piątek, 28 marca 2014

Rozdział 33




- Eren wstawaj, musimy natychmiast ruszać. - powiedział głośno Levi szarpiąc chłopaka za ramię. 
Brunet otworzył powoli oczy mrugając kilkakrotnie. 
- Co się dzieje? - zapytał zaspanym głosem siadając na skraju łóżka.
- Dostałem rozkaz, wyjeżdżamy na południe. Trwa tam walka, nie ma czasu na dłuższe wyjaśnienia. 
Eren zerwał się jak oparzony z łóżka, obwiązując biodra pościelą. 
Szybko pobiegł do łazienki. 
Po kilku minutach wyszedł z niej ubrany. 
Na zewnątrz czekał na nich samochód, Eren zajął miejsce przy oknie. Kapitan siedział naprzeciw  niego przeglądając jakieś papiery.
- Co to za dokumenty? - zapytał nagle przestając wpatrywać się w fotel.
- Nic ważnego. 
- Za godzinę będziemy na miejscu, sir. - oznajmił kierowca 
Levi skinął głową poprawiając swój mundur. Obowiązki były dla niego ważniejsze niż zdrowie, nigdy nie odmówił wykonania rozkazu bez względu na to jaki był.
Czas minął szybko kiedy Eren wyszedł z samochodu uśmiechnął się delikatnie.
Chłodnie powietrze muskało skórę jego policzków. 
- Nie stój tak, za mną. - warknął pośpieszając go.
Chłopak podążał za kapitanem , który kierował się w stronę wielkiego namiotu.
- Zaczekaj tutaj.  - powiedział do niego.
Chłopak skinął głową zatrzymując się. 

- Panie Majorze melduję, że jestem gotowy do wykonania rozkazów. 
Mężczyzna siedzący za biurkiem skinął głową.
- Wieczorem zgłoś się do bazy. Na pewno poradzisz sobie z nimi? - zapytał patrząc na jego brzuch.
Rivaille przytaknął.
Zaraz potem wyszedł.

Zirytował się widząc jak brunet stoi obok sąsiedniego namiotu i rozmawia z kilkoma żołnierzami. 
Szybko podszedł do niego, i mocno złapał za ramię. 
Mężczyźni stanęli wyprostowani blednąc ze  strachu. Wiedzieli do czego zdolny jest ten człowiek.
- Kolejny raz nie wysłuchałeś mojego polecenia. - syknął zdenerwowany zaciskając dłoń. 
Eren poczuł ból rozchodzący się po całej ręce. 
- To moi koledzy. Znaliśmy się już wcześniej.. - zaczął się usprawiedliwiać. 
- Nie obchodzi mnie kim są ci idioci. - warknął 
 Jeżeli każę ci czekać, masz to zrobić. 
Eren spuścił wzrok na ziemię. 
- Przepraszam, to był ostatni raz. - wyszeptał przestraszony.
Kapitan zabrał dłoń.
- Za mną. - rozkazał odchodząc.
Żołnierze odetchnęli z ulgą patrząc na siebie wzajemnie. 
- To dopiero świr. - szeptali do siebie podając sobie papierosa.

- Którego słowa w tym co do ciebie powiedziałem nie zrozumiałeś?! - krzyknął popychając go na drzewo. 
Eren syknął z bólu, kiedy jego plecy spotkały się z twardą korą drzewa.
- Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję! - powiedział szybko patrząc na niego przerażony.
Eren przymknął oczy oczekując na uderzenie, ale nic takiego się nie stało.
Poprawił swój mundur odchodząc od niego.
- Przyjdź za godzinę na stołówkę. Nie będę zbierać cie z podłogi jak zemdlejesz. - dodał odwracając się.
Brunet przytaknął szybko. 

Po godzinie chodzenia po całej jednostce Eren udał się na stołówkę. 
Levi siedział otoczony innymi ludźmi. 
Wiedział, że jeśli usiądzie razem z nimi to będzie nierozsądny wybór.
Nie jest na wysokim stanowisku, żeby stołować się z takimi ludźmi.
Zresztą tego samego uczyli go kiedy jeszcze szkolił się na żołnierza.
Usiadł do stolika ze swoimi starymi kolegami.
Ich rozmowę przerwał Kapitan Levi. Spojrzał na Erena, a w jego wzroku widać było złość.
- Jak skończysz jeść chciałbym z tobą porozmawiać. - powiedział zimnym głosem wracając na swoje miejsce.
Żołnierze spojrzeli na siebie.
- O co mu chodzi?  - zapytał jeden z nich.
- Uwziął się na ciebie. - zaczęła dziewczyna nachylając się w jego stronę.
 Każdy wie, że kiedy jest na misji robi się nieznośny.
- Lepiej trzymać się od niego z daleka. - dodał następny kończąc swój posiłek.
Eren słuchał ich rad ze świadomością , że nie jest w stanie zrobić ani jednej rzeczy, które wymienili.
- "Jak mam go unikać skoro jestem z nim tak blisko.. " - pomyślał, grzebiąc w swoim talerzu.
Jedzenie zawsze jest niedobre, ale najważniejsze jest to, że w ogóle można coś zjeść. Nie chciał wybrzydzać, więc zjadł wszystko do końca.
Chociaż chciał aby to jedzenie nigdy się nie kończyło, wolałby umrzeć z przejedzenia niż udać się na rozmowę z Levim.
To jednak było niemożliwe, i kiedy tylko odniósł talerz wyszedł na zewnątrz.
Czekał tam już na niego Kapitan. 

- Uważasz, że możesz robić co ci się podoba? - zapytał głośno, podchodząc do niego niebezpiecznie blisko. 
- Niczego takiego nie pomyślałem.  - odpowiedział szybko.
- Dlaczego nie usiadłeś obok mnie? - jego głos wydawał się obojętny, ale wcale tak nie było.
Zazdrość nie leżała w jego naturze, jednak w tym momencie widać było na kilometr, że jest zazdrosny. 
- Idziesz? - Levi usłyszał za plecami kobiecy głos. 
To jego partnerka. Będą razem walczyć. Nie za bardzo pasowało to Kapitanowi. 
- Jeszcze mam czas. - powiedział nie odwracając się do niej.
Wpatrywał się w Erena, zawsze robi to w taki sposób, że chłopak zaczyna czuć się nieswojo. Jakby chciałby zabić go tym spojrzeniem, pociąć na małe kawałeczki i spalić.
- Mają problem z tymi osiłkami. Musimy iść. Teraz. - odparła głośno 
Kapitan odszedł z nią zostawiając chłopaka samego.
Poczuł ulgę kiedy przestał się w niego wpatrywać. Westchnął głęboko ruszając w kierunku znajdującego się niedaleko zacisznego miejsca.
Miał dość na dzisiaj. 
Usiadł na trawie rozciągając ramiona. Przed nim rozciągała się błyszcząca tafla jeziora. 

Po jakimś czasie poczuł się bardzo zmęczony. Położył się, zamykając oczy.
Tak bardzo chciałby zobaczyć Mikasę. Nie ma pojęcia co się z nią dzieje.
Obydwoje śnili o świecie bez wojen i tytanów.
Ona dała mu całą swoją miłość, poświęciła mu swój czas. 
Bardzo się o nią martwi. Nawet, jeśli tego nie okazuje..
Przymknął oczy kiedy po chwili usłyszał cichy śmiech. Oparł się na łokciach widząc kilka metrów od siebie stojąca dziewczynę.
Uśmiechała się do niego. Promienie słońca padały jej na twarz.W tym blasku wyglądała jak anioł.

- Mogę usiąść obok ciebie? - zapytała nieśmiało.
Eren uśmiechnął się. 
- Tak. Właściwie przyjemniej będzie spędzić czas z tobą. 
Dziewczyna zaśmiała się cicho, czerwieniąc się. Od razu usiadła obok niego.
- Czemu siedzisz tutaj sam? - zapytała kładąc się.
- Sam nie wiem po co tutaj przyjechałem. - odparł cicho
  A co z tobą? 
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
- Jestem kucharką, widziałam cie w stołówce.. Jak masz na imię?
- Nazywam się Eren Yeager. - powiedział wyciągając do niej dłoń.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. 
- J-jestem Kotori... słyszałam o tobie. - wyszeptała 
Jej głos był przerażony.
Eren wrócił na swoje miejsce zasłaniając dłonią słońce.
- Możesz odejść jeśli chcesz.. - powiedział nagle 
Dziewczyna zdziwiła się. 
- Dlaczego miałabym to zrobić? - zapytała szturchając go łokciem. 
Uśmiechnęła się.
- Jesteś człowiekiem, nie potworem. Wiem, że ludzie tak o tobie myślą.. 
Chłopak spojrzał na nią.
- Nie boisz się mnie? 
Kotori pokręciła głową. 
 - Ani trochę! - zaśmiała się kładąc się obok niego. 

środa, 26 marca 2014

Rozdział 32

Witam was moi kochani :3 
Mam dla was rozdział, która na pewno wam się spodoba ze względu na.. a zresztą sami zobaczycie :D zapraszam do komentowania  i miłej lektury!




- Eren.. Eren? - powtarzał kapitan szturchając chłopaka. Bez skutku robił tak jeszcze przez chwilę.
Prychnął pod nosem. -Co za cholerny smarkacz.
Wszedł do łazienki gasząc za sobą światło w sypialni. Miał nadzieję, że zimny prysznic choć trochę go orzeźwi i zredukuje bolesne uciskanie w spodniach.
**
 Promienie słońca przebiły się się przez zasłony padając wprost na twarz Erena. Chłopak szybko zasłonił twarz ręką , nadal trwając w śnie. Levi siedział przy stole obserwując bruneta.
- Nareszcie wstałeś. - powiedział zimno, odsłaniając okno.
Chłopak mruknął coś pod nosem przykrywając się kocem aż po samą głowę.
Po chwili jednak zerwał się z łóżka, biegnąc w stronę łazienki.
Rivaille nie zwracając uwagi na wymiotującego Erena. Pościelił dokładnie łóżko zbierając z podłogi ubrania.
- Pośpiesz się. Nie pozwolę ci spędzić całego dnia na obijaniu się. - wycedził stojąc przed drzwiami łazienki.
Po kilkunastu minutach brunet wyszedł z pomieszczenia.
Na pierwszy rzut oka widać było, że nie wygląda za dobrze. Był bardzo blady.
- Jest mi nie dobrze.. - wyszeptał krzyżując ramiona na brzuchu.
Levi spojrzał na niego beznamiętnie. Nie miał zamiaru objąć go ramionami i podać środki przeciwbólowe.
- Zapłacisz za swoją głupotę. - odparł podając mu górną część garderoby. - Załóż to, musimy się z kimś spotkać.
Eren skinął posłusznie głową i ubrał na siebie idealnie białą koszulę. Drżącymi dłońmi starał się zapiąć guziki koszuli jednak nie dawał sobie z tym rady. Rivaille bez słowa pomógł mu to zrobić, przy okazji przez przypadek przejeżdżając palcem po jego klatce piersiowej.

 Szybkim krokiem szli przez korytarz, kiedy byli tuż przed drzwiami wyjściowymi Levi zatrzymał się na chwilę.
- Twoja siostra wyjechała. Wróci za miesiąc. - powiedział spokojnie odpalając papierosa.
Brunet zdziwił się odrobinę. Po chwili dotarło do niego, że nie zostawiła mu kluczy do mieszkania.
- Będziesz mieszkać u mnie. - dodał szybko .
Eren nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- Pozwolisz mi u siebie zamieszkać? - zapytał z niedowierzaniem w głosie.
Kapitan przymknął oczy, przytakując mu.
- Nie muszę ci przypominać, że w moim domu obowiązują moje zasady, zrozumiano? - spojrzał na niego poważnie.
Chłopak szybko skinął głową.
- Gdzie właściwie idziemy?
- Ja idę na spotkanie z jedną osobą, ty wyszedłeś na spacer. Przemyśl swoje głupie zachowanie, i postaraj się nie wpaść w kłopoty. - odparł Levi odchodząc od niego.
Eren spędzał czas z Erwinem, rozmawiali na różne tematy a blondyn zabrał go do kawiarni.
Kiedy nastał wieczór mężczyzna musiał wracać do jednostki. Brunet postanowił przejść się jeszcze przez chwilę.
W parku otoczonym wysokimi drzewami, usłyszał krzyk. Ewidentnie należał od do kobiety. Pobiegł ile sił w nogach do miejsca z którego dochodził hałas.
Jego oczom ukazał się widok, który u każdego człowieka spowodowałby gniew.
Dwoje mężczyzn napadło młodą kobietę, jeden z nich przyciskał ją do muru trzymając tuż przy jej szyi nóż.
Drugi natomiast szperał w jej torbie, szukając czegoś cennego.
- Zostawcie ją natychmiast! - krzyknął wychodząc do nich.
Spojrzeli się szybko za siebie, ale kiedy ujrzeli młodzieńca z niezbyt męskimi rysami wybuchnęli śmiechem.
- Lepiej stąd spadaj smarkaczu. - warknął jeden z nich .
- Jeśli nie zostawicie tej kobiety, pożałujecie tego! - odparł pewnym głosem zbliżając się do nich.
Mężczyzna rzucił torebkę na ziemie podchodząc do chłopaka. Złapał go za kołnierz przybliżając go do siebie.
- Mam ci pociąć tą piękną buźkę? - wyszeptał , a odór alkoholu z jego ust spowodował u bruneta mdłości.
- Nie masz prawa mi grozić. - odpowiedział wpatrując się mu prosto w oczy.
Mężczyzna rzucił nim o ziemię po chwili klękając obok niego. Sprawnym ruchem przycisnął przedramieniem jego szyję.
Eren zdołał się jednak obronić. Kopnął  go kolanem w brzuch, przytwierdzając go do ziemi.
Drugi zauważył to i podbiegł do niego szybko, puszczając dziewczynę. Ona uciekła szybko, nie odwracając się za siebie.
- Nie trzeba było zgrywać bohatera. - syknął uderzając go z impetem w twarz.
Bili go jeszcze kilkanaście minut, odeszli w popłochu kiedy brunet przestał się ruszać.
Po chwili ocknął się wypluwając z ust krew. Złapał się za brzuch, wstając powoli.
**

Levi milczał kiedy zobaczył przed drzwiami zakrwawionego bruneta opierającego się o próg.
Wpuścił go do środka, zamykając drzwi.
Eren od razu skierował się do łazienki. Zdjął ubrudzoną koszulkę rzucając ją na podłogę. Odkręcił kran i przemył ręce zimną wodą.
Twarz delikatnie przetarł ręcznikiem.Zgasił światło i wyszedł do sypialni.
Rivaille siedział na łóżku obserwując go uważnie. Przeniósł wzrok na podłogę.
- Kto ci to zrobił? - zapytał spokojnie.
- Przewróciłem się.. - odparł cicho
Levi westchnął głęboko wstając z łóżka. Podszedł do niego bardzo blisko.
- Pytam po raz ostatni, kto ci to zrobił? - powtórzył już lekko zirytowanym głosem.
- Mówiłem, że.. - zaczął, ale szybko przerwał mu Kapitan.
- Przestań kłamać! - krzyknął popychając go.
Brunet zderzył się plecami ze ścianą.
- Chcieli zrobić jej krzywdę, nie mogłem jej tak zostawić. - szepnął uciekając od wzroku Kapitana.
Levi prychnął pod nosem przekleństwo, puszczając go.
- Zgrywanie bohatera ci nie służy..
Eren usiadł na skraju łóżka spoglądając na poździerane kostki na dłoniach. Podniósł wzrok wyżej, kiedy przed swoim nosem zobaczył apteczkę.
- Opatrz sobie te rany. - powiedział spokojnie.
Eren podziękował , otwierając czerwoną skrzynkę. Wyjął z niej bandaż i wodę utlenioną. Po chwili Rivaille usiadł obok niego na łóżku.
Złapał jego prawą dłoń i przysunął do siebie kładąc na swoje kolana.
Brunet wypuścił ze świstem powietrze z ust, kiedy poczuł nieprzyjemne pieczenie. 
Levi spojrzał na niego z irytacją.
- Jak oni wyglądali? - zapytał nagle bandażując dłoń chłopaka.
- Było ciemno, nie pamiętam ich twarzy. - odparł cicho podając mu drugą dłoń.
- Lepiej sobie przypomnij, nie puszczę im tego płazem.  - wycedził przez zęby, zamykając skrzynkę.
Eren zamilkł przez chwilę.
Doskonale pamiętał jak wyglądali mężczyźni , którzy go pobili. Nie powiedział mu tylko dlatego, aby kapitan z nimi nie walczył.
Choć z Levim nie mieliby żadnych szans na przeżycie.
- Przygotuję ci coś do jedzenia. - oznajmił czarnowłosy, wchodząc do kuchni.
Brunet rozsiadł się na łóżku, kiedy po chwili Levi podał mu talerz gorącej zupy.
Chłopak zjadł wszystko bardzo szybko. Był szczęśliwy, czując rozprzestrzeniające się w brzuchu przyjemne ciepło.
Kapitan niczego nie jadł, usiadł tylko obok niego. 
Eren znieruchomiał kiedy poczuł na swoim udzie dłoń czarnowłosego. Jeździł nią w dół i w górę, a spodnie były dla niego w tamtej chwili niepotrzebną przeszkodą. 
Jego palce ześlizgnęły się po brwiach, nosie i ustach. Dotykiem uaktywnia wszystkie zmysły, ale one działają aż ponad swoje siły.
Czyniąc z każdego zbliżenia tysiąc odczuć na minutę. 
Mięśnie bruneta napinają się pod dotykiem Kapitana. Jest tak blisko niego, i wszystko wygląda tak nierealnie. 
Pożądanie również wyostrza zmysły, pocałunkami zmusza chłopaka do milczenia. 
Nie chce aby on się opierał. Pragnie jedynie jego bliskości, ciepła jego ciała..
Niecierpliwe dłonie kapitana wędrując pod koszulkę Erena. 
Gładzi jego klatkę piersiową, która unosi się niespokojnie.
Zwinny język kapitana bawi się z niedouczonym językiem bruneta. Szybko ściąga mu spodnie i rzuca je na podłogę.

Uśmiechnął się do siebie widząc jak chłopak reaguje na delikatny dotyk podbrzusza, szybkim ruchem ściąga z siebie spodnie. 
Koszulkę zostawia, ma jeszcze niezabliźnioną  ranę. 
- Musisz być ostrożny.. - wyszeptał Eren 
- Sam o siebie zadbam.. - odparł do jego ucha kierując się na jego szyję. 
Zaciągnął się zapachem Erena całując okolice jego  obojczyka. 
Objął go ramieniem poruszając się w nim powoli. Eren starał się tłumić krzyk zagryzając skórę na nadgarstku. 
Kapitan odsunął jego dłoń na łóżko zachłannie wbijając się w jego usta. 
Tak mocno, że ślina spływała w kącikach jego ust.
Chwycił go mocno za szyję sprawiając, że brunet nie mógł poruszyć głową. 
Wpatrywał się w jego oczy, a ta czarna otchłań zdawała się go ogarniać..




sobota, 15 marca 2014

Rozdział 31 część 2

- Przeziębisz się, Eren. - powiedział do niego Erwin siadając obok.
Chłopak otworzył szerzej oczy rozpoznając ten głos.
Spojrzał na niego osłupiałym wzrokiem. Chwilę przyglądał mu się w ciszy. Przez ten cały czas  był przekonany, że mężczyzna jest martwy.
- Myślałem, że nie żyjesz.. - wyszeptał Eren
Erwin uśmiechnął się delikatnie, sięgając dłonią do twarzy chłopaka. Jego dotyk przeszedł na jego włosy.
Przeczesał je dłonią.
- Nie tak łatwo mnie zabić
Eren odwzajemnił uśmiech przytulając go najmocniej jak potrafił.
*
- Czujesz się zagrożony?  - zaśmiała się Amane spoglądając na wpatrującego się w okno Leviego.
On prychnął do siebie, wracając do łóżka.
- Jeżeli nadal myślisz, że ci pomogę jesteś w błędzie. Nie mam zamiaru wchodzić do tego bagna po raz drugi. - powiedział zimno Rivaille.
- Jesteś taki bezbronny, mogłabym cię teraz zabić. - odparła wpatrując się w jego oczy - Mam jednak coś co może cię zachęcić.. - dodała wyciągając z torby małą buteleczkę wypełnioną bezbarwnym płynem.
- Co to za świństwo? - zapytał kapitan.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego. - Kilka kropel i twój pupilek zrobi cokolwiek zechcesz. - wyszeptała wkładając mu ją do dłoni.
Rivaille spojrzał na nią zdziwiony. - Skąd to masz? 
Amane westchnęła głośno. 
- Powinieneś mi podziękować.. Kiedy opuścisz szpital? 
Kapitan rozciągnął mięśnie ramion, chowając butelkę do szafki.
- Przyjdę do ciebie za kilka dni. Nic się nie zmieniłeś.. - wyszeptała dziewczyna składając pocałunek na jego policzku.
 Levi przez kilka minut po jej wyjściu wpatrywał się w śnieżno białe drzwi, po tym czasie zasnął.
*
- Wystarczy już. - zaśmiał się Erwin zabierając chłopakowi kieliszek.
Eren burknął coś pod nosem sięgając po pełną butelkę wódki. 
- Tak bardzo się martwiłem.. - wymamrotał brunet chwiejąc się na krześle.
Erwin spuścił wzrok na podłogę. 
- Musiałem załatwić wszystkie swoje sprawy. 
- Ja nie potrafię do końca załatwić swoich spraw. To denerwujące. 
Brunet wziął duży łyk alkoholu, po chwili poczuł na swoim ramieniu delikatne puknięcie. 
Odwrócił się szybko o mały włos nie spadając z krzesła. Ujrzał rozmazaną twarz Kapitana. 
- Rivaille... - zapytał zdziwiony - Przecież jesteś ranny.
Levi spojrzał na niego zirytowanym wzrokiem, chwytając chłopaka za ramię wyciągnął go na zewnątrz.
Zignorował ból dochodzący z rany.
- Co do cholery.. - warknął Eren odtrącając jego dłonie.
Szybko oparł się o ścianę , ratując się przed upadkiem
- Zachowujesz się jak kompletny smarkacz. Dobrze, że nic głupiego nie przyszło ci do głowy. - syknął Levi
- Nie musisz mnie karcić.. sam o sobie zadecyduję. - odparł mamrocząc
Kapitan przymknął oczy starając się nie zdenerwować. Znów chwycił go za ramię.
- Gdzie mnie prowadzisz..? - zapytał cicho czując bolesny dotyk.
 Idziemy do twojego mieszkania..? - wciąż nie przestawał pytać
Rivaille milczał przez całą drogę, odezwał się dopiero gdy otworzył drzwi.
Wepchał zataczającego się bruneta do środka. Eren przy próbie zdjęcia kurtki zrzucił z szafki kilka przedmiotów.
- Jutro zapłacisz za swoją głupotę.. - powiedział ściągając z jego ramion kurtkę i wieszając ją na haku obok drzwi. Zdjął mu też buty , prowadząc do sypialni.
Chłopak opadł na łóżko jak kamień. Kiedy tylko kapitan usiadł obok niego, Eren obrócił się w jego stronę.
Wyszeptał kilka niezrozumiałych słów i jego ręce powędrowały na rozporek kapitana.
Męczył się z nim chwilę, dopóki Levi nie odsunął jego rąk. 
Brunet nie dawał za wygraną.
- Dlaczego aż tak ci na tym zależy? - zapytał Rivaille
Eren obrócił się na plecy zamykając oczy.
- Gdybym się opierał zdenerwowałbyś się, a wtedy nie jesteś sobą.. 
Rivaille uśmiechnął się.. 
- Skoro aż tak tego chcesz.. - szepnął całując jego szyję
  Może się czegoś napijesz..? - zapytał czarnowłosy..

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 31 część 1


     - Eren? - wyszeptała dziewczyna przyglądając się całej sytuacji.
 Brunet spojrzał na nią szybko, otwierając usta. Chciał coś powiedzieć, jednak szybko je zamknął.
W takiej sytuacji najlepszym wyjściem dla niego pozostaje milczenie. To jednak nie spodobało się jego siostrze. Chciała wiedzieć, dlaczego przed chwilką jej ukochany braciszek całował się z kapitanem.
   - Mógłbyś na chwilę wyjść? Chciałabym z tobą porozmawiać. - powiedziała Mikasa spoglądając z pogardą na spokojnego kapitana.
 Nie obchodziło go to co właśnie się stało. 
Eren wyszedł na zewnątrz, nadal nie podnosząc wzroku z podłogi. Czuł, że zaraz zapadnie się pod ziemię.
   - Zmusił cię do tego? - zapytała obserwując Erena.
   - Nie.. oczywiście, że nie. - zaprzeczył szybko, starając się w międzyczasie znaleźć sensowne wytłumaczenie.
   - Zrobiłeś to z własnej woli? Pozwoliłeś mu aby cię molestował? - pytała nadal z niedowierzaniem.
   - To był.. tylko pocałunek. Ucieszyłem się, że z kapitanem wszystko w porządku. - odparł cicho Brunet czując na swoim ciele przeszywające go spojrzenie siostry.
  Wiedział, że prędzej czy później wszystko wyszłoby na jaw, ale nigdy nie chciał żeby ona dowiedziała się o tym w taki sposób.
  - Bardzo się zmieniłeś. To przez niego, on cię tak zmienił. Kiedyś nigdy byś mnie nie okłamał , a teraz robisz mi to prosto w oczy.
 - Musisz zaakceptować to jaki jestem. Każdy kiedyś się zmienia, na mnie też przyszła kolej. - powiedział Eren unosząc wzrok na nią.
Mikasa nie ukrywała, że zdziwiły ją te słowa. Zamilkła.
Jej zdanie i tak niczego by nie zmieniło. Za późno.
Obydwoje odwrócili głowę w kierunku sali kapitana. Eren pobiegł tam od razu, kiedy usłyszał krzyk.
Nie spodziewał się, że kapitan krzyknie na widok Amane. Dziewczyny, którą już wcześniej poznał.
- Coś się stało? - zapytał zdyszany brunet wchodząc do środka
Amane uśmiechnęła się delikatnie na widok Erena.
Levi bacznie ją obserwował, nic nie mówiąc.
Z jego wzroku można było wyczytać, że coś jest nie w porządku.
- Usiądź, Eren. 
Rivaille zmarszczył brwi kiedy usłyszał jak dziewczyna wypowiada imię chłopaka.
- Spokojnie Rivaille. Poznałam go całkiem niedawno.  - odparła poprawiając włosy.
- Znasz Kapitana? - zapytał zdziwiony
- Znamy się bardzo dobrze. - powiedziała Amane, spoglądając na Leviego.
- To świetnie! - zaśmiał się Eren siadając na drugim krześle obok łóżka.

Levi spojrzał na niego sugerując mu, że powinien się zamknąć.
- Po co przyjechałaś? - podniósł głos Levi, niespokojnie ściskając w dłoni kawałek materiału.
Amane westchnęła głośno.
- Postanowiłam odświeżyć naszą znajomość. Miałam wrażenie, że o mnie zapomniałeś. O swojej pierwszej miłości.. - jej głos nie okazywał jakiejś specjalnej troski.
Rivaille od razu zorientował się, że to spotkanie pociągnie za sobą pewnie konsekwencje. 
Eren siedział nieruchomo na krześle, nie dowierzając własnym uszom.
Od zawsze myślał, że Levi nie był w stanie nikogo pokochać. Z taką naturą, charakterem i zachowaniem nigdy nawet by o tym nie pomyślał.
- Eren nie masz niczego do zrobienia? - zapytał Levi spokojnie, zerkając na chłopaka.
Wiedział, że będzie musiał mu wszystko wytłumaczyć.
Jednak reakcja bruneta zdziwiła go. On uśmiechnął się tylko i bezszelestnie wyszedł z sali. 
Jakby nie chciał wtrącać się w sprawy kapitana. 
Nie czuł na swoich plecach wzroku kapitana,


- Po jaką cholerę wróciłaś? - warknął Levi gdy tylko zamknęły się drzwi.
Dziewczyna przestraszyła się odrobinę, odsuwając krzesło.
- Chciałam odświeżyć naszą znajomość. - odparła wpatrując się w twarz kapitana.
Mimo złości jaką w tamtej chwili czuł, nie dało się po jego twarzy wyczytać tych emocji.
Jakby przybrał maskę, którą zakłada zawsze kiedy do gry wchodzą uczucia.
- Nie ma żadnej znajomości. Okłamałaś mnie. - szepnął przecierając twarz dłońmi. 
Amane spuściła głowę na dół. Wytarła dłonią łzy z policzka nadal nie podnosząc wzroku.
- Musiałam to zrobić. Nie chciałam ryzykować tego, że szef o wszystkim się dowie. 
- Nie obchodzi mnie dlaczego to zrobiłaś, chcę wiedzieć jak..Jak udało ci się upozorować swoją śmierć, i uciec z tamtego bagna.
Amane spojrzała na niego. 
- Nie było łatwo, ale kiedy dowiedziałam się, że coś ci grozi nie wahałam się ani przez chwilę. 
Nawet Leviego te słowa delikatnie zdziwiły. 

Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczyna nadal żywi do niego uczucia. 
Na drodze do jej szczęścia, i miłości stoi chłodny rozsądek Leviego i niczego nie świadomy Eren.
On jednak dla niej, nie będzie zbyt wielką przeszkodą. Bo ona doskonale wie, co takiego kapitan lubi..

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 30




Kiedy minęły już dwie godziny od przyjęcia kapitana, brunet zaczął bardzo się martwić.
Wstał i powoli podszedł do automatu z kawą. Gdy tylko wyjął kubek na krzesło pchnął go młody pielęgniarz. O mały włos nie oblał się wrzątkiem.
Wieźli właśnie jakąś starszą kobietę. Musiała być w ciężkim stanie, skoro traktowali ją tak priorytetowo.
Upił z plastikowego kubka łyk kawy kątem oka zauważając przysiadającą się obok niego dziewczynę.
Dziewczyna myśląc, że Eren nie widzi jak się w niego wpatruje wciąż to robiła.
I choć dla niego było to bardzo krępujące, ponieważ jeszcze nigdy nie czuł  na sobie wzroku płci pięknej.
- Słyszałam o tobie.. - zaczęła cicho odkładając swoją torbę na bok.  - Jesteś tutaj ze względu na swojego kapitana?
Eren skinął głową.
- Skąd to wiesz?  - zapytał zaciekawiony.
Dziewczyna speszyła się odrobinę. - Jesteście popularni na froncie. Mój brat opowiedział mi o wszystkim.
Eren otworzył usta ze zdziwienia, a z dłoni wypadł mu pusty już kubek.
- Popularni?  - przełknął ślinę - Co takiego ci opowiedział?  - zapytał szybko, nieświadomie złapał ją za nadgarstki wpatrując się w jej oczy.
Dziewczyna mrugnęła kilka razy. - O waszym doświadczeniu.. odwadze ..
Kiedy Eren zorientował się, że to co właśnie robi jest co najmniej niestosowne szybko zabrał dłonie.
- Przepraszam... - szepnął przecierając zmęczoną twarz.
- Jak czuję się Kapitan Rivaille?  - jej głos wydał się mu troskliwy.
- Nie mam pojęcia. Czekam na jakiekolwiek wieści od lekarzy.. - odparł opierając głowę o ścianę.
- Nazywam się Amane.. ty nie musisz mi się przedsta.. - nie dokończyła czując ciężar na ramieniu.
Eren zasnął i nieświadomie oparł głowę na jej ramieniu.
Amane nie poczuła się zawstydzona. Wręcz przeciwnie. Tylko delikatnie się uśmiechnęła.

Dwie godziny później z głębokiego snu próbowała obudzić go pielęgniarka.
- Jest pani pewna, że on jest przytomny?  - zapytała przestraszona.
Amane uśmiechnęła się do niej ciepło, delikatnie szturchając chłopaka.
Eren powoli otworzył powieki, a kiedy tylko ujrzał przed sobą pielęgniarkę wstał szybko.
- Co z kapitanem? -  jego głos był wypełniony strachem.
- Jego stan jest ciężki, ale stabilny.  - odpowiedziała spoglądając na stojącą obok niego dziewczynę.
- Mogę go zobaczyć? - dodał , idąc szybko za pielęgniarką
Po minucie zawahania kobieta zgodziła się, i zaprowadziła chłopaka do sali.
- Proszę starać się nie hałasować, przyjdę za dwadzieścia minut. - oznajmiła zamykając białe drzwi.
Szpitalna czystość zawsze go zadziwiała.
Rivaille mógłby zamieszkać w takim miejscu, tutaj zawsze panuje porządek.
Kilka urządzeń obok jego łóżka, wenflon umieszczony w żyle.
Unosząca się  klatka piersiowa Leviego. To dla niego najlepsze co mógł dzisiaj ujrzeć.
Nie liczył na to, że uda mu się z nim porozmawiać. Jeszcze za wcześnie.

Gdy po dwudziestu minutach pielęgniarka weszła do sali jej oczom ukazał się często spotykany widok.
Eren zasnął opierając głowę na łóżku Leviego. Jak widać zmęczenie dało za wygraną.
Kobieta podała odpowiednie leki i opuściła pokój delikatnie przygaszając światło..

- Kiedy Kapitan odzyska przytomność? - zapytała dziewczyna zaczepiając lekarza prowadzącego jego operację.
Lekarz zlustrował dziewczynę od stóp do twarzy uśmiechając się w dziwny sposób.
- Nie mogę udzielić Pani takich informacji.  - powiedział spokojnie.
- Jak to Pan nie może..  - zdziwiła się - Czy wy zawsze musicie wszystko utrudniać?
- Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa, ale jeśli tak Pani nalega. - szepnął nachylając się nad nią.
 Mogę zdradzić pani to i owo.. -  musnął ustami skórę na szyi dziewczyny.
Amane stanęła zszokowana, jednak po chwili zmarszczyła brwi odpychając mężczyznę od siebie.
- Co za agresywna dziewczynka.. - wymruczał ciągnąc ją do schowka.
Wrzucił ją tam po czym zamknął za sobą drzwi. Wiedział, że pielęgniarka dyżurująca zrobi obchód dopiero za godzinę.
- Jesteś taka młodziutka, ile masz lat skarbie? - zapytał kucając przed nią.
Amane uśmiechnęła się do siebie.
- Daję Panu moje słowo, że w ciągu miesiąca trafi pan za to do więzienia.. - powiedziała nadal się uśmiechając.
Mężczyzna słysząc te słowa lekko się przestraszył. Uderzył ją z liścia w policzek.
Nie był to mocny cios, raczej taki który ma nas czegoś nauczyć.
- Jeśli zrobisz to jeszcze raz, skręcę ci ją - syknęła spoglądając na niego.
Jednak lekarz nie wierzył w ani jedne jej słowo gdy tylko jego ręka zbliżyła się do jej twarzy Amane zdecydowanym ruchem mu ją wykręciła.
Mężczyzna zawył z bólu przyglądając się nienaturalnie wykręconej ręce.
Ona nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem, wyszła najszybciej jak mogła.

Dwa dni później.
- Zawsze musisz okazywać mi uczucia w taki głupi sposób?  - szepnął czarnowłosy obserwując jak Eren rozpakowuje z kartonowego pudełka ciastko.
Brunet zignorował te słowa. Nie spodziewał się, że Levi mu podziękuje.
- To doda ci dużo energii. - powiedział podając mu ciastko na talerzyku.
- Nie jestem głodny. - odparł cicho podnosząc się do góry na łokciach.
- Spróbuj, na pewno będzie ci smakować. - uśmiechnął się brunet siadając na krześle obok łóżka.
Zza liliowych zasłon przebijały się pierwsze promienie słońca. Było jeszcze bardzo wcześnie.
Rivaille westchnął głęboko wkładając do ust kawałek ciasta. Nadal wszystko go bolało, najchętniej rzuciłby tym jedzeniem gdzie popadnie. Ale teraz nie mógł. Sam nie wiedział dlaczego.
Od kilku minut Levi bacznie obserwował bruneta. Mimikę jego twarzy, opadające na czoło kosmyki włosów. Moment kiedy brunet rozciągnął mięśnie ramion uśmiechając się jak małe dziecko na widok jedzącego kapitana.
- Smakuje ci? - zapytał radośnie widząc jak Levi pochłonął już prawie połowę porcji.
- To zwykłe ciastko. A ja byłem po prostu głodny, dlatego je zjadłem.  - powiedział Levi.
Eren znów się uśmiechnął, ale już jakby odrobinę inaczej..
Siedzieli w ciszy dopóki nie przyszła pielęgniarka. Ona też nie znosiła humorów kapitana.
Oczywiście ze względu na okoliczności musiała je znosić.
- Panie Levi czeka nas kąpiel. - oznajmiła ciepłym głosem
Levi zmarszczył brwi.
- Sam potrafię zadbać o swoją higienę. - wycedził przez zęby .
Kiedy tylko Eren zaczął śmiać się z całej tej sytuacji zimny wzrok kapitana padł na niego niczym wyrok śmierci. Od razu spoważniał.
- Muszę to zrobić bardzo ostrożnie. Pańska rana nadal jest na swoim miejscu.. - wyszeptała podchodząc do niego.
Levi spojrzał jeszcze raz na chłopaka.
- Wyjdź stąd. - powiedział chłodno po chwili syknął z bólu.
Samo stanie sprawiało mu ogromny ból, a mimo to mięśnie na jego brzuchu mimowolnie drżały potęgując te uczucie.
- Ależ wykluczone. Sama nie dam rady bezboleśnie dojść z Panem do łazienki.
Kapitan przymknął oczy zaciskając mocno zęby gdy kobieta zmieniała mu opatrunek. Eren przyglądał się temu z boku, nie wiedział jak ma zareagować.

- Wolałbym być martwy.. - mruknął a kilka kropel potu spłynęło po jego skroni.
- Nie docenia Pan życia. Nie zauważa Pan jak wiele osób poświęciłoby za Pana życie. - skarciła go kobieta zamaczając w ciepłej wodzie ręcznik.
- Jest Pan już wolny, Panie Eren. Dziękuję za pomoc.  - powiedziała pielęgniarka uśmiechając się.
Na usta Leviego wpłynął inny rodzaj uśmiechu.
- Nie mam nic przeciwko, żeby został.
Kobieta jak i Eren wyjątkowo dziwnie poczuli się słysząc te słowa. Wystarczyło kilka sekund po tych słowach brunet opuścił pokój.

Męczył się z maszyną, kopał w nią i klął.
- Powinnaś oddać mi moje cholerne pieniądze! - krzyknął.
Bez skutecznie.
Jego serce zabiło szybciej kiedy usłyszał ten głos.
- Mnie posłuchała dopiero kiedy rozwaliłam ją na części.
- Mikasa.. - szepnął Eren podchodząc do niej.
- Jestem taka szczęśliwa, że nic ci nie jest. - uśmiechnęła się przytulając chłopaka. - Co z kapitanem?
- Był ranny..  - zaczął brunet
- Zginął? - wtrąciła się Mikasa.
- Nie, na szczęście nie.. - odparł cicho Eren
Nie zauważył, że na twarzy Mikasy wdarła się nutka niezadowolenia.

- Na pewno nic ci nie jest? - powtórzyła dokładnie się mu przyglądając
- Tak, nic mi nie jest. - odpowiedział Eren opierając głowę o ścianę.
Mikasa spojrzała na jego zmęczony profil z ogromną troską. Nadal chciałaby go traktować jak malutkiego, bezbronnego braciszka którego musi wyciągać z kłopotów.
Na jej oczach przeobraził się w prawie dorosłego mężczyznę.
- Wrócę do Kapitana.. - oznajmił i powoli oddalił się w stronę sali w której przebywał.

- Gdzie byłeś?  - zapytał na pozór obojętnym głosem Levi spoglądając na Erena.
- Obiorę ci jabłko. Lubisz jabłka?
Levi zaśmiał się do siebie. Pierwszy raz od czasu gdy się wybudził.
- To zły pomysł na to , żeby zmienić temat.
- Moja siostra przyjechała. Musiałem z nią porozmawiać.. - powiedział chłopak ściągając bluzę.
- Twoja siostra.. - jęknął - Osobiście wolałbym tytana.
Eren zmarszczył brwi.
- Nie powinieneś wszystkich obrażać. W taki sposób zrażasz do siebie ludzi..
- Ciebie też staram się do siebie zrazić, a jednak nic nie działa. - odparł spokojnie Levi próbując wyrwać z skóry irytujący wenflon.
Kiedy tylko Eren to zauważył szybko podszedł do jego łóżka.
- Nie możesz tego wyciągać! - krzyknął spanikowany
Mimo tego , że Levi był ranny jego zwinność nie zanikła. Chwycił go za kark wpijając się w jego usta.
Eren nie mógł nie odwzajemnić pocałunku, zbyt długo na to czekał.

Nie spodziewał się jednak, że przeszkodzi im w tym jego siostra.
- E-eren.. - wyszeptała widząc jak jej brat szybko wraca na swoje miejsce.

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 29 część druga

Rozdział 29 część druga :)
Dziękuję, że nadal ze mną jesteście. Dzięki wam i dla was prowadzę tego bloga. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Przepraszam, że tak późno ale godzinę temu wróciłam do domu. Zapraszam do komentowania i miłej lektury wam życzę.. 



 Eren nie słuchał go. Za wszelką cenę chciał dotrzeć do wioski. Nim Kapitan umrze.
Ale i tak był ledwo żywy. Stracił zbyt dużo krwi by organizm mógł prawidłowo funkcjonować. Balansował na granicy wstrząsu krwotocznego.
- Nie przestawaj zaciskać. - skarcił go Eren, w odpowiedzi usłyszał ciche mruknięcie.
Levi chciał coś powiedzieć jednak z jego ust wydostał się tylko cichy jęk. 
- Ucisz się, to zabiera ci zbyt dużo energii.
Rivaille zmarszczył brwi przymykając oczy.
Eren nigdy nie czuł takiej radości jak w chwili gdy jego oczom ukazały się bramy wioski.
Wszedł przez nie i po chwili położył kapitana na ziemi. 
W całej wiosce panowała przeraźliwa cisza. Zimny wiatr rozwiał włosy Erena niosąc ze sobą swąd palonych domów. 
- To niemożliwe.. - powiedział do siebie załamanym głosem.
Zaczął rozglądać się po okolicy, szukając żywego człowieka. 
Nagle stanął nieruchomo czując na plecach zimną lufę pistoletu. 
- Nie ruszaj się. 
Eren starał się ułożyć w głowie plan jak pozbyć się tego cholerstwa.
Kobieta przeszukała jego spodnie, a gdy zaczęła z bluzą Eren uderzył ją łokciem w brzuch. 
Pistolet upadł kilka metrów dalej , brunet bez wahania podbiegł do niego celując w kobietę.
Bardzo się zdziwił kiedy na nią spojrzał. Była w jego wieku.
- Uklęknij. - zaczął nie przestając do niej celować.
Zero reakcji z jej strony.
- Powiedziałem uklęknij! - krzyknął odbezpieczając broń. I tak nie miał zamiaru z niej skorzystać.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- Potrzebuję twojej pomocy. - wyszeptał spoglądając w stronę kapitana.

- On jest nieprzytomny. - oznajmiła 
Sprawdziła jego oddech, puls. Po chwili odsłaniając kurtkę dostrzegła ranę brzucha.
- Nie wygląda to dobrze, Eren. Kapitan potrzebuje natychmiast lekarza.
- Skąd go znasz? - zapytał zdziwiony
Delikatnie się uśmiechnęła wyjmując z torby bandaż.
- Każdy go zna. Jest dla nas bohaterem.
 Kto mu to zrobił? 
Eren zawaha się z odpowiedzią. 
- Ktoś na napadł. 
Dziewczyna skinęła głową. - Trzeba go jak najszybciej zawieźć do szpitala - powiedziała szukając czegoś w swoich kieszeniach.
- Za tym budynkiem jest samochód.  - wskazała mu dłonią - Postaraj się jak najszybciej tam dotrzeć, mapa jest w środku. 

Przerażenie nie mogło dać za wygraną. Nie tym razem. Jak najszybciej przeniósł go do samochodu.
Co chwilę zerkał na mapę, szpital był pięć kilometrów stąd.
Rzęsisty deszcz utrudnił drogę, uderzał w szyby sprawiając, że trudniej było cokolwiek dostrzec.
Eren jednak nie zamierzał się poddać.
Każda minuta była dla nich ważna. Cenniejsza od wszystkiego.
W takich chwilach liczy się tylko czas.

"nie idź przede mną,
bo mogę nie nadążyć.
Nie idź za mną,
bo nie dam rady poprowadzić.
Idź obok mnie i po prostu bądź moim przyjacielem..." 

"- To nie fair! - krzyknął chłopak krzyżując ramiona na piersiach. - Oszukiwałeś. 
- Wcale nie! - odparł - jestem po prostu lepszy Hiku. - uśmiechnął się złośliwie.
- To się nie liczy Rivaille. Zagramy od nowa. 
Czarnowłosy przybrał zbuntowany wyraz twarzy, jednak po chwili się zgodził. 
- Musisz robić to szybciej. Z większą precyzją. - pouczał go Levi układając mu odpowiednio ramiona.
Hiku zmarszczył brwi. 
Nie znosił kiedy Levi wszystko mu tłumaczył. To sprawiało, że czuł się od niego słabszy.
- Wiem jak to zrobić. Po prostu ten miecz jest do niczego. - mruknął wyrzucając go metr dalej.
Rivaille westchnął przeciągle siadając pod drzewem. 
Codziennie ćwiczyli swoją szybkość i sprawność. Rywalizowali ze sobą nawet o tym nie wiedząc.
- Ale już się nie gniewasz, prawda? - zapytał cicho Hiku szturchając go łokciem.
Levi spojrzał na niego kątem oka. 
 - Przecież jesteś moim przyjacielem. - odparł spokojnie uśmiechając się do niego."

Eren spojrzał na kapitana leżącego na tylnym siedzeniu.
Nic o nim nie wiedział. O jego przeszłości, o tym czy ma rodzinę.
Czy kiedykolwiek kochał jakąś dziewczynę. To dla niego odrobinę dziwne.

Jechał jak najszybciej, wysilał zmęczony wzrok by w tej ciemności dostrzec cokolwiek na tym kawałku papieru.
- Szybciej.. - zaklął pod nosem nie ściągając nogi z gazu.
Usłyszał cichy pomruk. Szybko spojrzał na lusterko.
Kapitan wpatrywał się w niego słabym wzrokiem.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał cicho
- Wiozę cię do szpitala. Odpoczywaj. - odparł skręcając szybko.
Kapitan uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie.
- Miałem nadzieję, że umrę.

- Dlaczego to zrobiłeś?   -zapytał drżącym głosem - Mogłeś pozwolić mi zginąć. Nie zmieniać mojego przeznaczenia..
Levi syknął z bólu podnosząc się na łokciach.
- Wystarczyłoby zwykle "dziękuję"
Eren nie uważał jego wyczynu za mądry.
Jest kilka rodzajów ludzi.
Brunet jest jednym z tych bohaterów. Ale oni często giną młodo, przez własną głupotę więc skoro znalazł sobie kogoś tak oddanego powinien być mu za to wdzięczny do końca życia..

Przyjechał pod szpital niedługo po tym. Szybko wyszedł z auta biegnąc do tylnych drzwi, deszcz nie przestawał padać. Złapał go pod ramię, idąc z nim w stronę drzwi szpitala.
Rivaille już się nie odzywał. Oczu też nie otwierał..
Gdy mechaniczne drzwi otworzyły się, kilkadziesiąt par oczu spojrzała na nich automatycznie.
Podbiegła do niego niska pielęgniarka.
- Co się Panom stało? - zapytała zaniepokojona widząc nieprzytomnego Leviego.
Ona też go poznała, tak jak inni ludzie.
 - Ma ranę brzucha, jest nieprzytomny.. - powiedział zmęczony Eren
Pielęgniarka pobiegła po lekarza.
Razem z nią szedł sztab innych pielęgniarek i jeszcze dwóch lekarzy.
To dla nich nie był zwykły człowiek.
- Zawieźcie go do sali trzeciej. Oczyśćcie ranę i zróbcie prześwietlenie.
- powiedział lekarz wychodząc na zewnątrz z komórką przy uchu.
- Tak, Sir. To kapitan Rivaille..

- Proszę wyjść.. - powiedziała kobieta wypraszając go z sali operacyjnej. - Musi pan wyjść.
Eren chwilę się z nią kłócił jednak zdecydował się odpuścić..
Usiadł na fotelu opierając głowę o ścianę.

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 29 część 1

Witam was cieplutko w ten zimowy wieczór. 
Napisałam pierwszą część ostatniego rozdziału. Ostatnio dużo myślałam nad dalszymi opowiadaniami i doszłam do wniosku, że mogłabym to opowiadanie kontynuować ale oczywiście wydarzenia działy by się to kilka lat później. Mam nadzieję, że ten wam się spodoba. Zapraszam do lektury i do komentowania . 



Rozdział 29 "Człowiek zmienia się nie do poz­na­nia, gdy zro­zumie, że stra­cił coś, co kochał całym sobą. "

Przejechał palcem po jego klatce piersiowej, czując pod nim rytm bicia jego serca. Był niebezpiecznie szybki.
Przyssał się ustami do skóry na szyi Kapitana pozostawiając na niej krwistą malinkę. Nie przestając napajać się zapachem jego ciała. Kapitan od początku przeczuwał, że coś jest nie tak.
Chłopak nigdy tak się nie zachowywał. Złapał dłonią jego nadgarstek odpychając go od siebie. Gdy spojrzał na niego, nie spostrzegł na jego twarzy zdziwienia.
-  Coś nie tak?   - zapytał szybko.
- Nie. Przepraszam, wszystko jest w porządku. - odparł spokojnie.
Teraz to Levi przejął inicjatywę  i usiadł pomiędzy jego udami. Brunet zadrżał gdy poczuł na swojej szyi ostrze. Przełknął ślinę, a mały sztylet lekko się poruszył nacinając skórę.
Kilka kropel bordowej krwi spłynęło po niej.
Kapitan nachylił się nad jego uchem zadając mu jedno , zasadnicze pytanie. Jeśli odpowiedź nie zgadzałaby się z oczekiwaniami Leviego musiałby zrobić coś czego żałowałby do końca życia.
- Kim jesteś?
Eren zmarszczył brwi, nadal szybko oddychając. Trudno jest myśleć rozsądnie kiedy ktoś przystawia ci nóż do gardła.
- Puszczaj mnie! - warknął próbując odepchnąć jego dłonie.
- Dlaczego tak dziwnie się zachowujesz?  - dodał patrząc na niego.
Eren uspokoił się na chwilę, zamykając oczy.
- Człowiek się zmienia. Nadszedł czas abym i ja to zrozumiał.  - wyszeptał
- Nie chrzań! Nie można zmienić się ot tak. Zresztą człowiek nigdy się nie zmieni, kimkolwiek byś nie był to nie jest takie proste.  - odrzekł puszczając go.
I po tych słowach nastała krępująca cisza. Taka, którą jak najszybciej chcemy zamienić w dialog. Szczególnie kiedy dzieje się to w towarzystwie kogoś nam bliskiego.
- Chciałbym dokończyć to co zaczęliśmy. To o co walczyliśmy, i za co byliśmy gotowi oddać życie. Chcę też ci podziękować.. za to jak wiele razy ratowałeś mi życie.
- Nie musisz mi dziękować. Ratowanie życia drugiego człowieka jest naszym obowiązkiem.
Eren skinął głową wstając powoli.
- Potrzebujemy drugiego klucza.  - zaklął pod nosem Levi przecierając twarz.
Był zmęczony. Bo ileż czasu można tak cierpliwie czegoś szukać.
- Ja go mam.  - odparł Eren wyciągając przedmiot z kieszeni.
Rivaille położył mapę na ziemię rozwijając ją powoli.
- Spójrz tutaj. - powiedział brunet wskazując palcem na jeden punkt na mapie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie rzucające się w oczy próby zamazania go.
- Gdzie to właściwie jest..  - zastanawiał się Levi , po chwili jego oczy delikatnie się rozszerzyły.
 To jest tutaj. Jesteśmy w tym miejscu, które ktoś tak usilnie próbował wymazać.
- Po co ktoś miałby to robić.  - zdziwił się brunet
- Nie bujaj w obłokach Eren. To oczywiste, że nikt nie chciał ułatwić nam drogi.  - odrzekł taki głosem jakiego Eren nie znosił.
Brunet spuścił wzrok na podłogę. Robiło się coraz zimniej, nawet nie zauważyli jak szybko zleciały im godziny.
-  Podaj mi klucz.  - powiedział a jego głos zadrżał.
Nie miał pojęcia co będzie dalej. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bał.  Wiedział, że nie może przywiązywać się do nikogo bo ból po ich stracie jest nieznośny.
Kaleczący duszę, stopujący serce, które nie chciało się żegnać.
W dłoniach trzymał coś bardzo cennego, dar i jednocześnie przekleństwo. Na jego barkach spoczywał wynik tej całej gry, której wynik mógł okazać się zerowy.
Strach, który go ogarnia był nie do wytrzymania. Drżały mu dłonie, zaczęły się pocić. Oddech niebezpiecznie przyśpieszył, był tak szybki i płytki, że czarnowłosy balansował na granicy hiperwentylacji.
Zamknął oczy rzucając klucze na podłogę. Usłyszał tylko odgłos upadającego metalu.
Zaczął zastanawiać się czy to wszystko to aby na pewno prawda. Czy przypadkiem nie był naiwny ufając mężczyźnie, który podawał się za przyjaciela, Ojca Erena.
Spojrzał na bruneta, ten wpatrywał się w krajobraz za oknem stojąc nieruchomo.
- Wszystko się pali. - wyszeptał brunet patrząc w oczy Leviego.
Rivaille spuścił wzrok na podłogę.
- Widocznie tak miało być.  - odparł ale jego głos też zdawał się być smutny.
- Co z tymi wszystkimi ludźmi.. co z moją siostrą?!  - krzyknął przerażony.
- Jestem pewien, że sobie poradzi. - odrzekł spokojnie na co Eren aż się wzdrygnął
-Jak możesz być taki spokojny, podczas gdy Ci ludzie potrzebują naszej pomocy...
Gardło zaczynało piec go od krzyku.
- Nie pomożesz im, jeśli sam zginiesz.  - wycedził przez zęby zirytowany kapitan.
Brunet zmarszczył brwi.
- Wolę zginąć walcząc, niż wegetować.
Czarnowłosy przetarł twarz dłonią. Z każdą sekundą złość jaka tłamsiła się w nim od kilku tygodni powoli wydostawała się na zewnątrz.
Chwycił go na nadgarstek, wykręcając mu rękę i stając z tyłu za nim.
- Co to sobie wyobrażasz. - warknął
- Puść mnie, Rivaille. - odparł próbując się wyrwać. Jednak nie dał sobie rady z uściskiem dłoni kapitana.
- Jesteś zbyt głupi aby wreszcie to pojąć?  - zapytał , przyciskając go mocniej.
- O co  ci chodzi?
Przymknął oczy.
- Nie warto umierać, kiedy ma się dla kogo żyć.  - wyszeptał do jego ucha, owiewając je ciepłym powietrzem.
- Żyję tylko dla swojej siostry. Nie powinny obchodzić cie decyzje jakie podejmuję.  - krzyknął czując rosnący ból od niewygodnej pozycji w jakiej się znajdował.
- Ach tak. Czyli czujesz się już dorosły.  - uśmiechnął się odwracając go twarzą do siebie. - Zapomniałeś, że w głębi serca nadal jesteś beznadziejną sierotą.
Eren spojrzał na niego mrugając kilka razy. Zabolało go to. Zacisnął jednak pięści zatrzymując w ustach słowa.
- Pozwolisz, że sam zadecyduję kim zostanę.
- Myślisz, że dasz sobie radę? - zakpił -
- Ty potrafisz wszystko załatwić tylko przemocą. Nie chce nawet myśleć ile niewinnych ludzi zginęło z twojej ręki.  - wyszeptał przestraszony.
Levi otworzył oczy odrobinę szerzej, nie  spodziewał się takich słów z ust tego chłopaka. Nie chciał pamiętać swojej przeszłości. Sam siebie za to nienawidził.
Wiedział, że ta rozmowa zmierza w złym kierunku.
- Dobrze wiesz, że mordowanie w imię dobra niczego nie zmienia. I tak odbierasz komuś coś tak cennego.
Nie masz prawa decydować kto może żyć. - nikt nie ma takiego prawa.
Levi przełknął ślinę puszczając go. Nadal milczał.
Dopiero po chwili zdecydował się cokolwiek powiedzieć.

- Możesz więc już odejść.  - przeszył go swoim spojrzeniem.

I zos­tał sam.. bo wy­dawało mu się, że jest naj­lep­szy.. stra­cił przy­jaciół i osobę, która mogłaby zro­bić dla niego wszys­tko, mogła, ale już nie może, bo za bar­dzo ją zra­nił, za bar­dzo oszu­kiwał i po­niżał..
Nie warto jest kochać, zawsze potem zostajesz sam..
Spędził kilka godzin na chodzeniu po pokoju. Gdy wyszedł na zewnątrz był środek nocy, zza ciemnych chmur nie było widać śladów księżyca.
Większość domostw była doszczętnie spalona, a po tytanach nie było ani śladu.
Jeśli wiedziałby jak to się skończy, nigdy by się na to nie zgodził. Nie poświęciłby wszystkiego dla wolności.

Zerwał się słysząc dobrze znany mu głos. Szybkim krokiem podążył w stronę, z której dobiegał krzyk.
Zaklął pod nosem widząc otoczonego pięcioma zamaskowanymi agentami Erena.
- Dorosły.. - prychnął wyciągając z pochwy swój miecz.
Dwie osoby rzuciły się na niego, po chwili upadając obok jego stóp z poderżniętymi gardłami.
Nie chciał, żeby on to widział. Nie chciał aby myślał, że jest morderca. Chciał w jego oczach być aniołem.
Gdy została tylko jedna nie myślał, że z nią będzie trudniej.
W ogóle nie myślał.

Może to, że obronił własnym ciałem Erena było błędem, bo po chwili poczuł jak po ciele spływa mu ciepła ciecz. Dobrze wiedział co to jest.
Ale jego ciało samo zareagowało. Odruch bezwarunkowy, kiedy chronisz kogoś tak cennego.
Eren krzyczał , darł się gołymi rękami zarżnął tego człowieka.
Levi opadł na podłogę czując na skórze karku odrobinę śniegu.
Czasami miłość zmusza nas do największego poświęcenia.
Brunet ukucnął przy nim zaciskając ranę. Tak mocno jak tylko się dało, aby zatamować krwawienie.
W ciemności Levi widział jego twarz, zarysy jego szczęki, oczy wszystkiego co tak bardzo kochał.
- Levi.. Rivaille  - szeptał Eren dotykając zakrwawioną dłonią jego twarz.
Levi zmarszczył brwi , i wypuścił z ust powietrze.
- Ty idioto.. dlaczego zawsze muszę wyciągać się z kłopotów? - zapytał cicho Levi czując przeszywający ból.
Eren otarł łzę z policzka a z jego ust wydostawało się białe jak śnieg gęste powietrze.
- Nic ci nie będzie. - oznajmił brunet sam nie będąc pewnym swoich słów.
Przecież doskonale wiedział, że Levi ma małe szanse na przeżycie. Prawie zerowe. Ale przecież nie może się poddać. Z góry zakładać, że on umrze nie próbując go nawet uratować.

- Zostaw mnie. - jęknął Levi kiedy Eren podniósł go na rękach.  - Powiedziałem zostaw!
Eren pokiwał przecząco głową.
- Nie ma mowy. Nie pozwolę ci umrzeć.  - szepnął -
- Wykrwawię się za kilka minut. Na nic mi twoja pomoc. Weź mój płaszcz i odejdź. - zakaszlał a jego oddech stawał się coraz płytszy. ..

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 28 część druga

Rozdział 28 część druga
Z racji tego, że tamten rozdział był wyjątkowo krótki dodaję część drugą :) specjalnie dla was. Zapraszam do komentowania. Miłego czytania.
 
         Rankiem obudził go krzyk Ritsu. Prawdopodobnie spostrzegł, że blondyn zniknął. Wpadł do jego sypialni niczym przepełniony złością lew. Tak się zachowywał, czuł się przywódcą sprawując władzę
nad swoimi ludźmi.
  - Gdzie się podział ten gnojek?  - krzyknął, a Levi leniwie otworzył swoje onyksowe oczy. Mrugnął kilka razy, przebudzając się.
 - Nie mam pojęcia o kim mówisz. - szepnął zaspanym głosem, wstając powoli. Był wczesny ranek. Rivaille wstał z łóżka rozciągając mięśnie. Okrył się kocem, zrobił to ponieważ z nieszczelnych okien
w jego sypialni wdzierało się chłodne powietrze.
 - Dobrze wiesz o kim mówię. Kto do cholery pozwolił ci go wypuścić?  - syknął wściekle wypuszczając powietrze z ust.
- Powinieneś nauczyć swoich ludzi aby byli bardziej uważni. A poza tym szybko znajdziesz sobie kogoś nowego. - odparł wchodząc do łazienki.
Ritsu chciał mu coś odkrzyknąć, by choć trochę ochłonąć. Zamiast tego sięgnął po mały wazonik z szafki i rzucił nim w drzwi. Szklany przedmiot rozkruszył się w drobny mak.
 Usiadł przy stole czekając na jego wyjście.
 Kiedy to nastąpiło niczego nie świadomy Levi spokojnie wyszedł na zewnątrz. Satysfakcja Ritsu nie była wystarczająca gdyż usłyszał tylko ciche przekleństwo.
 - Sam powinieneś nauczyć się bycia uważnym. A tak między nami, przebywanie w łazience zajmuje ci więcej niż kobiecie.  - zakpił
Rivaille uśmiechnął się sztucznie, wycierając ręcznikiem wilgotne włosy.
Gruby szlafrok jaki na siebie założył chronił go przed zimnem.
Po kilku minutach zniecierpliwiony Kapitan spojrzał na siedzącego Ritsu.
 - Masz zamiar oglądać jak będę się rozbierał?  - zapytał, rzucając śnieżno biały ręcznik na krzesło.
- Od tego masz swojego zwierzaczka, ja chciałem ci tylko coś przekazać.  - odparł wstając powoli. Poprawił swój bordowy garnitur stając obok drzwi.
- Hmm? - Levi spojrzał na niego  zaciekawiony.
- Chciałbym abyś się z kimś spotkał. Udało mi się coś załatwić. - powiedział
Rivaille przymknął na chwilę oczy.
- Mógłbyś jaśniej?
Ritsu uśmiechnął się w ten swój złośliwy sposób. Uwielbiał tak się z nim droczyć, sprawdzając jak wytrzymała jest jego cierpliwość.
- Odnalazłem twoje pupilka.
Rivaille spojrzał na niego trwając w ciszy.
- Myślałem, że ucieszysz się z tego powodu. Czyżby kłopoty małżeńskie?
Jego sarkastyczne podejście bardzo drażniło Leviego. Zmarszczył brwi i szybko do niego podszedł przyciskając go sprawnym ruchem do ściany.
- Gdzie on jest? - warknął
- S-spokojnie  - zaczął przestraszony - Jest w bezpiecznym miejscu.
- Jeśli coś mu zrobiłeś..  - złapał go mocniej za szyję  - Osobiście dopilnuję abyś jeszcze dzisiaj był martwy.
Gdy go puścił Ritsu zaczął się krztusić. Dotknął swojego gardła patrząc na niego.
- Jesteś strasznie agresywny.  - rozluźnił swój krawat wyciągając z kieszeni komórkę.  - Jest w kryjówce dziesięć kilometrów stąd. Zdziwiłbym się jeśli byś mnie po prostu zapytał..

 - Jak udało ci się go odnaleźć?
Ritsu stanął w drzwiach sypialni uśmiechając się.
 - Wspominałem już kiedyś, że jeśli człowiek czegoś bardzo chce może dosłownie wszystko? Samochód czeka na dole.
Rivaille ubrał czysty mundur, układając pośpiesznie włosy. Pachniał żelem wiśniowym, zapach był na tyle intensywny, że unosił się nawet  w samochodzie.
Ritsu zasłonił okna. 
  - Tak będzie bezpieczniej. Twój pupilek pewnie bardzo za tobą tęskni. Zawsze uważałem, że zwierzęta nie powinny przebywać bez swojego pana. Stają się wtedy bardzo  nieposłuszne.  
- Za ile będziemy na miejscu? - zapytał zirytowany.
- Właściwie już jesteśmy. - odparł wychodząc z samochodu.
Rivaille szybkim krokiem wszedł do budynku w którym miał przebywać Eren. 
Ritsu nie kłamał. Eren siedział na krześle wpatrując się w niego. 
Nic nie powiedział. Jego twarz nawet nie drgnęła na widok ukochanego. 

- Co z nim? - zapytał szybko Levi spoglądając na stojącego obok Ritsu.
- Wszystko w  porządku. Jest cały i zdrowy.  - po chwili zrozumiał - Ach, chodzi ci o brak radości na widok swojego pana. No wiesz, po prostu dowiedział się prawdy. 
Rivaille zmarszczył brwi, przełykając głośno ślinę.
 - O tym co planowałeś, i zwyczajnie się zdenerwował.
- Zawiódł. - poprawił go Eren wstając powoli. - To nic. 
- Gdybyś lepiej go pilnował Eren nie doszłoby do tego. - wtrącił się Ritsu złośliwie.
Levi nadal milczał. Czuł blokadę w gardle.
Eren podszedł do niego jeszcze bliżej i spojrzał mu w oczy. W to co najbardziej w nim kochał. 
Te czarne tęczówki, i powiększające się momentalnie źrenice na widok Erena.
Był od niego uzależniony. Kiedy z nim przebywał czuł się jak narkoman, bez niego wariował.
- Co to za przedstawienie. Dajce spokój. - cmoknął .
Eren szybko na niego spojrzał. I dosłownie sekundę później Ritsu został trafiony sztyletem w  gardło.
Otworzył szeroko oczy krztusząc się krwią. Błądząc dotykiem po swoim ciele upadł na podłogę.
Levi spojrzał na konającego mężczyznę. 
- Dlaczego to zrobiłeś?  - zapytał zszokowany.
Eren westchnął głęboko. 
- Nie zadawaj takich głupich pytań. To oczywiste, że ludzie którzy stoją na przeszkodzie do twojego szczęścia powinno się usuwać.  - uśmiechnął się delikatnie, nie zwracając uwagi na zdziwioną minę leviego.
Dotknął dłonią jego policzka, urzekł go zapach wiśni , który łagodnie muskał jego zmysły.

- Chcę to zrobić. - wyszeptał całując jego szyję. Dłonią dotknął jego wrażliwe na dotyk okolice. 
- Teraz? - zdziwił się 
- Tak, teraz. W tej chwili. - odparł zirytowany popychając kapitana na podłogę.
  Wiesz kapitanie.. teraz moja kolej. - uśmiechnął się rozpinając koszulkę czarnowłosego.



środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 28

- Eren!  - krzyknął zdezorientowany Levi. Ritsu wykorzystał sytuację i odepchnął go od siebie.
Wiedział, że nie ma żadnych szans z tak dobrze wyszkolonym  żołnierzem jakim był Rivaille. Rękawem koszuli starł krew z ust.
- Gdzie on się do cholery podział?!
- Razem moglibyśmy go wykorzystać. To przyniosłoby nam ogromną władze. - syknął, podnosząc się z ziemi. Otrzepał koszulę z kurzu i piachu.
Rivaille spojrzał na niego jak na idiotę.
- Ostatnie czego mi potrzeba to interesy z tobą. - jego głos był inny niż zwykle.
 Było w nim lekkie zawahanie. To idealna pora aby poczuł jaką siłę ma w sobie strach.
- Powiedz mi jedno Levi. Na cholerę ci ten smarkacz? Dzięki kawałkowi tego żelastwa mógłbyś stać się kimś wielkim. Kimś kto sprawuje władze nad całym światem, nie nad kapryśną jednostką.
I dzięki tym słowom nawet Rivaille zaczął się zastanawiać.
- Bycie dobrym jest nudne. A ty mój przyjacielu wyglądasz na znudzonego.
Levi wyprostował się i wsadził klucz do kieszeni.
Chris z niepokojem obserwował jak kapitan podaje mu rękę.
- Co ty wyprawiasz?!  - wrzasnął patrząc na niego.
Levi spojrzał na niego szybko. Jego wzrok przepełniony był ciemnością.
- A co z tą laleczką? - zapytał nagle Ritsu uśmiechając się w jego stronę.
- Zrób z nim co zechcesz. Nie jest mi już do niczego potrzebny.  - odparł beznamiętnie odchodząc od nich.

 - Zajmę się tobą..mój człowiek zapewnił mnie, że jesteś czysty. - zaczął słodkim głosem dotykając go po głowie. Blondyn odtrącił jego rękę, a po chwili poczuł wbijającą się w jego szyję igłę. Po chwili
cały świat utonął w mroku.

- Wiedziałem, że to nadal w tobie siedzi.  - zaśmiał się klepiąc go po ramieniu.
- Nie dotykaj mnie.   - wycedził przeszywając go swoim spojrzeniem.
- Przytulnie tu.   - sarknął Levi widząc przed sobą ogromne zamczysko. Jego uwagę przykuły dziko rosnące krzewy bordowych róż.
- Naprawdę  pięknie pachną.  - wyszeptał zrywając jedną z nich i przystawiając sobie ją do nosa.
Siedzieli w jadalni, w ciszy spożywając posiłek. Ritsu zaklaskał w dłonie, kiedy jakaś kobieta przyprowadziła do niego blondyna.

   - Przyprowadziłam go. - oznajmiła młoda kobieta rzucając chłopaka przed nim.
 Nadgarstki skrępowane miał grubym sznurem, a na głowie zarzucili mu czarny worek. Mężczyzna uśmiechnął się podekscytowany, gasząc papierosa w popielniczce leżącej obok niego.
- Nie każ mi dłużej czekać. Chcę go zobaczyć! - krzyknął , a jego głos rozniósł się echem w ogromnym pomieszczeniu.
Kobieta skinęła głową ściągając z jego głowy śmierdzący materiał. Oczekiwała na pochwałę, za wykonaną robotę.
 Na twarzy mężczyzny zakwitł uśmiech, podszedł do niego bardzo szybko i ukucnął przy nim.
- Pokaż mi swoją twarzyczkę. - wyszeptał lukrowym głosem.
Złapał go mocno za policzki, oglądając z każdej strony. Na karku zauważył średniej wielkości bliznę. Zmarszczył brwi, wracając na swoje miejsce.
- Czy nie jasno wyraziłem się kiedy mówiłem, że ma być czysty? - zapytał patrząc na nią.
Kobieta spuściła głowę.
 - To tylko drobny defekt. Da się to przecież ukryć. - tłumaczyła się drżąc ze strachu.
 - Ukryć? - powtórzył zdziwiony. - Ej, Ty! - wrzasnął - Wstawaj.
Chłopak spojrzał na niego słabo podnosząc głowę.
 - Panie.. on dostał podwójną dawkę narkotyków. . - wtrąciła się.
 Mężczyzna okrył ją swoim ostrym spojrzeniem. Poczuła się bardzo niepewnie, jakby zaraz miał poderżnąć jej gardło. Zamilkła, chowając się w cieniu pokoju.
- Kiedy mówię wstań, to znaczy, że masz wstać. - podniósł go do góry za koszulkę. - Rozumiesz?
 Chłopak zamrugał kilka razy nadal milcząc. Wpatrywał się w jego twarz tępym wzrokiem. Był naćpany jak świnia.
 Mężczyzna westchnął przeciągle puszczając go. Upadł z hukiem na podłogę, kuląc się na niej.
 - Zaprowadź go do jego celi. Poinformuj mnie, kiedy będzie trzeźwy. - machnął do niej ręką wypuszczając z ust dym.
Kobieta otworzyła okute kratami drzwi wrzucając tam jego ciało. Usłyszała tylko stłumiony jęk.

- Stęskniłeś się za tym?  - zakpił Levi biorąc do ust łyk czerwonego wina.
- Każdy z nas ma jakieś słabości.  - odrzekł spokojnie, odpalają kolejnego papierosa.  - Twoją jest ten chłoptaś Eren.
Uśmiechnął się z satysfakcją , kiedy poczuł na sobie ten zimny wzrok kapitana.
- Co masz zamiar z nim zrobić? - zapytał na pozór obojętnym głosem.
Ritsu zamyślił się chwilę.  - Kilka tygodni i będzie mi jadł z ręki.
Levi zmarszczył brwi. Nawet nie sądził, że jest w stanie tak mocno zacisnąć pięści.
- Masz pytania.. - powiedział do siebie patrząc na Leviego.
- Jestem po prostu ciekaw dlaczego tak bardzo zależy ci na tym kluczu. Mnie osobiście podoba się zabijanie tego świństwa.
Ritsu zmierzył go wzrokiem, przymykając delikatnie powieki.
- Ach, tak.
Ludzie często zastanawiali się jak wielkim zagrożeniem mógłby być Rivaille, gdyby tylko stanął po stronie zła..
Chris siedział zamknięty w ciemniej celi w której światło było praktycznie martwe.
Jedynie delikatna poświata księżyca sprawiała, że czuł się lepiej.
Fizycznie jednak całkowicie odwrotnie. Nie mógł ustać na nogach, cały obraz przed oczami był rozmazany.


- Co masz zamiar zrobić? - zapytał wpatrując się w okno. Zaczął padać śnieg. Malutkie płatki śniegu, opadały na wilgotną ziemię po chwili rozpływały się.
- Na początku chciałbym się odrobinę pobawić. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile czasu czekałem na taką okazję.
- Szantażować rząd? Myślisz, że będziesz dla nich zagrożeniem.  - zakpił Levi podchodząc do niego.
Ritsu zmarszczył brwi odkładając klucz na szafkę.
- Będą mnie błagać o litość, gdy już przekupię wojsko. - wyszeptał.
Rivaille westchnął głęboko.
- Jesteś obłąkany. Ale o tym już pewnie sam doskonale wiesz.
Ich rozmowę przerwała kobieta.
- Pańska sypialnia jest już gotowa, Sir.
Ritsu skinął głową.
- Zaprowadź kapitana do jego sypialni. Pewnie jest zmęczony. - powiedział pokazując jej dłonią, że może już odejść.
- Tak jest, sir. Proszę za mną. - odparła wychodząc z jadalni. Rivaille podążył za nią.
Od razu zauważył, że kobieta ma do niego słabość.
Nawet nie musiał długo jej namawiać aby zaczęli się całować. Robili to bardzo zachłannie, a kobieta nawet nie zauważyła zniknięcia kluczy.
- Powinnaś już iść. Twój szef może być zły. - rzekł Levi dotykając jej twarzy i uśmiechając się.
- Racja. - odparła cicho odwzajemniając uśmiech, i powoli odeszła.
Kilkanaście minut po jej wyjściu Rivaille również opuścił sypialnię.  Niczym kot wkradł się do piwnic, gdzie przebywał Chris.
- Co ty tutaj robisz? - zdziwił się chłopak podchodząc do krat.
- Ratuję ci życie. Jesteś ranny? - zapytał oglądając go całego.
- Tak. Myślę, że tak. Skąd miałeś klucz?
Levi westchnął głęboko.
- Nieważne. Musisz jak najszybciej stąd wyjść.
- I dokąd pójdę?  Co będzie z Erenem?  - blondyn nie przestawał pytać balansując na cienkiej granicy cierpliwości Leviego.
- Odnajdę go. A teraz przymknij się i chodź za mną.
Chris mruknął coś pod nosem, podążając za Kapitanem.
Udało mu się wyjść na zewnątrz. W tej ciemności starał się odnaleźć jak najszybciej oświetloną ścieżkę.
Levi wpatrywał się w oddalającego się chłopaka.
Zawieszony w próżni swoich emocji, poza czasem, który odliczałby minuty do jego upadku..

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 27 ' To był wybór, czy mój błąd"

Przed wami rozdział 27. Informuję was, że w najbliższych dniach z powodów osobistych nie będę miała czasu na pisanie następnego rozdziału więc spodziewajcie się go za tydzień :) pozdrawiam i zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.



    - Nie wygląda aż tak zjawiskowo jak myślałem. Jesteś pewien, że dobrze trafiliśmy? - zapytał blondyn oglądając wnętrze jaskini.
    - Wygląd nie jest ważny, musimy znaleźć klucz.- odparł spokojnie dotykając dłonią ściany.
Łatwo się kruszyła, a to nie wróżyło nic dobrego.
 Nagle oddech będącego kilka metrów za nimi Erena bardzo przyśpieszył. Był nierówny i brzmiał jakby był spowodowany strachem.
 - Co się dzieje? - zapytał Levi zerkając na niego.
 - Wszystko w porządku. Jestem zmęczony. - odpowiedział niewyraźnie, a ton jego głosu na to nie wskazywał.
 - Jesteś pewien? - dodał szybko.
Levi nie miał pojęcia, że ciągłe wypytywanie chłopaka wcale mu nie pomaga, a wręcz przeciwnie.
Doprowadza do tego, że brunet nie jest świadomy czy faktycznie jest z nim dobrze.
Eren spojrzał tylko na czarnowłosego, nic nie mówiąc. Starając się dać mu do zrozumienia, że nie ma powodu aby się martwił.
Obydwoje usłyszeli jęk Chrisa. Blondyn stał przed ogromną, kamienną tablicą, na której widniało kilka zdań.
Chris nie miał pojęcia co one oznaczają, nie wiedział nawet w jakim języku są zapisane.
- Łacina? - zdziwił się Rivaille starając się odczytać owe napisy.
Zrozumiał, że to było ostrzeżenie, ale ze względu na okoliczności i fakt, że muszą zdobyć klucz nic im nie powiedział. Ciągle myślał o człowieku, który zdecydował się to tutaj postawić. Gdy ją minęli blondyn podniósł swój głos.

- Ile to mogło mieć lat? - zapytał Chris lekko drżącym głosem.
- Jest starsze niż może ci się wydawać.
Blondyn westchnął głęboko. - Ta odpowiedź mnie nie zadowala. - mruknął.
Levi spojrzał na niego zirytowany.
- Około sześćset. - oznajmił, nie widząc jak twarz chłopaka szybko zmieniła się.
- To na pewno byłoby dużo warte.. - powiedział do siebie mając już w głowie obraz co zrobiłby z tymi pieniędzmi.

Kiedy oni ucięli sobie nic nie wnoszącą pogawędkę, Eren czuł się bardzo nieswojo.
W środku  całą jego duszę rozpala strach, bo skoro to ma na celu unicestwienie wszystkich tytanów to czy jego oszczędzi?
Fakt, że jest nim tylko w połowie wcale go nie uspokajał.
Gdy nagle z ciemności kilka nietoperzy postanowiło wyfrunąć chłopak wzdrygnął się. O mały włos nie dostałby zawału serca.
Levi postanowił na niego zaczekać, Chris jednak szedł dalej przed siebie nie zaglądając pod nogi.
Zresztą pochodnie jaką trzymał w dłoni nie oświetlała wszystkiego, ledwie odrobinę drogi.

Wystarczył jeden błędny krok blondyna a w jednej chwili z niewiadomego miejsca wystrzeliła długa strzała.
Gdyby nie reakcja czarnowłosego prawdopodobnie już byłby martwy.
- Dziękuje..  - szepnął przerażony podnosząc się z ziemi.
- Uważaj na siebie. Patrz pod nogi.
Blondyn skinął głową, idąc już odrobinę ostrożniej.
- Czuję go. Jest blisko. - powiedział nagle głośno przełykając ślinę.
Levi skinął głową przyśpieszając kroku, kiedy miał postawić następny krok na ziemię powalił go Eren.
- Co ty wyprawiasz? - warknął
- Gdybyś poszedł dalej zostałbyś ranny. - odparł wskazując palcem na umieszczony w ścianie mały otwór.

- Nic już nie rozumiem. - jęknął blondyn - Dlaczego ktoś miałby stawiać tutaj pułapki. Przecież ten klucz,który się tutaj znajduje ma nas ocalić. A ukryte w ścianach strzały na pewno nam tego nie ułatwią.
- Ten klucz może nas uratować, ale może też stać się dla nas większym zagrożeniem niż  tytany jeśli trafi on w nieodpowiednie ręce. - oznajmił Levi

- To tutaj. - powiedział nagle Eren widząc przed sobą otoczony dziwną, wyblakło niebieską mgiełką srebrny przedmiot.
Blondyn bez wahania chciał wsadzić rękę w środek i wyciągnąć przedmiot. Nie udało mu się to jednak bo nie pozwoliła mu na to bariera.
- Co to ma znaczyć.. - wyszeptał spoglądając na swoje ręce.
Mimo, że nie zdołał dotknąć klucza po skórze jego dłoni spływała dziwna, kleista czarna ciecz.
Eren bez wahania postanowił zrobić to samo. Z przerażeniem w oczach, spojrzał na Leviego kiedy trzymał tam rękę czuł ogarniające jego ciało przyjemne ciepło.
Przymykając oczy delikatnie sięgnął po przedmiot wyciągając go na zewnątrz.

Wyglądał na stary, był też oblepiony tą samą dziwną mazią co dłonie blondyna. Kiedy tylko wyjął go i chwilę potrzymał  klucz potęgował u niego uczucie strachu.
Chociaż w naszej kulturze jest to uczucie pierwotne, które od zawsze trzymało nas w objęciach, Eren odczuwał to całkiem inaczej.
Chciał się go jak najszybciej pozbyć rzucił więc przedmiotem o ziemię.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknął Chris szybko podnosząc go z podłogi.
Levi z milczeniem wpatrywał się w jego oczy zauważając w nich jak bardzo powiększone są jego źrenice.

Eren bez słowa ominął ich, biegnąc w stronę wyjścia z jaskini. Czuł jak to miejsce osacza go z każdej strony.
Świeże powietrze, i promienie słońca, które opadły na jego twarz sprawiły, że momentalnie poczuł się bezpiecznie.
Szczęście nie trwało jednak zbyt długo, gdy usłyszał dobrze znany mu głos pewnego człowieka.
- Ritsu.. - wyszeptał widząc przed sobą uśmiechniętego mężczyznę.
- Stęskniłeś się? Nasze ostatnie pożegnanie nie było dość przyjemne.. - zaczął oblizując wargi - przynajmniej nie dla mnie.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał zszokowany, co chwila oglądając się za siebie.
Miał nadzieję, że zaraz zjawi się Levi  i Chris. Każda sekunda spędzona sam na sam z tym tyranem była przerażająca.
- Słyszałem, że zaczynają dziać się z tobą dziwne rzeczy.. coś nie tak z główką. - zaśmiał się powoli do niego podchodząc.

- Och Levi, jak miło cię widzieć. - powiedział widząc wychodzącego z jaskini kapitana.
Czarnowłosy milcząc stanął obok przerażonego Erena.
- Wybij to sobie z głowy. - wycedził oschle ściskając w dłoni klucz.
Żaden z nie zdawał sobie sprawy jak cenną rzecz trzyma w dłoni. I jak zgubne byłoby  w skutkach go stracić.
- Zawsze był taki.. - zachichotał , po chwili spostrzegł też blondyna. - A to kto? Piąte koło u wozu? - zapytał
Levi zmarszczył brwi, podchodząc do niego.
- Jeszcze słowo, i będziesz zbierał swoje wnętrzności z podłogi.  - syknął zaciskając dłoń .
- Tak traktujesz swojego przyjaciela? - zaczął stając bardzo blisko niego. Prawie stykali się nosami. - A może zrób to ponownie, zostaw ich wszystkich i odejdź.. hmm?
- Jeżeli kiedykolwiek byłeś moim przyjacielem, to na pewno był mój błąd. - odparł ostro wpatrując się w jego oczy.
Ritsu uśmiechnął się uderzając go w twarz.
- To był twój wybór.
Levi szybko podniósł się z ziemi, i rzucił się na niego z pięściami. Klucz wylądował pod nogami Erena.
Powoli schylił się po niego, i podniósł do góry dokładnie go oglądając.
Kiedy przez przypadek owiał go gorącym powietrzem jego tęczówki wypełniło jasne światło.
Było tak ostre, że przez chwilę miał wrażenie, że umarł.
Levi i Chris również zasłonili oczy, a Ritsu ukrył się za leżącym niedaleko kamieniem.
Tylko brunet wciąż wpatrywał się w światło, by po chwili zniknąć.



sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 26 " Początek"

  Witam was serdecznie o godzinie czwartej rano XD Piszę  to specjalnie dla was bo wiem, że na pewno czekaliście na kolejną notkę. Oto i ona, poznajcie moje dobre serce :DD
Mam ostatnio bardzo dobry humor, a od wczoraj jestem naprawdę szczęśliwa. Już trzeci raz oglądałam odcinek mojego ukochanego serialu, wiecie o jaki mi chodzi moje słodkie Sherlocki :DD
Anyway, zapraszam do notki bo zaczynam przynudzać XD


Pewien człowiek powiedział mi kiedyś, że powinienem przestać żyć w kłamstwie i wyrwać się z tego piekła w którym żyłem.
Ale to nie było tak łatwe jak z początku myślałem. Cała moja przeszłość, którą postanowiłem zostawić za sobą wypełniłem wspomnieniami. Nie były czymś co chciałabym zapamiętać i wspominać
grudniowymi  wieczorami ze szklanką kawy w dłoni.
Byłem przerażony, zamykając swoje oczy widziałem dawnego siebie, zabijałem i rabowałem niewinnych ludzi zabierając im dobytek na, który często pracowali całe swoje życie.
W organizacji poznałem pewną dziewczynę. Była rok może dwa lata młodsza ode mnie, jednak jej umiejętności walki każdego powalały na kolana. Nikt nie chciał z nią zadzierać, a ja cieszyłem się, że
zadaję się właśnie z taką osobą. Kiedy każda komórka twojego ciała jest przesiąknięta złem i nienawiścią nie podejmujesz dobrych decyzji. One względnie mogą wydać się prawidłowe, ale dopiero po czasie
dochodzi do ciebie, że popełniłeś błąd.
Amelia przypłaciła tą pomyłkę swoim życiem. Chciała zabić naszego szefa, ja od razu powiedziałem jej, że to zbyt ryzykowne. Ona jednak uwielbiała takie wyzwania, pomimo, że nie wiedziała nawet
jak on ma na imię.
Poradziła sobie z  dwudziestoma świetnie wyszkolonymi wojownikami, ale z szefem nie dała rady.
Po tym zdarzeniu wiele razy zastanawiałem się czy nie powinienem odejść. Od tej myśli powstrzymywał mnie mój były przyjaciel Ritsu, który z biegiem czasu okazał się zdradliwą suką.
Zrobiłem to dopiero gdy całą naszą organizację i dotychczasowe życie zalał deszcz radioaktywnych, węszących wszędzie żołnierzy.
Nikt z nich nie znał swojej historii, ani nawet imienia. Te sprytne szumowiny wymazały im pamięć i wbili im do mózgu rozkazy aby nas wszystkich powybijać jak zwierzęta.

Nie byli tak trudni do pokonania jak przypuszczałem. Gdy razem z Ritsu wszystkich ich pozabijaliśmy postanowiłem, że czas już zacząć normalne życie.
Takie w którym rankiem obudzę się w wygodnym łóżku ze świadomością, że nikogo dzisiaj nie muszę zabić.
Tak też zrobiłem. Ritsu obiecał, że nigdy mi tego nie wybaczy i to też było prawdą.
Mimo, że nie miałem do kogo wracać po tym jak całą moją rodzinę pożarły tytany wyjechałem do małej wioski z dala od większych miast.
Tam po pewnym czasie pewien chłopak w moim wieku o imieniu  Erwin zaproponował mi żebym wstąpił do wojska.
Długo się nad tym nie zastanawiałem.
Nie było tak łatwo jak przez cały czas myślałem. Ciężka praca, ćwiczenia i dyscyplina stała się moją codziennością. To właśnie dzięki tym trzem ważnym rzeczom zrozumiałem, że bez odpowiedniej
dyscypliny człowiek niczego nie zrozumie.
Zdobywałem coraz większe stopnie, i tak po kilkunastu latach ze zwykłego żołnierza stałem się Kapitanem.
Trafiłem do oddziału nadzwyczajnego. Byli tak sami najlepsi żołnierze, po paru miesiącach z nimi zrozumiałem jednak, że żaden z nich mi nie dorównuje.
Traktowałem ich jednak jak przyjaciół, i starałem się ochronić za wszelką cenę..

 - Rivaille? -  szturchnął go Chris widząc jak siedzi zamyślony.
Levi ocknął się spoglądając na niego szybko.
- Wszystko w porządku?  -  zapytał siadając obok niego na łóżku.
Kapral uśmiechnął się słabo przecierając zmęczoną brakiem snu twarz.  - Tak, nic mi nie jest.
-  Co będzie z Erenem?  - dodał zmartwionym głosem.
Czarnowłosy nie odpowiedział na jego pytanie, zamiast tego wstał szybko i wyszedł z pokoju do małej znajdującej się naprzeciwko łazienki.
Nachylił się nad umywalką odkręcając zimną wodę. Nie spał od dwóch dni i ból głowy po uderzeniach Erena zaczął uprzykrzać mu życie. Wytarł mokrą twarz czystą chusteczką i cichym krokiem skierował się
do pokoju bruneta.
Od kilku minut spał spokojnie. Jego klatka piersiowa unosiła się delikatnie po czym  z powrotem opadała.
Wszedł do środka zamykając za sobą drzwi po czym położył się obok niego.  Sen od razu go dopadł, postanowił przespać się choć trzy godziny.

Obudził się nagle, a raczej zerwał się z łóżka słysząc krzyk Chrisa w pokoju obok.
W jego głowie pojawiały się najczarniejsze scenariusze.
Jakie było jego zdziwienie kiedy wchodząc do pokoju zastał stojącego na sofie blondyna, który trząsł się jak osika i zdezorientowanego Erena obok.
- Co tu się dzieje? - zapytał zirytowany
Blondyn przełknął ślinę robiąc kilka niepewnych kroków w stronę Leviego.
- Coś jest pod szafą.. - wskazał palcem na stojący naprzeciwko ich stary mebel.
W całym mieszkaniu unosił się specyficzny zapach starego drewna.
Wzrok Kapitana przeniósł się na stojącego nieruchomo Erena.
- Wyjaśnij mi natychmiast co tutaj się do cholery dzieje. - warknął odtrącając dłonie blondyna ze swojego ramienia.
- Ja.. również obudziłem się przez jego krzyk. Przybiegłem tutaj i po chwili coś pod szafą zaczęło wydawać dziwne dźwięki.. - odparł cicho a jego gardło bardzo się ścisnęło i przypominało teraz słomkę do picia niżeli ludzki narząd.
Levi przetarł dłońmi twarz śmiejąc się pod nosem. To zdecydowanie był śmiech z nutką załamania.
- I woleliście krzyczeć w niebo głosy zamiast sprawdzić co tak naprawdę tam się znajduje? - zapytał nie dowierzając.
- Ja.. ja nie krzyczałem, sir. - powiedział Eren, spuścił głowę widząc surowy wzrok kapitana na sobie.
Levi bez wahania podszedł do szafy rodem z archiwum x i ukucnął przy niej.
Wyciągnął dłoń a po sekundzie poczuł pod palcami coś bardzo miękkiego. Delikatnego.
Kiedy próbował wyciągnąć  niewiadomą rzecz na zewnątrz znów zaczęła wydawać dziwne odgłosy. Przypominało to stłumiony pisk i MRUCZENIE.
Odwrócił się do nich trzymając w dłoniach małą, czarną kuleczkę. Ów kotek miał zielone oczka i bardzo krótki ogonek, a jego rozmiary nie były wielkie jeśli zwierzak zmieścił się w dłoni Kapitana.
- Tego się obawiałeś? - zapytał sarkastycznie , patrząc na niego z litością.
Chris uśmiechnął się słabo podchodząc do Leviego. Ten od razu wsadził mu do rąk zwierzę.
Jego wzrok padł na siedzącego na kanapie Erena.
Od razu usiadł obok niego.
- Nie bądź taki spięty, Eren. Naprawdę aż tak bardzo się mnie boisz? - zapytał patrząc jak jego wzrok ląduje na podłodze.
Levi uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie przejechał palcem po jego skroni kończąc na zaciśniętych w linijkę ustach chłopaka.
Przybliżył się do niego przystawiając swoje wargi do jego ucha.

- No to będziemy musieli rozwiązać ten problem , prawda? - wyszeptał gładząc gorącym powietrzem jego wnętrze. Miejsce te są bardzo wrażliwe więc Eren zadrżał odrobinę co Levi zdołał wyczuć bez problemu.
- Sęk w tym, że nie dajesz mi szansy abym mógł to zmienić. Dasz mi tę szanse, Eren?
Rivaille miał całkowitą rację co do tego, że Eren najzwyczajniej w świecie się go obawia.
Ale doskonale wiedział też, czyja to wina, że tak właśnie jest.
Cisza, którą brunet karmił go od dobrych kilku minut była dla niego co najmniej kłopotliwa.
- Nie oczekuję, że usiądziemy razem i trzymając się za ręce wszystko sobie wyjaśnimy. Chciałbym tylko abyś zaczął zachowywać się normalnie.
Eren zmarszczył brwi i podniósł swój głos. Odrobinę za głośno.
- To może na początek powinieneś odrobinę się odsunąć, sir.
Na szczęście Chris kilka minut temu opuścił pokój.
- Dlaczego?  Czy to komplikuje w jakiś sposób naszą rozmowę?  - zdziwił się
- To sprawia, że nie czuję się zbyt komfortowo, sir.
- Nie musisz tak się do mnie zwracać. - powiedział odsuwając się od chłopaka.
Eren skinął głową wstając powoli.
- Dokąd idziesz? - zapytał Levi obserwując chłopaka.
- Powinniśmy niedługo wyruszać, jeżeli chcemy dotrzeć na miejsce jeszcze dzisiaj.
Czarnowłosy zmrużył odrobinę oczy.
- Masz rację. Nie ma sensu zwlekać. - uśmiechnął się szybko stając przed Erenem.
 Niektóre sprawy są priorytetowe. - dodał całując go.
Zrobił to tak szybko, że brunet nie zdążył nawet zareagować w żaden sposób.

***
- Zabierz mi to kudłate coś sprzed nosa! - warknął kiedy Chris zaczął przedrzeźniać się z Levim.
Naburmuszył policzki przytulając kociaka do piersi.
- To coś ma już imię, ignorancie. - prychnął.
- Jak mnie nazwałeś? - zapytał zimno, spoglądając na niego zabójczym wzrokiem.
- Naprawdę, jak on.. -  Eren spojrzał niepewnie na zwierzę
- Ona - poprawił go szybko Chris - I ma na imię Figa.
- Figa? Jak ten.. - zaśmiał się Levi
- Cicho bądź, lepiej z nią nie zadzieraj. Jest bardzo groźna. - powiedział a z pyszczka zwierzęcia wydał się cichy pomruk.
- Przestań chrzanić. To zwykły kudłacz. Więcej szkody niż pożytku. - prychnął kierując dłoń na grzbiet Figi.
Nie zauważył, że kociak już dawno przygotował swoje ostre jak brzytwa pazurki, które wykorzystał na skórze dłoni Leviego.
- Przeklęte zwierzę. - warknął wycierając chusteczką krew z dłoni.
 Zostaw go gdzieś i wyruszamy.
Chris zmarszczył brwi patrząc na kapitana.
- Nie ma mowy. Ona idzie ze mną. - wyszeptał

- Nie musisz zachowywać dystansu większego niż dwa metry, Eren. Nie mam zamiaru odwdzięczyć ci się za te siniaki. - rzekł chłodno widząc jak chłopak idzie daleko za nim.
- Przepraszam, sir.. ja po prostu.. - zaczął
Levi czekał na jego odpowiedź z zaciekawieniem. - Hmm?
- Boję się, że to znowu się wydarzy. - odparł cicho
Kapitan westchnął głęboko.
- Strach tutaj akurat jest ci najmniej potrzebny. Twoje opanowanie i silna wola będą kluczowe, jeżeli chcesz z tym wygrać. - oznajmił - Pomogę ci, Eren. - uśmiechnął się widząc, że choć przez chwilę przestanie się tym zadręczać.
Ich rozmowę przerwał głos Chrisa.
- Uwaga.. jesteśmy na miejscu. - powiedział widząc przed sobą ciemne wejście do jaskini.
Z początku wszystko wydaje się proste..




Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony