sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 1 Aomine x Kise

 Tak to nowe opowiadanie, nie martwcie się nie opuszczę tamtych, nie zapomniałam o opowiadaniu erenxlevi, nie wiem ile to będzie miało rozdziałów. 


Kiedy spostrzegł swojego przyjaciela całującego się z dziewczyną, coś w nim pękło.
Uświadomił sobie, że nigdy nie będzie mógł wyjawić mu co do niego czuję. 
Przez całe gimnazjum ukrywał swoje uczucia, a ich przyjaźń dalej trwała. 
Osoba, którą kochał miała swoją drugą połówkę. Kise miał Daikiego, i samotność powracającą do niego wieczorami. 
Ona bez pytania obejmowała go swoimi ramionami. 
Przyzwyczaił się do słuchania przeróżnych historii dotyczących dziewczyn niebieskowłosego. 
Kise chciałby mieć go na wyłączność. To  przez niego tak wiele razy budził się w nocy z erekcją, i potem już każdy, choćby najmniejszy dotyk był dla niego drażliwy.
Czy heteroseksualny, nastoletni buntownik, nagle zakocha się w chłopaku i to w dodatku swoim przyjacielu? Niezaprzeczalnie niemożliwe. 
Są w tej samej klasie, ich wspólną pasją jest koszykówka. Różni ich jednak to, że Kise do koszykówki podchodzi poważnie, a Aomine ma wszystko gdzieś. Na treningach pojawia się, kiedy ma na to ochotę. Jest najlepszy, i pewnie myśli, że może już wszystko.
- Kise, spóźnisz się do szkoły! - krzyknęła matka blondyna.
On jak zwykle ma tysiąc spraw do zrobienia. Dlatego tak często się spóźnia.

Zaczyna się nowy rok, a co za tym idzie, dużo nowych przygód.Dostał się do tej samej szkoły w której jest Aomine. Są nawet w tej samej klasie. Chociaż niebieskowłosy jest rok starszy od Kise. Ale przez jego lenistwo, powtarzał rok.
Blondyn wziął głęboki oddech. Początek zawsze jest najtrudniejszy, potem idzie jak z górki. Najpierw trzeba przełamać lody, znaleźć wspólne tematy, zainteresowania.
Kise poznał Aomine w klubie koszykówki, kiedy obydwoje zaczynali. Jednak potem niebieskowłosy zaczął robić się coraz lepszy. A to budziło zazdrość u kolegów w jego drużynie. I Daiki zaczął być postrzegany jako zagrożenie.

- Powodzenia. - powiedziała kobieta, zatrzymując się blisko bramy.
Ryota wyszedł z samochodu a jego oczom ukazała się ogromna liczba stojących na dziedzincu szkoły uczniów. 
Mimo tego, wcale nie było mu trudno odnaleźć przyjaciela. Szczególnie kiedy, obściskiwał się ze swoją nową dziewczyną.
- Siemka, Kise! - uśmiechnął się, podchodząc do niego.

Kise spojrzał najpierw na niego, a potem na jego nową zdobycz. 
- Kise, to jest Rikka. Rikka to jest Kise, mój najlepszy kumpel. 
Dziewczyna uśmiechnęła się do blondyna. Aż dziwne, że nadmiar błyszczyku nie skleił jej tych żabich ust. 
Kise wiedział dlaczego Ao tak się do niej przymila. Rozmiar jej biustu...
- Ao-chan, dużo mi o tobie opowiadał. - powiedziała, przytulając się do jej ramienia. 
"Aoś - chan?" - powtórzył w myślach Kise
- Mi o tobie też. - odparł Kise, uśmiechając się słabo.

Nawet o niej nie wspominał.
Po chwili do grupki dołączył się Kuroko i Kagamine. 
Czerwonowłosy  podniósł kącik ust do góry.
- To co Ao, kolejny rok? - zaśmiał się , ale Ao wcale nie było do śmiechu.
- Idziesz dzisiaj na trening? - zapytał Kise, siadając obok nich na ławce. 
Rikka szybko wtrąciła się do rozmowy.
- Ao-chan obiecał mi, że zabierze mnie do kina. 
Niebiesowłosy podrapał się po karku. 
- Faktycznie... 
Blondyn spuścił swój wzrok na ziemię. 
- Nie ma sprawy. Zapomnij o tym. - uśmiechnął się sztucznie.
Ale Daiki tego nie zauważył. Cycki Rikki zablokowały mu myślenie.

- Coś taki przybity? - zapytał nagle czerwonowłosy, siadając obok Kise.
Blondyn ocknął się szybko. 
- Zamyśliłem się. - wyszeptał.
Daiki spojrzał na niego kątem oka.
- Może poszedłbyś z nami do tego kina? - zapytał,uśmiechając się do niego.
- Nie chcę wam psuć randki. - odparł , na co Aomine  zaśmiał się głośno.
- Nie wygaduj bzdur. Dzisiaj pod kinem, o siedemnastej. 

- Stawiam, że będzie z nią jeszcze tydzień. - powiedział nagle Kagami, uśmiechając się. Kise spojrzał na niego zirytowany. 
- Nie bądź wredny! - warknął Kuroko, szturchając go łokciem.
Blondyn wszedł do swojej nowej klasy. Chociaż one i tak wszystkie wyglądają tak samo. Zajął miejsce za Aomine. Dzięki temu będzie mógł oglądać jego wyrzeźbione plecy, mięśnie ruszające się pod przylegającą do ciała bokserką.
I jego uśmiech, kiedy odwróci się do niego. 
Blondyn zaczął pogrążać się w niebezpiecznych fantazjach.
- Co ze mnie, za idiota. - szepnął, uderzając pięścią o ławkę. Hałas jaki powstał na skutek uderzenia spowodował, że Ao odwrócił się szybko.
- Wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony
- Nic się nie dzieje. - odparł szybko, uśmiechając się sztucznie.
Jak długo można udawać? Oszukiwać samego siebie. To robi się nienormalne.
- Jakbyś chciał o czymś pogadać, to jestem do dyspozycji. - powiedział nagle, znów posyłając mu ten rozbrajający uśmiech.
Od uśmiechu chyba nie dostanie erekcji...
Kise już miał coś powiedzieć, ale do klasy weszła ich nowa nauczycielka. 
Biedna kobieta nie wiedziała na co się pisze, zostając wychowawcą tej klasy.

- Wróciłem! - krzyknął Kise, wchodząc do domu. Ale on jak zwykle stał pusty.
Wszedł do kuchni i zerwał wiszącą na lodówce kartkę.
- Obiad jest w lodówce. - przeczytał cicho.
Położył ją na stół, i odwiesił kurtkę do szafy. Nie był pewny czy pójście z nimi to dobry pomysł. Nagle poczuł to uczucie w żołądku. Doskonale je znał.
- Cholera... - wyszeptał, wtulając twarz w koszulkę przyjaciela.
Robił to tak wiele razy, że zapach jego perfum jest ledwie wyczuwalny.
Kise czuł się pokonany, uzależniony. Coraz bardziej pragnął i coraz bardziej pogłębiał się w tym, w czym nie powinien. 
Sam nie wiedział dlaczego ta czynność stała się jego codzienną rutyną. 
Nie pamięta jak wiele razy przysięgał sobie, że spróbuje to wszystko cofnąć. Ale przecież nie można zamknąć serca dla uczuć, których nie chcesz...
Nieodwzajemniona miłość - prawdopodobnie najgorsze uczucie, jakie istnieje.
To kiedy jesteśmy zakochani w kimś, kto nie jest zakochany w nas i nigdy nie odwzajemni tego uczucia. To uczucie, kiedy zrobiłbyś praktycznie wszystko dla tej osoby.
Gdy jego uśmiech sprawia, że rytm bicia twojego serca przyśpiesza, a nawet zwykły gest jest dla ciebie czymś wyjątkowym.

Zbliżała się godzina spotkania, Kise zjadł obiad i przebrał się. Trener nie będzie zadowolony, że blondyn opuści trening.
- Mam to gdzieś... - wyszeptał do siebie, zamykając drzwi.
Jak zwykle, na miejsce dotarł spóźniony.
Aoimine wziął głęboki oddech i podszedł do blondyna.
- Czy ty kiedykolwiek nauczysz się punktualności? 
- A ty sumienności? - odgryzł się szybko.
Aomine i jego "ukochana" dziewczyna weszli do środka. Kise poszedł jeszcze kupić bilety.
Zagryzł wargę ze złości, kiedy spostrzegł, że znów się całują. 
- Para idiotów... - szepnął, zagryzając wargę mocniej.


Kiedy tylko wyszli z sali, Aomine znów rzucił się na swoją dziewczynę. 
- Jak ci się podobał fim? - zapytał głośno Ao
Kise już chciał odpowiedzieć, że film był bardzo ciekawy, ale to pytanie nie było skierowane do niego, tak więc zamilkł.
- Był nudny! - odparła naburmuszona.
Niebieskowłosy uśmiechnął się delikatnie i wręczył jej pieniądze. 
- Kup sobie jakąś ładną bieliznę... - szepnął wtulając nos w jej bujne blond włosy.
Kise otworzył szerzej oczy.
- Czy oni uprawiają seks? - Ryota myślałby o tym jeszcze długi czas, gdyby nie poczuł na swoim ramieniu jego dłoni.
Odskoczył jak oparzony. Nawet nie spojrzał na zdzwioną minę przyjaciela.
- Coś nie tak? - zapytał
Blondyn przełknął głośno ślinę.
- Pójdziemy się napić? - Ryota szybko zmienił temat.
- Napić? Co masz na myśli? - uśmiechnął się Ao, a blondyn spojrzał na niego morderczym wzrokiem.
Na pewno nie to, o czym ty myślisz. - odparł szybko
Daiki westchnął głęboko.
- No daj się namówić... Kise-chan, Kise-chan, Kise-chan... - potrząsał jego ramieniem 
Po kilku minutach w końcu mu uległ.
- Niech ci będzie. 
Aomine uśmiechnął się. Zaprowadził go do baru. Kise tylko czekał, kiedy barman zapyta się o jego dowód. Tak się jednak nie stało.
- Cholera... - wyszeptał, widząc jak jego przyjaciel niesie dwa duże kufle piwa

piątek, 26 grudnia 2014

Free - odcinek 3

Bardzo trudno utrzymać przyjaźń w dobrym stanie. Trzeba o nią dbać, pielęgnować i starać się aby przetrwała. To nie fair żeby tylko jedna osoba się starała.
Trudno zapomnieć o kimś kogo kochałeś. To tak jakbyś miał zapomnieć jak się oddycha.
Rin szedł powoli w stronę drzwi i wcale nie był zdziwiony widząc przed nimi Harukę. 
- Czego tutaj szukasz? - zapytał zirytowany.
Haruka zmarszczył brwi. 
- Przyszedłem po Makoto. - odparł chłodno.
 Czerwonowłosy prychnął pod nosem. Oparł się o próg drzwi i stanął bliżej niego.
- A ty co. Jesteś jego niańką? - jego głos spoważniał 
- Jestem jego przyjacielem. Nie wtrącaj się. - odparł krótko
Źrenice czarnowłosego powiększyły się kiedy na plecami Rina spostrzegł Makoto.
- Nic ci nie jest? - zapytał , widząc zabandażowaną łydkę.
- To nic takiego, przewróciłem się. - odparł
Skłamał. Przecież nie mógł powiedzieć, że o mały włos nie utonął. 
Rin podniósł kącik ust do góry słysząc kłamstwo Makoto. Wziął głęboki oddech.
- Odprowadzę cię do domu. - oznajmił Haruka 
- Makoto sam zdecyduje. - odpowiedział szybko Rin.
Czarnowłosy zacisnął pięści, a Rin swoje ostre ząbki. Zaraz może rozlać się krew.
- Lepiej będzie, jeśli pójdę. - wyszeptał Makoto wychodząc z domu.
Haruka zdążył jeszcze spojrzeć na czerwonowłosego. Dobrze znał ten wzrok. Miał go zawsze kiedy wygrywał. Teraz też wygrał. 
To bardzo zdenerwowało rekina. Kiedy tylko zamknął drzwi, zrzucił na podłogę talerz. 
- Skąd on wiedział, że Makoto jest tutaj... - szepnął do siebie. 
Po kilku sekundach olśniło go. Wpadł do pokoju swojej młodszej siostry.
Krótko po uruchomieniu komputera, spostrzegł ten film, który wcześniej nagrała.
Rin przetarł twarz dłońmi. 
- Trzydzieści tysięcy wyświetleń w jedną noc? - otworzył delikatnie usta
Kiedy wysunął klawiaturę była na niej przyklejona karteczka. 
"Usunięcie filmu z komputera nie pomoże" 
Zmarszczył gniewnie brwi  i wyrwał wtyczkę z kontaktu. Cały sprzęt wyniósł do piwnicy.

- Wszystko w porządku? - zapytał haru spoglądając na przyjaciela.
Makoto skinął głową. 
- Nic mi nie jest. - uśmiechnął się słabo.
Ta cisza między nimi, tak nie było wcześniej. A jeśli nawet kiedyś się zdarzyła , to nigdy ich nie krępowała jak teraz. 
- To nie wygląda mi na ranę po przewróceniu. - oczy Haruki jeszcze bardziej wpatrywały się w niego. 
Makoto przełknął głośno ślinę. Serce zaczęło bić mu niebezpiecznie szybko. 
- Wylądowałem na żwirze. - wyszeptał 
Czarnowłosy złapał go za rękę. Nie powinna mu drżeć. Przecież to była tylko troska. 
- Rin ci to zrobił? - zapytał poważnym głosem
Makoto zaprzeczył szybko
- Przepraszam, że cię zmartwiłem...powinienem być ostrożniejszy. - Makoto naprawdę chciał to wszystko naprawić.
Haruka przeniósł wzrok na swoje buty. 
- Nie zapytałbym o Rina, gdybym nie widział tego filmu. - kiedy tylko chłopak usłyszał te kilka słów cała jego twarz pokryła się rumieńcem.
- Przepraszam... - wyszeptał zażenowany.
Haruka spojrzał na niego zdziwiony.
- Przestań ciągle przepraszać. Masz prawo robić co chcesz. - odparł spokojnie, przenosząc swój wzrok na twarz przyjaciela.

- Niech to szlag! - krzyknął , zrzucając leżące na półce książki.
- Co ty taki wkurzony? - zapytała siostra ściągając kurtkę.
Czerwonowłosy spojrzał na nia szybko.
- Tylko ciebie tutaj brakowało. - syknął 
Dziewczyna prychnęła pod nosem.
- Jakbyś nie wiedział to też tutaj mieszkam. - odpowiedziała, wchodząc do swojego pokoju.
Po sekundzie Rin usłyszał jej krzyk.
- Oddawaj mój komputer! - wrzasnęła, stając przed nim.
Rin uśmiechnął sie wrednie.
- Nie dostaniesz go przez tydzień.
Dziewczyna zacisnęła pięści.
- Jak powiem rodzicom to szybko mi go oddasz. 
- Założymy sie , ze nie? - jego głos byl poważny

- Gdzie byłeś całą noc?! - krzyknęła matka , kiedy Makoto wszedł do domu 
Chłopak wziął głęboki oddech
- Byłem u kolegi - odparł,ściągając kurtke
Kobieta zmarszczyła brwi 
- Dzwoniłam wczoraj do Haruki. Nie spaleś u niego.
Chłopak zacisnął pięści.
- Haruka nie jest jedyną osobą jaka znam. Skończ z tym wreszcie. 
- Zraniłeś sie? - zapytała widząc bandaż. 
Makoto skinął głową.
- Przewróciłem sie. Nic mi nie jest. - odpowiedział, idąc do swojego pokoju.
- Powinieneś bardziej na siebie uważać... - wyszeptała zmartwiona
Chłopak wszedł do swojego pokoju i usiadł na łóżku. 
- I co ja mam zrobić? - powiedział cicho , przecierając dłońmi twarz.
Nie zachował sie dobrze w stosunku do Rin'a. 
Nawet nie podziękował.
- Ale... On. To był mój pierwszy pocałunek.- Makoto dotknął swoich ust 


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 10 (szkolne przygody)



- Macie się do tego przygotować.Nie ma mowy o porażce. - nauczycielka spojrzała na nich wrednymi ślepiami i wróciła do zapisywania czegoś w swoim notesiku.
- Ale dlaczego akurat z nim? - jęknął Jean spoglądając z pogardą na Leviego.
- Zawsze możesz zrezygnować. - odparł spokojnie czarnowłosy.
Tak bardzo prowokował go tym stoickim spokojem. Kobieta po tych słowach odłożyła pióro i spojrzała na nich poważnie.
- Wy chyba nie do końca mnie zrozumieliście. Nie możecie zrezygnować. Dobre imię szkoły jest teraz w waszych nieodpowiedzialnych rękach.
Rivaille spojrzał na nią jeszcze i raz i wyszedł. Jean podążył za nim.
- Masz ze mną współpracować. - warknął podbiegając do niego.
Czarnowłosy całkowicie go zignorował. 
- Gdzie będziemy to robić? - zapytał, nie myśląc jak głupio to zabrzmiało.
Rivaille spojrzał na niego z litością.
- Używaj poprawnych słów. U mnie jest dużo miejsca, i dom najczęściej jest pusty. - odparł spokojnie, znów drażniąc tym chłopaka.
- Przestaniesz w końcu udawać? - zapytał zniecierpliwiony
- Co masz na myśli? 
Jean westchnął głęboko i poprawił plecak.
- Udajesz takiego spokojnego. To irytujące. - chłopak wyciągnął z kurtki paczkę papierosów. 
Czarnowłosy nie lubił tego zapachu. Gabinet ojca cały już nim przesiąkł. 
- Możesz truć się z dala ode mnie? - zapytał obserwując jak chłopak wkłada papierosa do ust. 
Jean wyjął go i zaśmiał się cicho. 
- Przy tobie nie można nawet zapalić? Co za dziwak z ciebie. - odparł rozbawiony.
Rivaille nie uznał tego za żart i odszedł od Jean'a.
- Ej..! Żartowałem! - krzyknął podbiegając do niego. 
- To kiedy zaczynami robić jakiś projekt? - mruknął 
- Dzisiaj już nie mam ochoty niczego robić. - odpowiedział Levi
- Chyba nawet zacznę cie tolerować. - uśmiechnął się Jean, zapalając papierosa.
Czarnowłosy spojrzał na niego kątem oka. 
- Nie dmuchaj na mnie tym świństwem. - 
Prawie udało mu się wyrwać mu go z ręki, ale Jean był szybszy i zdążył się w porę odsunąć.
- Czy ty w ogóle znasz się na żartach? - jęknął rzucając peta na ziemię.
- Takie żarty nie są zabawne. - odparł 
- Dla ciebie nic nie jest zabawne. I jak ja mam z tobą cokolwiek robić?  - westchnął do siebie. 

Chłopak mieszkał w zwyczajnym japońskim domu. Nie miał rodzeństwa, i pewnie to sprawiło , że był taki jaki był. Życie go nie rozpieszczało i już od dzieciństwa poczuł jak to jest być niechcianym dzieckiem. 
To najgorsze uczucie kiedy matka nie kocha dziecka, które urodziła. To samo, które rosło pod jej sercem przez dziewięć miesięcy. 
Jednak on już się z tym pogodził. Chodził do szkoły, a potem pracował do późna. I tak wyglądała jego codzienność. Każdy ma jakąś. 
Nikomu nie mówił o swoim życiu. To jego prywatna sprawa, a zresztą nie ma nawet o czym mówić. 
W pokoju Jeana stało łóżko, biurko i szafa. Po jaką cholerę mu więcej rzeczy, skoro w domu tylko śpi. 
Rivaille nigdy nie czuł się niekochany przez matkę. Nikt kto nie przeżył czegoś podobnego nie może nawet otwierać ust by wyrazić na ten temat zdanie.
Levi nawet go odprowadził. Co i tak było bardzo dziwne, bo zwykle tego nie robił.

Starał się nie myśleć o Erenie. Ale on jakby na złość nie chciał wyjść mu z głowy.
Kopnął leżącą puszkę kilka metrów dalej i usiadł na ławce niedaleko domu Jean'a.
Jeszcze nie miał ochoty wracać do domu. 
Miałby, gdyby mógł wrócić do kogoś. A nie do pustych, zimnych ścian.
Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał numer Jean'a. Było już po dwudziestej trzeciej, a on siedział gdzieś w środku miasta.Nigdy nie zapuszczał się w te tereny i po prostu się zgubił.
- Halo.. - mruknął zaspany Jean.
- Zgubiłem się. - odparł krótko Levi oglądając się dookoła.

Po chwili usłyszał głośny śmiech  chłopaka z słuchawce telefonu.
- Zgubiłeś się? - powtórzył rozbawiony.
- To nie jest śmieszne, idioto. - warknął 
- Gdzie dokładnie jesteś? - zapytał Jean pozorując poważny głos. 
- Koło baru "lotos" - odparł zniecierpliwiony. -Mógłbyś się pośpieszyć?
- A co będę z tego miał? - Jean próbował rozdrażnić Leviego. Nawet mu się to udało.
- Jeśli nie ruszysz tutaj swojego tyłka, to jutro tego pożałujesz. - syknął rozłączając się.

Jean wziął głęboki oddech i wyszedł z łóżka. A tak dobrze mu się spało. 
Przemył twarz i ubrał się. 
Droga zajęła mu piętnaście minut, to i tak bardzo szybko. 
Rivaille już z daleko go zauważył , ale nie chciało mu się podejść.
- Czułem się jak matka szukająca swojego dziecka. - zakpił
Levi nie zareagował na te słowa. Nie chciał przywoływać wspomnień.

- Naprawdę się zgubiłeś? - zapytał Jean spoglądając na niego.
Chłopak wypuścił z usta powietrze. 
- Nigdy wcześniej tutaj nie byłem. - odparł krótko.
- Ach tak. Przecież osoba z takiej rodziny, nie może zagłębiać się w plebejskie okolice. 
Czarnowłosy spojrzał na niego. 
- Właśnie to zrobiłem. - odpowiedział spokojnie. 
Po tych słowach przez chwilę szli w ciszy. 

Nadal pamiętał tamtą sytuację. Wtedy kiedy przestał nad sobą panować i o mało co nie skatował go.
- Odprowadzę cię. - wyszeptał Jean , idąc obok niego.
- Sam trafię. - odparł chłodno. 
Nawet się z nim nie pożegnał. Jean już przyzwyczaił się do takiego traktowania. 
Gdyby w tamtym momencie wiedział co go czeka, nigdy nie zgodziłby się na jakąkolwiek znajomość z Levim...


Rozdział 9 ( szkolne przygody Rivailla i Erena

Nie uważał, że był dla niego zbyt ostry. Rzadko kiedy żałował tych kilku słów wypowiedzianych w niewłaściwy sposób. 
Chociaż chłopak miał te cholerne łzy w oczach  kiedy wychodził z domu. 
Siostra Erena popsuła plany. A Rivaille chciał spędzić z chłopakiem jeszcze odrobinę czasu.
Czarnowłosy spakował książki i wyszedł do szkoły.
Jeszcze nie dawno z przyjemnością uczył się i zdobywał pozytywne oceny, a teraz myślą i słowami zaklina szkołę. 
- Cholerna buda. - syknął wchodząc do środka. 
Korytarze świeciły pustkami. Pewnie dlatego, że trwa lekcja, ale to nie przeszkadzało mu żeby wejść z hałasem do klasy.
Z brakiem jakiejkolwiek mimiki zignorował nauczyciela i usiadł do ostatniej ławki. 
Siadając zdążył jeszcze spotkać się wzrokiem z brunetem. 
- Nie masz nam nic do powiedzenia? - zapytał nauczyciel podchodząc do ławki czarnowłosego.
Rivaille spojrzał na niego.
- Nie. - odparł krótko z obojętnością wypisaną na twarzy.
- Spóźniłeś się piętnaście minut na zajęcia z matematyki i nie masz nic do powiedzenia? - dodał zdziwiony
- Co takiego miałbym powiedzieć? - odparł zirytowany, czując jak wszyscy spoglądają na niego z niedowierzaniem.
- Rodzice chyba nie wspominali ci o tym, że należy przeprosić za spóźnienie, albo przynajmniej się przywitać. 
- Nie mieli okazji. - zacisnął zęby i otworzył zeszyt
Eren obserwował całe zajście. Był chyba bardziej zestresowany niż Rivaille. 
- Wróćmy do lekcji. - westchnął, podchodząc do tablicy. 
I brunet znów się w niego wpatrywał. Miał nadzieję, że Rivaille nie jest na niego zły. 
Czarnowłosy wyprostował się  i przeczesał dłonią włosy. Ten widok spowodował westchnięcia u dziewcząt siedzących obok niego.
- Rivuś - chan jest taki słodki... - pisnęła blondynka spoglądając na niego. 
Czarnowłosy tylko zerknął na nią a ona od razu poczuła jak szybciej zabiło jej serce. To pewnie przez jego hipnotyzujące spojrzenie. 

Kiedy lekcja dobiegła końca Rivaille nie wiele czekając złapał wychodzącego z sali lekcyjnej Erena. 
- Nawet się nie przywitasz? - zapytał 
Eren uśmiechnął się. 
- Ty chyba też nie lubisz tego robić, co? - odparł 
Czarnowłosy wzruszył ramionami i oparł się plecami o parapet. 
- Co do dzisiejszego ranka, to po prostu o tym zapomnij. - powiedział spokojnie Rivaille spoglądając na zmartwionego bruneta.
- Myślałem, że będziesz się gniewał. - szepnął.
- Zapomnij o tym. - powtórzył
I w tym momencie brunet zrobił taką minę, że Rivaille miał ochotę go pocałować. Nie mógł jednak tego zrobić. Nie na środku korytarza szkolnego. 
- Możemy iść na chwilę do toalety? - zapytał czarnowłosy przełykając ślinę.
- Do toalety? Razem? - zdziwił się 
Czarnowłosy przewrócił oczami i złapał chłopaka za nadgarstek. 
- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytał lekko przestraszony. Rivaille zbliżył się do niego o kilka kroków. Tak, żeby nie naruszać jego intymności.
Od dłuższego czasu to planował.
- Chciałem o czymś porozmawiać. Dlaczego się cofasz? - zapytał, widząc jak brunet zrobił kilka kroków w tył.
- O czymś chcesz rozmawiać? - jego głos drżał.
Czarnowłosy położył plecak obok swoich butów.
- Nie chcę już dłużej udawać. - zaczął, a Eren już wtedy o mało co nie stracił równowagi.
- Co masz na myśli? - sam nie był pewny, czy chce usłyszeć odpowiedź.
- Coś do ciebie poczułem. - odparł krótko, obserwując jak szybko zmienia się mimika chłopaka.
- Co.. takiego? - odparł zszokowany Eren. Nie dowierzał własnym uszom.
- Dlaczego jesteś taki zdziwiony? Uważasz, że nie jestem zdolny do takich uczuć? - zapytał chłodno
- Oczywiście, że tak nie uważam... po prostu jestem zaskoczony... - zaprzeczył szybko.
Po chwili wpatrywania się w swoje buty, i przełykania śliny, odważył się coś powiedzieć.
- Dzwonek. - oznajmił cicho.
Rivaille zacisnął w pięści dłonie, które trzymał w kieszeni. Jeszcze nigdy nie czuł się tak upokorzony.
- Nie powinienem ci tego mówić. - odparł , wychodząc z toalety.
Oczekiwał, że Eren chociaż go wyśmieje. Ale on nic nie zrobił. Stał jak słup soli, nie mówiąc ani słowa. Ale czego on tak naprawdę oczekiwał?
Tego, że brunet rzuci mu się w ramiona? 
- Idiota ze mnie... - warknął uderzając w drzwi pustej klasy.
-  Nie powinienem mu tego mówić. - wyszeptał podążając w stronę wyjścia ze szkoły.

Eren wybiegł z toalety. Jednak po chwili zatrzymał się. Przez okno biernie obserwował jak Rivaille opuszcza budynek szkoły.
- Niech to szlag. 
Myślał o tym. Właściwie przez cały dzień, on nie wychodził mu z głowy. Nie był pewny swoich uczuć. Bał się... 

W nocy Rivaille starał się o tym zapomnieć. Ranek był tym, czego najbardziej nie znosił czarnowłosy. Wtedy wszystko wracało, to wszystko co stało się wczorajszego dnia.
Spakował książki i wyszedł z domu.
Jak zwykle spokój panujący w klasie przerwało jego wejście. 
Eren zerknął na niego, ale tak żeby on o tym nie wiedział. Musiał go zobaczyć, nie można odmawiać sobie powietrza.

Levi tego nie zrobił, najwidoczniej równania chemiczne były dla niego ważniejsze. 
Brunet skrobał coś w zeszycie, ale niczego nie rozumiał. To były dla niego szyfry.
- Za tydzień sprawdzian, radzę się wam przygotować. - nauczycielka usiadła, a dźwięk dzwonka spowodował wybiegnięcie uczniów z klasy.
Eren wychodząc naprawdę przypadkowo dotknął ramienia Leviego. Ale on nie zareagował. Był zimny jak lód

- Dobrze, proszę mnie posłuchać! - krzyknęła nauczycielka, uciszając rozmawiające dziewczyny.
Wzrok uczniów przeniósł się na nią.
- Z okazji tego, że nasza szkoła bierze udział w międzynarodowym konkursie talentów i my mamy, zamiar powtórzyć zeszłoroczny sukces, wybiorę uczniów którzy wezmą w tym udział.
Osoby, które zostaną wybrane, dowiedzą się o tym zaglądając do swoich szkolnych szafek.

Ciszę w klasie i głos kobiety, przerywało irytujące stukanie długopisem o ławkę.
Jean robił to coraz głośniej.
- Nie jesteś sam w tej klasie, idioto. - syknąl czarnowłosy, prowokując tym chłopaka.
- Naprawdę tak bardzo chcesz oberwać? Laleczko. - zakpił 
Wściekła nauczycielka podniosła głos.
- Macie natychmiast przestać! 
Jean prychnął krzyżując ramiona. 
Kobieta uśmiechnęła się złośliwie.
- Zauważyłam, że zachowanie niektórych uczniów w tej klasie jest naganne. Mam nadzieję, że ten konkurs nauczy was obydwu wzajemnego szacunku do siebie.  - powiedziała, spoglądając na Jean'a i Leviego..
- Nie ma mowy! - krzyknął Jean

sobota, 20 grudnia 2014

Free! - odcinek 2


- Powinienem już wracać do domu. Rodzice będą się martwić. - wyszeptał Makoto siedząc na kanapie obok odprężonego Rina.
Czerwonowłosy spojrzał na niego kątem oka.
- Jest już późno. To niebezpieczne wychodzić o tej godzinie. - odparł spokojnie.
Jakby chciał go właśnie tym argumentem zatrzymać.
- Nie chcę się narzucać... - jakoś próbował się wykręcić, ale głupio było powiedzieć mu, że bezpieczniej czułby się na zewnątrz. Tak więc wyszło na to, że będzie u niego nocował.
- Przyniosę pościel. - oznajmił, znikając z zasięgu wzroku chłopaka.
Makoto zmarszczył brwi, kiedy poczuł ból w łydce. Spojrzał na opatrunek, który przeciekał. Krople krwi spływały po skórze wsiąkając w dywan.
Chłopak zaczął panikować, po chwili wrócił Rin trzymając w dłoniach świeżą pościel.
- Będę musiał zmienić ci opatrunek. - powiedział widząc nieudolne próby poradzenia sobie z tym problemem.
Makoto czuł się jak dziecko, które przewróciło się na podwórku. Kiedy matka przykleja plasterek i mówi, że niedługo będzie po wszystkim.
W tamtej chwili to Rin odgrywał rolę matki.
- Dużo tej krwi... - wyszeptał wyrzucając do śmietnika przemoknięty bandaż.
Mako zagryzł wargę, kiedy poczuł mocne pieczenie. Po chwili jego telefon zaczął wibrować.
Spojrzał na ekran na którym tłustym drukiem wyświetlała się "mama"
Rin podniósł brew do góry, kiedy chłopak odłożył telefon na szafkę, nie odbierając go.
- Twoja mama powinna wiedzieć gdzie jesteś. - odrzekł zawiązując bandaż.
- I tak nie ma jej teraz w domu.
- Żeby tylko nie zgłosiła zaginięcia. - zakpił odchodząc od niego.
- Jestem zmęczony, Mógłbym położyć się spać? - zapytał cicho.
Rin spojrzał na niego.
- Pytasz się mnie czy możesz iść spać? - zdziwił się.
Makoto speszył się, odwracając wzrok.
- Nie wiem gdzie mógłbym się położyć. - szepnął
Czerwonowłosy zaśmiał się i poklepał go po ramieniu. Nie było w tym żadnego podtekstu erotycznego.
- Jeszcze za wcześnie na sen. Zresztą mam coś co poprawi ci humor. - odparł, podchodząc do szafki znajdującej się obok kanapy.
- Co to jest? - zapytał, widząc jak Rin siada obok niego z butelką w dłoni.
- To wino. Jestem pewien, że nigdy jeszcze takiego nie piłeś.
Makoto przełknął ślinę, i dokładnie przyglądał się butelce. Wino było tak samo ciemne jak krew płynąca w żyłach.
Przechylił gwint i wziął duży łyk.
Rin oczekiwał, że chłopak wypluje to i nie będzie chciał już tego tknąć. Ale tak się nie stało.
- Smakuje mi. - odparł krótko, podając butelkę Rinowi.
Powinien pomyśleć, że picie nieznanego alkoholu nie jest zbyt dobrym pomysłem. Nie minęło pół godziny, a on ledwo stał na nogach. Rin nie był w takim stanie jak Makoto, ale też miał problem z równowagą.
- T-teraz muszę iść spać. - wymamrotał Makoto.
Rin skinął głową i wstał powoli. Udało im się pokonać schody i weszli do pokoju Rina.
Makoto nie myślał, że Rin położy się obok niego. Wtedy już w ogóle nie myślał.
Bez słowa zgodził się odwzajemnić pocałunek czerwonowłosego.
Ale żaden z nich nie miał zamiaru posunąć się dalej niż to. I tak na samych pocałunkach minęło prawie pół godziny.
Potem zasnęli. Makoto pierwszy.

Poranek nie mógł być przyjemny. Zwłaszcza kiedy budzisz się w obcym łóżku, obok faceta z cholernym pulsującym bólem głowy.
- Co... co do cholery?! - krzyknął zrywając się z łóżka.
Rin otworzył leniwie oczy. Przetarł dłonią twarz i spojrzał na przerażonego chłopaka.
- Mógłbyś nie krzyczeć? - poprosił zirytowany, zakrywając twarz poduszką.
- Jak dużo wczoraj wypiłem? - zapytał
Rin uśmiechnął się pod nosem.I odłożył poduszkę.
- Miałem nadzieję, że twoje pierwsze pytanie dotyczyć będzie łóżka. - zaśmiał się, siadając.
- Zmierzałem do tego... - odparł skrępowany

Czerwonowłosy wstał powoli i podszedł do okna, otwierając je na całą szerokość.
Świeże powietrze rozwiały jego włosy i muskało skórę jego ciała. Nie ma nic przyjemniejszego od takich poranków.
- Nic się nie wydarzyło. No może oprócz pocałunków.
Makoto złapał się szybko za usta.
- P-pocałunków?! - znów krzyknął
- Nie zalicza się do seksu więc wyluzuj. - czerwonowłosy próbował go uspokoić, ale bez skutku.
Przerwało im głośne pukanie do drzwi.
- Zaczekaj tutaj, zaraz wrócę. - powiedział, wychodząc z pokoju.

niedziela, 30 listopada 2014

Sasuke x Naruto ( krótkie, +18, ostre sceny)


Macie na przeprosiny zboczonego, krótkiego one shota XD 
Napisałam go już dawno, kiedy nie działały mi znaki na kompie więc jest jak jest. Nie chce mi się już tego zmieniać, bo w końcu nie jest to aż takie ważne opowiadanie. 
Jak zauważycie trochę udało mi się poprawić, ale za dużo tego jest i palce mnie bolą XD


Naruto spędzał czas siedząc w barze Ramen i zajadając się już trzecia miska tego pysznego dania.
Wszyscy w wiosce podziwiali go za to jak zdołał pokonać rudowłosego. I wszyscy wiedzieli tez jak bardzo kocha to danie, wiec codziennie mógł najeść się  za darmo, do syta.
Konczyl właśnie jeść kiedy poczuł na swoim ramieniu kilka lekkich klepnięć. Obrócił się i zobaczył przed sobą uśmiechniętego Kibe.
Szczerze mówiąc pierwsze o czym pomyślał to był jego przyjaciel Sasuke. Wiedział, że to jednak nie możliwe żeby go tu spotkal. Bo bruneta ścigały wszystkie jednostki w Konoha.
Mimo tego ze dla niego Sasuke był niewinny, bo on jako jedyny wiedział ze chęć zemsty całkowicie go zmieniła. Do nikogo jednak ten argument nie trafiał. Chciał zniszczyć wioskę i zabić Kage, to ze przyczyniła się do tego jakaś jego zemsta nikogo nie obchodziło. 
Był wrogiem Konohy, a wrogów należy zlikwidować. To jednak okazało  się zbyt trudne, nawet dla wyszkolonych shinobi. Nawet nie znaleźli jego kryjówki.
Blondyn westchnąl głęboko. Trwał tak przez chwile, do czasu aż Kiba nie wyrwał go z trwającego kilka minut amoku.
- Czy ty mnie do jasnej cholery słuchasz? - jęknął  naburmusząjac policzki.
Naruto uśmiechnął się. 
- Sorka, zamyśliłem się sie - odparł
Brunet wziął głęboki oddech  i przysunął się do niego bliżej.
- Organizujemy imprezę, chcielibyśmy żebyś  wpadł. No bo wiesz, cały dzień chodzisz przybity, nie spotykasz się już z nami tak często..  - ton jego głosu posmutniał
Naruto wbil spojrzenie w podloge. Wiedzial, ze to wszystko przez Sasuke, ze przez tego drania nie moze normalnie funkcjonowac. Kiedys myslal ze to jedynie troska, teraz zdal sobie sprawe ze kocha tego drania nad zycie.
- To jak - szturchnal go ramieniem - przyjdziesz?
Blondyn usmiechnal sie sztucznie, i pokiwal glowa.
- Jasne!
To co powiedzial Kiba bylo calkowicie prawda. Ciagle tylko sie zamartwial. Nie mial nawet czasu zeby porzadnie sie wyspac przez koszmary ktore snily mu sie co noc..
Obok Kiby pojawila sie Ino, wszyscy wiedzieli ze sa ze soba. Blondynka usciskala go i spojrzala troskliwie na Naruto.
A on tego nie znosil. Nie chcial zeby ktokolwiek sie nad nim uzalal.
- To badz u mnie dzisiaj o 20! - krzyknal oddalajac sie z dziewczyna.
Naruto zadrzal lekko.
Wszyscy w okol niego byli szczesliwi, mieli kogos.
Byli dla kogos calym swiatem, i kochali sie. A on? On nie mial nikogo takiego.
Mogl tylko pamietac twarz Sasuke.
Dzieki wspomnienia dalej zyl.
Wrocil do swojego mieszkania i wzial prysznic. Za godzine mial przyjsc do bruneta, stanal przed szafa zastanawiajac sie co ma na siebie wlozyc.
W koncu zdecydowal sie na ciemno niebieska koszule i jeszcze ciemniejsze jeansy.
Spojrzal na swoja twarz w lustrze.
Teraz wygladal odrobine lepiej, bo spal dluzej niz trzy godziny. Nie mial workow pod oczami, ani sinych ust.
Usmiechnal sie do siebie slabo, i wyszedl z domu kierujac sie od razu do domu przyjaciela.
Byli u niego juz prawie wszyscy znajomi. Jednak nie mial ochoty teraz z nikim rozmawiac, chcial posluchac muzyki i porzadnie sie nachlac.
Czesto to robil, a potem budzil sie z tym okropnym bolem glowy. Mimo to siegnal po kieliszek na stole i wypil go.
Potem drugi i trzeci, nie pamieta ile ich bylo.
Bawil sie swietnie, alkohol wyluzowal go totalnie. Mogl tanczyc i sie odstresowac. Kiba byl szczesliwy widzac takiego blondyna.
Bez zadnych problemow czy zmartwien. To byl dawny Naruto.
Bo pieciu godzinach blondyn ledwie chodzil, ale to nie przeszkodzilo mu zeby samemu wrocic do domu.
Mial lekki problem z orientacja w terenie, bo zamiast do swojego domu, poszedl na odludnione miejsce obok wodospadu.
Widzial jak we mgle, wiec dla wlasnego bezpieczenstwa polozyl sie na trawie.
Byla chlodna wiec to bylo bardzo przyjemne uczucie, bo w tym momenie blondynowi bylo niesamowicie goraco.
Zamknal oczy. Caly czas jednak czul jakby ktos lub cos go obserwowalo.
Po kilku minutach juz byl tego pewien, podniosl sie szybko jednak zaraz stracil rownowage i upadl na podloge. Przed twarza zobaczyl stopy. Ktos nad nim stal.
Podniosl glowe do gory a jego oczom ukazala sie twarz Sasuke.

Cofnal sie odrobine bedac w niesamowitym szoku. Nie wiedzial co ma zrobic, cialo odmowilo mu posluszenstwa, a w dodatku obraz mu sie rozdwajal.
- Sasu.. ke - wybelkotal upadajac z lokci na ziemie.
Widzial jak brunet sie do niego zbliza, a potem poczul ciezar na swoim biodrach.
Serce podeszlo mu do gardla, kiedy spostrzegl jak brunet kieruje ostrze katany w strone jego szyi.
Przycisnal je i zrobil delikatne naciecie. Od razu z ranki wylalo sie kilka brunatnych kropel krwi.
- To.. - zlizal ciecz ze skory blondyna - zebys pamietal.
Naruto lezal w calkowitym szoku, przez to ze tyle wypil nie mogl go nawet odepchnac.

Kiedy poczul jak brunet muska ustami jego wargi, zaczal mocno kopac nogami w ziemie.
Jednak bez wiekszego skutku. Brunetowi najwyrazniej podobalo sie to jak blondyn sie buntuje.
- Przes.. - chcial krzyknac jednak Sasuke szybko zatkal mu usta pocalunkiem.
Mimo tego blondyn szarpal sie i nadal kopal dopoki nie opadl z sil.
A nie minelo wiele czasu aby tak sie stalo. Wtedy brunet mogl zaczac rozpinac swoja koszule.
Nic nie mowil, rozpinal w ciszy. A blondyn wszystkiego sie przygladal, w jego oczach widac bylo jak bardzo sie boi swojej bezbronnosci.
Sasuke wyrzucil swoja koszule za siebie, tak samo zrobil z koszula blondyna.
Napajal sie widokiem jego ciala. Sniadna skora i widocznie wyrzezbione cialo idealnie do siebie pasowaly. Zaczal skladac pocalunki idac od szyi az do samej lini bioder.
Naruto zadrzal kiedy poczul dlonie bruneta na swojej meskosci. Mocno zacisnal powieki, a kiedy je rozluznil uronilo sie kilka lez.
- Stesknilem sie za tym.. - wyszeptal sciagajac swoje i jego spodnie.
A oczy zaswiecily mu sie jeszcze bardziej, kiedy zobaczyl ze blondyn rowniez juz jest twardy.
Bo tak bylo, mimo tego ze Naruto tego nie chcial jego cialo mowilo co innego..
- Pewnych rzeczy nie zdolasz ukryc Naruto. - wyszetpal do jego ucha delikatnie podgryzajac malzowine uszna i lizac ja.
Cialem naruto wstrzasnal niekontrolowany dreszcz. Przeszyl go od stop do glow, kiedy brunet zaczal masowac dlonia jego penisa.
Splunal na dlon i zaczal obciagac mu szybciej sprowadzajac blondyna na skraj.
Pomiedzy przyjemnoscia a szalenstwem.
Potem zsunal z niego zawadzajace bokserki z ciala i polozyl je gdzie obok.
Spojrzal w oczy blondyna, ktore teraz wpatrywaly sie w czarne smoliste spojrzenie.
- Ja.. - zaczal blondyn kladac ramiona na barkach Sasuke - zwariuje bez ciebie - dodal przysuwajac go do siebie i mocno calujac. Tak mocno i namietnie, ze struzki sliny pociekly im obu po brodzie.
Nie czekajac na zaproszenie brunet rozsunal uda blondyna i zaczal obcalowywac ich wnetrze.
Kierujac sie w strone erekcji kochanka.
Polizal trzon penisa jezykiem, slyszac jeki blondyna przestal. Nie chcial tylko jednostronnej przyjemnsci, chcial poczuc go calego, chcial deletkowac sie jego cialem, byc kims wiecej w jego zyciu niz ciaglym wrogiem.
Naslinil palec i wsunal go w wejscie blondyna. Naruto zaksztusil sie slina.
- Delikatniej dupku! - jeknal wbijajac paznokcie w plecy kiedy w niego wszedl.
Zanurzyl sie w ciasnym i wilgotnym miejscu czujac jak blondyn zaciska sie na jego penisie.
Poruszal sie w nim powoli, jednak blondynowi powoli sie to nudzilo wiec cofajac swoje slowa wcieskly warknal.
- Zrób to mocno, chce poczuć jak mnie rżniesz. - wyszeptał zaciskając dłonie na jego ramieniu. 
Robił to czego Naruto pragnął. Poruszał się w nim bardzo szybko, co sprawiało, że blondyn wręcz tracił zmysły. Czuł jak czubek penisa muska jego prostatę. 
Potem nie przestając  się ruszać zrobił mu  na szyi kilka malinek.
Blondyn poczuł ze jeszcze kilka sekund i wybuchnie. Nie mógł wytrzymać tak ogromnej przyjemności za jednym razem.
Wypiął biodra do góry krzycząc jakieś niecenzuralne słowa. Potem poczuł jak coś ciepłego spływa mu po pośladkach. 
Głośny oddech blondyna przerywał trwającą ciszę. Pomimo, że już z niego wyszedł nadal tkwił w ekstazie. Tak bardzo za nim tęsknił...
- Chce odejść razem z tobą, Sasuke. - powiedział  przytulając się do jego ramienia.
Brunet wzdrygnął się.
- To zbyt niebezpieczne dla Ciebie, młotku. - odparł bawiąc się blond kosmykami włosów Naruto.
Wcale tak nie myślał. Całą swoją energię tracił na to, żeby przestać o nim myśleć. Gdziekolwiek nie był. 
- Mam to gdzieś! Nie mogę bez ciebie wytrzymać! - krzyknął
- Jesteś tego pewien? Odejście ze mną,  będzie równoznaczne ze zdradą wioski. - odpowiedział poważnie
-. Jeżeli oni tego nie zaakceptują, nie będzie mnie to obchodzić.
 Dla nich wojna to jedyny sposób na to by zawrzeć rozejm, mam tego dość. 

Free! - odcinek 1

Czujemy to dziwne uczucie w klatce piersiowej. Po lewej stronie.
Bolesne ukłucie, mocniejsze uderzenia - to objawy tego, że się zakochałeś albo masz zawał. Prawdę mówiąc niewiele się różnią od siebie. 
- Haru! Haruka... - zatrzymał się Makoto, szybko łapiąc oddech. 
Niebiesko włosy zerknął na niego kątem oka wychodząc z basenu. Było to jego ulubione miejsce. I gdyby tylko mógł, spędzałby tam każdą wolną chwilę. 
- Po co tutaj przyszedłeś? Myślałem, że jesteś na dodatkowych zajęciach. - powiedział, zarzucając ręcznik na szyję.
Makoto uśmiechnął się. Haruka zawsze taki był. Takie zachowanie wcale nie oznacza, że go nie lubi. On po prostu jest sobą.Nikogo nie udaje. 
- Skończyliśmy wcześniej...więc postanowiłem tutaj przyjść. - odparł idąc na przyjacielem. 
- Popływam jeszcze godzinę. - oznajmił podając ręcznik do rąk Makoto. 
- Pewnie jesteś głodny.. pójdę kupić coś do jedzenia. 
Haruka założył okulary i zatrzymał się nad krawędzią basenu.
- Nie jestem głodny. Zresztą... nie musisz na mnie czekać. Muszę przygotowywać się do zawodów. 
- Mogę ci jakoś pomóc. - zaproponował z radością. 
Haruka zacisnął pięści. 
- Nie potrzebuję pomocy. Sam dam sobie radę. - odrzekł zimno
- Coś się stało? - zapytał zmartwiony Makoto
Haruka ściągnął szybkim ruchem okulary i odwrócił się do niego. 
Przeszył swoimi niebieskimi tęczówkami zdezorientowanego przyjaciela. 
- Myślisz, że sam sobie nie poradzę? 
- Ja wcale tak nie pomyślałem. Po prostu spędzasz tutaj dużo czasu.. i 
- I co? - przerwał mu Haruka.
Makoto zamilkł Może lepiej byłoby w ogóle tutaj nie przychodzić?
- Twoje gadanie nie pozwala mi się skupić. - powiedział delikatnie podniesionym głosem. - Zresztą mógłbyś przestać się obijać i też zacząć trenować. 
- Ale przecież tylko ty startujesz w tych zawodach... - wyszeptał Makoto zaciskając dłonie na wilgotnym ręczniku.
- Nie chcę żeby ktoś mnie spowalniał.
Makoto uśmiechnął się słabo. 
- Masz rację, jestem za wolny..
Haruka wziął głęboki oddech, a na jego twarzy pojawił się grymas zirytowania. 
- I to ci wystarcza? Na prawdę nie potrafię cię zrozumieć. - odparł niebiesko włosy
- Rin jest ode mnie szybszy. - wyszeptał, odkładając ręcznik.
Haru podszedł do niego kilka kroków.
- Dlaczego ciągle się do niego porównujesz?! To bez sensu! - krzyknął zirytowany
Makoto otworzył szerzej oczy słysząc słowa przyjaciela. Zacisnął zęby.
- To jego zawsze traktowałeś jak przyjaciela! Dla niego mógłbyś zrobić wszytko! To jest cholernie bez sensu! 
- Rin nigdy nie zachowywał się tak jak ty... - niebiesko włosy pożałował tych słów bardzo szybko.
Makoto zacisnął powieki tak mocno, że zaczęły go piec i wybiegł z budynku.
Haruka stał nieruchomo, ledwie utrzymując okulary w dłoniach.
- Czy wy właśnie się pokłóciliście? - Nagisa podszedł do milczącego chłopaka.
- Tak. - odparł, wymijając go.

Makoto nie miał pojęcia dokąd ma się udać. Kręcił się więc bez celu już dwie godziny. Zbliżał się wieczór. Temperatura spadła o kilka stopni. Kopnął leżącą na ziemi puszkę.

- Wszystko mi jedno. - wyszeptał do siebie, kierując się w stronę pewnego miejsca. Ukryte za małym lasem, przejście na plażę.
A przed nią, rozciągał się przepiękny widok. Lazurowa tafla wody nawet nie drgnęła. Makoto nie wiele myśląc zdjął ubrania w wszedł do niej. Zanurzał się coraz głębiej w dość zimnej wodzie.
Nabrał do płuc powietrza i zanurzył się pod wodę. 
Pragnął pokonać ten piętrzący się w środku niego lęk. Miał nadzieje, że w taki sposób się go pozbędzie.
Jednak ten żywioł potrafi być bardzo zdradliwy, i chłopak bardzo szybko się o tym przekonał. 

Poczuł tylko delikatne swędzenie, ale dopiero po chwili spostrzegł plamę krwi otaczającą go.

- Argh.. – jęknął dotykając zranionej nogi.

Nie mógł wyjść na ląd.. każdy , nawet najmniejszy ruch powodował u niego ogromny ból.
 Zaczął uderzać dłońmi o taflę wody. Tak jak robią to zazwyczaj osoby tonące. Próbował się czegoś złapać, czyjejś ręki, patyka – czegokolwiek – byle nie powietrza.

- P-pomocy! – krzyknął, połykając kolejną dawkę wody.  – H-haruka!

Po chwili zabrakło mu sił. To uczucie.. doskonale je znał. Pieczenie w płucach, od nadmiaru połkniętej wody. I spadanie na samo dno.

- Huh? – Rin zmarszczył brwi, widząc zanurzającą się w wodzie dłoń.

Zdjął szybko koszulkę i czym prędzej wskoczył do wody.
Makoto wypłynął dość  daleko, ale szybkość czerwonowłosego,  ułatwiła mu całe zadanie.
 Wyniósł nieprzytomnego chłopaka na brzeg.

- Makoto.. – potrząsnął nim

Zero reakcji.
Rin szybko sprawdził jego puls. Na szczęście zdołał go wyczuć. Przystawił dłoń do jego twarzy.  Jego oddech był bardzo słaby, więc czerwonowłosy bez wahania uniósł jego podbródek.
Nabrał powietrza i przytkał swoje usta, do ust Makoto.
- No dalej.. – wyszeptał zmęczony
Chłopak przewrócił się na bok i wypluł zalegającą wodę. Jakież było jego zdziwienie, kiedy ujrzał obok siebie swojego dawnego przyjaciela.
- Rin? Co ty tutaj robisz? – zapytał zamroczony
Czerwonowłosy rozerwał swoją koszulkę i obwiązał ją w okół rany na jego łydce. – Zadzwonię po karetkę.
- Nie! – krzyknął spanikowany .
- W takim razie zabiorę cie do swojego domu. Mieszkam nie daleko. - Rin nie dawał za wygraną
Makoto skinął głową i podparł się o ramie chłopaka.
- Co ci strzeliło do głowy, żeby wypłynąć tak daleko. - Rin spojrzał na wyczerpanego chłopaka.
- To przez Haruke? - dodał szybko , nie czekając na odpowiedź Makoto
- Powinienem był przemyśleć to co chciałem zrobić,  zanim wskoczyłem do wody. To moja wina.. przepraszam , że marnuję twój czas. 
Makoto wbił wzrok w ziemię. Ból nadal doskwierał. 
Czerwonowłosy otworzył lekko usta ze zdziwienia.
- Wcale nie marnujesz mojego czasu. Zresztą .. sam zaproponowałem ci pomoc. 
- Dziękuję , Rin. - Makoto uśmiechnął się słabo 




Chłopak nie odpowiedział. Okazywanie uczuć nie było i nigdy nie będzie jego mocną stroną 
Może i dom Rina nie był zbyt daleko, ale dla wyczerpanego organizmu Makoto to i tak był nie lada wyczyn.
Zostało ledwie kilkanaście metrów, kiedy Makoto poczuł, że nie da rady już iść.
- Przepraszam... - sapnął podtrzymując się ramienia Rina.
Czerwonowłosy spojrzał kątem oka na wykończonego chłopaka.
- Usiądź tu. - powiedział, wyciągając z dna doniczki klucze.
Makoto uśmiechnął się. 
- To trochę nieodpowiedzialne chować tam klucze. - wyszeptał 
Rin spojrzał na niego chłodno, ale dla Makoto ten wyraz twarzy był znajomy. Zdążył się już przyzwyczaić do ciągłych humorków Haruki. 
Kiedy tylko Makoto przestąpił próg domu Rina otworzył usta ze zdziwienia. Czego tam nie było. 
Większość rzeczy pozłacana. Nie mógł się powstrzymać i przejechał palcem po złotej ramie obrazu.
Rin spostrzegł to i na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wyszczerzył te swoje rekinie ząbki. 
- Przyniosę ci suche ciuchy. Usiądź. - powiedział, znikając z zasięgu wzroku chłopaka.
Makoto dotknął stojącej na stole filiżanki. Była taka gładka w dotyku. 
- Porcelana... - wyszeptał , stukając w nią paznokciem. 
Usiadł prosto pesząc się kiedy zauważył Rina. 
- Napij się ciepłej herbaty. Woda była zimna, i możesz się przeziębić. 
Rin usiadł na krześle obok. 
- Mógłbyś zaprowadzić mnie do łazienki? - zapytał nieśmiało Makoto ściskając w dłoni pożyczone ubrania.
Korytarz przez który szli zdawał się nigdy nie kończyć. I Makoto sam nawet nie wiedział, dlaczego  jego oczy tak bardzo uwielbiają wpatrywać się w bladą czerwień na ścianach.
Łazienka była przepiękna, i nim Makoto ubrał się, zdążył przez dziesięć minut studiować jej wygląd. 
Ubrania, które pożyczył mu Rin były bardzo wygodne. Jednak brakowało jednej rzeczy, a mianowicie bielizny... 
- Spodnie są za ciasne? - zapytał zirytowany Rin obserwując jak Makoto wierci się na krześle.
Bardzo uwierał go ten materiał ,w pewne bardzo wrażliwe strefy.
- To przez brak bielizny. - szepnął na jednym wydechu.
Rin znów się uśmiechnął. 
- Myślałem, że nie będziesz chciał nosić mojej bielizny. Ale mogę pożyczyć ci ją jeśli tak bardzo chcesz. - odparł znów wstając.
Makoto poczuł jak na jego policzki wślizguje się niechciany rumieniec, ale nic nie mógł z tym zrobić. 
Założył pożyczone majtki i wrócił do kuchni. Nie zastał tam jednak Rina. Zmarszczył brwi i zawołał go kilkakrotnie. 
Zaczął się martwić. 
- A co jeśli coś mu się stało , i ja będę za to odpowiedzialny, jako jedyny przebywający z nim w domu?  - takie myśli kręciły dziurę w jego głowie.
W końcu go znalazł. Na w pół nagiego. 
Makoto odwrócił się szybko i zacisnął powieki.
- Nie zachowuj się jak dziewczyna. Nigdy nie widziałeś nagiego torsu? 
- Widziałem! - krzyknął szybko - Ja... po prostu... - zająknął się
Rin uśmiechnął się pod nosem, podchodząc bliżej niego.
- Z ciebie też mogę ją zdjąć. - szepnął 
Makoto znalazł się między zimną ścianą a umięśnionym ciałem czerwonowłosego. 
- No to jak Mako. - przybliżył usta do jego szyi - Przecież ci 
pomogłem.Nie należy mi się żadna nagroda? 

Rin wziął głęboki oddech słysząc za sobą zduszony śmiech swojej siostry. Dziewczyna trzymała w jednej dłoni telefon, drugą zasłaniała usta.
- Zgłupiałaś? Oddaj mi go natychmiast. - rozkazał ostro podchodząc do niej. 
Ona jednak zamiast grzecznie posłuchać starszego brata postanowiła przetestować jego cierpliwość.
Makoto stał nieruchomo czując jak spala się ze wstydu.
- Zaczekaj tutaj. Zaraz to załatwię. - powiedział spokojnie.
Przymknął oczy i zaczął iść w stronę śmiejącej się dziewczyny.
- Zapomnij, że kiedykolwiek go miałaś. Zbieraj kasę na nowy. - uśmiechnął się sarkastycznie i podbiegł do niej. 
Zdołał nawet złapać ją za rękaw, ale ona wyrwała się i zamknęła drzwi.
Skończyło się na tym, że Rin walnął w nie głową. 
Makoto zaniepokoił się kiedy usłyszał głośny jęk wydobywający się z ust czerwonowłosego. 
- Powinienem iść.. powinienem był zrobić to wcześniej. - szeptał do siebie.

- Wyglądasz jakbym chciał zabić ci rodzinę. Wyluzuj. Nie będę cię do niczego zmuszać. - powiedział zaklejając ranę plastrem.
- Ja.. ja nie wiedziałem, że jesteś gejem. - odparł cicho zaciskając włożoną w kieszeń dłoń.
- Bo nie jestem. - odparł krótko - Po prostu spodobałeś mi się i tyle. To aż takie dziwne?
- Nie.. oczywiście... - Makoto uśmiechnął się sztucznie. 
- Mógłbyś pomóc mi z tym? Nie lubię mieć krwi na rękach. - rzekł cicho Rin przyciskając chusteczkę do przeciekającego opatrunku.
Makoto musiał się do niego zbliżyć. Po tym co się wydarzyło było to co najmniej krępujące. 
- Auć..! - krzyknął Rin, a Makoto zadrżały dłonie.
- Już kończę...zaraz przestanie boleć. - odparł szybko przemywając ranę.
Rin spojrzał na chłopaka i z powodu bliskiej odległości ich spojrzenia spotkały się. 
Oczy Rina zawsze były takie pewne. Bił od nich blask zwycięstwa.
Makoto odwrotnie. Haruka często powtarzał, że wygląda jakby miał w nich łzy.
- Wiesz...kiedy byłem małym chłopcem i zraniłem się na podwórku, mama dmuchała w ranę zimnym powietrzem. Wtedy przestawało tak piec. - oznajmił obserwując zaskoczenie na twarzy Makoto.
- Ale to było dawno więc.. - przestał mówić, kiedy poczuł chłodne powietrze. To było przyjemne, nie tylko ze względu na to, że ból ustał, chodziło także o to, że coś właśnie stało się większe. 
I wtedy Rin zrozumiał, że to bardzo niebezpieczne dla nich obojga.
Bo skoro posłuchał i spełnij jego prośbę, to dlaczego nie mogliby posunąć się dalej... 

środa, 29 października 2014

Rozdział 11

Ale tylko przez chwilę pozwolił się tak daleko zapędzić. To byłoby nierozsądne, wpychać język do ust swojego przełożonego. 
Otrząsnął się z tego letargu i odszedł od niego szybko. 
- Gdzie się wybierasz? Nie będę szukał cie potem po całej okolicy. - powiedział głośno czarnowłosy po tym jak brunet zrobił kilka nieśmiałych kroków do przodu. 
Stanął w miejscu i zacisnął odrobinę dłonie, które ukrył w kieszeniach. Zrobił to, aby Kapral nie wiedział jak bardzo się zestresował. 
Odwrócił się do niego twarzą i skinął grzecznie głową.
 Nie miał ochoty wdawać się w kłótnie, a już na pewno nie z tak porywczą osobą jaką jest Levi. 
Wrócili do przygasającego ogniska. 
- Mamy za mało drewna. Pójdę poszukać do lasu. - oznajmił czarnowłosy omijając chłopaka.
- Mogę iść z tobą? - zapytał szybko.
Zmarszczył gniewnie brwi, kiedy nie usłyszał odpowiedzi, a zamiast tego niemiłą ciszę.
Zresztą nie powinien być zdziwiony. Nikt nie mógł niczego od niego wymagać.
Usiadł na byle jak rozścielonym kocu i wpatrywał się jak wiatr rozdmuchuje popiół z ogniska. Sam już całkowicie przesiąkł jego zapachem. 
Po parunastu minutach wrócił. Eren odetchnął z ulgą bo przez ten cały czas martwił się o niego. Czy czasami żadne zwierze go nie rozszarpało, albo nie wpadł w jakąś pułapkę zastawioną przez żołnierzy. Tyle czarnych scenariuszy przetoczyło się przez jego wyobraźnię. 
Sam nie wiedział dlaczego. Może powodem był zwykły strach? Strach przed samotnością. 
Nie był do końca pewny czy sobie poradzi, tak wiele razy usłyszał, że jest zbyt empatyczny w stosunku do ludzi.  No ale to w końcu ludzie, tak? A , nie... Wroga masz traktować jak gorszego sobie.
Kiedyś walczyli tylko z tytanami. Nikt nawet nie pomyślał, że kiedyś będą się nawzajem zarzynać. Jak zwierzęta. 
A smoki? Te latające , skrzydlate istoty potrafią nieźle zajść za skórę. W dodatku jeśli ktoś wiąże z nimi przykre wspomnienia.
No, ale na szczęście wrócił. I rzucił pozbierane drewno pod stopy chłopaka. 
- Rozpal ogień. - rozkazał zimno otrzepując ramiona z ziemi i drzazg. Chyba nawet jedna wbiła się w jego palec bo po sekundzie na jego twarzy pojawił się grymas bólu.
Wsadził opuszek palca do ust. Po chwili poczuł metaliczny, nieprzyjemny posmak krwi.
 - Na co czekasz? - zapytał widząc jak Eren przygląda się temu.  
- Ach, tak! - otrzeźwiał  - Przepraszam... już rozpalam, ja się po prostu... jestem zmęczony
- Weź się w garść. Musimy być w ciągłej gotowości. - odparł, siadając naprzeciw niego.
Minęło kilka minut i brunet mógł poczuć przyjemne ciepło bijące z ogniska.
Zapanowała krępująca cisza. Jednak tylko Eren tak to odczuwał. Rivaille nie widział w ciszy niczego złego.
Ona pomagała mu sie skupić , a w ich przypadku koncentracja była bardzo ważna .
Rivaille wbił swoje czarne tęczówki w korony drzew nad swoją głową.
- Rano będzie padać. - powiedział krótko , przymykając je na chwilę. 
- Kapralu... czy mogę cię o coś zapytać? - wyszeptał cicho 
Czarnowłosy zerknął na niego szybko. 
- Zależy o co chcesz spytać. 
- O twoją rodzinę. - odparł niepewnie. 
Rivaille wziął głęboki oddech. Nie przepadał za takimi tematami.
Od zawsze wiedział, że nie można mówić ludziom zbyt wiele. Nie miał pojęcia co skłoniło go do zmiany przyzwyczajenia. 
- Moja matka nie żyje. O ojcu nie mam ochoty rozmawiać. - odparł krótko. 
Eren oczekiwał czegoś innego. Dłuższej odpowiedzi. 
- Prześpię się trzy godziny. Ty stój na warcie. Potem cie zmienię, rozumiesz? - zapytał układając się na kocu. 
Eren skinął głową i dorzucił do ogniska kilka kawałków drewna. Poczuł chłodny wiatr muskający skórę na jego karku. Sam najchętniej poszedłby spać... 

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony