wtorek, 9 września 2014

Rozdział 10 część 2

Po kilku sekundach poczuł delikatne puknięcie w plecy. Wstrzymał na chwilę oddech, i obrócił się.
Jego serce biło bardzo szybko, strach przejął kontrolę nad jego ciałem. 
Kiedy spostrzegł przed sobą Kaprala, znów wybijało swój własny rytm. 
- Nic ci nie jest? - zapytał , ale jego głos nie wyrażał jakiejś specjalnej troski czy czegoś w tym rodzaju. To pytanie brzmiało zupełnie tak jakby pytał o pogodę.
Brunet skinął szybko głową.
- Wszystko w porządku. - odparł na jednym wdechu.
Czarnowłosy spojrzał jeszcze raz na chłopaka i odszedł kilka kroków dalej. 
- Za mną. - rozkazał , zimnym jak lód głosem.
- Gdzie Hanji? - zapytał cicho chłopak, rozglądając się dookoła. 
Czarnowłosy spojrzał hardo przed siebie. 
- Pojechała złożyć raport. Nie prędko wróci. Tak więc.. jesteśmy zdani na siebie. - odpowiedział spoglądając na niego kątem oka.
- Dokąd idziemy? - zapytał po kilku minutach ciągłej wędrówki. Brunet dyskretnie spoglądał na jego twarz. Była bardzo skupiona, najwidoczniej nad czymś myślał. 
Eren nie był pewny czy powinien zaburzać spokój jakim emanował. To było bardzo ryzykowne.
- Musimy gdzieś przenocować. Jeżeli coś ci się nie podoba, możesz spać w lesie. - sarknął 
Brunet podrapał się po karku i dorównał kroku Kapralowi. 
Znaleźli pusty dom. Nie było w nim śladów krwi, na podłodze nie walały się zwłoki zabitych żołnierzy. Wydawało się bezpiecznym miejscem dlatego postanowili tam przenocować. 

- Tutaj będziesz spał. Ja będę w drugim pokoju. - oznajmił czarnowłosy
- Dlaczego nie możemy spać w jednym? Tak będzie bezpieczniej. - zdziwił się Eren
Kapral wziął głęboki oddech. 
- Będziesz spał tutaj, rozumiesz? A ja w drugim pokoju. Nie sądzę abym wytrzymał z tobą w jednym pomieszczeniu. 

Na ustach bruneta nagle pojawił się uśmiech. Kapral nie rozumiał dlaczego.
- Co cię tak rozbawiło? - zapytał zirytowany
- Przypomniało mi się... pamiętam jak już raz spaliśmy w jednym pokoju. Wpatrywałem się w ciebie a ty mnie za to okrzyczałeś. - nadal nie przestawał się uśmiechać.
- No i? Zamiast gadać głupstwa, wziąłbyś się za coś pożytecznego. 
Zbliżał się wieczór, i obydwoje musieli poszukać czegoś do zjedzenia. Nie było łatwo, ale po jakimś czasie udało im się upolować dwie wiewiórki.
Kapral upiekł je nad ogniskiem, i wręczył jedną brunetowi. 
- Zjesz, a potem pójdziesz spać. - oznajmił spokojnym głosem.
Eren spojrzał na niego z niezrozumieniem. 
- Ale ja nie jestem zmęczony. - mruknął pod nosem
Przecież nie jest jego ojcem żeby mówił co ma robić 

- W takim razie co masz zamiar robić? - zapytał zniecierpliwiony 
Brunet uśmiechnął się delikatnie i podszedł bliżej do Kaprala. Tak blisko, że naruszył jego strefę intymności. Ale Kapral wcale nie reagował. Stał jakby nic się nie działo. 
- Masz zamiar zrobić coś głupiego? - zapytał marszcząc brwi.
Brunet wiedział, że nie ma odwrotu i jeśli zrobi to co chce zrobić, to będzie już po nim.

I zrobił po sekundzie poczuł jak smakują wargi Kaprala.

środa, 27 sierpnia 2014

1 część 10 rozdziału ;> krótko ale jest!

To nic takiego, że ludzie umierają. To naturalna kolej rzeczy. Rodzimy się i umieramy kiedy przyjdzie na nas czas. To przez całą drogę starał się wmawiać sobie brunet. 
Kiedy wstąpił do wojska wiedział, że nie będzie lekko. Nikt za niego nie będzie pociągał za spust broni. Ani tym bardziej dzierżył w dłoni miecz.
- Skoncentruj się. To nie jest najlepsza pora na przemyślenia. - wycedził zimno Kapral widząc zamyślonego chłopaka. 
Eren spojrzał przez siebie, a kiedy zza horyzontu wyłonił się siwy dym otworzył szerzej oczy.
Siwa smuga dymu zasłoniła rażące wcześniej w oczy słońce. 
To już na pewno można by nazwać pieprzoną apokalipsą. Ludzie krzyczeli, przeklinali wszystko co żyje i jest za to odpowiedzialne. Modlili się do kogoś, ale ten ktoś raczej nie przychodził im z pomocą. 
Hanji zeszła  z konia i szybko podbiegła do rannego, stojącego przy szlabanie żołnierza.
Krew sączyła się z rany na brzuchu. Dobiła go jednym strzałem, po czym odwróciła się do reszty.
- Nie przeżyłby długo. To była przysługa. - powiedziała , chowając broń za pasek spodni.
Rivaille prychnął pod nosem i podszedł do martwego żołnierza. 
 -  Co ty ro... - zaczął Eren jednak przerwała mu dziewczyna trzymająca palec na ustach.
 - Ha! Wiedziałam, że to jest dobry pomysł. To jakiś rozkaz? - zapytała próbując przyjrzeć się zakrwawionej kartce papieru.
- To tylko... to tylko cholerny list od jego matki. - syknął, wyrzucając wcześniej zgniecioną ze złości kartkę.

Eren poczuł ścisk w gardle. Coś w środku naprawdę go zabolało. 
Hanji otworzyła szlaban i wszyscy weszli na pole bitwy. Chociaż nie. Moment. To raczej przypominało zbiorową mogiłę. Dziesiątki martwych żołnierzy leżało na brudnej, przesiąkniętej krwią ziemi. 
Eren zajrzał do jednego z namiotów. Na stoliku w środku leżały bandaże i najpotrzebniejsze lekarstwa. Żadnego lekarza czy pielęgniarki nie było w pobliżu.
Szybko opuścił to miejsce i stanął obok rozglądającego się Kaprala.
- Dokąd teraz pójdziemy? - zapytał cicho nawet na niego nie spoglądając.
Czarnowłosy zerknął na chłopaka. 
- Chcesz walczyć ze zgrają trupów? - zapytał krótko odchodząc od niego.
- Słyszycie to? - wyszeptała nagle dziewczyna.
- Ja nic nie słyszę... - odparł Eren
Rivaille otworzył szerzej oczy kiedy na ziemie spadło coś ciężkiego. Huk jaki spowodowało uderzenie o twardą ziemie zmusił ich do ucieczki. 
Eren nie mógł znaleźć Kaprala w dymie jaki powstał. Hanji również.
Został sam. Ale nie na długo...

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 8

Ósmy rozdział opowiadania :) jest dość krótki, ale to chyba nic złego? Prawda? A może... kolejny na pewno będzie dłuższy :)


Eren powoli otwierał oczy. Spał tej nocy jakieś dwie godziny. Powoli skierował swój wzrok na śpiącego obok Rivailla. Miał taką spokojną twarz. Nie krzyczał, ani się nie złościł. Chłopak wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę. 
- Przestaniesz się tak na mnie gapić? - mruknął cicho odwracając głowę. 
Eren speszył się i szybko wstał z łóżka. Rozejrzał się po pokoju, na podłodze walały się ich ubrania. Sięgnął po spodnie i założył się. 
- Um... mógłbyś pokazać mi gdzie jest łazienka? - zapytał podchodząc do łóżka. 
Rivaille odwrócił się w jego stronę i spojrzał na niego zaspanym wzrokiem. 
- Jesteś zupełnie jak dziecko... - wyszeptał zirytowany wstając. Pościel zsunęła się po materacu i wylądowała na podłodze. Levi był nagi, i kiedy tylko brunet to dostrzegł odwrócił się zawstydzony. 
Czarnowłosy spojrzał na niego zdziwiony i po chwili wziął głęboki oddech. 
- Myślałem, że po tym co wczoraj zrobiliśmy nie będziesz już taki wstydliwy.  - odparł zbierając z ziemi swoje ubrania. 
Brunet uśmiechnął się delikatnie i podrapał po karku. 
- Masz rację... ale to po prostu odrobinę niezręcznie... przepraszam! - krzyknął szybko.
- Może byś się w końcu ruszył? Nie mam zamiaru stać tutaj tak cały dzień. - prychnął popychając chłopaka do przodu. 
Eren szedł za czarnowłosym jak grzeczne dziecko. Krok w krok. Lustrował spojrzeniem jego umięśnione plecy. Z każdym krokiem jaki wykonał mięśnie na jego plecach poruszały się. 
- Tutaj masz łazienkę. - oznajmił , otwierając drzwi. 
Brunet wszedł do niej i po sekundzie poczuł chłód pod swoimi stopami. Białe jak śnieg kafelki i taki sam śnieżny kolor na ścianach sprawiał, że chłopak poczuł na swoich plecach gęsią skórkę. 
- Um... możesz już iść.  - wyszeptał Eren widząc jak Rivaille przygląda się mu. 
- A co powiesz... - podszedł do niego bliżej i zamknął za sobą drzwi. - Na wspólną kąpiel? 
Eren poczuł jak na jego twarz wpełza ogromny rumieniec. Zakłopotany nie zdążył nawet odpowiedzieć, bo po chwili poczuł język Leviego w swoich ustach.

- Wow... ta wanna jest przepiękna. - wyszeptał zauroczony. 
Czarnowłosy spojrzał na niego.
- Wszystkim się tak ekscytujesz? - zapytał zirytowany.
Chłopak przełknął ślinę kiedy poczuł na swoim rozporku jego dłonie. 
- Sam ściągniesz czy ja mam to zrobić za ciebie? - jego głos był niski i bardzo pociągający.
Eren odsunął się odrobinę i zaczął trudzić się z guzikiem. Po chwili spodnie opadły mu na kostki. Dostrzegł dziwny blask w oczach Leviego kiedy powoli wchodził do wanny. 
Wypełniona po brzegi ciepłą wodą, a na tafli wody unosiła się gęsta piana pachnącego wanilią żelu. 

Rivaille usiadł na przeciw niego i zaczął gładzić dłonią jego policzek. 
- Mogę umyć ci włosy? - zapytał Levi , zauważając zdziwioną twarz bruneta. 
- Umyć mi włosy? - powtórzył nadal nie dowierzając własnym uszom. To pierwszy raz kiedy Levi proponuje mu coś tak miłego. 
- Nie zrozumiałeś za pierwszym razem, idioto? - burknął , nalewając do wnętrza dłoni wiśniowego szamponu. 
- Zmocz je. - rozkazał 
- Będę pachniał jak Rivaille... - szepnął Eren czując jak delikatne są jego dłonie. 
To mogłoby trwać wiecznie, ale niestety tak się nie stało. 
- Teraz ty umyj moje. - dodał szybko podając chłopakowi butelkę z szamponem. 
Eren wylał odrobinę na jego włosy i próbował rozmasować to na jego włosach jednak ilość jakiej użył okazała się zbyt mała i musiał dolać jeszcze odrobinę.  
- Masz bardzo delikatne dłonie... Eren - wyszeptał Rivaille kiedy chłopak spłukać szampon z jego głowy. 
Eren wzdrygnął się kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Czarnowłosy wyszedł powoli z wanny i obwiązał biodra ręcznikiem.
- Zaczekaj tutaj. Zaraz wrócę. - oznajmił wychodząc z łazienki.
Eren czuł się nieswojo. Zbladł kiedy usłyszał głos swojej siostry.

- Um... - dziewczyną speszyła się kiedy zobaczyła pół nagiego Leviego. - Nie wiesz gdzie jest mój brat? Wszędzie go szukałam, i bardzo się o niego martwię, bo nie wrócił na noc do domu.
Czarnowłosy oparł dłoń o próg drzwi i spojrzał na dziewczynę.
- Twój brat jest tutaj. Został u mnie na noc, niepotrzebnie się martwiłaś. - odparł spokojnie.
- Chciałabym z nim porozmawiać , mógłbyś go zawołać? - zapytała 

- Mikasa? Co ty tutaj robisz? - Eren stanął za czarnowłosym 
Czarnowłosy wbiegła do środka i mocno przytuliła brata. Bardzo się o niego martwiła. Nie wybaczyłaby sobie gdyby coś mu się stało. 
- Martwiłam się o ciebie. - wyszeptała. 
- Nic mu się nie stało jak widzisz. Możesz już iść, Eren. - syknął Levi omijając ich.
- Myślałem, że razem pójdziemy do szkoły... 
- Przecież nie masz nawet książek. Jak sobie to wyobrażałeś? 

To dziwne ale Eren poczuł się bardzo źle po tych słowach. Jeszcze chwilę temu Rivaille był dla niego taki miły, a kiedy tylko przyszła Mikasa stał się taki... zimny.
- Spotkamy się w szkole. - powiedział krótko czarnowłosy obserwując jak chłopak wychodzi z jego domu...

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 9



- Wioskę zaatakowali uzbrojeni żołnierze. Nie mamy pojęcia z jakiego są oddziału.  - mówiła przejętym głosem. 
Rivaille wziął głęboki oddech i zbliżył się do niej. 
- Nie potraficie sobie z nimi poradzić?  - zapytał zirytowany.
Hanji powstrzymała się przed złośliwą odpowiedzią. 
- Jest ich zbyt wielu... w dodatku są bardzo dobrze uzbrojeni. I potrafią... potrafią wykorzystywać smoki do walki przeciwko nam.
Eren spojrzał na nią szybko.  - Co z nimi robią? 
- Latają na nich. To może brzmieć jak absurd... ale to prawda.  No może nie robią tego tak świetnie jak ty ale dają sobie radę. - sarknęła wrednie , spoglądając na bruneta.
Kapral odwrócił się do chłopaka. 
- Ty zostajesz. - powiedział krótko.
- Nie mogę się na to zgodzić. Jestem żołnierzem i moim obowiązkiem jest walczyć. Szczególnie kiedy zostaliśmy zaatakowani. Tak więc... będę walczyć.  - odparł Eren oczekując odpowiedzi Kaprala. 
- Obyś nie żałował tej decyzji. - prychnął, wsiadając na konia.  
- Czego miałbym żałować... - odparł cicho. 
Hanji wskazała palcem na iskrzące się od ognia niebo. Kiedy Eren tylko na nie spojrzał w głowie pojawił się ten obraz. Wtedy gdy nie chciał odejść od swojej martwej matki. A Rivaille krzyczał na niego, aby ją zostawił. Czasami nawet wydawało mu się, że gdyby z nią został to zdołałby ją uratować. Zanieść do szpitala... cokolwiek... 
- Za tym wzgórzem... nasi żołnierze nadal walczą. - wyszeptała smutnie, oglądając leżące w rowach martwe ciała. 
Eren nie chciał tego oglądać. Przymknął mocno oczy. 
- Przygotujcie broń. Nie wydaje mi się, żebyśmy byli tutaj sami. - szepnął Kapral zatrzymując wierzchowca. 
Eren chwycił za broń i szybko zeskoczył na ziemię. Levi miał rację. 
- Jest ich dwudziestu... - wyszeptała Hanji 
- Zaraz wszyscy zginą. - odparł spokojnie podchodząc do nich. 

- Poddajcie się! Nie macie żadnych szans! - krzyknął mężczyzna zaciskając dłonie na broni. 
Kapral w ułamku sekundy zaczepił linę o pień drzewa i odbił się od niego podcinając mu gardło. 
Upadł na kolana przytrzymując dłońmi krwawiącą ranę. Rivaille obserwował jak jego krew wsiąka w  piach. Kiedy jego ciało się rozłoży nie zostanie po nim nic o czym ludzie mogliby wspominać. 
Kilka żołnierzy podbiegło do kaprala zdzierając sobie gardło od krzyku. 
Eren nie mógł już dłużej bezczynnie stać. Trzęsły mu się dłonie, kiedy wbijał w ciało obcego człowieka ostrze miecza. 
- Ale ślicznotka... - cmoknęła Hanji wbijając kobiecie w gardło sztylet. 

- Obiecałem sobie... - wyszeptał do siebie Eren - Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie zabiję człowieka. 
- Już wystarczy Eren! - warknął Kapral odpychając chłopaka od prawie posiekanego ciała. 
Eren spojrzał na niego zdziwiony. Potem spostrzegł walające się obok jego stóp ludzkie narządy. 
- Straciłeś nad sobą kontrolę? - zapytał ze złością  - Nie zabijaj go Hanji. Musimy czegoś się od niego dowiedzieć.  - Kapral podszedł do trzęsącego się ze strachu żołnierza.

- On naprawdę się boi... - szepnął brunet. 
Hanji poklepała go po ramieniu. - Nie chcę wiedzieć co Kapral zamierza z nim zrobić. 

- Nasłali was, żebyście nas zabili? - zapytał jeszcze spokojnym głosem. Jeszcze spokojnym, bo Kapral był jak tykająca bomba. 
Żołnierz z milczeniem wpatrywał się w czarne tęczówki Rivailla. Może ta pustka , którą ujrzał tak go przeraziła. Oglądając jak ginie tak wielu ludzi nie powinniśmy bać się śmierci. 
- Pytam ostatni raz... - zacisnął dłonie na jego szyi.  - Kto was przysłał? 
Chłopak przymknął oczy. Eren spostrzegł, że podobnie się zachowują. 
On również zamyka oczy, kiedy naprawdę się czegoś boi. Nie musi wtedy oglądać tego wszystkiego. 
Kapral wziął głęboki oddech i uderzył go z impetem w twarz. 
Żołnierz zakrztusił się śliną. Za swoje milczenie dostał jeszcze kilka razy w brzuch. 

- Przestań już go katować! - wrzasnął Eren . Nie mógł już dłużej tego oglądać. 
Jak z każdym silnym uderzeniem uchodzi z tego chłopaka życie. 

- Mam go wypuścić? - zapytał , podnosząc nieprzytomnego żołnierza do góry. 
- Nie zaatakował nas jak inni! Za co miałbyś go zabić?! 
Hanji z otwartymi ustami ze zdziwienia oglądała jak Eren podnosi głos na Kaprala. 
Nie mogła uwierzyć własnym oczom i uszom. Nikt nigdy nie odważyłby się na to. 
Rivaille wbił wzrok w ziemię. Jego buty ubrudzone były krwią. 
- Zamknij się. Co to za głupie pytanie. Dlaczego miałbym go zabić? Jeśli ja tego nie zrobie i tak zginie. - odparł obojętnie.
Eren zmarszczył brwi słysząc te słowa. Nigdy nie pomyślałby , że ktoś tak bardzo może nie doceniać ludzkiego życia.
- Wolisz mieć krew niewinnego człowieka na rękach, niż puścić go wolno? - zapytał tracąc nadzieję , że jego słowa w czymkolwiek pomogą.
Kapral zmrużył odrobinę oczy i spojrzał na nieprzytomnego żołnierza. 
- Kiedy nie wiesz kogo zabijasz nawet cie to nie obchodzi. Ale co gdybyś wiedział , że do śmierci twojej matki doprowadził właśnie ten człowiek? Nadal tak dzielnie byś go bronił? - zapytał obserwując jak brunet ze zdziwieniem słucha jego pytania.
- Um... - wyszeptał 
Hanji uśmiechnęła sie i zachichotała. 
- Zawsze wpędzasz ludzi w zakłopotanie... - spojrzała na bruneta.
Wbił wzrok w ziemię. Kapral miał rację. Przynajmniej wtedy tak uważał.
- Dobra koniec tej zabawy. Nie mamy czasu Levi na takie rozmowy. Zrób co musisz i ruszymy dalej. - powiedziała zniecierpliwiona Hanji.
Rivaille prychnął pod nosem i rzucił chłopaka na ziemię. Nie zabił go. 
Eren otworzył usta ze zdziwienia. 
- Ruszamy dalej. Dwa kilometry stąd nasi żołnierze naprawdę mają kłopoty. - zaczęła ale po chwili na jej twarz wpełzł dziwny uśmiech - Będzie bardzo gorąco! - krzyknęła tak głośno , że chyba nawet kapral sie wzdrygnął...

wtorek, 22 lipca 2014

Uwaga!

Witajcie moi drodzy o tak później/ wczesnej porze ^-^ Otóż stworzyłam nowy blog i napisałam już prolog i pierwszy rozdział. To opowiadanie z moją własną fabułą i postaciami mimo to mam nadzieję, że wam się spodoba. Dziwnie się czuję mając ten nowy blog :D okej dobra... zapraszam tam macie tutaj linka :

http://fight-for-this-freedom.blogspot.com/

Rozdział 8

Witam was wszystkich ponownie. Tak się złożyło, że napisałam ten rozdział dosyć szybko. Chciałam wam wszystkim podziękować za odwiedzanie mojego bloga i przede wszystkim za to, że poświęcacie swój czas aby przeczytać to co napisałam. Za komentarze, które przyczyniają się do szybszego dodawanie rozdziałów. Naprawdę wam dziękuje ^-^ zapraszam do czytania.


Chłopak powoli otworzył oczy. Poczuł rozdzierający ból w klatce piersiowej kiedy starał się wziąć głębszy oddech. Otworzył szerzej oczy z przerażenia, kiedy zorientował się, że jego nadgarstki są unieruchomione i nie może wykonać żadnego ruchu. 
- C-co to ma być do cholery! - krzyknął , rozglądając się po pomieszczeniu. 
Dotarło do niego gdzie się znajduje, kiedy zauważył szafkę z porcelaną. Zaczął szarpać się próbując oswobodzić dłonie. 
Jednak jego próby spełzły na niczym. Zacisnął gardło kiedy usłyszał głośne kroki. 
Buty Kaprala zawsze tak hałasowały, ale nigdy nie zwracał na to uwagi. Teraz w przerażeniu starał się jak najszybciej uwolnić. 
- Przestań się szarpać. - wzdrygnął się kiedy do jego uszu dotarł ten przeraźliwie zimny głos.
Pozbawiony jakichkolwiek emocji. 
Szarpnął się jeszcze kilka razy i wtedy poczuł mocne pieczenie. Skóra uwięziona w kajdanach ocierała się o żelazo powodując ból.
- Dlaczego mnie uwięziłeś?! - znów krzyknął 
Kapral podszedł do bruneta i stanął tuż przed nim. Rzucił cień na twarz zdezorientowanego chłopaka.
- Nie zrobiłbym tego, jeśli byś mnie do tego nie zmusił.  - odparł spokojnie. 
Eren zmarszczył brwi odsuwając głowę, kiedy Kapral chciał dotknąć jego twarzy. 
- Nie masz prawa mnie więzić! Niczego złego nie zrobiłem. -  spojrzał na pozbawioną jakiejkolwiek mimiki twarz czarnowłosego. 
Rivaille westchnął głęboko i i podszedł do jednej z szafek. 
- Coraz bardziej zaczynasz działać mi na nerwy. - syknął podchodząc do chłopaka. 
Taśmą zakleił mu usta. Chłopak krzyczał, ale dzięki taśmie brzmiało to jak zwykłe mruczenie. 
- Muszę nauczyć cię dyscypliny. - wyszeptał nachylając się nad uchem chłopaka. 
Z wściekłością spojrzał na rozsuwający się materiał namiotu. Do środka wszedł żołnierz. 
Spojrzał na uwięzionego chłopaka i przełknął ślinę. 
- Czego tutaj chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty? - zapytał 
- Bardzo przepraszam, sir. Miałem tylko przekazać, że wioska leżąca kilka kilometrów od naszej bazy została zaatakowana. 
Rivaille spojrzał na szybko oddychającego bruneta , który nie przestawał krzyczeć. 
- Niech nikt nie waży mi się go uwolnić. Jeśli to zrobi, będzie miał do czynienia ze mną.  
- Tak jest, sir. - odparł żołnierz , wychodząc razem z czarnowłosym. 
Eren zaczął szarpać się jeszcze mocniej kiedy Kapral opuścił namiot. Strużka krwi pociekła po jego dłoniach. 
Ze złością uderzył głową w poduszkę. 
- Nie zamienię się w niego... nie mogę... to zbyt niebezpieczne... - takie myśli krążyły po jego głowie. 

Mikasa szukała swojego brata bardzo długo. Nie przyszło jej do głowy, że Kapral mógłby więzić jej brata. 
- Ale jeśli postaram się choć trochę... może uda mi się zniszczyć te kajdany... - pomyślał Eren przymykając oczy. 
Wpadł w dziwny trans. Stracił poczucie czasu. 
Jego dłonie zaczęły się trząść... kropelka potu spłynęła po jego skroni. Otworzył szybko oczy kiedy usłyszał dziwny dźwięk. 
To kajdany... zaczęły pękać... po niedługim czasie udało mu się oswobodzić dłonie. Spojrzał na bolesne ślady. I to samo zrobił z taśmą na swoich ustach.
Jeszcze nigdy tak szybko nie uciekał. Kiedy poczuł się bezpiecznie oparł dłoń o drzewo i próbował unormować oddech. 
Nadal nie mógł zrozumieć dlaczego Kapral postanowił go więzić. 
Słońce już dawno zaszło i Eren doskonale wiedział, że za niedługo żołnierze będą wracać na odpoczynek. Postanowił poszukać bezpieczniejszego miejsca. 

Kiedy jego stopy przestąpiły próg stołówki na szyję rzuciła mu się Hanji. 
- Gdzie się tak długo podziewałeś? - zapytała piskliwym głosem. 
Mikasa podeszła do swojego brata i w milczeniu wpatrywała się w rany na jego nadgarstkach. 
- Kto ci to zrobił?  
Eren wbił wzrok w podłogę. 
- To nic takiego. Upadłem... to wszystko przez moją nieostrożność. - zaczął szukać wymówki.
Nie mógł powiedzieć, że Kapral więził go i przykuł kajdanami do swojego  łóżka. 
Dobrze wiedział czym skończyło by się zadzieranie z takim człowiekiem. 
Ciężką atmosferę jaka nagle zapanowała postanowił przerwać Jean. 
- Petra przygotowała taką pyszną zupę! - krzyknął nagle.
Przykuł wzrok prawie wszystkich. Prawie bo Mikasa nadal lustrowała brata swoim spojrzeniem.
Chłopak szybko zajął miejsce obok Armina. 
- Um... Eren... wszystko w porządku? - zapytał blondyn widząc milczącego przyjaciela.
- Zamyśliłem się. - odparł spokojnie. - Dziękuje, Petra.  - dziewczyna podała mu talerz gorącej zupy. 
W połowie posiłku Jean poruszył bardzo drażliwy temat. 
- A gdzie jest nasz ukochany Kapral? - zaśmiał się, ale po chwili przestał kiedy spotkał wściekły wzrok Petry. 
Każdy wiedział, że ta dziewczyna jest w nim zakochana. 
Nagle zrobiło się bardzo cicho. Nikt nie chciał podnieść głosu ,kiedy do środka wszedł Rivaille. 
- Przysiądź się do nas Levi! - krzyknęła Hanji 
Kapral wziął głęboki oddech i zignorował wiecznie podekscytowaną dziewczynę. 
Usiadł sam. 
- Co za dziwak... - prychnęła obrażona. 
Eren spojrzał na niego z ukrycia. Obserwował jak Kapral w ciszy spożywa swój posiłek. 
Zamarł kiedy ich spojrzenia się spotkały. Dłonie bruneta zaczęły się pocić, poczuł to dziwne uczucie w żołądku. Dobrze je znał, ono pojawiało się tylko wtedy gdy się bał.

Po godzinie większość żołnierzy zaczęła się rozchodzić. Wymęczeni całym dniem walki wracali do swoich namiotów aby odpocząć i przespać chociaż dwie godziny. 
Eren wracał do swojego namiotu sam. Co chwilę oglądał się za siebie. 
Stanął jak wryty , kiedy znów usłyszał ten głos. 
- Jestem pod wrażeniem twoich  zdolności. - powiedział nagle.
- Moich zdolności? - powtórzył zdziwiony. 
- Chciałem sprawdzić czy naprawdę jesteś wart tego co mówią o tobie inni. Nie myliłem się. 
Eren otworzył usta ze zdziwienia. 
- Zrobiłeś to specjalnie? - zapytał 
- Można powiedzieć, że chciałem przeprowadzić drobny eksperyment. 
- Byłem twoim królikiem doświadczalnym? 
Levi wziął głęboki oddech i z cierpliwością starał się wytłumaczyć chłopakowi, że zrobił to aby przekonać się o jego zdolnościach. 
Jego monolog przerwał krzyk żołnierzy. Po chwili podbiegła do nich Hanji. 

- Co tu się do cholery wyprawia?! - warknął  ze złością
- Jesteśmy w niebezpieczeństwie...  

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 7


Witam was moi kochani... chciałam bardzo was przeprosić za to, że  tak długo nie dodawałam żadnego opowiadania. Niestety nie miałam czasu, ale teraz postaram się wszystko nadrobić i obiecuję, że już nigdy nie zostawię was na tak długi czas  T.T !!


Już sam zapomniał ile razy tracił nadzieję, że coś uda mu się osiągnąć. Jak wiele razy zamykając oczy i leżąc na twardym materacu, w ciemnym i chłodnym pokoju starał się zrozumieć i zaakceptować swój los. 
Teraz jednak było inaczej. Przestał prawie w ogóle odczuwać emocje,które jeszcze kilka lat temu tam często nim targały. 
Teraz był skoncentrowany na tym, żeby jak najszybciej uratować tego bezmyślnego gnojka.
Opróżnił całkowicie powietrze ze swoich płuc, i odrobinę przymrużył oczy. 
I chociaż był tylko człowiekiem,bo wskazywał na to ból dobiegający z nogi, to wiele ludzi bardzo często traktowało go tak jakby posiadał jakieś dziwne paranormalne zdolności.
Ale przecież krwawił - kiedy się zranił. Jest tylko człowiekiem. 
Jego ruchy były bardzo szybkie, każdy z nich wcześniej dokładnie przemyślał. Wiedział, że żołnierze, którzy działają pochopnie i bez przemyślenia swoich decyzji giną bardzo szybko.
Zaczepił liną o udo chłopaka i jednym mocnym ruchem przyciągnął go do siebie. 
Eren otworzył tylko szerzej oczy  kiedy zauważył, że zderzenie z Kapralem będzie nieuniknione. 
Rivaille poczuł bardzo silne uderzenie w klatkę piersiową. 
- Ty... - wyszeptał, biorąc głęboki przepełniony bólem oddech. Chciał ukarać chłopaka za decyzję jaką podjął. Za błędy trzeba płacić. 
Jednak ból jaki poczuł spowodował , że jego ruchy były ograniczone. Eren wstał powoli z ziemi uspokajając swoją siostrę Mikasę.
- Nic mi nie jest... Kapral potrzebuje pomocy. 
Czarnowłosy spojrzał na niego szybko. 
- Sam najlepiej wiem czego mi potrzeba, bezmyślny idioto.  - odparł, próbując wstać. Odepchnął ze złością Hanji, która oferowała pomoc, i w końcu postawił na swoim. 
Pchnął chłopaka łokciem tak mocno, że ten o mały włos znów się nie przewrócił.
- Nie chciałem tego... - wyszeptał smutnie Eren.
- Każdy z nas popełnia błędy. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy do tego prawo. - Mikasa spojrzała na brata zmartwionym wzrokiem.
Eren nie wiedział czy słowa siostry zadziałały tak jak powinny. Może sprawiły, że chłopak poczuł się jeszcze gorzej?  Wiedział na pewno, że musi podziękować Kapralowi za uratowanie życia. 
Jego stopy powędrowały do namiotu w którym spał czarnowłosy. W gardle chłopaka pojawiła się dziwna gula, która blokowała normalne mówienie. Serce również biło w nienormalnym rytmie.
Pokręcił szybko głową, i przetarł zmęczoną twarz. 
- Chyba zaczynam wariować... - wyszeptał. W końcu musnął delikatnie dłonią materiał namiotu. - Weź się w garść... 
Kiedy ponownie chciał to zrobić poczuł na swoim nadgarstku uścisk. Chłopak przełknął ślinę.
- Ja... chciałem przeprosić za to co dzisiaj zrobiłem... nie powinienem narażać pańskiego życia na niebezpieczeństwo. - Rivaille przyglądał mu się uważnie. Doskonale potrafił wyczuć kiedy ktoś kłamie. Lata pracy z kłamcami czegoś go nauczyły. Eren naprawdę szczerze żałował tego co się stało.
- Wejdź. - powiedział, rozsuwając materiał namiotu.
Eren zrobił dwa kroki do przodu. Nie do końca wiedział jak ma się zachować. Kapral był dziwnym człowiekiem. Kogoś takiego jak on mogła wkurzyć nawet źle zapięta koszula. 
- Będziesz tak stał jak słup soli? Zaprosiłem cię do środka.
- Przepraszam... - powiedział szybko, zagłębiając się coraz dalej. Teraz mógł przyjrzeć się idealnie poukładanym książkom i porcelanowym filiżankom ułożonym na szafce. 
Kapral nawet w warunkach polowych pozostawał pedantem.
Badał wzrokiem każdy zakątek namiotu, ocknął dopiero kiedy usłyszał głośne chrząknięcie.
- Mam nadzieję, że już nigdy tak głupio się nie zachowasz. - podszedł powoli do przytakującego chłopaka.   - Tak więc... twierdzisz, że mnie znasz?  - zapytał przybliżając się do niego.
Chłopak instynktownie cofnąłby się, ale  jego plecy spotkały się z dębową szafką.
- Tak... wydaje mi się, że tak... - odparł cicho.
- Masz rację. - powiedział nagle odwracając się szybko. Podszedł do innej szafki i wyciągnął z niej metalową skrzynkę. 
- Kazałeś mojej siostrze mnie okłamać? - jego głos zdawał się łamać.
Czarnowłosy wziął głęboki oddech i spojrzał na zszokowanego chłopaka. 
- Doszliśmy do wniosku, że tak będzie lepiej dla nas wszystkich. 
Przez twoje słabości musieliśmy to zrobić. Zbyt szybko przywiązujesz się do ludzi. To zgubna przypadłość. Ja ci tylko pomogłem... - zaczął wyciągać ze skrzynki srebrne sztućce.
Eren nie dowierzał własnym uszom. 
- Pomogłeś? W taki sposób pomagasz ludziom? To chore. - wyszeptał
Kapral podszedł do chłopaka bardzo szybko i mocno chwycił za szyję.
- Pomagam ludziom, którzy tej pomocy potrzebują. Nie toleruję słabości, więc nie powinieneś mieć do mnie o to żalu.
- Ale ja... ja obwiniałem się twoją śmierć. 
- To było głupotą. - przybliżył się jeszcze bardziej. - Od kiedy na mnie trafiłeś robisz same głupie rzeczy...
Chłopak szybko pokręcił głową.  Jego serce zamarło na kilka sekund. Źrenice rozszerzyły się najmocniej jak mogły. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie się dzieje. Szybko odepchnął od siebie kaprala i wybiegł z namiotu. 
To było jak muśnięcie motyla. Trwający kilka sekund pocałunek. Eren złapał się szybko za usta. 
- Mój pierwszy pocałunek... on... - mruczał pod nosem, przeczesując włosy.
Kilka minut później z zamyśleń wyrwał go głośny krzyk dobiegający zza sąsiedniego namiotu. Od razu rozpoznał do kogo należy. Pobiegł tam szybko, próbując rozpoznać żołnierza nad którym znęcał się Kapral.
- Co miałeś zrobić ty bezmyślny kretynie?!  - jego głos rozniósł się po okolicy
- Ja ... przepraszam! Ostatnio mam kłopoty z pamięcią. - usprawiedliwiał się żołnierz.
Eren otworzył szerzej oczy kiedy zorientował się, że tym żołnierzem jest Armin.
Bez wahania stanął w jego obronie. 
- Niech kapral przestanie się na niego wydzierać.  - powiedział pewnie Eren spoglądając na przerażonego blondyna.
Wzrok czarnowłosego bardzo szybko znalazł się na brunecie. 
- Nie wtrącaj się.  - odparł spokojnie.
- Każdy ma prawo popełniać błędy. Kapral z pewnością w swoim życiu popełnił ich sporo.
Czarnowłosy zacisnął zęby i z impetem uderzył chłopaka w twarz. Eren wylądował metr dalej. Żwir na który upadł zranił mu skórę na łokciach. 
Po sekundzie poczuł mocne uderzenie w brzuch. Ukucnął do leżącego bruneta i złapał go za kołnierz. 
- Twoja postawa i brak szacunku do mnie zaczyna mnie irytować. - syknął, puszczając go. 
Powycierał krew sączącą się ze zdartych kostek i zawołał dwóch żołnierzy stojących niedaleko. 
- Opatrzcie mu to, i zanieście do mojego namiotu... 


czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 7 ( zboczony)

To wcześniejsze opowiadanie, do którego długo nie dodawałam rozdziału. Oto i on. Jest bardzo zboczony więc radzę przygotować chusteczki... w razie krwotoku z nosa oczywiście!  - _ -  zapraszam do czytania ^-^ 


  - To przez ciebie muszę sprzątać tą cholerną salę.  - warknął czarnowłosy, rzucając mopem o  ścianę.
Eren spojrzał na niego kątem oka. 
 - Sam też nie jesteś bez winy.   - odparł cicho chłopak, szorując ostatni kawałek podłogi.  
 Panował tam okropny bałagan. Po treningu jaki urządzili sobie drugoklasiści , nie można było spodziewać się porządku. Od rozpoczęcia sprzątania minęły już dwie godziny.
 - Dokąd idziesz? - zapytał brunet , widząc jak Rivaille opuszcza salę.
- Nie interesuj się.  - syknął wrednie , trzaskając drzwiami. 
Brunet wziął głęboki oddech, i przetarł spocone czoło rękawem.  - Nareszcie .. - mruknął składając mop.
 Wyszedł z pomieszczenia i z kluczem w ręku skierował się do schowka. Wrzucił tam wszystko. Ciemność jaka tam panowała przyprawiła go o gęsią skórkę.
 Zatrzasnął szybko drzwi. 
- Już dwudziesta?! - krzyknął , spoglądając na zegarek. 
- Tyle czasu zmarnowałem przez ciebie.  - czarnowłosy ominął chłopaka i wyszedł z budynku szkoły. 
- Zaczekaj!  - zawołał, od razu za nim biegnąc.  
- Czego ode mnie chcesz?  - zapytał oschle. 
 Eren zaczął układać w głowie odpowiednią odpowiedź. Taką, która w skutkach nie zagrażałaby jego życiu. 
- Chciałem cie przeprosić.  - wyszeptał 
Czarnowłosy spojrzał na niego z irytacją.  - Wiesz gdzie mam twoje przepro.. 
- Nie mógłbyś po prostu ich przyjąć?! - krzyknął  zdenerwowany  - Nie dogadywać mi, nie prowokować.. po prostu je przyjąć. 
Kruk prychnął pod nosem.  - Aż tak bardzo jesteś zazdrosny o tą idiotkę? 
 - Nie nazywaj jej tak!  - brunet zareagował bardzo szybko. 
- Przecież nie jest twoją dziewczyną..  - odparł z litością 
- To nie oznacza, że możesz ją tak nazywać. Nic o niej nie wiesz.. 
Rivaille przewrócił oczami. Sposób w jaki pojmował uczucia bardzo różnił się od tego w jaki sposób podchodził do nich Eren. 
 - Tracisz tylko czas. Ona nie jest tobą zainteresowana.  - powiedział spokojnie Levi 
Eren spojrzał na niego zdziwiony.  
- Dlaczego tak uważasz? 
- Ta dziewczyna.. Petra, to ze mną chciała iść na ten bal.  
Brunet otworzył szerzej oczy. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi.  
- Zgodziłeś się?  - zapytał cicho
- Oszalałeś? Ja nie znoszę takich rzeczy. To tylko strata czasu. 
- Strata czasu.. - powtórzył chłopak spuszczając wzrok na ziemię . 

- Załóż kask.  - rozkazał brunet 
- Ty znowu zapomniałeś wziąć swojego? Wiesz, że to niebezpieczne.  - skarcił go siadając za chłopakiem.
Eren przełknął ślinę, kiedy poczuł na swojej talii jego dłonie. 
 Co ja do cholery wyprawiam. Pomyślał brunet , szybko przekręcając kluczyk. 
Ruszyli bardzo szybko. Eren uwielbiał to uczucie świeżości jakie sprawiał mu zimny wiatr. Wszystko byłoby w porządku, gdyby odrobinę zwolnił.
Rivaille nie zdążył nawet powiedzieć słowa, bo po chwili uderzył ciałem o twardą jezdnię.
- Argh! - krzyknął , podnosząc się na łokciach. 
- Cholera jasna! - Eren szybko podniósł zniszczony skuter
- Chcesz nasz pozabijać , idioto?! - czarnowłosy podszedł do zdezorientowanego chłopaka.
  Nie potrafisz jeździć?! 
- Przepraszam! Ty jesteś ranny! - spojrzał na zakrwawione ramiona Leviego.
Chłopak westchnął głęboko. 
- Nic mi nie jest. - skłamał mimo, że ból bardzo doskwierał. 
Możliwe, że miał zwichnięty nadgarstek, i zdartą skórę. 
- Chyba się zepsuł.. - jęknął zrezygnowany 
Czarnowłosy kopnął w niego kilka razy, i skuter powoli odpalił. 
- Zmywajmy się, póki nikt nie wezwał policji.  

- Spróbuj jeszcze raz się zagapić , to sam zniszczę ten złom. - warknął siadając na drugim siedzeniu. Niepewnie.
Tym razem udało mu się wyjść z tego prawie bez szwanku, ale co jeśli następnym razem szczęście by ich opuściło? Te myśli nie odstępowały go jak krok. 
Raz już stracił kogoś kogo kochał. To pozostało jak blizna na jego psychice. Nie da się jej tak po prostu usunąć, zatuszować, ona po prostu zawsze będzie przypominała o sobie ilekroć przypomni sobie jej twarz.
Eren podjechał pod bramę otaczającą posiadłość , w której mieszkał Levi. Nigdzie nie paliło się światło. Rivaille wcisnął jeden z dwudziestu guzików a latarnie nad nimi rozbłysły jasnym światłem.
- Chcesz dzisiaj u mnie nocować? - zapytał, otwierając bramę.
- A jesteś sam? - zrobił głupkowatą minę, i  kiedy czarnowłosy skinął głową , eren szybko zdjął kask i podszedł do niego.
- Co będziemy robić? 
- Pokażę ci jak mieszkam. - odparł krótko. Po chwili znów poczuł ból rozchodzący się w prawej ręce. 
Już sam widok piętrzącego się przed brunetem ogrodu zapierał mu dech w piersiach. Stanęli przed ogromnymi drzwiami , a kiedy Levi po raz dziesiąty usłyszał dźwięk zaskoczenia wydobywający się z ust chłopaka spojrzał na niego zirytowany.
Gdy tylko otworzył drzwi oczom Erena ukazał się przepiękny widok. Biało - bordowe ściany, na których wisiały drogie, mające ponad sto lat obrazy
- Nie miałem pojęcia, że mieszkasz w takim pięknym domu.. To wygląda jak pałac! -  krzyknął podekscytowany.
Czarnowłosy zdjął kurtkę i powiesił ją na haku tuż przy wejściu. 
- Jesteś głodny? - zapytał , spoglądając na zapatrzonego na wiszące na ścianie obrazy chłopaka. - Idiota. - mruknął do siebie otwierając lodówkę. 
Pierwszy raz od bardzo długiego czasu tak się o kogoś troszczył. Prawie nigdy nie okazywał nikomu takich uczuć. Była tylko jedna osoba , którą chłopak bardzo mocno kochał.
Tą osobą była jego matka. Po jej śmierci Levi zamknął się w sobie. Nigdy nie przypuszczał, że będzie przygotowywał dla niego kolację. 
- Co tak ładnie pachnie? - zapytał nagle, uśmiechając się. Zaciągnął się przyjemnym zapachem.
- To spaghetti. - odparł nakładając na jego talerz sporą porcję. 
Rivaille z zaciekawieniem obserwował jak chłopak spożywa posiłek.
- Ten makaron jest za długi. - wyszeptał wsuwając makaron do ust. 
- Taki ma być. Nigdy wcześniej nie jadłeś czegoś takiego? 
Chłopak pokiwał przecząco głową.  - Moja mama tak nie gotuje. A twoja? 
Po chwili ugryzł się w język. Na szczęście oprócz niezręcznej ciszy, z ust czarnowłosego nie wydobyło się żadne słowo. 
Odłożył talerz do zmywarki i odszedł od stołu, kierując się w stronę schodów.
- Włóż tam swój, jak skończysz. - powiedział  spokojnie.
Brunet wsadził do ust ostatni kawałek i szybko pognał za nim. 
- Jesteś zły? - chłopak wpatrywał się w jego plecy.
Rivaille milczał. Otworzył drzwi do pewnego pokoju i czekał, aż chłopak wejdzie do środka. 
- To twój pokój? Wow.. jest śliczny. 
Czarnowłosy podszedł do łóżka i poprawił leżącą na nim poduszkę. 
- To sypialnia mojej matki. Pokojówki nie mają do niej wstępu. Właściwie od jej śmierci, jesteś drugą osobą oprócz mnie , która tutaj weszła. 
Chłopak otworzył usta ze zdziwienia. Po chwili jednak uśmiechnął się. 
- Twoja mam jest szczęśliwa , widząc jak dbasz o jej pokój. 
Kiedy wyszli , Levi pokazał mu jeszcze kilka pomieszczeń. Nagle brunet zatrzymał się przed drzwiami jednego z pokoi. Od razu przeczuwał, że musi się za nimi kryć coś wyjątkowego. 
- Co tam jest? - zapytał zaciekawiony , naciskając na klamkę. Były zamknięte.
Rivaille zignorował go i pociągnął mocno za nadgarstek. - Nic ważnego, chodź do mojego pokoju. 

Eren spojrzał raz jeszcze na duże, dębowe drzwi i złote zdobienia na nich.
- Twój pokój też jest super. - oznajmił siadając na jego łóżku. 
Rivaille uśmiechnął się delikatnie i zaczął powoli rozpinać guziki swojej koszuli.
- Co robisz? - przełknął ślinę , kiedy chłopak usiadł obok niego na łóżku i zaczął intensywnie się w niego wpatrywać. 
- Nic takiego.. - odparł cicho , przybliżając się coraz bardziej. 
Brunet odsunął się od niego na bezpieczną odległość i postanowił dalej kontynuować rozmowę. 
- Gdzie pracuje twój ojciec?  - jego wzrok przykuła stojąca na komodzie ramka ze zdjęciem.
Wstał i powoli podszedł, aby przyjrzeć się jej dokładniej. 
- To ja z moją matką. Miałem wtedy sześć lat. Dwa lata później umarła. - powiedział stając na jego plecami. 
Eren odwrócił się do niego. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Rivaille nie chciał zaprzepaścić takiej szansy. To oni nawzajem wybrali siebie. Zrobił jeden krok w jego stronę i delikatnie musnął ustami jego wargi. 
Brunet spojrzał prosto w jego czarne jak smoła tęczówki. 
Niech to szlag! Krzyknął w myślach. 
Bez wahania odwzajemnił pocałunek. Ale teraz był on zdecydowanie bardziej namiętny. 
Ślina spływała po kącikach ich ust. Pierwszy raz całowali się w taki sposób. 
Koszulka brunet bardzo szybko znalazła się na podłodze pod ich stopami. Pocałunkami wyznaczali sobie drogę do łóżka.
Nagle jednak Eren zaprzestał. 
- W tym momencie jestem gejem? Przecież tak naprawdę nim nie jestem.. mam zatańczyć z Petrą.. - wyszeptał 
Levi przejechał palcem po jego klatce piersiowej.  I nachylił się do jego ucha. 
- W tym momencie myśl tylko  o mnie.. w tej chwili jestem twój. I liczy się tylko przyjemność. 
- Tylko przyjemność? - powtórzył
Nie zdawał sobie sprawy, że Levi nie jest osobą, która tak otwarcie wyznaje swoje uczucia. 
Ale jeśli teraz odszedłby.. to na pewno nie byłby dobry pomysł.
Czarnowłosy położył się na łóżku,  i wyglądał teraz jak anioł. To sprawi , że będzie go pragnął najbardziej na świecie.
To Levi przejął kontrolę. Wisiał teraz nad brunetem.
Dotknął jego skóry, czując jak każde naczyńko pęka pod jego palcami. Leżał teraz jak szczeniak oczekujący na pieszczoty.
Całowali się zachłannie, szaleńczo zachłannie..Miękkość ust Erena zniewalała Leviego, i sposób w jaki szeptał jego imię.
Ich języki dotykały się wzajemnie, jednak Erenowi nie udało się wygrać z zawziętością czarnowłosego.
- Rivaile.. - wymamrotał , kiedy ten językiem błądził po wnętrzu jego ud.
- Aaach! - krzyknął , czując jak chłopak masuje jego męskość.
Zlizał kropelkę spermy z czubka penisa i ssał go, trącając językiem jądra.
Czuł jak pulsuje w moich ustach, musiał skończyć w odpowiednim momencie.
-Nie.. -wyjęczał kiedy wyjął go z ust.
Położył mu na usta palec, delikatnie nakazując by zachowywał się w miarę cicho.
Rozpiął  rozporek a  spodnie rzucił  w niewiadomym kierunku.
  - Levi  -  wyszeptał zmysłowo oblizując okolice jego  szyi. Znów się całowali, teraz jednak delikatnie.Muskali  swoje usta.. rozchyli jego uda śliniąc dwa palce.
 - Rozluźnij się.. nie będzie bolało.. - nakazał cichutko, ściskając jego pośladki.
Wsadził dwa palce delikatnie poruszając nimi w środku. Napierał nimi drażniąc go.
Jęczał wijąc się na łóżku.
 - Wejdź we mnie w końcu! - warknął chłopak  zaciskając dłonie na jego ramionach

Levi  uśmiechnął się szyderczo napierając erekcją na wejście bruneta W końcu wszedł do samego końca nachylając się nad nim.
...

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 6

Ranek. Różowe niebo rozpłynęło się i teraz ostre promienie słońca otulają całą okolicę. 
Krew spływa po ulicach miasta. Gdzie by nie spojrzeć , dosłownie wszędzie. 
Eren przetarł zmęczone oczy. Spał tylko godzinę. Nawet nie całą, bo przeszkadzały mu w tym  jęki rannych. Te okropne dźwięki dochodziły z każdej strony. Chłopak zatykał uszy, ale one utkwiły w jego głowie. Strasznie się bał. 
Wyszedł szybko z namiotu. Przypomniał sobie, że miał wczoraj spotkać się z Kapralem.
Będzie zły. Pomyślał chłopak , przecierając twarz dłońmi. 
- Co mam mu powiedzieć? - wyszeptał do siebie 
Nagle poczuł mocne klepnięcie w ramię. To był Erwin. Chłopak odetchnął z ulgą. 
- Też nie mogłeś spać..? co za okropne miejsce. - mężczyzna spojrzał na zaspanego Erena. 
Chłopak skinął głową. Znów przetarł oczy ze zdziwienia. Czy to sen? Nie był pewien, czy to aby na pewno rzeczywistość. 
Jednak kiedy usłyszał głos swojej siostry uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Mikasa! - krzyknął podbiegając do niej. Dziewczyna spojrzała na biegnącego w jej stronę brata. Eren od razu mocno ją przytulił, tak mocno, że dziewczyna nie mogła oddychać.
- Też się ciesze, że cie widzę. - szepnęła kiedy w końcu ją puścił
- Martwiłem się.. całe szczęście, że nic ci nie jest. - powiedział brunet ze słyszalną ulgą w głosie. Czuł się pewnie, kiedy jego siostra była blisko. I choć nie łączyły go z nią więzy krwi, to kochał ją nade wszystko. 
- Jesteś naprawdę odważna, żeby pchać się w to gówno. - Erwin podrapał się po karku 
Chłopak poczuł przechodzący po swoim kręgosłupie niemiły dreszcz. Poczuł, coś dziwnego. 
Wiedział, że to nie zwiastuje niczego dobrego. I miał rację, bo po chwili usłyszał za plecami ten głos. 
- Nie stój mi na drodze. - warknął Kapral popychając chłopaka
Mikasa zmarszczyła gniewnie brwi. 
- Nie mogłeś zwyczajnie przejść obok? 
Nie pałała zbyt wielką sympatią do Rivailla. Od początku widziała, że niezbyt dobrym pomysłem jest zadawanie się z takim człowiekiem.
- Nie wtrącaj się. Nie nauczyłaś swojego braciszka prostych zachowań. Obydwoje jesteście siebie warci. - prychnął zimno , odchodząc od nich.
Brunet otworzył usta. Kto mówi tak raniące słowa w taki spokojny sposób? Ktoś pozbawiony uczuć? Emocji? Czegokolwiek.
- Nie masz prawda tak do mnie mówić! - krzyknął chłopak, zerkając na swoją siostrę. 
Stała w ciszy. 
Levi zatrzymał się. Przeszył swoim wzrokiem już wystarczająco przerażonego chłopaka.
Podszedł do niego powoli i spojrzał prosto w oczy Erena. 
- Wydajesz mi rozkazy? - zapytał , chwytając go za kołnierz. 
Mikasa nadal nie zareagowała. Tylko uważnie studiowała jego ruchy. Dopiero Erwin stanął w obronie Erena. 
- Dość już tego. Nie mam zamiaru tolerować terroru w tym korpusie. - blondyn pewnie stanął przed wściekłym Kapralem. 
Skrywał złość pod maską obojętności, ale co jakiś czas wybuchał. Niczym tykająca bomba, której wybuchu boją się wszyscy.
- Myślisz smarkaczu, że możesz tak mnie lekceważyć? - syknął ze złości ściskając dłoń mocniej. Chłopak zaczął powoli tracić oddech. 
Czarnowłosa chwyciła w końcu rękę Kaprala. To był bardzo mocny uścisk. Nie delikatnie zasugerowała mu, że powinien zabrać swoje łapska od jej brata. 
Levi w końcu odpuścił. Brunet upadł na podłogę głęboko łapiąc powietrze do płuc.
Po chwili jednak zakrztusił się dymem. Uwagę wszystkich przyciągnął zbliżający się smok.
Czarnowłosy spojrzał jeszcze raz na chłopaka i podążył w stronę bestii. 
Szedł wprost na nią dzierżąc w dłoniach ostre jak brzytwa miecze. 
Wyglądał jakby mógł pokonać wszystkich. Widząc go Eren czuł się.. żywy.. 
Wstał szybko i podbiegł do niego. Kapral niezbyt cieszył się z jego obecności.
- Po co za mną leziesz? 
- Pomyślałem, że przyda ci się pomoc.. - chłopak miał nikłą nadzieję, że Kapral się zgodzi.
Tak ich dwójka mogłaby pokonać wszystkie przeciwności. Ten widok zadziwił tych, którzy oglądali ich walkę. Eren idealnie synchronizował się z Kapralem. Te zgranie w czasu, niewielu ludzi to potrafi. Po wszystkim Rivaille jak zwykle narzekał na ubrudzony od krwi miecz. 
Nagle jednak stało się coś niespodziewanego. 
Czarnowłosy dotknął swojego uda. Poczuł silne, przenikające kłucie, które zwiększało się z każdym kolejnym krokiem. 
- Cholera.. - syknął z bólu upadając na ziemię. 
- Co się stało? Jesteś ranny? - chłopak zaczął panikować, i zadawał za dużo pytań.
- Przymknij się i pomóż mi wstać. - odparł zirytowany
Kapral wziął głębszy oddech i stanął na własnych nogach. 
- Zraniłeś się?  - zapytał , widząc jak Levi nadal utyka na jedną nogę. 
Czarnowłosy pokiwał przecząco głową. - To tylko stara rana. Czasami mi doskwiera. 
- Ja.. chciałem przeprosić. - wyszeptał pełnym obaw głosem.
Levi zerknął na niego kątem oka.  
- Ludzie zawsze myślą, że jedno słowo może wymazać ich winę. Nie bądź jednym z tych idiotów, którzy tak myślą. - Eren spojrzał na niego z niezrozumieniem. 
Kapral zawsze był dla niego istną zagadką. Nawet jego zachowanie nie było zrozumiałe dla innych ludzi. Dlaczego jest taki zimny? Czy to ze strachu o to, że mógłby zostać zraniony przez drugiego człowieka? Chłopak długo nad tym myślał, że całkowicie odłączył się od rozmowy z Arminem. 
Dlaczego jego nogi stały się takie słabe? Zupełnie jakby ktoś wypchał je watą. 
- Cholera jasna co tak stoicie?! - wrzasnęła Hanji podbiegając do nich.
- Co się stało? - zapytała zaniepokojona Mikasa. Dziewczyna zacisnęła dłonie na jej ramionach.
- Północna część wioski została zaatakowana. Nie udała nam się uratować ani jednego mieszkańca.. oni wszyscy.. zginęli..  - Eren otworzył szerzej oczy, słysząc jej słowa. 
Do dziś pamięta tamtą noc, kiedy stracił matkę. 
- Musimy natychmiast tam iść! - krzyknął brunet
Czarnowłosy wziął głęboki oddech i złapał go za ramię. 
- Aż tak bardzo śpieszy ci się do grobu? - zacisnął dłoń jeszcze bardziej 
- Nie możemy bezczynnie siedzieć, gdy tam ginie tak wiele ludzi! - odparł pewnym głosem 
Eren nie chciał nawet myśleć co tam się wydarzyło. 
- Musimy podzielić się na grupy. Nie bądź lekkomyślny, sam nie dałbyś rady. - Levi puścił ramię chłopaka. Wszyscy zgodzili się na propozycję utworzenia grup.
- Armin, Mikasa i Erwin - będziecie grupą pierwszą. Waszym zadaniem będzie otoczenie wroga i zaprowadzenie go wprost na nas. 
Eren zamrugał kilka razy , z widocznym niezrozumieniem.
- Wprost na nas? Huh?! - zapytał 
Levi zignorował go i kontynuował monolog. 
- Hanji , ja i.. Eren - imię chłopaka dodał po dopiero po chwili - Zajmiemy się likwidacją wroga. Wszystko zrozumieliście? 
Żołnierze skinęli posłusznie głową i ruszyli w stronę pola walki. Zniszczone domy zamieniły się w walające po całej okolicy pozostałości mieszkań.
Pamiątki.. dziecięce zabawki i zdjęcia oprawione w ramki. Malutkie ciała dzieci, i ciało matki przytulającej do piersi dziecięcą zabawkę. Eren powstrzymał krzyk, zatykając usta dłonią.
Ten widok prawie zwalił go z nóg. 
- Rusz się! Nie przyszedłeś tutaj , żeby to oglądać. - warknął , widząc jak chłopak wpatruje się w zrujnowaną okolicę.
Żaden człowiek nie byłby zdolny wyrządzić takich szkód. Znów to w sobie poczuł, tą piętrzącą się  złość. Bardzo trudno było mu się opanować. Kiedy zauważył ogromnego, uśmiechającego się w ten nienormalny sposób tytana od razu ruszył wprost na niego. 
Kapral obserwował jak chłopak przecina skórę na jego karku, i cielsko upada z hukiem na ziemię. 
Mikasa z pomocą Hanji uwięziły dwa z nich. Rivaille zajął się jednym z nich , drugiego zabił Erwin. 
- Eren ! - krzyknął Armin widząc jak brunet upada na ziemię.  Nie zauważył nadlatującego za sobą smoka. 
Powoli podniósł się z ziemi. Kapral bardzo szybko znalazł się obok niego. 
- Jesteś ranny? - zapytał uważnie go obserwując. 
Brunet pokiwał przecząco głową. - Nic mi nie jest.
- Skoncentruj się w końcu. Nie mam zamiaru zbierać cie potem z podłogi.
Zacisnął mocno pięści , starając się nie zwracać uwagi na to co dzieje się w okół niego. 
Zatrzymał się nagle, kiedy do jego uszu dotarł dziecięcy głos. Był piskliwy, i słychać było w nim przerażenie.
- Proszę mi pomóc.. tutaj jestem! - mała dziewczynka wystawiła rączkę i delikatnie pomachała. Eren szybko do niej podbiegł. Ukrywała się w gruzach swojego domu. 
- Gdzie są twoi rodzice? Jesteś sama? - zapytał , pomagając jej wydostać się na zewnątrz.
Dziecko spojrzał na niego swoimi onyksowymi oczkami i naraz zaczęło płakać. 
- Moja mamusia.. i tatuś - dziecko strasznie płakało - Oni nie żyją.. zabił ich duży.. stwór
Chłopak przytulił dziewczynkę. Doskonale wiedział, co musi teraz przeżywać. 
Po chwili usłyszał wściekły krzyk Kaprala. 
- Co ty tam do cholery robisz?! Myślisz, że sam poradzę sobie z hordą tych gnid?! - nie przestawał krzyczeć.
- Już idę! - odparł - Schowaj się tam.. nie wychodź dopóki nie wrócę, dobrze? - wsadził dziewczynkę do kryjówki. 
Dziecko skinęło główką. 

- Znalazłem dziecko. Potrzebuje naszej pomocy. - chłopak spojrzał na miejsce , gdzie ukrył dziewczynkę. 
Kapral zerknął na niego. - Dziecko? To jest tutaj ktoś żywy? 
Eren zacisnął zęby , kiedy usłyszał w jego głosie dozę rozbawienia. 
- Musimy jej pomóc. - dodał szybko
Czarnowłosy całkowicie stracił swoją cierpliwość. Podszedł do chłopaka i znów chwycił go za kołnierz munduru.
- Mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie, rozumiesz? Nie obchodzi mnie jeden bachor, kiedy tutaj ważą się losy całego miasta! - brunet przełknął ślinę. 
- Jak możesz tak mówić.. każde życie jest ważne. I trzeba je za wszelką cenę ochronić. - wyszeptał spuszczając wzrok na ziemię. 
Kapral puścił go z taką siłą, że chłopak wylądował na plecach. 
- Jeśli teraz odpuścisz.. możesz zacząć się pakować. Nie widzę cię w roli żołnierza, tylko opiekunki. - zakpił wskakując na plecy tytana. 
Brunet zacisnął ze złości pięści. Udowodnię mu, że nadaję się na żołnierza. Pomyślał, bez wahania wskakując na grzbiet przelatującego obok nich smoka.
Starał się utrzymać równowagę, szczególnie teraz, kiedy bestia zorientowała się, że ktoś na niej siedzi. 
Smok zaczął się miotać na wszystkie strony, o mały włos Eren nie spadłby z dwudziestu metrów na ziemię. Kapral otworzył szerzej oczy, kiedy spostrzegł na grzebiecie szalejącej bestii bruneta. 
- Co ten idiota tam robi.. - szepnął przerażony - Eren do cholery ! Złaź z niego w tej chwili! 
- Eren zabijesz się jeśli spadniesz! - nie przestawał krzyczeć. 

Chłopak spojrzał w dół. Był bardzo wysoko. Teraz czuł jak szybko bije mu serce. 
- Udowodnię ci, że nadaję się na żołnierza! - krzyknął wyciągając z pochwy miecz. 
Wbił go  prosto w kark skrzydlatego potwora. Nie pomyślał jednak, że martwa bestia będzie spadała jak kamień, wprost na twardą jak beton ziemię. 
Czarnowłosy uchylił usta, oglądając jak chłopak coraz bardziej zbliża się do ziemi. 
- Ten jeden raz.. - wyszeptał wyciągając linę. 



czwartek, 5 czerwca 2014

Natsu x Gray ( Fairy tail)

Przed państwem one shot, z bardzo znanego wszystkim anime Fairy tail. Ktoś dał mi taki pomysł i postanowiłam go wykorzystać. Arigatou za uwagę i zapraszam do lektury + do komentowania ^-^ 




Natsu x Gray ( Fairy tail)

Gray objął w dłoniach swoją twarz. Czuł się pusto, jakby miał się rozpłakać, ale nade wszystko czuł się zmęczony.  Bardzo zmęczony.

Chciał powiedzieć do Natsu, żeby się zamknął , ale zawsze kiedy chciał go uciszyć on zachowywał się jeszcze głośniej .

- „ I nie uwierzysz, na pewno nie NIE UWIERZYSZ jeśli powiem ci, że ona odeszła”  Słowa dziewczyny wciąż  nie wychodziły z jego głowy.

Gray zawsze widywał Lucy kiedy robiła bardzo irytujące rzeczy. Czym sobie na to zasłużył, że musi użerać się z ich dwójką?  Tak właśnie, może zadawać sobie to pytanie dokładnie teraz, kiedy Natsu szturcha go łokciem.

- Gray?! Gray czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Natsu był bardzo blisko czarnowłosego , prawie stykali się nosami. Czarne tęczówki chłopak rozszerzyły się kiedy różowo włosy dmuchnął mu w twarz.

- Um... er....? – Gray poczuł się zakłopotany i odsunął się od niego na bezpieczną odległość.

Różowo włosy westchnął głęboko i stanął obok drzwi. Spojrzał jeszcze na chłopaka, i wyszedł.

Co to miało do cholery być? Jeśli ma mi coś do powiedzenia, niech to zrobi. Gray zadręczał się tym bardzo długo. Przestał kiedy po piętnastu minutach zaczęła boleć go głowa.

Przymknął powieki i pogrążył się we śnie. Chociaż to wcale nie był sen, bo czarnowłosy nigdy do końca nie spał. Nie ufał otoczeniu na tyle, żeby nie przejmować się tym co się w okół niego będzie działo, kiedy on zmruży powieki.

Po godzinie odpoczynku ktoś wszedł do jego pokoju. Zrobił to tak głośno, że Gray zerwał się jak oparzony z łóżka.

- Graaaaay – sama! – krzyknął Natsu podbiegając do chłopaka.

- Przestań się tak wydzierać.. – jęknął zaspany, przecierając powieki.

- Ale przyniosłem ciasto wiem, że to twoje ulubione.

Natsu rozpakował je i podał na małym, porcelanowym talerzyku.
- Smacznego! – krzyknął nagle

Gray opuścił na podłogę łyżeczkę.  – Mówiłem ci , żebyś się nie wydzierał

Wszedł do łazienki i przemył ją pod zimną wodą.  Z sypialni usłyszał głos różowo włosego.

- Umm.. – zaczął Natsu, zastanawiając się czy dobrym pomysłem  jest zapytać o takie rzeczy ten chodzący wulkan złości.

- Jesteś prawiczkiem? – zapytał w końcu, ale to pytanie było tak bezpośrednie i niespodziewane, że czarnowłosy zakrztusił się się biszkoptem.

- Dlaczego tak nagle pytasz  o takie rzeczy? – spojrzał zdziwiony na chłopaka.

Natsu zamyślił się chwilę, i podrapał zakłopotany po karku.

- Wiem, że podobasz się Lucy.. pomyślałem więc..

- Ale z ciebie idiota. – wtrącił się Gray, odkładając talerzyk.

-  Mam prawo tak myśleć! Przecież, też ją lubisz. – odparł szybko chłopak krzyżując ręce na piersiach.

Czarnowłosy przetarł dłońmi twarz, i usiadł skraju łóżka. 

- To, że ją lubię  nie oznacza, że  się z  nią przespałem.

Blondynka od pewnego czasu wykazywała zainteresowanie względem jego osoby. Ale nie była to typowo koleżeńska ciekawość. Ona się w nim podkochiwała.

- W takim razie jesteś dziewicą. – skwitował Natsu, siadając obok niego.
Gray zmarszczył brwi. – Ty także nią jesteś.

Różowo włosy otworzył odrobinę usta  jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili zamknął je. Opuścił głowę na dół tak, że kosmyki jego włosów zasłaniały mu twarz.
 – To nie jest coś, z czego mogę być dumny. – wyszeptał

Gray spojrzał na niego. Po chwili jego dłoń powędrowała na głowę chłopaka.
Dotknął jego czoła, odgarniając niesforne kosmyki. To stało się tak nagle, że Natsu nie miał szans , żeby zareagować.

Zresztą jego ciało samo mu się poddało.

- Co robisz? – zapytał, kiedy czarnowłosy prawie musnął swoimi ustami jego wargi.  Gray nagle otrzeźwiał.

Przebudził się.

Zdał sobie sprawę, z tego co właśnie chciał zrobić. Dlaczego pocałunek go był taki kuszący? Nie powinno tak być.

To jest złe. Pomyślał Gray, bijąc się ze swoimi myślami.

- Idź już. – powiedział cicho czarnowłosy wstając z łóżka.

Odsuwając się od niego na możliwie bezpieczną odległość.

- Mogłeś to zrobić. Nie miałbym ci tego za złe.

- Co ty za głupoty opowiadasz.. – odparł , zaciskając dłonie w kieszeniach.

Zaciskając je bardzo mocno w pięści.

- Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. – oburzył się chłopak, podchodząc do niego.

Gray zrobił kilka kroków do tyłu. A Natsu znów się do niego przybliżył.

- Loke też jest gejem. – powiedział nagle Natsu.

- Co mnie to obchodzi?! Ja nie jestem gejem.. baranie. – warknął próbując obronić się przed oskarżeniami.

Różowłosy zaśmiał się jeszcze głośniej.

- To dobrze, bo ja nim nie jestem.

Gray podniósł kącik ust do góry.

- Dlaczego więc chciałeś, abym cie pocałował? – zapytał dociekliwie.

Natsu uśmiechnął się delikatnie.
 – Pomyślałem, że to mogłoby być całkiem fajne.

Huh? Nigdy nie zrozumiem tego chłopaka. Pomyślał znów Gray.

Wziął głęboki oddech.
 – Myślenie nie jest twoją mocną stroną, Natsu. – odgryzł się 
.
Różowo włosy prychnął pod nosem.
 – Ale z ciebie wredna dziewica!

Gray otworzył szerzej oczy i zatkał dłonią jego usta.  – Nazwij mnie tak jeszcze raz a Erza będzie zbierać cie z tej podłogi.

Chłopak przełknął ślinę.

Ale prawda jest taka, że Gray nie podniósłby na niego ręki. Ta niewinność jaka on niego biła, sprawiała, że każdy bał się nawet na niego nakrzyczeć.

- Natsu .. ach tutaj jesteś. Wszędzie cie szukałam! – krzyknęła zdyszana Erza , wpadając bez pukania do pokoju. – Chcę z tobą porozmawiać.

Pociągnęła chłopaka za nadgarstek i wyprowadziła z jego sypialni.

- Zaczekaj! Właśnie miałem się z nim bić. Ale Gray! Dokończymy to później! – krzyknął

- Idiota. – mruknął do siebie, wchodząc do łazienki.

Odkręcił zimną wodę i przemył swoją twarz. Potrzebował takiego orzeźwienia.Wbił swoje spojrzenie w odbicie lustra.

Kiedy Gray ujrzał Natsu po raz pierwszy miał wrażenie jakby patrzył w lustro. Takie ,które ukazuje światłość tam gdzie w rzeczywistości jest tylko mrok i ciągłe wojny.

Rzecz w tym, że on i Natsu są.. nie ma mowy, nie , no dobra okej. Ten jeden raz jedyny raz .. są dla siebie stworzeni.  Jasne?

Jak przedmiot i jego odbicie w lustrze pozornie identyczni, podczas gdy tak naprawdę są swoim przeciwieństwem.

Ale wzajemnie się uzupełniają, jeden bez drugiego długo by nie wytrzymał.

Krzywdzą się i chronią. I jeśli jednemu coś złego się przydarzy to drugi jest tam, żeby natychmiast udzielić mu pomocy.

Tak więc Gray doskonale o tym wie , ale mimo to stara się to ukryć. Zatuszować.. schować tak, żeby nikt o tym nie wiedział. Tak bardzo boi się przyznać, że jest od chłopaka.. uzależniony.
I ostatnio coraz częściej ma wrażenie, że zaczyna potrzebować swojego narkotyku. Zupełnie jak narkoman. I w żadnym wypadku nie jest to dobre pragnienie.

Stał już nad kranem dobre dziesięć minut. Sięgnął po wiszący na haku ręcznik i otarł nim zmęczoną twarz.  Czarnowłosy wybiegł do okna kiedy usłyszał krzyk Lucy. Zobaczył, że kłóci się z dwójką nieznanych mu  mężczyzn.

Bez wahania wybiegł przed budynek i podszedł do nich.

- Zostawcie ją. – powiedział groźnie czarnowłosy stając przed przerażoną dziewczyną.

Mężczyźni spojrzeli na siebie i po chwili obaj wybuchnęli głośnym śmiechem.

- Taki dzieciak jak ty będzie nam mówił co mamy robić? Lepiej spadaj stąd, póki jeszcze nie mam ochoty do ciebie podejść.  – odparł jeden z nich

- Lucy odejdź. Ja to załatwię. – blondynka skinęła głową i szybko odeszła od nich.

- Hej ślicznotko! Jeszcze z tobą nie skończyliśmy! – krzyknęli

Gray zmrużył niebezpiecznie oczy, i już po chwili jeden z nich poczuł jego pięść na swoim policzku. Dostał tak mocno, że wylądował na ziemi kilka metrów dalej. Drugi zbir zacisnął pięści i rzucił się na chłopaka.
Jednak czarnowłosy był szybszy. I mężczyzna zaraz dołączył do swojego kolegi.

Chłopak prychnął pod nosem widząc jak męczą się aby wstać.

- Nie chcę was tu więcej widzieć. – warknął odchodząc

Lucy stała za rogiem wycierając spływające po jej policzku łzy. Gray podszedł do niej i przytulił.

- Już wszystko w porządku.

- Myślałam , że mnie zabiją. Tak strasznie się bałam. – wyszeptała dziewczyna wtulając się w jego ramiona.
Chłopak po chwili poczuł jak materiał w tamtym miejscu staje się wilgotny.

Nagle jednak stanął przed nimi roześmiany Natsu. Uśmiech zniknął mu z twarzy, kiedy zobaczył  jak Gray przytula się do Lucy. Przynajmniej tak to wyglądało. Zmarszczył brwi i chrząknął głośno.
Czarnowłosy odwrócił się do tyłu  , a kiedy spostrzegł , że Natsu im się przygląda odsunął się od dziewczyny.
- Całkiem ładna z was para. – zakpił chłopak

Nie wiedział dlaczego to go rozzłościło. Czarnowłosy już chciał się odgryźć kiedy głos podniosła dziewczyna.
  – Dlaczego ciągle się kłócicie?

Obydwoje na nią spojrzeli.

-  Wciąż tylko słyszę jak się kłócicie. To zaczyna robić się denerwujące.  – dodała odchodząc od nich.
Nie trzeba było długo czekać, żeby zaczęli zwalać na siebie winę.

- Lucy się na mnie obraziła przez ciebie. – syknął Natsu  , szturchając chłopaka łokciem.

Gray  odepchnął chłopaka jeszcze mocniej.  – To wszystko twoja wina. Zawsze musisz mnie czymś prowokować.

- Jakie śliczne! Wygląda pysznie.. – krzyknął Natsu śliniąc się do wystawy sklepowej.

Gray przewrócił oczami i wszedł do sklepu. Nigdy nie widział, żeby ktoś tak cieszył się na widok kawałka ciasta. 
  – Zachorujesz od tego cukru.
- Mogę przyjść do ciebie?  - zapytał chłopak

Czarnowłosy skinął głową. Jednak w głębi duszy, nie był pewny czy to dobra decyzja.

- Ale masz mięciutkie łóżko! – zapiszczał Natsu , skacząc po materacu.

- Nie zapominaj , że na nim śpie. – skarcił go

Różowowłosy szybko rozpakował swój kawałek ciasta. Zjadł go tak szybko, że Gray nawet nie zdążył zapytać czy potrzebuje talerzyka. Przy okazji cały się ubrudził.

Gray uśmiechnął się do siebie i przejechał palcem po jego ustach. Starł z nich bitą śmietanę. A ubrudzony palec wsadził sobie do ust. Natsu zaśmiał się głupio.

- Mogłeś kupić sobie kawałek, albo powiedzieć mi, żebym cie poczęstował.  – mruknął chłopak

- Zostało jeszcze odrobinę.  – szepnął przybliżając się do chłopaka.

Swoim językiem zlizał bitą śmietanę z jego policzka.. Natsu przełknął ślinę, zatrzymując chłopaka.

Trzymał dłonie na jego klatce piersiowej. Jednak Gray ściągnął z siebie jego drobne dłonie i położył go na łóżku.
- To się robi niepokojące. – oznajmił cicho Natsu , podnosząc się na łokciach. I jego łóżko ,które jeszcze przed chwilą było tak wygodne, teraz stało się bardzo ale to bardzo  trudną przeszkodą.

- Nie ma w tym nic niepokojącego.  Dlaczego się cofasz? Boisz się mnie? – zapytał , widząc jak Natsu próbuje zejść z łóżka.

Chłopak zaprzeczył i położył się nieruchomo. Serce biło mu jak oszalałe. Gray  wziął głęboki oddech i zrobił to samo.

Czuł delikatnie pulsowanie w skroniach. Od razu przymknął powieki, żeby to uczucie się nie pogłębiało. Kiedy to zrobił poczuł  jak ciepłe powietrze gładzi  jego szyję.

Natsu uśmiechnął się delikatnie i przysunął do chłopaka.
Nawzajem wbijali w siebie spojrzenia. Nie przeszkadzała im cisza panująca w pokoju. W końcu Natsu zrobił coś niespodziewanego. Musnął wargi czarnowłosego.

To było zupełnie jak dotyk skrzydeł motyla. Niepowtarzalna  delikatność  po chwili zamieniła się w namiętny pocałunek.
- Oddychaj przez nos, idioto. – powiedział Gray widząc jak Natsu przestaje oddychać, kiedy go pocałował.
Skinął głową i teraz to jego język pierwszy wbił się do jego ust. Taka walka drapieżników.

Gray wsunął swoją dłoń pod bluzę chłopaka, a on wypuścił powietrze ze świstem.

- Nie chcesz? – zapytał spoglądając na jego twarz.

Natsu poczuł się zakłopotany, nie wiedział jak odpowiedzieć aby  go nie urazić.

- Chciałbym... – zaczął – Chciałbym.. zostać jeszcze dziewicą.

Czarnowłosy  po raz pierwszy od długiego czasu roześmiał się głośno. Położył się obok naburmuszonego chłopaka.

- Co cię tak śmieszy? 

- Twoja odpowiedź.. to zabrzmiało bardzo zabawnie. – odparł Gray dotykając twarzy Natsu

- To wcale nie jest śmieszne.  Czułem się zagrożony.  – mruknął wtulając nos w jego obojczyk.

- Zrobimy to kiedy będziesz gotowy, za miesiąc, rok – nieważne. Ale musisz być obok mnie. Tylko tego od ciebie oczekuję, to chyba nic wielkiego.


Różowo włosy pokiwał głową, zamykając zmęczone oczy.
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony