałujesz. A to co cię dzisiaj spotkało, uznasz za pieszczotę. - oznajmił głosem zimnym jak lód.
Brunet przełknął ślinę ze strachu. Miał wrażenie, jakby siedzący naprzeciw niego człowiek wiedział o nim dosłownie wszystko.
- Eren. Eren Yeager.
Levi wpisał w raport jego dane.
- Ile masz lat?
- Osiemnaście. - odparł posłusznie.
Czarnowłosy odłożył długopis i spojrzał na chłopaka.
- Jak tutaj trafiłeś? - zapytał spokojnym głosem. Pierwszy raz przesłuchuje tak młodą osobę. Przecież to jeszcze dziecko.
- Zabrali mnie ze szkoły. - odparł brunet
Levi prychnął pod nosem.
- Są coraz mnie kreatywni. Napiłbyś się czegoś? - dodał
Eren skinął głową.
- W takim razie zawołam strażnika. - oznajmił Kapral, naciskając przycisk znajdujący się pod blatem stołu.
Po sekundzie zjawił się żołnierz. Spojrzał na brak kajdanek na nadgarstkach chłopaka.
- Przynieś mu szklankę wody. Nie chcę żeby mi tu zemdlał. - rozkazał
Mężczyzna skinął głową i wyszedł z pomieszczenia.
Czarnowłosy odłożył długopis i spojrzał na chłopaka.
- Jak tutaj trafiłeś? - zapytał spokojnym głosem. Pierwszy raz przesłuchuje tak młodą osobę. Przecież to jeszcze dziecko.
- Zabrali mnie ze szkoły. - odparł brunet
Levi prychnął pod nosem.
- Są coraz mnie kreatywni. Napiłbyś się czegoś? - dodał
Eren skinął głową.
- W takim razie zawołam strażnika. - oznajmił Kapral, naciskając przycisk znajdujący się pod blatem stołu.
Po sekundzie zjawił się żołnierz. Spojrzał na brak kajdanek na nadgarstkach chłopaka.
- Przynieś mu szklankę wody. Nie chcę żeby mi tu zemdlał. - rozkazał
Mężczyzna skinął głową i wyszedł z pomieszczenia.
piątek, 4 września 2015
Free! - odcinek 5
- Co do cholery... - wyszeptał nie dowierzając własnym oczom. Dałby chyba wszystko byle tylko nie znaleźć się w tym miejscu i czasie.
Makoto odepchnął od siebie Rina i bez słowa wybiegł z szatni. Biegł przed siebie, nie patrzył nawet pod nogi, przez co o mały włos by się nie przewrócił. Zatrzymał się dopiero, kiedy poczuł silny ból nogi.
Jego oddech był tak szybki, że zaczął obawiać się o to, żeby nie dostał zawału. Chociaż prawdę mówiąc, to było najmniej ważne w tamtym momencie.
- Co ja narobiłem? - jego głos jakby delikatnie się łamał.
Rin został w szatni i ubierał na siebie bluzę. Haru zacisnął zęby ze złości i chwycił za kark czerwonowłosego uderzając jego głową o ścianę.
Rin złapał się za krwawiący nos i spojrzał z wściekłością na Harukę. Złapał go za kołnierz i przycisnął do ściany.
- Całkowicie cie popierdoliło?! - warknął Rin potrząsając nim.
Nie zwracał uwagi na cieknącą z nosa krew.
- Skrzywdziłeś mojego przyjaciela! Nienawidzę cię. - spojrzał prosto w jego oczy.
Czerwonowłosy uśmiechnął się słabo. I puścił chłopaka.
- Jestem ci wdzięczny za prawdę. A co do Makoto, to On nie jest twoją własnością. - wyszeptał wychodząc z szatni.
Haruka wziął głęboki oddech i osunął się po ścianie. Jak mógł pozwolić żeby on dotykał go w takich miejscach.
- Jak mogłem na to pozwolić?! - krzyknął , uderzając pięścią w ścianę. Nie przestał nawet pomimo krwawiących kostek.
Rin wyszedł z budynku. Pierwsze co zrobił to wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Palił rzadko, tylko kiedy naprawdę się zdenerwował. Widać nie dane było mu zaciągnąć się tym świństwem głęboko w płuca. Rzucił na ziemię paczkę zapałek i zaklął pod nosem.
Już mu było wszystko jedno. Tego wszystkiego i tak było już za dużo.
- Po jaką cholerę w ogóle dotykałem tego smarkacza... - mruknął zirytowany poprawiając torbę.
Makoto przełknął ślinę podpierając się dłonią o drzewo. Wyglądał jak zmęczone ucieczką zwierzę, które szuka schronienia. Obrócił się za siebie niepewnie, mając nadzieję, że nie spotka Haruki.
Odetchnął z ulgą i opierając się plecami o drzewo zjechał na ziemię.
Tak właśnie chciał odpocząć. Gałęzie drzewa chroniły go przed słońcem. I gdyby nie twarda ziemia to byłoby całkiem przyjemnie.
Nie interesowali go przechodzący obok ludzie, którzy spoglądali na niego krytycznie. Przecież nie miał w dłoni butelki piwa, nawet nie palił papierosa. Ale tylko na tyle było ich stać, przecież nie mają w swojej naturze czegoś takiego jak empatia. Jedyne słowo które dobrze opisuje ich zachowanie to apatia. Jakieś takie panujące otępienie, jakby dopiero zbudzili się ze snu.
Makoto poczuł wtedy ten zapach. On wdarł się do jego nozdrzy tak brutalnie i bezwzględnie.
Zerknął w stronę z której wyczuł ten specyficzny zapach i wtedy go ujrzał.
-Tylko nie ty...- wyszeptał zmęczony spoglądając na Rin'a.
Czerwonowłosy podszedł do niego i ukucnął.
Makoto zmarszczył brwi kiedy zobaczył jego posiniaczoną twarz.
- Co ci się stało?! - krzyknął przerażony.
Rin uśmiechnął się do siebie.
- Twój przyjaciel tak mnie potraktował. Nie mam mu jednak tego za złe. Wiem, że zachowałem się źle i przepraszam za to.
Makoto skinął głową.
- Haruka aż tak się zdenerwował? - zapytał drżącym głosem Makoto
Rin wziął głęboki oddech i usiadł obok chłopaka.
- Zawsze miał taki charakterek. Nigdy nie starałem się tego zmieniać, chociaż bardzo często mnie tym drażnił. Byłem jego przyjacielem. - te słowa specjalnie zaakcentował
- Kiedyś byliście nierozłączni. - wyszeptał Makoto, spoglądając na zakrwawiony nos czerwonowłosego
Rin nic nie odpowiedział na słowa chłopaka. Uśmiechnął się tylko delikatnie.
Naprawdę byli przyjaciółmi. Jeden skoczyłby za drugim w ogień. Ale potem wszystko się posypało i żadnemu nie chciało się tego poskładać.
- Przepraszam za moje zachowanie... - powiedział nagle Rin modląc się w duchu, żeby mu to wybaczył.
- Nie gniewam się. W tym całym zajściu to ty najbardziej oberwałeś. - odpowiedział widząc jak Rin przykłada kolejną chusteczkę do nosa.
Robiło się coraz chłodniej i obydwoje poczuli ten zimny powiew wiatru.
- Czas się zbierać. - oznajmił Rin wstajac powoli. Makoto najchętniej schowałby sie pod kołdrę i zasnął. Ale od życia nie da sie uciec. I choćby nawet chciał to musi zmierzyć sie z rzeczywistością.
Makoto odepchnął od siebie Rina i bez słowa wybiegł z szatni. Biegł przed siebie, nie patrzył nawet pod nogi, przez co o mały włos by się nie przewrócił. Zatrzymał się dopiero, kiedy poczuł silny ból nogi.
Jego oddech był tak szybki, że zaczął obawiać się o to, żeby nie dostał zawału. Chociaż prawdę mówiąc, to było najmniej ważne w tamtym momencie.
- Co ja narobiłem? - jego głos jakby delikatnie się łamał.
Rin został w szatni i ubierał na siebie bluzę. Haru zacisnął zęby ze złości i chwycił za kark czerwonowłosego uderzając jego głową o ścianę.
Rin złapał się za krwawiący nos i spojrzał z wściekłością na Harukę. Złapał go za kołnierz i przycisnął do ściany.
- Całkowicie cie popierdoliło?! - warknął Rin potrząsając nim.
Nie zwracał uwagi na cieknącą z nosa krew.
- Skrzywdziłeś mojego przyjaciela! Nienawidzę cię. - spojrzał prosto w jego oczy.
Czerwonowłosy uśmiechnął się słabo. I puścił chłopaka.
- Jestem ci wdzięczny za prawdę. A co do Makoto, to On nie jest twoją własnością. - wyszeptał wychodząc z szatni.
Haruka wziął głęboki oddech i osunął się po ścianie. Jak mógł pozwolić żeby on dotykał go w takich miejscach.
- Jak mogłem na to pozwolić?! - krzyknął , uderzając pięścią w ścianę. Nie przestał nawet pomimo krwawiących kostek.
Rin wyszedł z budynku. Pierwsze co zrobił to wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Palił rzadko, tylko kiedy naprawdę się zdenerwował. Widać nie dane było mu zaciągnąć się tym świństwem głęboko w płuca. Rzucił na ziemię paczkę zapałek i zaklął pod nosem.
Już mu było wszystko jedno. Tego wszystkiego i tak było już za dużo.
- Po jaką cholerę w ogóle dotykałem tego smarkacza... - mruknął zirytowany poprawiając torbę.
Makoto przełknął ślinę podpierając się dłonią o drzewo. Wyglądał jak zmęczone ucieczką zwierzę, które szuka schronienia. Obrócił się za siebie niepewnie, mając nadzieję, że nie spotka Haruki.
Odetchnął z ulgą i opierając się plecami o drzewo zjechał na ziemię.
Tak właśnie chciał odpocząć. Gałęzie drzewa chroniły go przed słońcem. I gdyby nie twarda ziemia to byłoby całkiem przyjemnie.
Nie interesowali go przechodzący obok ludzie, którzy spoglądali na niego krytycznie. Przecież nie miał w dłoni butelki piwa, nawet nie palił papierosa. Ale tylko na tyle było ich stać, przecież nie mają w swojej naturze czegoś takiego jak empatia. Jedyne słowo które dobrze opisuje ich zachowanie to apatia. Jakieś takie panujące otępienie, jakby dopiero zbudzili się ze snu.
Makoto poczuł wtedy ten zapach. On wdarł się do jego nozdrzy tak brutalnie i bezwzględnie.
Zerknął w stronę z której wyczuł ten specyficzny zapach i wtedy go ujrzał.
-Tylko nie ty...- wyszeptał zmęczony spoglądając na Rin'a.
Czerwonowłosy podszedł do niego i ukucnął.
Makoto zmarszczył brwi kiedy zobaczył jego posiniaczoną twarz.
- Co ci się stało?! - krzyknął przerażony.
Rin uśmiechnął się do siebie.
- Twój przyjaciel tak mnie potraktował. Nie mam mu jednak tego za złe. Wiem, że zachowałem się źle i przepraszam za to.
Makoto skinął głową.
- Haruka aż tak się zdenerwował? - zapytał drżącym głosem Makoto
Rin wziął głęboki oddech i usiadł obok chłopaka.
- Zawsze miał taki charakterek. Nigdy nie starałem się tego zmieniać, chociaż bardzo często mnie tym drażnił. Byłem jego przyjacielem. - te słowa specjalnie zaakcentował
- Kiedyś byliście nierozłączni. - wyszeptał Makoto, spoglądając na zakrwawiony nos czerwonowłosego
Rin nic nie odpowiedział na słowa chłopaka. Uśmiechnął się tylko delikatnie.
Naprawdę byli przyjaciółmi. Jeden skoczyłby za drugim w ogień. Ale potem wszystko się posypało i żadnemu nie chciało się tego poskładać.
- Przepraszam za moje zachowanie... - powiedział nagle Rin modląc się w duchu, żeby mu to wybaczył.
- Nie gniewam się. W tym całym zajściu to ty najbardziej oberwałeś. - odpowiedział widząc jak Rin przykłada kolejną chusteczkę do nosa.
Robiło się coraz chłodniej i obydwoje poczuli ten zimny powiew wiatru.
- Czas się zbierać. - oznajmił Rin wstajac powoli. Makoto najchętniej schowałby sie pod kołdrę i zasnął. Ale od życia nie da sie uciec. I choćby nawet chciał to musi zmierzyć sie z rzeczywistością.
- Mam nadzieję, że przemyśli swoje zachowanie... - Rin usmiechnął się pod nosem. Znowu wygrał , ale tym razem coś cenniejszego...
czwartek, 3 września 2015
Rozdział 13 EREN X LEVI
-Powiedziałem żebyś się nie
oddalał. - Rivaille szarpnął zamyślonego bruneta za ramię
- Przepraszam! - krzyknął
przerażony Eren.
Spojrzał na zirytowaną twarz
Kaprala. Było już późno, ale światło księżyca padające na
twarz Leviego sprawiała, że nie wyglądał aż tak przerażająco
jak zazwyczaj.
- Nie będę cię niańczył. Masz
robić to co ci powiem, albo od razu odejdź. - gdyby jego głos mógłby mrozić to już pewnie wszystko pokryte byłoby grubą warstwą lodu.
Eren przeprosił jeszcze raz. Ostatnio ma problemy z koncentracją. Może to wszystko tak na niego działa. Otaczający go, okrutny świat, który pozbawiony jest uczuć i współczucia.
Tak wiele osób ostrzegało Erena, że od teraz ma stać się bezuczuciowy, zimny... Ale on tak nie potrafił. Nie mógłby przejść obojętnie obok konającego człowieka, albo zostawić na śmierć głodne dziecko.
Nadal ma w głowie słowa Kaprala, który twierdził, że jego troska kiedyś go zgubi. On sam myśli, że tak będzie...
- Przestań się już zadręczać i skup się na teraźniejszości. Musimy się stąd przenieść, nie jest tu zbyt bezpiecznie. - oznajmił czarnowłosy, zapinając guziki swojego płaszcza.
- Dokąd pójdziemy? Kilka kilometrów stąd toczy się walka. - odparł cicho chłopak.
Kapral podszedł do niego bliżej i omiótł go swoim zimny, stalowym spojrzeniem. Robił to w taki sposób, że Eren czuł swoisty dreszcz przechodzący po kręgosłupie.
- Tak bardzo chcesz pchać się do walki? - zapytał Levi
Eren przełknął ślinę i otworzył odrobinę usta. Zastanawiał się tylko czy w ogóle sens jest cokolwiek mówić.
Kapral Rivaille to rodzaj człowieka, którego niektórzy nazywają socjopatą. To ktoś kto nie potrafi okazać uczuć wobec drugiej osoby, a przynajmniej nie tych pozytywnych. Nigdy nie zauważył też aby wyraził troskę lub wyrzuty sumienia...
A może po prostu zna go zbyt krótko?
- Jestem żołnierzem i moim obowiązkiem jest walczyć. Nie mogę bezczynnie siedzieć, kiedy inni umierają.
Levi zauważył w oczach Erena to czego nigdy nie mógł znaleźć w swoich.
Chociaż sam do końca nie wiedział co to dokładnie jest.
- Spakuj nasze rzeczy. - odparł oschle
Eren uwinął się z tym bardzo szybko. Robił to specjalnie, bo bardzo zależało mu żeby jak najszybciej dostać się na pole bitwy.
- Jesteś gotowy? - zapytał Kapral, widząc jak brunet pakuje koc do swojego plecaka.
Eren skinął głową i obydwoje ruszyli do miejsca walki. Czarnowłosy wiedział ,że nie będzie łatwo. Dużo słyszał o tym miejscu.
- Robienie z siebie bohatera, nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. - powiedział, spoglądając na zapatrzonego w dal bruneta.
Chłopak przyglądał się temu wszystkiemu z daleka. Już widać było wybuchające granaty... krzyki ginących żołnierzy i zdychających potworów.
Brunet poczuł jak szybko zaczęło bić mu serce. Gdyby mogło to wyskoczyłoby z piersi.
- Jesteś pewien? - zapytał Levi ściskając w dłoni rękojeść miecza.
Brunet skinął głową spoglądając jeszcze raz na twarz Kaprala. Co jeśli już nigdy go nie zobaczy?
- Posłuchaj mnie jeszcze. - Levi złapał bruneta za ramię i mocno ścisnął - Trzymaj się blisko mnie.
Eren przytaknął.
- Nie kiwaj głową, tylko odpowiedz mi jak żołnierz. - warknął ze złością.
- Zrozumiałem! Będę trzymać się blisko ciebie. - odparł czując jak jego stopy palą się do biegu.
Walczyli obydwoje. Kiedy Levi siekał ogromnego tytana, Eren obwiązywał go linami ze wszystkich stron. Tak aby nie mógł się ruszać. A potem wystarczyło tylko przeciąć w odpowiednim miejscu.
Współpracowali ze sobą, i nawet dobrze im to szło. Inni żołnierze ze zdziwieniem i respektem oglądali poczynania Kaprala.
Nie było łatwo tego wszystkiego zrobić. Ale z pomocą reszty żołnierzy udało się zapanować nad wściekłymi tytanami.
- Dziękujemy wam bardzo za pomoc... - rzekł jeden z żołnierzy. Jego przełożony zginął i tylko on mógł w imieniu wszystkich podziękować.
- Nie musisz dziękować. To nasz obowiązek. - odparł Levi
Znów cały był z tej obrzydliwej cieczy. Krew tytanów jest specyficzna. Bardziej gęsta niż ludzka i w dodatku okropnie śmierdzi. Dlatego Kapral nie znosi mieć choćby kropli tego świństwa na sobie.
- Eren! - krzyknął , ale chłopak nie usłyszał go.Za drugim razem zjawił się od razu.
- Tak, kapralu? - zapytał
Czarnowłosy wytarł chusteczką dłonie i spojrzał na wystraszonego bruneta.
- Dowiedz się czy gdzieś w pobliżu jest rzeka, jezioro albo coś gdzie mógłbym zmyć z siebie to gówno. - syknął z obrzydzeniem wyrzucając chusteczkę.
- Tak jest! - odparł, biegnąc w stronę grupki żołnierzy.
Moi kochani czytelnicy!!
Witajcie moi kochani...
Przepraszam was za moją długą nieobecność, ale wynikła ona z problemów osobistych. Nie miałam najzwyczajniej czasu, a czasem nawet weny żeby coś stworzyć. Jest mi przykro, że musicie tak długo czekać, ale cieszę się z tego, że ze mną zostaliście. Jutro dodam rozdział 12 opowiadania Levi x Eren i rozdział 5 opowiadania Free! i może skończę rozdział Ao x Kise :))
I mam nadzieję, że to zrekompensuje wam tak długie czekanie. Dobranoc...
Przepraszam was za moją długą nieobecność, ale wynikła ona z problemów osobistych. Nie miałam najzwyczajniej czasu, a czasem nawet weny żeby coś stworzyć. Jest mi przykro, że musicie tak długo czekać, ale cieszę się z tego, że ze mną zostaliście. Jutro dodam rozdział 12 opowiadania Levi x Eren i rozdział 5 opowiadania Free! i może skończę rozdział Ao x Kise :))
I mam nadzieję, że to zrekompensuje wam tak długie czekanie. Dobranoc...
piątek, 31 lipca 2015
Aomine x Kise rozdział 6
- Kise, znów nie spałeś całą noc? - zapytała zmartwiona matka spoglądając na zaspanego blondyna.
Chłopak wsypał do mleka pierwsze lepsze płatki i powoli zaczął mieszać. Nie mógł zasnąć, i nie miał zamiaru powiedzieć dlaczego.
Kobieta wiedziała, że jej syn się zmienił, ale nie zamierzała pytać co do tego doprowadziło.
Albo kto.
- Zawiozę cię dzisiaj do szkoły. - powiedziała, a po chwili chłopak odszedł do prawie nietkniętego śniadania.
Droga do szkoły nie trwała długo, ale nie tego chciał Kise. On pragnął aby nagle zaczęła się palić, walić albo najlepiej żeby spadł na nią meteoryt.
Tak jednak się nie stało i blondyn bardzo długo przełamywał się żeby normalnie wejść do klasy. Na tych zajęciach siedzi razem z Aomine.
Kiedy tylko wszedł do klasy poczuł jego wzrok na sobie. Podszedł powoli do ławki i położył na nią swój plecak, a Ao zrzucił go z hukiem na podłogę.
Oczy wszystkich znalazły się na nich.
- Nie będziesz tutaj siedział. - warknął wpatrując się w niezrozumiałe spojrzenie blondyna, który ze spokojem podniósł swoje rzeczy i usiadł ławkę dalej.
Kuroko podszedł do ławki Kise i usiadł razem z nim.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? - zapytał , uśmiechając się do niego.
Kise odwzajemnił uśmiech, ale i tak nie był szczery.
- Dzisiaj mam wolne popołudnie. - odparł cicho, ale na tyle głośno, żeby usłyszał to Ao.
I niebieskowłosy sam nie wiedział dlaczego ta wiadomość spowodowała u niego złość.
Przecież nie powinno go to obchodzić.
Ale kiedy rozmowa zaczęła im się układać, to Ao zaczął żałować swojego zachowania.
I nie mógł już dłużej tego słuchać. Zerwał się z miejsca do drzwi, ale wpadł akurat na nauczycielkę.
- Panie Aomine. Dokąd się Pan tak śpieszy? - zapytała zdziwiona poprawiając spadające z nosa okulary.
- Do toalety. - odparł, omijając ją.
Wpadł do niej jak dzikie zwierzę.
- Cholerny gnojek. Najpierw mówi mi takie rzeczy a potem umawia się z innymi. - warknął, uderzając z pięści w ścianę.
Zagryzł mocno wargę tak, że poczuł w ustach metaliczny posmak świeżej krwi. Ścisk w klatce piersiowej także dał o sobie znać. Jego serce jeszcze nie zamieniło się w jakiś pieprzony kamień.
- Co ja mam teraz zrobić...- wyszeptał, zsuwając się plecami po ścianie.
Po dwudziestu minutach w końcu zdołał przekonać siebie, że powinien z nim porozmawiać.Wyjaśnić to wszystko. Może wtedy ten cały chaos jakoś by się uporządkował.
Niebieskowłosy czuł, że to wszystko zaczyna go przerastać. I postanowił to zmienić.
Pewnie zebrał się z zimnej posadzki i powędrował do klasy. Kiedy tylko otworzył drzwi przywitało go spojrzenie blondyna.
Usiadł w ławce czekając na koniec tej nudnej lekcji.
Kiedy w końcu jego życzenie się spełniło pierwszą osobą, która opuściła klasę był Kise.Od razu podążył za nim.
Blondyn przetarł zmęczone brakiem snu oczy, i szedł prosto do wyjścia ze szkoły. Odpuścił sobie resztę lekcji. Jeszcze trochę i wszystko sobie odpuści.
Ao dogonił go i stanął przed nim blokując mu drogę wyjścia na ulicę.
- Aomine? - szepnął zaskoczony Kise.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. - odparł pewnie.
Nie chciał jednak, żeby ta rozmowa przebiegała jak wcześniej. To nie powinien być krzyk.
- O czym? - zapytał lekko wystraszony.
- Nie mogę być dla ciebie obojętny. Wszedłeś do mojej głowy bez pytania i nie moge ciebie z niej wyrzucić. Tak. Myślę o tobię cały czas. Kiedy tylko ktoś z tobą rozmawia
czuję ścisk w piersi. - nie pozwolił aby jego głos zadrżał. Mimo, że blisko było mu do płaczu.
Kise stał nic nie mówiąc.W tamtej chwili Ao przekonał się, że milczenie jest najgorszą rzeczą jaka mogła spotkać go po tym wyznaniu.
- To nie jest dla mnie łatwe, Kise... - wyszeptał przybliżając się do niego kilka centymetrów. Ale dla blondyna to była tak duża bliskość o jakiej marzył przez
ostatnie tygodnie.
- Kocham cię, Ao... - wyłkał blondyn wycierając mokre od łez policzki rękawami koszuli.
Niebieskowłosy skinął głową, uśmiechając się objął go zupełnie jakby obejmował coś bardzo cennego. Czuł jak szybko koszula na jego ramieniu zrobiła się mokra.
- Zabiorę cie dzisiaj do siebie. - oznajmił muskając swoim policzkiem jego policzek.
sobota, 4 kwietnia 2015
Rivaille x eren *szkolne przygody
Jean otworzył sklejone powieki.
- Dlaczego ta noc zawsze musi być taka krótka? - powtarzał to codziennie. Jego własna modlitwa.
Postawił stopy na zimnej posadzce i skrzywił się odrobinę. Tego też nie znosił.
Tak samo jak słońca, które bezczelnie próbowało wbić się przez cieniutkie zasłony powieszone na oknie. Wszedł do łazienki, odruchowo sięgając po szczoteczkę do zębów.
Samotne mieszkanie wcale nie jest takie kolorowe jak może się wydawać. Jean nie ma czasu żeby porządnie posprzątać mieszkanie. I musiał przyzwyczaić się do tego bałaganu.
- Argh! - krzyknął, widząc przed sobą stojącego na szafce dużego pająka. Wiódł spokojne życie, dopóki nie spotkał się z gazetą. Ona też leżała tu już bardzo długo.
Wyszedł zrezygnowany kierując swoje ospałe ciało do sypialni. Zostało mu czterdzieści minut,a samo znalezienie czystej koszulki zajmie mu połowę czasu.
Kiedy w końcu się ubrał, zdążył w biegu zjeść kanapkę.
Ubrał się za lekko jak na pogodę na zewnątrz. Wiatr dostawał się pod luźną koszulkę chłopaka, nieprzyjemnie chłodząc jego plecy.
Uważał, że zbyt bliskie relacje z Levim mogą się dla niego źle skończyć. Miał na myśli przyjaźń. Często jest tak, że kiedy o kimś rozmawiamy lub myślimy zaraz potem go spotykamy. Tak było i tym razem.
- Cholera. - szepnął zażenowany.
- To dlatego zawszę się spóźniasz. - powiedział kpiąco wpatrując się w twarz Jean'a.
- Ty też nie jesteś zbyt punktualny. - odgryzł się szybko, ale nie miał odwagi na niego spojrzeć.
Zdołał tylko zarejestrować jego czarne jak smoła tęczówki wpatrujące się w niego.
Nadal było mu wstyd za to, jak kiedyś go potraktował. Zlał go jak psa, a teraz rozmawiają jakby tamta sytuacja w ogóle nie miała miejsca.
- Przepraszam. - wyszeptał wbijając wzrok w swoje buty.
Czarnowłosy spojrzał na niego szybko. Jego dłoń powędrowała na ramię chłopaka.
Jean'a przeszył niemiły dreszcz. Miał takie zimne dłonie.
- Już o tym zapomniałem. - odparł spokojnie.
Jean nie okazał tego po sobie, ale czuł jakby ktoś zdjął z jego pleców ogromny ciężar.
- Masz ochotę iść do tej szkoły? - zapytał nagle, uśmiechając się.
Czarnowłosy zmarszczył brwi. - A gdzie miałbym iść?
- U mnie zawsze jest pusto. - odparł, zaciekawiając Leviego.
To był jego pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie odważyłby się tak po prostu nie pójść na lekcje. To śmieszne jak ludzie potrafią na nas wpłynąć. Zgadzamy się na rzeczy na które kiedyś nigdy byśmy nie pozwolili.
Wpuścił go do środka, i szkoda, że wtedy nie widział jego twarzy. Kurz jaki unosił się w powietrzu przyprawił go o dreszcze.
- Nigdy nie byłem w tak brudnym miejscu. - powiedział z lekkim obrzydzeniem.
- Cieszę się, że ci się podoba. - zaśmiał się Jean, ściągając koszulkę.
Rivaille spojrzał na niego. A przede wszystkim na klatkę piersiową. Była wyrzeźbiona. Zadbana.
- Możemy zaczynać.Zamknij oczy. - powiedział nagle. Te słowa sprawiły, że Levi nie miał pojęcia co się dzieje.
- O co ci chodzi? - zapytał zirytowany.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
Zrobił to. Wbrew sobie, ale zrobił.
Po sekundzie poczuł w dłoni coś zimnego i ciężkiego. Otworzy szybko oczy i ujrzał broń.
Westchnął głęboko.
- Co to za zabawka? - zapytał z irytacją.
Jean zmarszczył brwi. - To jest prawdziwa broń. Należała do mojego ojca.
Nie musiał długo namawiać Leviego do tej zabawy. Jean usiadł obok czarnowłosego na krześle.
Przełknął ślinę czując ciepłe powietrze muskające wnętrze jego ucha.
- No dalej. Możesz zamknąć oczy jeśli się boisz. - szepnął, obserwując skupienie na jego twarzy.
A jednak ręka mu się trzęsła. Ciała nie da się oszukać.
Pot spływał po jego skroni i zatrzymywał się na zimnej lufie pistoletu.
Jean próbował się uspokoić, ale to bardzo trudne kiedy ma się świadomość, że tym razem może się udać.
- Nie dam rady... - wyszeptał zrezygnowany odkładając broń na stolik.
- I tak wyjąłem z niej kule idioto. - odpowiedział Levi szturchając go.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał obrażony
Czarnowłosy wziął głęboki oddech i usiadł obok niego. - Nie miałem ochoty sprzątać twojego mózgu z podłogi. O ile w ogóle go posiadasz. - na te ostatnie słowa Jean zaśmiał się głośno.
- Troszczysz się o mnie?
Rivaille przysunął się do niego bliżej. - Nie chciałbyś aby było inaczej. - odparł, naruszając intymną przestrzeń Jean'a.
Chłopak przełknął ślinę. - Siedzisz zbyt blisko.
Za oknem ulice siekał drobny, uciążliwy deszczyk. Ludzie zakrywali głowy dłońmi, gazetami, czymkolwiek. Jakby to delikatnie uczucie mrowienia po opadnięciu kropli na skórę tak bardzo im przeszkadzało.
Jean miał okna na ruchliwą ulicę. Ale to nie dlatego tak mało sypiał. Wracał późno do domu i nim położył się do łóżka musiał zrobić jeszcze masę rzeczy.
Podniósł kącik ust i dotknął jego ust. Jean zamarł.
Jak mógł nie odepchnąć go kiedy włożył mu język do ust? A zamiast tego odwzajemnił pocałunek. Zrobiło się niebezpiecznie.
- Przestań... - wyszeptał przekręcając głowę.
Levi wziął głęboki oddech, wracając do wcześniejszej pozycji.
- Co to w ogóle miało być? - warknął wycierając wilgotne od śliny wargi.
- Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało. - odparł spokojnie.
- Jesteś gejem czy co... - mruknął wstając z krzesła.
- Czy to, że cie pocałował oznacza, że jestem gejem? Ale jeśli o to pytasz to odpowiedź jest pozytywna. - Jean otworzył szerzej oczy.
- Ja nim nie jestem więc nie rób tego więcej. - odpowiedział siadając na skraju łóżka.
Czarnowłosy rozsiadł się na krześle i spojrzał rozbawiony na zawstydzonego chłopaka.
- Zachowujesz się jakbym uprawiał z tobą seks.
Jean zmarszczył gniewnie brwi. - Jeszcze tego by brakowało. - odparł zrezygnowany.
Levi wstał powoli i usiadł obok niego na łóżku.
- Chyba lepiej jak już sobie pójdziesz. - powiedział Jean odsuwając się od niego.
- Ostatni raz... - odparł cicho przysuwając swoje usta do jego warg.
Kise x Aomine rozdział 5
Miłość. Czy ona jeszcze w ogóle istnieje? A może to tylko zwykłe zauroczenie, obsesyjne zainteresowanie drugą osobą. Ktoś poczuje motylki w brzuchu na widok innego człowieka, i od razu sądzi, że to miłość. Ludzie dają się temu zwieść. Ale co jeśli ktoś czuje to wyjątkowo długo. Zbyt długo, i musi być ostrożny w ich okazywaniu. Jak wiele może ich dawkować, żeby nikt się nie zorientował?
Aomine leżał na swoim łóżku wystukując w jego drewnianą ramę jakiś nieznany rytm. Mimo, że starał się udawać, że nic się nie stało. To było niewykonalne.
Gdyby to nie był Kise, nie przejmowałby się tym. Ale to już druga noc z rzędu kiedy o tym myśli. I choć telefon ma w zasięgu ręki to nie zamierza z niego skorzystać.
Przetarł zmęczoną twarz dłońmi i usiadł na skraju łóżka.
Słońce ogrzewało jego ramiona. To przyjemne uczucie na chwilę go uspokoiło.
To okropne jak strach paraliżuje człowieka. Było tak cicho, że nawet przez chwilę pomyślał, że został zupełnie sam. Nie słyszał śpiewu ptaków, a jego oddech był zbyt płytki aby zdołał go usłyszeć.
Zrzucił z biurka wszystko co się na nim wcześniej znajdowało. Agresja krążyła w jego żyłach i wypalała je jak trucizna.
- Cholerny... - wyszeptał , znów w coś uderzając.
To było niesprawiedliwe, że mu to wyznał. Co takiego ma z tą wiadomością zrobić? Żyć dalej
i stracić przyjaciela? Nie może dać mu tego czego Kise pragnie. Owszem kocha go, ale nie w taki sposób.
I Aomine doskonale wiedział, że mu to nie wystarczy.
Jutro z nim porozmawia. Na pewno.
- Nie będzie żadnej miłości. - szepnął do siebie , zaciskając dłoń na prześcieradle.
Rozpoczął się kolejny dzień. Z każdą minutą Ao tracił odwagę aby mu to wyznać. Mógłby to tak zostawić, ale to byłoby nie w porządku. Wziął głęboki oddech i ruszył do szkoły.
Kise w przeciwieństwie do niego, nie miał zamiaru z nim rozmawiać. Żałował swojej decyzji. Może lepiej byłoby żyć ukrywając swoje uczucia?
Wyznał je i nic tym nie osiągnął. Jest gorzej niż wcześniej.
Nie spotkali się przed szkołą, ale w klasie już tak. I nagle cała ta odwaga wyparowała. Ao nie otworzył nawet ust.Sam się za to znienawidził.
Kise wpatrywał się w plecy niebieskowłosego. W opiętą koszulkę, pod którą odbijały się mięśnie. To było silniejsze od niego.
Blondyn szedł korytarzem, kiedy poczuł na sobie jego wzrok. Inny niż zwykle.
Namierzył go jak drapieżnik swoją ofiarę.
I teraz miał zamiar tylko czekać na odpowiedni moment aby ją schwytać.
Kise znów mu uciekł. Choć zdawał sobie sprawę, że ucieczka jest najgorszym pomysłem.
- Ostatni sprawdzian poszedł wam tragicznie. - oznajmiła zawiedzionym głosem, nauczycielka. - Dlatego na dzisiejszej lekcji, chciałabym abyście pracowali w grupach.
- Co będziemy dokładnie robić? - zapytał uczeń.
Nauczycielka spojrzała na niego spod grubych szkieł , starych okularów.
- Macie napisać wypracowanie na wybrany przez was temat. - jej głos był bardzo poważny
Uczniowie spojrzeli na siebie przerażeni.
Aomine wziął głęboki oddech i odwrócił się do tyłu. Przywitało go przerażone spojrzenie Kise. Wyglądał jak małe dziecko, które zobaczyło coś strasznego.
- Aż tak cie przerażam? - niebieskowłosy próbował rozluźnić atmosferę, ale to było niemożliwe.
- Jaki temat pracy proponujesz? - zapytał blondyn
Aomine westchnął głęboko. - Nie jestem w tym dobry. Może ty coś wymyślisz?
Kise skinął głową i zapisał pierwsze słowa w zeszycie.
- To o czym będziesz pisał? O miłości? - ten żart mu się nie udał. Blondyn spojrzał na niego zabójczym spojrzeniem i wrócił do pisanie pracy.
Kise napisał prawie całą pracę w piętnaście minut. Cisza jaka panowała między nimi nie była zbyt przyjemna. To był najlepszy moment, żeby Aomine z nim porozmawiał.
- Kise, to co wtedy powiedziałeś... - zaczął a blondyn zatrzymał się. Otworzył szerzej oczy.
Naprawdę to czujesz? - dodał spoglądając na niego.
Blondyn nie odpowiedział, skinął tylko niepewnie głową.
- Od dawna?
- Od gimnazjum. - jego głos lekko się załamał.
Niebieskowłosy otworzy usta jakby chciał coś powiedzieć, jednak po chwili szybko je zamknął. To jakby coś utknęło mu w gardle.
Tak długo ukrywał swoje uczucia, a kiedy w końcu zdobył się aby je wyznać nic się nie zmieniło.
Aomine nie wiedział co zrobić z całą tą sytuacją. Każdy miałby problem dowiadując się, że osoba, którą przez tyle lat traktował jak przyjaciela w tym czasie darzyła go innymi uczuciami.
- Chyba zbyt dużo sobie wyobraziłeś, mówiąc mi to. - odparł oschle, wracając na swoje miejsce.
Blondyn zamarł. Utkwił z piórem przy prawie pełnej kartce papieru.
Kiedy lekcja się skończyła, niebieskowłosy jak burza wyszedł z klasy. Nie oglądał się za siebie, nie zwracał uwagi na dziwne spojrzenia uczniów.
- Tu jesteś kochanie! - pisnęła dziewczyna Ao.
Puściły mu nerwy. Miał jej dość. - Nie nazywaj mnie tak. Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego. - warknął, omijając ją.
- Niech to szlag... - szepnął, uderzając pięścią w ścianę. Nie poczuł żadnego bólu.
Nie zdawał sobie sprawy, że w tak krótkim czasie można zranić tak wiele osób.
Dlaczego kiedy jedna rzecz zaczyna się sypać, reszta układa się jak cholerne domino i ktoś nieumyślnie je popycha?
Przecież nie jest żadnym gejem. A przez Kise zaczął się tak czuć. Przyparty do muru przez jego uczucia. Nie mógł złapać nawet głębszego wdechu.
Tak bardzo chciał dowiedzieć się dlaczego jego przyjaciel się zmienił, a kiedy w końcu tak się się stało, żałuje tego.
wtorek, 17 lutego 2015
Aomine x Kise rozdział 4
Otworzył powoli oczy, biorąc głęboki oddech. Tak mocny, że aż zabolały go płuca. Jakby tego było mało, głowa aż pulsowała mu z bólu. Nie powinien był wypijać tego wina.
Powoli wstał z łóżka, bardzo ospale. Kiedy tylko postawił stopę na podłodze zachwiał się i o mały włos nie przewrócił.
Czuł się bardzo słabo. Jakby jego ciało wypełniło się watą. Aomine jak lew powoli go rozszarpywał.
- Słyszałam, że twoi rodzice wyjeżdżają do twojej ciotki na dwa dni. - powiedziała nagle Rikka, uśmiechając się do siebie.
Ao westchnął głęboko.
- Skąd o tym wiesz? - zapytał zirytowany
Jego dziewczyna wiedziała więcej od niego? Zresztą i tak go to zdenerwowało. Nie planował spędzić tego czasu z nią.
Ale teraz trudno będzie ją spławić.
- Spędzimy ten czas razem? - dodała przytulając się do ramienia chłopaka.
Niebiesko włosy spojrzał na nią kątem oka.
- Nie jestem pewien, czy ja nie będę musiał pojechać z nimi. Ciotka jest bardzo bogata.- odparł mają nadzieję, że choć trochę ją zniechęci.
Ale ona nie zamierzała dać za wygraną. Jeszcze kiedy usłyszała o pieniądzach.
To wszystko zaczynało go nudzić, irytować. Sprawiała, że coraz bardziej oddalił się od swojego przyjaciela. Co właściwie jest z tym chłopakiem?
- Co cię rozbawiło? - zapytała rozdrażniona, widząc jak Aomine uśmiecha się delikatnie.
W jego wyobraźni odtworzyła się tamta scena. Ich pocałunku. Do teraz doskonale potrafi odtworzyć mimikę twarzy Kise. Wyglądał jak małe dziecko, które dowiedziało się, że Święty Mikołaj jednak nie istnieje i to rodzice podrzucają prezenty pod choinkę.
Tak, to w zupełności nim wstrząsnęło.
Od tego czasu nie było tak jak wcześniej. Pojawiły się różne głupie myśli, ale Ao jeszcze potrafił je odgonić. To była tylko kwestia czasu, żeby stracił tę moc.
Kise zbliżał się do budynku szkoły, i będąc tuż przed drzwiami szkoły zawahał się czy tam wejść. Zdrowy rozsądek jednak go do tego przekonał.
Rozpiął bluzę i wszedł do środka, mając cichą nadzieję, że go tam nie spotka.
Nie mógł uwierzyć, w to co się stało. Jak wszystko tak diametralnie się zmieniło. . Jak w ogóle mógł modlić się, aby nie zobaczyć swojego przyjaciela.
Miłość jednak jest okrutna, i czasem potrafi wszystko zniszczyć, a my nadal tkwimy uwięzieni w tym uczuciu.
Szedł powoli, oglądając się na boki. Odetchnął z ulgą wchodząc do klasy.
I wtedy go zobaczył, i cały ten stoicki spokój poszedł w cholerę..
Bał się nawet na niego spojrzeć. Za to Aomine nie spuszczał z niego oczu.
Kise siedział ławkę za nim, kiedyś go to cieszyło, ale teraz...
- Siemka, Kise. - powiedział Ao , uśmiechając się.
- Cześć. - odparł cicho.
I to jedno słowo z ust Ao od razu go rozbudziło. To coś w jego uśmiechu.
Niebiesko włosy usiadł na ławce blondyna. Podstawił mu pod nos paczkę krakersów.
- Nie, dziękuje. - odpowiedział szybko
Aomine wziął głęboki oddech.
- Co z tobą jest? - zapytał zirytowany
Kise przełknął ślinę, i uśmiechnął się słabo. Już naprawdę nie miał siły.
- Nic takiego. - odparł ledwie słyszalnie.
Wtedy jego cierpliwość prawie się skończyła.
- Jesteś moim przyjacielem, nie mam zamiaru patrzeć jak coś cię dręczy. - jego głos był stanowczy.
Blondyn spojrzał na niego. Na jego wyprasowany mundurek, lekko rozczochrane włosy.
Musiał to zrobić.
- Zakochałem się w tobie. - wyszeptał, ale na tyle głośno ,że Aomine był w stanie to usłyszeć.
Paczka krakersów wypadła mu z dłoni, i wylądowała na podłodze.
- Co takiego? - powtórzył zszokowany
Kise wiedział, że tak będzie. Nie oczekiwał, że po tym wyznaniu Aomine rzuci mu się w ramiona i odwzajemni jego uczucie...
- Przepraszam, nie powinienem ci tego mówić.
Czuł, że jeśli nie ucieknie z tamtego miejsca, to się rozpłacze. Jak małe dziecko.
Wybiegł z sali tak szybko, że niebiesko włosy nawet nie zdążył go zawołać.
- Zakochał się? - szepnął do siebie, nadal przetwarzając w głowie te słowa.
środa, 4 lutego 2015
Witam was kochani, zostałam nominowana Libster Award przez blog stracone-we-snie
Możecie się o mnie czegoś dowiedzieć.
1. Kto jest dla ciebie najważniejszą osobą w życiu?
Moja siostra, bliźniaczka.
2. Kto jest twoim ulubionym autorem/autorką?
Jeśli chodzi o książki to zdecydowanie Stephen King. Lubię horrory.
3. Której pory roku nie lubisz?
Zimy. Brr
4. Twój ulubiony cytat, sentencja?
“Jeśli naprawdę Ci na kimś zależy, pozostawisz mu swobodę działania, choćby to działanie było nie po Twojej myśli. Jeśli naprawdę kogoś kochasz, pozwolisz, by złamał Ci serce.”
5. Jakie jest twoje ulubione miejsce?
Zdecydowanie moje łóżko.
6. Czy jest ktoś kogo chciałabyś przywrócić do życia?
Tak.
7. Co jest dla ciebie najważniejsze w czytanych tekstach.
Opisy emocji.
8. Wierzysz w niebo?
I w piekło.
9. Co cenisz sobie w ludziach?
Szczerość.
10. Spotkało cię kiedyś niewyobrażalne szczęście? Coś czego nie chcesz nigdy zapomnieć?
Było kilka takich sytuacji.
11. Czy starasz się spełniać swoje marzenia? Pielęgnujesz je?
Te mniejsze staram się spełniać, ale te większe to nadal tylko marzenia i wątpię żebym kiedykolwiek je spełniła.
No i druga nominacja tym razem od blogerki story-yuuki a oto pytania
1. Gdybyś mogła przenieść się do świata anime, które byś wybrała? :D
2. Którego paringu szczerze nienawidzisz?
3. Czy oprócz serii anime oglądałaś jakieś anime-movie?
4. Co porabiasz w czasie wolnym?
5. Gdybyś miała szansę stworzyć coś dla świata ( np. wehikuł czasu xd ) to co by to było?
6. Czy masz jakąś rzecz, która zawładnęła Twoim sercem? ( np. książka, film )
7. Jakiej słuchasz muzyki? Polecasz jakieś zespoły/wykonawców?
8. Czy tobie też Liebster Award przypomina Złote Myśli? xD
9. Najzabawniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
10. Co chciałabyś w sobie zmienić?
11. Co w życiu ma dla Ciebie największą wartość? :)
1. Jak kiedyś oglądałam Naruto to marzyłam żeby przenieść się do tego Anime. Ale jeśli naprawdę miałabym taką szansę to wydaje mi się, że wybrałabym Kuroko no Basuke.
2. Nie ma takiego, którego nienawidzę. Każdy ma coś w sobie.
3. Nie pamiętam.
4. Uprawiam sport, piszę.
5. Maszyna, która uleczy z każdej choroby.
6. Oglądałam film "Ptasiek" i on wywarł na mnie ogromne wrażenie. Tyle emocji, uczuć niekoniecznie dobre. Ale to jest po prostu piękne i polecam wszystkim.
7. Słucham tego co wpadnie mi w ucho, ale najczęściej j-rocka.
8. Nie xD
9. Kiedyś jak byłam małą dziewczynką, i chodziłam do przedszkola to zjadłam Pani przedszkolance jej ciasto xD
10. Chciałabym być bardziej zdeterminowana i pewniejsza siebie.
11. Miłość, zaufanie.
A jeśli chodzi o opowiadania to jutro na pewno jakieś się pojawi, tylko nie wiem jeszcze jakie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)