wtorek, 17 lutego 2015

Aomine x Kise rozdział 4



Otworzył powoli oczy, biorąc głęboki oddech. Tak mocny, że aż zabolały go płuca.  Jakby tego było mało, głowa aż pulsowała mu z bólu. Nie powinien był wypijać tego wina. 
Powoli wstał z łóżka, bardzo ospale. Kiedy tylko postawił stopę na podłodze zachwiał się i o mały włos nie przewrócił.

Czuł się bardzo słabo. Jakby jego ciało wypełniło się watą. Aomine jak lew powoli go rozszarpywał.
- Słyszałam, że twoi rodzice wyjeżdżają do twojej ciotki na dwa dni. - powiedziała nagle Rikka, uśmiechając się do siebie.
Ao westchnął głęboko.
- Skąd o tym wiesz? - zapytał zirytowany
Jego dziewczyna wiedziała więcej od niego? Zresztą i tak go to zdenerwowało. Nie planował spędzić tego czasu z nią. 
Ale teraz trudno będzie ją spławić.
- Spędzimy ten czas razem? - dodała przytulając się do ramienia chłopaka.
Niebiesko włosy spojrzał na nią kątem oka. 
- Nie jestem pewien, czy ja nie będę musiał pojechać z nimi. Ciotka jest bardzo bogata.- odparł mają  nadzieję, że choć trochę ją zniechęci.
Ale ona nie zamierzała dać za wygraną. Jeszcze kiedy usłyszała o pieniądzach. 
To wszystko zaczynało go nudzić, irytować. Sprawiała, że coraz bardziej oddalił się od swojego przyjaciela. Co właściwie jest z tym chłopakiem? 
- Co cię rozbawiło? - zapytała rozdrażniona, widząc jak Aomine uśmiecha się delikatnie.
W jego wyobraźni odtworzyła się tamta scena. Ich pocałunku. Do teraz doskonale potrafi odtworzyć mimikę twarzy Kise. Wyglądał jak małe dziecko, które dowiedziało się, że Święty Mikołaj jednak nie istnieje i to rodzice podrzucają prezenty pod  choinkę.
Tak, to w zupełności nim wstrząsnęło.
Od tego czasu nie było tak jak wcześniej. Pojawiły się różne głupie myśli, ale Ao jeszcze potrafił je odgonić. To była  tylko kwestia czasu, żeby stracił tę moc.

Kise zbliżał się do budynku szkoły, i będąc tuż przed drzwiami szkoły zawahał się czy tam wejść. Zdrowy rozsądek jednak go do tego przekonał.
Rozpiął bluzę i wszedł do środka, mając cichą nadzieję, że go tam nie spotka.
Nie mógł uwierzyć, w to co się stało. Jak wszystko tak diametralnie się zmieniło. . Jak w ogóle mógł modlić się, aby nie zobaczyć swojego przyjaciela.
Miłość jednak jest okrutna, i czasem potrafi wszystko zniszczyć, a my nadal tkwimy uwięzieni w tym uczuciu.
Szedł powoli, oglądając się na boki. Odetchnął z ulgą wchodząc do klasy.
I wtedy go zobaczył, i cały ten stoicki spokój poszedł w cholerę.. 
Bał się nawet na niego spojrzeć. Za to Aomine nie spuszczał z niego oczu.
Kise siedział ławkę za nim, kiedyś go to cieszyło, ale teraz... 
- Siemka, Kise. - powiedział Ao , uśmiechając się.
- Cześć. - odparł cicho.
I to jedno słowo z ust Ao od razu go rozbudziło. To coś w jego uśmiechu. 
Niebiesko włosy usiadł na ławce blondyna. Podstawił mu pod nos paczkę krakersów. 
- Nie, dziękuje. - odpowiedział szybko
Aomine wziął głęboki oddech. 
- Co z tobą jest? - zapytał zirytowany
Kise przełknął ślinę, i uśmiechnął się słabo. Już naprawdę nie miał siły.
 - Nic takiego. - odparł ledwie słyszalnie.
Wtedy jego cierpliwość prawie się skończyła. 
- Jesteś moim przyjacielem, nie mam zamiaru patrzeć jak coś cię dręczy. - jego głos był stanowczy.
Blondyn spojrzał na niego. Na jego wyprasowany mundurek, lekko rozczochrane włosy. 
Musiał to zrobić.
- Zakochałem się w tobie. - wyszeptał, ale na tyle głośno ,że Aomine był w stanie to usłyszeć.
Paczka krakersów wypadła mu z dłoni, i wylądowała na podłodze. 
- Co takiego? - powtórzył zszokowany
Kise wiedział, że tak będzie. Nie oczekiwał, że po tym wyznaniu Aomine rzuci mu się w ramiona i odwzajemni jego uczucie...
- Przepraszam, nie powinienem ci tego mówić. 
Czuł, że jeśli nie ucieknie z tamtego miejsca, to się rozpłacze. Jak małe dziecko. 
Wybiegł z sali tak szybko, że niebiesko włosy nawet nie zdążył go zawołać.
- Zakochał się? - szepnął do siebie, nadal przetwarzając w głowie te słowa.



środa, 4 lutego 2015


Witam was kochani, zostałam nominowana Libster Award przez blog stracone-we-snie
Możecie się o mnie czegoś dowiedzieć.


1. Kto jest dla ciebie najważniejszą osobą w życiu?
Moja siostra, bliźniaczka.
2. Kto jest twoim ulubionym autorem/autorką?
Jeśli chodzi o książki to zdecydowanie Stephen King. Lubię horrory.
3. Której pory roku nie lubisz?
Zimy. Brr
4. Twój ulubiony cytat, sentencja?
“Jeśli naprawdę Ci na kimś zależy, pozostawisz mu swobodę działania, choćby to działanie było nie po Twojej myśli. Jeśli naprawdę kogoś kochasz, pozwolisz, by złamał Ci serce.”
5. Jakie jest twoje ulubione miejsce?
Zdecydowanie moje łóżko.
6. Czy jest ktoś kogo chciałabyś przywrócić do życia?
Tak.
7. Co jest dla ciebie najważniejsze w czytanych tekstach.
Opisy emocji.
8. Wierzysz w niebo?
I w piekło.
9. Co cenisz sobie w ludziach?
Szczerość.
10. Spotkało cię kiedyś niewyobrażalne szczęście? Coś czego nie chcesz nigdy zapomnieć?
Było kilka takich sytuacji.
11. Czy starasz się spełniać swoje marzenia? Pielęgnujesz je?
Te mniejsze staram się spełniać, ale te większe to nadal tylko marzenia i wątpię żebym kiedykolwiek je spełniła.











No i druga nominacja tym razem od blogerki story-yuuki a oto pytania
1. Gdybyś mogła przenieść się do świata anime, które byś wybrała? :D
2. Którego paringu szczerze nienawidzisz?
3. Czy oprócz serii anime oglądałaś jakieś anime-movie?
4. Co porabiasz w czasie wolnym?
5. Gdybyś miała szansę stworzyć coś dla świata ( np. wehikuł czasu xd ) to co by to było?
6. Czy masz jakąś rzecz, która zawładnęła Twoim sercem? ( np. książka, film )
7. Jakiej słuchasz muzyki? Polecasz jakieś zespoły/wykonawców?
8. Czy tobie też Liebster Award przypomina Złote Myśli? xD
9. Najzabawniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
10. Co chciałabyś w sobie zmienić?
11. Co w życiu ma dla Ciebie największą wartość? :)

1. Jak kiedyś oglądałam Naruto to marzyłam żeby przenieść się do tego Anime. Ale jeśli naprawdę miałabym taką szansę to wydaje mi się, że wybrałabym Kuroko no Basuke.
2. Nie ma takiego, którego nienawidzę. Każdy ma coś w sobie.
3. Nie pamiętam.
4. Uprawiam sport, piszę.
5. Maszyna, która uleczy z każdej choroby.
6. Oglądałam film "Ptasiek" i on wywarł na mnie ogromne wrażenie. Tyle emocji, uczuć niekoniecznie dobre. Ale to jest po prostu piękne i polecam wszystkim.
7. Słucham tego co wpadnie mi w ucho, ale najczęściej j-rocka.
8. Nie xD
9. Kiedyś jak byłam małą dziewczynką, i chodziłam do przedszkola to zjadłam Pani przedszkolance jej ciasto xD
10. Chciałabym być bardziej zdeterminowana i pewniejsza siebie.
11. Miłość, zaufanie.


A jeśli chodzi o opowiadania to jutro na pewno jakieś się pojawi, tylko nie wiem jeszcze jakie.

sobota, 10 stycznia 2015

Free! - Odcinek 4

Pierwszy pocałunek? Jakie to ma w ogóle znaczenie? Dla Makoto jednak było ważne. Dlatego spoglądanie na czerwonowłosego nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy.
Rin i Haru o mały włos się dzisiaj nie pobili. 
- Nadal cię to boli? - zapytał Haruka, widząc jak Makoto złapał się za łydkę.
- To tylko mały skurcz... - odparł spokojnie
Od kilku minut czuł na sobie wzrok Rina. 
- Rin-chan! - krzyknęła jedna z uczennic podbiegając do niego. Chłopak niechętnie spojrzał na nią.
- Czego chcesz? - zapytał oschle, lustrując ją od stóp do głów.
Brunetka zagryzła wargę i spojrzała na niego zalotnie.
- Um...mam dzisiaj wolny dom. Nie chciałbyś przyjść? 
Rin podniósł kącik ust do góry. Nachylił się do niej i wyszeptał.
- Dzisiaj po szkole. 

Nie zorientował się, że Makoto mu się przyglądał. Sam nie wiedział dlaczego ten widok, odrobinę go zmartwił.
Haruka szturchnął przyjaciela łokciem. Był zazdrosny, i nie trzeba było być Sherlockiem aby to zauważyć. Rin zamienił się w zagrożenie. 
- Pójdziesz ze mną na trening? - zapytał Haru
Makoto spojrzał na niego zdziwiony.
- Myślałem, że nie chcesz żebym tam przychodził. 
Czarnowłosy zmarszczył brwi.
- Jesteś moim przyjacielem, jak mógłbyś mi przeszkadzać? - odparł zirytowany
Makoto był nieśmiały. Dla niego to była wada, której pragnął się wyzbyć. Dla kobiety to może być zaletą...

To sprawia, że trzęsą nam się dłonie, lub zaczynami się jąkać. Albo w najgorszym wypadku nie mówimy nic.

Czerwonowłosy oparł się plecami o parapet, przeglądając na telefonie jakieś pierdoły.
Sam siebie oszukiwał. To był tylko pretekst, żeby co chwilę na niego spoglądać.
- Czy ten pieprzony  Haruka musi chodzić z nim nawet do toalety? - prychnął, powstrzymując się przed rzuceniem telefonem o podłogę.
Ale dzisiaj pokaże mu gdzie jest jego miejsce. 
Makoto wiele razy zastanawiał się jak można tak szybko się znienawidzić.
Z  przyjaźni tak szybko przejść do nienawiści. 
Porzucić tak bliskie uczucie. Czy można tak po prostu się go pozbyć? 
To stało się tak nagle. Żaden z  nich się tego nie spodziewał. 

Treningi są dwie godziny po lekcjach. Tak więc Rin zdąży zrobić to co sobie wcześniej zaplanował. Ostatnio seks stał się jego codzienną rutyną. 
Przed treningiem, po szkole, przed szkołą a nawet w szkole.
Dziewczyny same się do niego pchają, nie ma mowy o jakimkolwiek zmuszaniu.
Zapach kobiecego ciała, damskie feromony, które kiedyś doprowadzały go do orgazmu, teraz są prawie nie wyczuwalne. 
Nie ma zabawy w odkrywaniu ich ciała, jeżeli wszystkie są takie łatwe.
To nie wróżyło niczego dobrego.

- Nie wziąłem swojego stroju. - wyszeptał Makoto, wchodząc do szatni.
Nagle usłyszał za sobą znajomy głos. Po jego plecach przeszły dreszcze.
- Mogę ci pożyczyć, mam zapasowy. - uśmiechnął się, ignorując wściekłe spojrzenie Haruki.
- Na prawdę? Dziękuje. - odparł , sięgając po kąpielówki.
Rin nie przypadkowo musnął dłonią jego nadgarstek.
Chłopak speszył się i szybko zabrał rękę.

Haruka miał dość oglądania tych scen. Bez słowa wyszedł z szatni, zakładając na czoło okulary.
Makoto nie czuł się bezpiecznie zostając z nim sam na sam.
- Dawno mnie tutaj nie było. - powiedział nagle, podchodząc kilka kroków do odwróconego plecami chłopaka.
Otworzył szerzej oczy, czując zimne dłonie na swoim brzuchu.
- Nie jestem gejem... - wyszeptał Rin , muskając ustami jego szyję. 
- To twoja wina...Nie powinieneś tak na mnie działać. Jestem mężczyzną. - dodał , przyszpilając go do ściany. 
Makoto poczuł kolano Rina pomiędzy udami. Wiedział, że powinien odepchnąć go, ale nie zrobił tego.
Może to przez przyjemność spowodowaną dotykiem w tamtych miejscach. 
- A-ach... weź tą rękę... - wyszeptał słabo Makoto, zagryzając wargę do krwi.
Rin wziął głęboki oddech wypuszczając je blisko ucha chłopaka. Tym gestem doprowadził go do jęku. 
- Ale przecież sprawiam ci przyjemność... - odparł poruszając nią  szybciej. 

Kilka głębszych ruchów, i Rin poczuł jak coś ciepłego spływa po jego ręce. 
Uśmiechnął się seksownie. 
- Aż tak na ciebie działam? - szepnął, odwracając go twarzą do siebie.
Jeszcze nigdy nie widział czegoś tak pięknego. Na jego twarzy pojawił się rumieniec, i oczy prawie mokre od łez. Nie mógł go nie pocałować.
Makoto odwzajemnił pocałunek. Nie mógł zapanować nad swoim ciałem.
Poddał się.

- Makoto...? - usłyszał głos swojego przyjaciela.
Rin odsunął się od niego szybko.

środa, 7 stycznia 2015

Rodział 3 Kise x Aomine

Miłej lektury ^-^


- Cholerny plecak! - krzyknął Ao , siłując się z zaciętym zamkiem. Rikka spojrzała na niego zirytowana. 
- Co ty wyprawiasz? - zapytała 
Niebiesko włosy wziął głęboki oddech i rzucił przedmiotem o ziemię. Książki i reszta rzeczy znajdujących się tam, opuściła wnętrze plecaka. Jeden z zeszytów uderzył przechodzącą obok nauczycielkę. 
Kobieta złapała się za głowę i z morderczym wzrokiem odeszła.
Blondyn cofnął się kilka kroków, kiedy z daleko dostrzegł wściekłego przyjaciela.
Przełknął ślinę, i poczuł jak jego nogi robią się miękkie. 
Krzyknął, kiedy Kagamine poklepał go po ramieniu. To było zbyt niespodziewane.
- Komu się tak przyglądasz? - zapytał, uśmiechając się do chłopaka.
Kise odwrócił się do niego twarzą. 
- Zapatrzyłem się na drzewa. - odparł szybko. 
Nie chciał, żeby ktokolwiek zaczął coś podejrzewać.W tej szkole byłby skończony. W klubie zresztą też, a przecież zaczyna się nowy sezon.
- Dzisiaj masz być na treningu. - powiedział nagle czerwonowłosy poważnym tonem głosu.
Blondyn skinął głową. 
- Trener był zły, że nie przyszedłem? - czerwonowłosy słysząc to zaśmiał się głośno.
- Zły? On był wściekły. Rozpoczął się nowy sezon, będzie dużo treningów, a ty nie przychodzisz. 
Kise wszedł niepewnie do szatni. Pierwszą lekcją miało być wychowanie fizyczne. On szybko zajął miejsce pod oknem, potem zaczyna zbierać się dużo chłopaków i z reguły miejsca są zajęte.

Już po chwili wszedł do niej Ao. Kise poczuł jego wzrok na sobie, ale sam nie odważył się na niego spojrzeć.Chciał spojrzeć w jego oczy i powiedzieć jak bardzo go kocha. Ale problem w tym, że Ao ma już osobę którą kochał. Blondyn miał nadzieję, że to uczucie jest przejściowe.
Kise spojrzał na niego, kiedy się przebierał. Idealnie umięśnione ciało, niczym grecki bóg.
Potem ich spojrzenia się spotkały, niebiesko włosy zmarszczył brwi.
Jak szybko się pojawił tak zniknął. Blondyn znów poczuł tą pustkę, kiedy stracił go z zasięgu wzroku.
Kise wszedł do sali. Jego krok był niepewny, jakby chciał stamtąd jak najszybciej uciec.
Zirytowany trener pociągnął go w stronę boiska i ustawił w rzędzie chłopaków.
Przeszedł go dreszcz kiedy przypadkowo dotknął jego ramienia.
Teraz wszyscy byli idealnie skupieni. Kise również przeniósł swój wzrok na trenera.
- Dzielimy się na drużyny, tak jak zawsze. - krzyknął, klaskając w dłonie.
Wszyscy stali już w swoich grupach , tylko Kise stał rozkojarzony pomiędzy nimi. Jak mała owieczka pośród stada wilków.
Po kilku sekundach zirytowany Ao pociągnął go do siebie. Kise nawet nie zdołał powiedzieć słowa.
Kise uwielbiał ten sport. Aomine robił to z przyzwyczajenia. 
Blondyn kiedyś chciał wziąć udział w zawodach, jednak doznał kontuzji i potem bardzo tego żałował. 
- Kise! - blondyn odwrócił się do krzyczącego Aomine. Niebiesko włosy kiwnął do niego głową i podał piłkę. Kilka pewnych posunięć i Kise nabił kilka punktów.
To on sprawił, że Kise nie może normalnie funkcjonować. Dlaczego tak jest, że za każdym razem kiedy go widzi serce podchodzi mu do gardła?
To robi się niebezpieczne.
Niech weźmie za to odpowiedzialność. Ten pocałunek był tylko straceniem kontroli nad uczuciami. Blondyn wychodził z sali, kiedy poczuł mocny uścisk dłoni na swoim nadgarstku.
Aomine przyciągnął go pod ścianę. Zrobił to z taką siłą, że chłopak uderzył o nią plecami.
Wypuścił ze świstem powietrze z ust. 
 - Co ty wyprawiasz? - zapytał Ao, spoglądając na przyjaciela.
Miał bardzo poważną minę.
Blondyn patrzył prosto w oczy niebiesko włosego. Ręce opadły bezsilnie wzdłuż ciała. Już naprawdę nie miał siły.
- Dlaczego mnie unikasz? To przez tamten incydent? - Daiki nie odpuszczał, i zasypywał go masą pytań. 
Blondyn przełknął ślinę.
- Puść mnie, Ao. - wyszeptał słabym głosem
Aoimine pokręcił głową. 
- Nie puszczę cię, dopóki nie powiesz mi dlaczego mnie unikasz. 
Kise poczuł teraz jak szybko bije mu serce, zupełnie jakby chciało wydostać się na zewnątrz. 
- Ja... - blondyn czuł jakby coś utknęło mu  w przełyku, to utrudniało mu mówienie.
- Chciałem przeprosić. 
Niebiesko włosy wziął głęboki oddech. 
- Chodzi ci o to? - zapytał, muskając ustami, delikatnie otwarte usta blondyna.
Chłopak otworzył szerzej oczy. Zszokowany spojrzał na spokojną twarz przyjaciela. 
- Teraz jesteśmy kwita. - odparł, odchodząc od niego.
Chłopak złapał się za usta. 
Aomine podniósł kącik swoich ust. Widział jak blondyn zareagował, i bardzo spodobały mu się te reakcje. Ale dla Kise to nie była zabawa.
W grę wchodziły jego uczucia. A uczuciami nie wolno się bawić.


piątek, 2 stycznia 2015

Aomine x Kise rozdział 2

Widocznie tak duża ilość alkoholu, źle wpłynęła na organizm blondyna. Po drugim kuflu już nie mógł sam ustać.
- Masz bardzo słabą głowę do picia. - zaśmiał się Ao, a Kise spojrzał na niego.
Nawet rozmazany obraz jego twarzy był przyjemny. Uśmiechnął się do niego głupkowato, kompletnie nie zwracając uwagi na to co mówi.
Niebieskowłosy wziął jes
zcze kilka dużych łyków i spojrzał na ekran swojego telefonu. 
- Już po dwudziestej drugiej, twoi rodzice nie będą się martwić? - zapytał, chowając go do kieszeni spodni.
Blondyn zamrugał kilkakrotnie i zaczął szukać swojego telefonu. Serce zamarło mu w piersi, kiedy zorientował się, że go zgubił.
- Nie ma go. - wyszeptał 
Ao przetarł twarz dłońmi. Szybko przytrzymał go w pasie, kiedy o mały włos się nie przewrócił przy próbie wstania.
Kise zagryzł mocno wargę, czując jego zimne dłonie. 
- Puść mnie... - wymamrotał, szamotając się z nim.
- Co ty kurwa wyprawiasz?! - krzyknął w końcu. On tylko chciał mu pomóc, a ten rzucał się jak opętany.
Blondyn zmarszczył brwi i usiadł ponownie na krześle.
- Wstawaj, zaprowadzę cię do domu. - powiedział niebieskowłosy, stając przed szeptającym coś blondynen.
Złapał go pod ramię, i wyszedł z lokalu. To było niebezpieczne, jeśli policja by ich złapała, Ao mógłby mieć problemy. Kise jeszcze
większe. Rodzina blondyna miała bardzo dobrą opinię. 
- Nie mogę wrócić w takim stanie do domu... - znów wyszeptał. Nie był w stanie podnieść wyżej głosu.
Ao zerknął na niego kątem oka. Chłopak miał rację. Przecież gdyby matka Kise dowiedziała się, że Ao tak go spił, nigdy więcej nie pozwoliłaby się z nim spotkać. 
- Zadzwonię do twojej matki, i powiem, że śpisz u mnie. - odparł krótko.
Na szczęście zdążyli ominąć patrole policyjne, i dotarli w końcu przed dom Ao. Niebieskowłosy odetchnął z ulgą kiedy otwierając dzrzwi zauważył, że nikogo nie ma w domu.
Ao zdjął z chłopaka kurtkę i powiesił ją na haku. Powoli zaprowadził go do swojej sypialni. 
- Połóż się na łóżku. - powiedział, wybierając numer matki blondyna.
Blondyn wykonał polecenie, ale słysząc głos swojej matki podniósł głowę i spojrzał na rozmawiającego z nią Ao.
- Co ty do cholery robisz...oddaj mi ten telefon. - spróbował wstać. 
Nie udało mu się. Wylądował na podłodze. Wyglądał tak nieporadnie, jak małe dziecko, które dopiero zaczyna chodzić. 
I nie może utrzymać się na słabych nóżkach.
Kise odłożył telefon i ukucnął przy nim. 
- Powiedziałem twojej mamie, że będziesz tutaj spał. Możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz? - zapytał, pstrykając go palcem w czoło.
Blondyn podniósł się na łokciach, a dzięki pomocy Aomine, wrócił na łóżko.
- A ty...? - zapytał przykrywając się kołdrą. 
Aomine uśmiechnął się w sposób jaki blondyn uwielbiał.
- Prześpię  się na kanapie. Naprawdę nie wiedziałem, że masz taką słabą głowę. 
Kise podniósł głos, kiedy Ao stał już przy drzwiach i gasił światło. 
- Mógłbyś zostać do czasu kiedy nie zasnę? - zapytał niepewnie
Miał problem z zaśnięciem w łóżku innym niż swoje.
Daiki znów się zaśmiał. Kiwnął głową i usiadł obok niego na łóżku. 
- Ostatni raz spaliśmy obok siebie na obozie koszykarskim. - zaczął szturchając go łokciem 
Kise mruknął coś pod nosem.
- Strasznie chrapałeś. - dodał 
Teraz blondyn szturchnął go. Ale zrobił to bardzo mocno i Ao jęknął z bólu.
- Kise-chan! Nie masz wyczucia. - burknął, podkładając ręce pod głowę.
W pokoju słychać było tylko dźwięk ich nierównych oddechów. Ta ciemność była bardzo przyjemna dla ich oczu. 
Ao zasnął obok niego. Zmęczenie i alkohol dał się we znaki. 

Blondyn nie miał pojęcia, która była godzina kiedy się obudził. Ale za oknem było jeszcze ciemno.
Otworzył szerzej oczy, kiedy poczuł dłoń obejmującą go w pasie. 
Ao mruknął coś przez sen, kiedy blondyn spróbował się wydostać.
Po chwili poczuł jak jego dłoń schodzi na biodra. Ze świstem pozbył się powietrza ze swoich płuc. 
- Co...co ty... - wyszeptał, czując jak przysunął się bliżej niego. Aomine miał coś między nogami więc kiedy się przysunął siłą rzeczy blondyn musiał to poczuć. 
Kise zagryzł wargę, kiedy Ao zaczął ocierać się o niego. Jak kot. 
- R-rikka... - szepnął, wpychając nos w zagłębienie szyi blondyna.
I wtedy blondyn oprzytomniał. Ale niebiesko włosy złapał go tak mocno, że nie mógł się wydostać. 
Wszystko skończyło się tak szybko, jak zaczęło. Kiedy Daiki z myślą, że dotyka Rikkę położył rękę na odznaczającym się już penisie przyjaciela.
Najpierw zmarszczył brwi, a potem otworzył oczy. Wtedy zobaczył do czego doprowadził. Nieświadomie.
Kise leżał obok niego, żałował, że nie obudził go wcześniej. Nim to zaszło tak daleko. 
Daiki przełknął głośno ślinę.
- Przepraszam! 
Kise mógłby oskarżyć go o molestowanie, zakończyć przyjaźń. Takie obawy ogarnęły Ao. 
- Myślałem, że jesteś... - nie dokończył, bo przerwał mu Kise. Wreszcie go pocałował.
Ten pocałunek nie trwał długo. Daiki odepchnął  go od siebie.
- Co ty kurwa wyprawiasz?! - warknął, łapiąc się za usta.
Blondyn nie umiał wydobyć z siebie żadnego słowa. 
- Jesteś jakimś cholernym gejem? - zapytał, wstając z łóżka.
Kise zacisnął pięści na pościeli.Milczał.Nie zatrzymał go tym razem.

- Co ja narobiłem... - wyszeptał do siebie, okrywając się kołdrą.Położył głowę na poduszce przyjaciela i wtedy znów poczuł ten obezwładniający zapach. 


Blondyn nie potrafił już zasnąć. Czekał tylko na ranek. Ukradkiem wydostanie się z domu, przed wstaniem Aomine. 
Nie mógłby spojrzeć mu w oczy, po tym wszystkim. Zresztą był pewny, że Daiki nie ma ochoty go oglądać.

Kiedy pierwsze delikatnie promienie słońca przebiły się do pokoju, blondyn zszedł delikatnie z łóżka. Starał się poruszać się bezszelestnie. Wyszedł z pokoju, kierując się w stronę salonu. Musiał przejść przez niego, żeby wyjść z domu. 

W dodatku oprócz kaca moralnego, doskwierał mu ból głowy. 
Odetchnął głęboko, kiedy znalazł się za drzwiami jego domu. 
Nawet przez myśl mu nie przeszło, że miałby z nim wyjaśniać wczorajszą sytuację. Paraliżował go strach. To jak sie zachował wielu z was nazwałoby tchórzostwem, ale stając przed nim Kise nie powiedziałby nic. Oczy Ao wpatrywałyby sie w  niego, oczekując na odpowiedź.

Daiki otworzył powoli oczy. Przetarł je pozbywając sie tej znienawidzonej substancji,która je skleja.
Doskonale pamiętał co wydarzyło sie wczorajszej nocy. Nie mógł uwierzyć , że Kise go pocałował. To dla niego było coś nowego, przecież znają sie tyle lat...
Orientacja Kise - to było coś co Ao obrał sobie za cel. Odkryć kim tak naprawdę jest jego przyjaciel.
- Niech to szlag... - wyszeptał , wstajac z kanapy. Rozciągnął mięśnie ramion i wstał powoli. Od razu skierował sie do swojej sypialni. Westchnął głęboko, kiedy ujrzał pusty pokój. 
- Dlaczego tak mnie to martwi? - uderzył pięścią w ścianę.

Blondyn wrócił do domu. Matki nie było ,a Ojciec nigdy o nic nie pytał. Kise miał po prostu nie przynieść rodzinie wstydu.
Od razu skierował sie do łazienki. Jedyne miejsce w którym mógł spokojnie pomyśleć.
Zignorował krzyki dobiegające z gabinetu ojca i odkrecił wodę, wchodząc pod prysznic. 

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 12

Dodaje rozdział , to nie sa szkolne opowiadania. Ide spac, bo padam. Miłej Lektury

Kapral otworzył powoli powieki. Ta dziwna substancja zawsze je odrobinę skleja. Ognisko już zgasło. Był już świt.
Eren go nie obudził, i w dodatku sam zasnął. Skulony w pozycji embrionalnej.
Czarnowłosy wstał powoli i podszedł do niego. Szturchnął go butem.
- Wstawaj. - brunet powinien zrobić to od razu. Kapral jest bardzo niecierpliwy.
Zamiast to zrobić, mruknął coś pod nosem.
Levi wziął głęboki oddech i ukucnął obok niego. Przez chwilę wpatrywał się w jego twarz, aby po chwili zostawić na niej czerwony ślad dłoni.
Brunet zerwał się szybko, łapiąc się odruchowo w miejsce pieczenia.
Spojrzał zdezorientowany na przyglądającego się mu czarnowłosego.
- Co się dzieje? - zapytał wyrwany ze snu.
- Nie obudziłeś mnie. Może dzięki temu nauczysz się odpowiedzialności. - odparł zimno -
Gdyby ktoś ich napadł, albo zaczaił się. Jak mieliby o tym wiedzieć, jeśli obydwoje by spali?
Gdyby to nie był Eren, Levi zabiłby go bez słowa.
Nie można tak kogos narażać. Szczególnie jeśli jest sie żołnierzem.
- Ten mundur do czegoś zobowiązuje, idioto. - warknął 
Brunet skinął głową.
- Przepraszam...to się więcej nie powtórzy. - odparł przestraszony 
Nie mógł powiedziec czegoś bardziej głupszego niż to.
- Ile byłyby warte te słowa jeśli miałbym poderżniete gardło? - Levi podszedł do niego , a Eren cofnął sie kilka kroków
W końcu nie mial gdzie pójść , uderzył plecami o drzewo. Takie starcie bylo odrobinę bolesne.
- Jeżeli to sie powtórzy , zrobię ci krzywdę.
To z ust Kaprala brzmiało naprawdę niebezpieczne. Co kryje sie pod słowem krzywda? Ból? Strach? A może Kapral sam ustanowił sobie znaczenie tego słowa? 
Na samą myśl o tym chłopak dostawał dreszczy.
- Spakuj rzeczy, zaraz wyruszamy. - rozkazał zimno, odchodząc od niego
Eren odetchnął z ulgą. Jak zwierzę któremu udało sie uciec przed swoim oprawcą. 
Zrobił to najszybciej jak umiał. Kapral wyciągnął z pochwy miecz i starł z niego zaschniętą krew. 
To nie był przyjemny widok. Przynajmniej dla Erena, bo z twarzy Kaprala nie da sie niczego wyczytać. 
Kapral zauważył wzrok Erena na sobie i zniecierpliwiony podniósł swój niski głos.
- Kazałem ci coś zrobić. Mam ci przypominać drugi raz? - brunet przełknął ze strachem ślinę i wrócił do pakowania rzeczy.
Eren zastanawiał sie czy Kapral kiedykolwiek kogoś pokochał. Czy jego życie oparte jest na samotności i w jego słowniku nie występuje słowo miłość. To dla niego niezrozumiałe...
Ludzie wiele razy powtarzali mu , że 
człowiek umiera samotny. Tak samo samotny jaki przyszedł na ten świat.
Ale Eren wiedział ,że trudno żyć z pustką w sercu. Ciężko funkcjonować, kiedy jesteśmy samotni.
- Chociaż... - brunet spojrzał na Leviego, który miał taką samą mimikę twarzy jak zawsze. - Czy ktoś chciałby dzielić życie z takim moralnym, oziębłym denatem? - dodał, zakładając na plecy plecak.
Kapral podszedł do niego.
- Zrobiłeś to co ci powiedziałem? - zapytał zirytowany
Brunet przytaknął szybko.
Ruszyli w drogę. Podróżowanie z Kapralem nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Panuje niezręczna cisza. Ale ona taka jest tylko dla Erena. Levi lubi ciszę.
Ludzki głos często go denerwuje. Szczególnie kiedy jest skierowany do niego w niewłaściwy sposób.
- Jestem zdziwiony, że w ogóle zostałeś żołnierzem. Z takim zachowaniem to niedługo zginiesz.
- Przepraszam za to. Nigdy więcej tego nie zrobię. - odparł Eren
Czarnowłosy prychnął pod nosem.
- Przestań przepraszać, jedno słowo niczego nie zmieni.Zamiast tego powinieneś wytłumaczyć mi tamtą sytuację. - brunet przełknął głośno śline , wiedział , że chodzi o pocałunek.
- To...ja...przepraszam! - krzyknął w końcu zażenowany.
Kapral wziął głęboki oddech.
- Jesteś jakimś cholernym gejem? - zakpił spoglądając na czerwonego chłopaka.
- Nie jestem! To po prostu...stało sie. - levi podniósł kącik ust do góry
- A to ciekawe... - zaczął - Jak wepchałeś mi swój język do ust i go tam trzymałeś to nie wyglądało na przypadek.
Eren otworzył szerzej oczy. Poczuł sie bardzo zażenowany, zestresowany, zawstydzony.
- Nie zdziwiłbym sie gdybyś uprawiał już seks.
Eren zmarszczył brwi. To już była przesada.
- Aż tak bardzo lubisz naśmiewać sie z ludzi?
Kapral nie odpowiedział.
Po jakiejś godzinie drogi w ciszy , Eren zrozumiał , że Levi sie obraził
Ale to właśnie Eren powinien to zrobić.
Zatrzymali się przed średniej wielkości , opustoszałym mieście.
- Bądź ostrożny. Nie oddalaj się ode mnie.

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 1 Aomine x Kise

 Tak to nowe opowiadanie, nie martwcie się nie opuszczę tamtych, nie zapomniałam o opowiadaniu erenxlevi, nie wiem ile to będzie miało rozdziałów. 


Kiedy spostrzegł swojego przyjaciela całującego się z dziewczyną, coś w nim pękło.
Uświadomił sobie, że nigdy nie będzie mógł wyjawić mu co do niego czuję. 
Przez całe gimnazjum ukrywał swoje uczucia, a ich przyjaźń dalej trwała. 
Osoba, którą kochał miała swoją drugą połówkę. Kise miał Daikiego, i samotność powracającą do niego wieczorami. 
Ona bez pytania obejmowała go swoimi ramionami. 
Przyzwyczaił się do słuchania przeróżnych historii dotyczących dziewczyn niebieskowłosego. 
Kise chciałby mieć go na wyłączność. To  przez niego tak wiele razy budził się w nocy z erekcją, i potem już każdy, choćby najmniejszy dotyk był dla niego drażliwy.
Czy heteroseksualny, nastoletni buntownik, nagle zakocha się w chłopaku i to w dodatku swoim przyjacielu? Niezaprzeczalnie niemożliwe. 
Są w tej samej klasie, ich wspólną pasją jest koszykówka. Różni ich jednak to, że Kise do koszykówki podchodzi poważnie, a Aomine ma wszystko gdzieś. Na treningach pojawia się, kiedy ma na to ochotę. Jest najlepszy, i pewnie myśli, że może już wszystko.
- Kise, spóźnisz się do szkoły! - krzyknęła matka blondyna.
On jak zwykle ma tysiąc spraw do zrobienia. Dlatego tak często się spóźnia.

Zaczyna się nowy rok, a co za tym idzie, dużo nowych przygód.Dostał się do tej samej szkoły w której jest Aomine. Są nawet w tej samej klasie. Chociaż niebieskowłosy jest rok starszy od Kise. Ale przez jego lenistwo, powtarzał rok.
Blondyn wziął głęboki oddech. Początek zawsze jest najtrudniejszy, potem idzie jak z górki. Najpierw trzeba przełamać lody, znaleźć wspólne tematy, zainteresowania.
Kise poznał Aomine w klubie koszykówki, kiedy obydwoje zaczynali. Jednak potem niebieskowłosy zaczął robić się coraz lepszy. A to budziło zazdrość u kolegów w jego drużynie. I Daiki zaczął być postrzegany jako zagrożenie.

- Powodzenia. - powiedziała kobieta, zatrzymując się blisko bramy.
Ryota wyszedł z samochodu a jego oczom ukazała się ogromna liczba stojących na dziedzincu szkoły uczniów. 
Mimo tego, wcale nie było mu trudno odnaleźć przyjaciela. Szczególnie kiedy, obściskiwał się ze swoją nową dziewczyną.
- Siemka, Kise! - uśmiechnął się, podchodząc do niego.

Kise spojrzał najpierw na niego, a potem na jego nową zdobycz. 
- Kise, to jest Rikka. Rikka to jest Kise, mój najlepszy kumpel. 
Dziewczyna uśmiechnęła się do blondyna. Aż dziwne, że nadmiar błyszczyku nie skleił jej tych żabich ust. 
Kise wiedział dlaczego Ao tak się do niej przymila. Rozmiar jej biustu...
- Ao-chan, dużo mi o tobie opowiadał. - powiedziała, przytulając się do jej ramienia. 
"Aoś - chan?" - powtórzył w myślach Kise
- Mi o tobie też. - odparł Kise, uśmiechając się słabo.

Nawet o niej nie wspominał.
Po chwili do grupki dołączył się Kuroko i Kagamine. 
Czerwonowłosy  podniósł kącik ust do góry.
- To co Ao, kolejny rok? - zaśmiał się , ale Ao wcale nie było do śmiechu.
- Idziesz dzisiaj na trening? - zapytał Kise, siadając obok nich na ławce. 
Rikka szybko wtrąciła się do rozmowy.
- Ao-chan obiecał mi, że zabierze mnie do kina. 
Niebiesowłosy podrapał się po karku. 
- Faktycznie... 
Blondyn spuścił swój wzrok na ziemię. 
- Nie ma sprawy. Zapomnij o tym. - uśmiechnął się sztucznie.
Ale Daiki tego nie zauważył. Cycki Rikki zablokowały mu myślenie.

- Coś taki przybity? - zapytał nagle czerwonowłosy, siadając obok Kise.
Blondyn ocknął się szybko. 
- Zamyśliłem się. - wyszeptał.
Daiki spojrzał na niego kątem oka.
- Może poszedłbyś z nami do tego kina? - zapytał,uśmiechając się do niego.
- Nie chcę wam psuć randki. - odparł , na co Aomine  zaśmiał się głośno.
- Nie wygaduj bzdur. Dzisiaj pod kinem, o siedemnastej. 

- Stawiam, że będzie z nią jeszcze tydzień. - powiedział nagle Kagami, uśmiechając się. Kise spojrzał na niego zirytowany. 
- Nie bądź wredny! - warknął Kuroko, szturchając go łokciem.
Blondyn wszedł do swojej nowej klasy. Chociaż one i tak wszystkie wyglądają tak samo. Zajął miejsce za Aomine. Dzięki temu będzie mógł oglądać jego wyrzeźbione plecy, mięśnie ruszające się pod przylegającą do ciała bokserką.
I jego uśmiech, kiedy odwróci się do niego. 
Blondyn zaczął pogrążać się w niebezpiecznych fantazjach.
- Co ze mnie, za idiota. - szepnął, uderzając pięścią o ławkę. Hałas jaki powstał na skutek uderzenia spowodował, że Ao odwrócił się szybko.
- Wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony
- Nic się nie dzieje. - odparł szybko, uśmiechając się sztucznie.
Jak długo można udawać? Oszukiwać samego siebie. To robi się nienormalne.
- Jakbyś chciał o czymś pogadać, to jestem do dyspozycji. - powiedział nagle, znów posyłając mu ten rozbrajający uśmiech.
Od uśmiechu chyba nie dostanie erekcji...
Kise już miał coś powiedzieć, ale do klasy weszła ich nowa nauczycielka. 
Biedna kobieta nie wiedziała na co się pisze, zostając wychowawcą tej klasy.

- Wróciłem! - krzyknął Kise, wchodząc do domu. Ale on jak zwykle stał pusty.
Wszedł do kuchni i zerwał wiszącą na lodówce kartkę.
- Obiad jest w lodówce. - przeczytał cicho.
Położył ją na stół, i odwiesił kurtkę do szafy. Nie był pewny czy pójście z nimi to dobry pomysł. Nagle poczuł to uczucie w żołądku. Doskonale je znał.
- Cholera... - wyszeptał, wtulając twarz w koszulkę przyjaciela.
Robił to tak wiele razy, że zapach jego perfum jest ledwie wyczuwalny.
Kise czuł się pokonany, uzależniony. Coraz bardziej pragnął i coraz bardziej pogłębiał się w tym, w czym nie powinien. 
Sam nie wiedział dlaczego ta czynność stała się jego codzienną rutyną. 
Nie pamięta jak wiele razy przysięgał sobie, że spróbuje to wszystko cofnąć. Ale przecież nie można zamknąć serca dla uczuć, których nie chcesz...
Nieodwzajemniona miłość - prawdopodobnie najgorsze uczucie, jakie istnieje.
To kiedy jesteśmy zakochani w kimś, kto nie jest zakochany w nas i nigdy nie odwzajemni tego uczucia. To uczucie, kiedy zrobiłbyś praktycznie wszystko dla tej osoby.
Gdy jego uśmiech sprawia, że rytm bicia twojego serca przyśpiesza, a nawet zwykły gest jest dla ciebie czymś wyjątkowym.

Zbliżała się godzina spotkania, Kise zjadł obiad i przebrał się. Trener nie będzie zadowolony, że blondyn opuści trening.
- Mam to gdzieś... - wyszeptał do siebie, zamykając drzwi.
Jak zwykle, na miejsce dotarł spóźniony.
Aoimine wziął głęboki oddech i podszedł do blondyna.
- Czy ty kiedykolwiek nauczysz się punktualności? 
- A ty sumienności? - odgryzł się szybko.
Aomine i jego "ukochana" dziewczyna weszli do środka. Kise poszedł jeszcze kupić bilety.
Zagryzł wargę ze złości, kiedy spostrzegł, że znów się całują. 
- Para idiotów... - szepnął, zagryzając wargę mocniej.


Kiedy tylko wyszli z sali, Aomine znów rzucił się na swoją dziewczynę. 
- Jak ci się podobał fim? - zapytał głośno Ao
Kise już chciał odpowiedzieć, że film był bardzo ciekawy, ale to pytanie nie było skierowane do niego, tak więc zamilkł.
- Był nudny! - odparła naburmuszona.
Niebieskowłosy uśmiechnął się delikatnie i wręczył jej pieniądze. 
- Kup sobie jakąś ładną bieliznę... - szepnął wtulając nos w jej bujne blond włosy.
Kise otworzył szerzej oczy.
- Czy oni uprawiają seks? - Ryota myślałby o tym jeszcze długi czas, gdyby nie poczuł na swoim ramieniu jego dłoni.
Odskoczył jak oparzony. Nawet nie spojrzał na zdzwioną minę przyjaciela.
- Coś nie tak? - zapytał
Blondyn przełknął głośno ślinę.
- Pójdziemy się napić? - Ryota szybko zmienił temat.
- Napić? Co masz na myśli? - uśmiechnął się Ao, a blondyn spojrzał na niego morderczym wzrokiem.
Na pewno nie to, o czym ty myślisz. - odparł szybko
Daiki westchnął głęboko.
- No daj się namówić... Kise-chan, Kise-chan, Kise-chan... - potrząsał jego ramieniem 
Po kilku minutach w końcu mu uległ.
- Niech ci będzie. 
Aomine uśmiechnął się. Zaprowadził go do baru. Kise tylko czekał, kiedy barman zapyta się o jego dowód. Tak się jednak nie stało.
- Cholera... - wyszeptał, widząc jak jego przyjaciel niesie dwa duże kufle piwa

piątek, 26 grudnia 2014

Free - odcinek 3

Bardzo trudno utrzymać przyjaźń w dobrym stanie. Trzeba o nią dbać, pielęgnować i starać się aby przetrwała. To nie fair żeby tylko jedna osoba się starała.
Trudno zapomnieć o kimś kogo kochałeś. To tak jakbyś miał zapomnieć jak się oddycha.
Rin szedł powoli w stronę drzwi i wcale nie był zdziwiony widząc przed nimi Harukę. 
- Czego tutaj szukasz? - zapytał zirytowany.
Haruka zmarszczył brwi. 
- Przyszedłem po Makoto. - odparł chłodno.
 Czerwonowłosy prychnął pod nosem. Oparł się o próg drzwi i stanął bliżej niego.
- A ty co. Jesteś jego niańką? - jego głos spoważniał 
- Jestem jego przyjacielem. Nie wtrącaj się. - odparł krótko
Źrenice czarnowłosego powiększyły się kiedy na plecami Rina spostrzegł Makoto.
- Nic ci nie jest? - zapytał , widząc zabandażowaną łydkę.
- To nic takiego, przewróciłem się. - odparł
Skłamał. Przecież nie mógł powiedzieć, że o mały włos nie utonął. 
Rin podniósł kącik ust do góry słysząc kłamstwo Makoto. Wziął głęboki oddech.
- Odprowadzę cię do domu. - oznajmił Haruka 
- Makoto sam zdecyduje. - odpowiedział szybko Rin.
Czarnowłosy zacisnął pięści, a Rin swoje ostre ząbki. Zaraz może rozlać się krew.
- Lepiej będzie, jeśli pójdę. - wyszeptał Makoto wychodząc z domu.
Haruka zdążył jeszcze spojrzeć na czerwonowłosego. Dobrze znał ten wzrok. Miał go zawsze kiedy wygrywał. Teraz też wygrał. 
To bardzo zdenerwowało rekina. Kiedy tylko zamknął drzwi, zrzucił na podłogę talerz. 
- Skąd on wiedział, że Makoto jest tutaj... - szepnął do siebie. 
Po kilku sekundach olśniło go. Wpadł do pokoju swojej młodszej siostry.
Krótko po uruchomieniu komputera, spostrzegł ten film, który wcześniej nagrała.
Rin przetarł twarz dłońmi. 
- Trzydzieści tysięcy wyświetleń w jedną noc? - otworzył delikatnie usta
Kiedy wysunął klawiaturę była na niej przyklejona karteczka. 
"Usunięcie filmu z komputera nie pomoże" 
Zmarszczył gniewnie brwi  i wyrwał wtyczkę z kontaktu. Cały sprzęt wyniósł do piwnicy.

- Wszystko w porządku? - zapytał haru spoglądając na przyjaciela.
Makoto skinął głową. 
- Nic mi nie jest. - uśmiechnął się słabo.
Ta cisza między nimi, tak nie było wcześniej. A jeśli nawet kiedyś się zdarzyła , to nigdy ich nie krępowała jak teraz. 
- To nie wygląda mi na ranę po przewróceniu. - oczy Haruki jeszcze bardziej wpatrywały się w niego. 
Makoto przełknął głośno ślinę. Serce zaczęło bić mu niebezpiecznie szybko. 
- Wylądowałem na żwirze. - wyszeptał 
Czarnowłosy złapał go za rękę. Nie powinna mu drżeć. Przecież to była tylko troska. 
- Rin ci to zrobił? - zapytał poważnym głosem
Makoto zaprzeczył szybko
- Przepraszam, że cię zmartwiłem...powinienem być ostrożniejszy. - Makoto naprawdę chciał to wszystko naprawić.
Haruka przeniósł wzrok na swoje buty. 
- Nie zapytałbym o Rina, gdybym nie widział tego filmu. - kiedy tylko chłopak usłyszał te kilka słów cała jego twarz pokryła się rumieńcem.
- Przepraszam... - wyszeptał zażenowany.
Haruka spojrzał na niego zdziwiony.
- Przestań ciągle przepraszać. Masz prawo robić co chcesz. - odparł spokojnie, przenosząc swój wzrok na twarz przyjaciela.

- Niech to szlag! - krzyknął , zrzucając leżące na półce książki.
- Co ty taki wkurzony? - zapytała siostra ściągając kurtkę.
Czerwonowłosy spojrzał na nia szybko.
- Tylko ciebie tutaj brakowało. - syknął 
Dziewczyna prychnęła pod nosem.
- Jakbyś nie wiedział to też tutaj mieszkam. - odpowiedziała, wchodząc do swojego pokoju.
Po sekundzie Rin usłyszał jej krzyk.
- Oddawaj mój komputer! - wrzasnęła, stając przed nim.
Rin uśmiechnął sie wrednie.
- Nie dostaniesz go przez tydzień.
Dziewczyna zacisnęła pięści.
- Jak powiem rodzicom to szybko mi go oddasz. 
- Założymy sie , ze nie? - jego głos byl poważny

- Gdzie byłeś całą noc?! - krzyknęła matka , kiedy Makoto wszedł do domu 
Chłopak wziął głęboki oddech
- Byłem u kolegi - odparł,ściągając kurtke
Kobieta zmarszczyła brwi 
- Dzwoniłam wczoraj do Haruki. Nie spaleś u niego.
Chłopak zacisnął pięści.
- Haruka nie jest jedyną osobą jaka znam. Skończ z tym wreszcie. 
- Zraniłeś sie? - zapytała widząc bandaż. 
Makoto skinął głową.
- Przewróciłem sie. Nic mi nie jest. - odpowiedział, idąc do swojego pokoju.
- Powinieneś bardziej na siebie uważać... - wyszeptała zmartwiona
Chłopak wszedł do swojego pokoju i usiadł na łóżku. 
- I co ja mam zrobić? - powiedział cicho , przecierając dłońmi twarz.
Nie zachował sie dobrze w stosunku do Rin'a. 
Nawet nie podziękował.
- Ale... On. To był mój pierwszy pocałunek.- Makoto dotknął swoich ust 


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 10 (szkolne przygody)



- Macie się do tego przygotować.Nie ma mowy o porażce. - nauczycielka spojrzała na nich wrednymi ślepiami i wróciła do zapisywania czegoś w swoim notesiku.
- Ale dlaczego akurat z nim? - jęknął Jean spoglądając z pogardą na Leviego.
- Zawsze możesz zrezygnować. - odparł spokojnie czarnowłosy.
Tak bardzo prowokował go tym stoickim spokojem. Kobieta po tych słowach odłożyła pióro i spojrzała na nich poważnie.
- Wy chyba nie do końca mnie zrozumieliście. Nie możecie zrezygnować. Dobre imię szkoły jest teraz w waszych nieodpowiedzialnych rękach.
Rivaille spojrzał na nią jeszcze i raz i wyszedł. Jean podążył za nim.
- Masz ze mną współpracować. - warknął podbiegając do niego.
Czarnowłosy całkowicie go zignorował. 
- Gdzie będziemy to robić? - zapytał, nie myśląc jak głupio to zabrzmiało.
Rivaille spojrzał na niego z litością.
- Używaj poprawnych słów. U mnie jest dużo miejsca, i dom najczęściej jest pusty. - odparł spokojnie, znów drażniąc tym chłopaka.
- Przestaniesz w końcu udawać? - zapytał zniecierpliwiony
- Co masz na myśli? 
Jean westchnął głęboko i poprawił plecak.
- Udajesz takiego spokojnego. To irytujące. - chłopak wyciągnął z kurtki paczkę papierosów. 
Czarnowłosy nie lubił tego zapachu. Gabinet ojca cały już nim przesiąkł. 
- Możesz truć się z dala ode mnie? - zapytał obserwując jak chłopak wkłada papierosa do ust. 
Jean wyjął go i zaśmiał się cicho. 
- Przy tobie nie można nawet zapalić? Co za dziwak z ciebie. - odparł rozbawiony.
Rivaille nie uznał tego za żart i odszedł od Jean'a.
- Ej..! Żartowałem! - krzyknął podbiegając do niego. 
- To kiedy zaczynami robić jakiś projekt? - mruknął 
- Dzisiaj już nie mam ochoty niczego robić. - odpowiedział Levi
- Chyba nawet zacznę cie tolerować. - uśmiechnął się Jean, zapalając papierosa.
Czarnowłosy spojrzał na niego kątem oka. 
- Nie dmuchaj na mnie tym świństwem. - 
Prawie udało mu się wyrwać mu go z ręki, ale Jean był szybszy i zdążył się w porę odsunąć.
- Czy ty w ogóle znasz się na żartach? - jęknął rzucając peta na ziemię.
- Takie żarty nie są zabawne. - odparł 
- Dla ciebie nic nie jest zabawne. I jak ja mam z tobą cokolwiek robić?  - westchnął do siebie. 

Chłopak mieszkał w zwyczajnym japońskim domu. Nie miał rodzeństwa, i pewnie to sprawiło , że był taki jaki był. Życie go nie rozpieszczało i już od dzieciństwa poczuł jak to jest być niechcianym dzieckiem. 
To najgorsze uczucie kiedy matka nie kocha dziecka, które urodziła. To samo, które rosło pod jej sercem przez dziewięć miesięcy. 
Jednak on już się z tym pogodził. Chodził do szkoły, a potem pracował do późna. I tak wyglądała jego codzienność. Każdy ma jakąś. 
Nikomu nie mówił o swoim życiu. To jego prywatna sprawa, a zresztą nie ma nawet o czym mówić. 
W pokoju Jeana stało łóżko, biurko i szafa. Po jaką cholerę mu więcej rzeczy, skoro w domu tylko śpi. 
Rivaille nigdy nie czuł się niekochany przez matkę. Nikt kto nie przeżył czegoś podobnego nie może nawet otwierać ust by wyrazić na ten temat zdanie.
Levi nawet go odprowadził. Co i tak było bardzo dziwne, bo zwykle tego nie robił.

Starał się nie myśleć o Erenie. Ale on jakby na złość nie chciał wyjść mu z głowy.
Kopnął leżącą puszkę kilka metrów dalej i usiadł na ławce niedaleko domu Jean'a.
Jeszcze nie miał ochoty wracać do domu. 
Miałby, gdyby mógł wrócić do kogoś. A nie do pustych, zimnych ścian.
Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał numer Jean'a. Było już po dwudziestej trzeciej, a on siedział gdzieś w środku miasta.Nigdy nie zapuszczał się w te tereny i po prostu się zgubił.
- Halo.. - mruknął zaspany Jean.
- Zgubiłem się. - odparł krótko Levi oglądając się dookoła.

Po chwili usłyszał głośny śmiech  chłopaka z słuchawce telefonu.
- Zgubiłeś się? - powtórzył rozbawiony.
- To nie jest śmieszne, idioto. - warknął 
- Gdzie dokładnie jesteś? - zapytał Jean pozorując poważny głos. 
- Koło baru "lotos" - odparł zniecierpliwiony. -Mógłbyś się pośpieszyć?
- A co będę z tego miał? - Jean próbował rozdrażnić Leviego. Nawet mu się to udało.
- Jeśli nie ruszysz tutaj swojego tyłka, to jutro tego pożałujesz. - syknął rozłączając się.

Jean wziął głęboki oddech i wyszedł z łóżka. A tak dobrze mu się spało. 
Przemył twarz i ubrał się. 
Droga zajęła mu piętnaście minut, to i tak bardzo szybko. 
Rivaille już z daleko go zauważył , ale nie chciało mu się podejść.
- Czułem się jak matka szukająca swojego dziecka. - zakpił
Levi nie zareagował na te słowa. Nie chciał przywoływać wspomnień.

- Naprawdę się zgubiłeś? - zapytał Jean spoglądając na niego.
Chłopak wypuścił z usta powietrze. 
- Nigdy wcześniej tutaj nie byłem. - odparł krótko.
- Ach tak. Przecież osoba z takiej rodziny, nie może zagłębiać się w plebejskie okolice. 
Czarnowłosy spojrzał na niego. 
- Właśnie to zrobiłem. - odpowiedział spokojnie. 
Po tych słowach przez chwilę szli w ciszy. 

Nadal pamiętał tamtą sytuację. Wtedy kiedy przestał nad sobą panować i o mało co nie skatował go.
- Odprowadzę cię. - wyszeptał Jean , idąc obok niego.
- Sam trafię. - odparł chłodno. 
Nawet się z nim nie pożegnał. Jean już przyzwyczaił się do takiego traktowania. 
Gdyby w tamtym momencie wiedział co go czeka, nigdy nie zgodziłby się na jakąkolwiek znajomość z Levim...


Rozdział 9 ( szkolne przygody Rivailla i Erena

Nie uważał, że był dla niego zbyt ostry. Rzadko kiedy żałował tych kilku słów wypowiedzianych w niewłaściwy sposób. 
Chociaż chłopak miał te cholerne łzy w oczach  kiedy wychodził z domu. 
Siostra Erena popsuła plany. A Rivaille chciał spędzić z chłopakiem jeszcze odrobinę czasu.
Czarnowłosy spakował książki i wyszedł do szkoły.
Jeszcze nie dawno z przyjemnością uczył się i zdobywał pozytywne oceny, a teraz myślą i słowami zaklina szkołę. 
- Cholerna buda. - syknął wchodząc do środka. 
Korytarze świeciły pustkami. Pewnie dlatego, że trwa lekcja, ale to nie przeszkadzało mu żeby wejść z hałasem do klasy.
Z brakiem jakiejkolwiek mimiki zignorował nauczyciela i usiadł do ostatniej ławki. 
Siadając zdążył jeszcze spotkać się wzrokiem z brunetem. 
- Nie masz nam nic do powiedzenia? - zapytał nauczyciel podchodząc do ławki czarnowłosego.
Rivaille spojrzał na niego.
- Nie. - odparł krótko z obojętnością wypisaną na twarzy.
- Spóźniłeś się piętnaście minut na zajęcia z matematyki i nie masz nic do powiedzenia? - dodał zdziwiony
- Co takiego miałbym powiedzieć? - odparł zirytowany, czując jak wszyscy spoglądają na niego z niedowierzaniem.
- Rodzice chyba nie wspominali ci o tym, że należy przeprosić za spóźnienie, albo przynajmniej się przywitać. 
- Nie mieli okazji. - zacisnął zęby i otworzył zeszyt
Eren obserwował całe zajście. Był chyba bardziej zestresowany niż Rivaille. 
- Wróćmy do lekcji. - westchnął, podchodząc do tablicy. 
I brunet znów się w niego wpatrywał. Miał nadzieję, że Rivaille nie jest na niego zły. 
Czarnowłosy wyprostował się  i przeczesał dłonią włosy. Ten widok spowodował westchnięcia u dziewcząt siedzących obok niego.
- Rivuś - chan jest taki słodki... - pisnęła blondynka spoglądając na niego. 
Czarnowłosy tylko zerknął na nią a ona od razu poczuła jak szybciej zabiło jej serce. To pewnie przez jego hipnotyzujące spojrzenie. 

Kiedy lekcja dobiegła końca Rivaille nie wiele czekając złapał wychodzącego z sali lekcyjnej Erena. 
- Nawet się nie przywitasz? - zapytał 
Eren uśmiechnął się. 
- Ty chyba też nie lubisz tego robić, co? - odparł 
Czarnowłosy wzruszył ramionami i oparł się plecami o parapet. 
- Co do dzisiejszego ranka, to po prostu o tym zapomnij. - powiedział spokojnie Rivaille spoglądając na zmartwionego bruneta.
- Myślałem, że będziesz się gniewał. - szepnął.
- Zapomnij o tym. - powtórzył
I w tym momencie brunet zrobił taką minę, że Rivaille miał ochotę go pocałować. Nie mógł jednak tego zrobić. Nie na środku korytarza szkolnego. 
- Możemy iść na chwilę do toalety? - zapytał czarnowłosy przełykając ślinę.
- Do toalety? Razem? - zdziwił się 
Czarnowłosy przewrócił oczami i złapał chłopaka za nadgarstek. 
- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytał lekko przestraszony. Rivaille zbliżył się do niego o kilka kroków. Tak, żeby nie naruszać jego intymności.
Od dłuższego czasu to planował.
- Chciałem o czymś porozmawiać. Dlaczego się cofasz? - zapytał, widząc jak brunet zrobił kilka kroków w tył.
- O czymś chcesz rozmawiać? - jego głos drżał.
Czarnowłosy położył plecak obok swoich butów.
- Nie chcę już dłużej udawać. - zaczął, a Eren już wtedy o mało co nie stracił równowagi.
- Co masz na myśli? - sam nie był pewny, czy chce usłyszeć odpowiedź.
- Coś do ciebie poczułem. - odparł krótko, obserwując jak szybko zmienia się mimika chłopaka.
- Co.. takiego? - odparł zszokowany Eren. Nie dowierzał własnym uszom.
- Dlaczego jesteś taki zdziwiony? Uważasz, że nie jestem zdolny do takich uczuć? - zapytał chłodno
- Oczywiście, że tak nie uważam... po prostu jestem zaskoczony... - zaprzeczył szybko.
Po chwili wpatrywania się w swoje buty, i przełykania śliny, odważył się coś powiedzieć.
- Dzwonek. - oznajmił cicho.
Rivaille zacisnął w pięści dłonie, które trzymał w kieszeni. Jeszcze nigdy nie czuł się tak upokorzony.
- Nie powinienem ci tego mówić. - odparł , wychodząc z toalety.
Oczekiwał, że Eren chociaż go wyśmieje. Ale on nic nie zrobił. Stał jak słup soli, nie mówiąc ani słowa. Ale czego on tak naprawdę oczekiwał?
Tego, że brunet rzuci mu się w ramiona? 
- Idiota ze mnie... - warknął uderzając w drzwi pustej klasy.
-  Nie powinienem mu tego mówić. - wyszeptał podążając w stronę wyjścia ze szkoły.

Eren wybiegł z toalety. Jednak po chwili zatrzymał się. Przez okno biernie obserwował jak Rivaille opuszcza budynek szkoły.
- Niech to szlag. 
Myślał o tym. Właściwie przez cały dzień, on nie wychodził mu z głowy. Nie był pewny swoich uczuć. Bał się... 

W nocy Rivaille starał się o tym zapomnieć. Ranek był tym, czego najbardziej nie znosił czarnowłosy. Wtedy wszystko wracało, to wszystko co stało się wczorajszego dnia.
Spakował książki i wyszedł z domu.
Jak zwykle spokój panujący w klasie przerwało jego wejście. 
Eren zerknął na niego, ale tak żeby on o tym nie wiedział. Musiał go zobaczyć, nie można odmawiać sobie powietrza.

Levi tego nie zrobił, najwidoczniej równania chemiczne były dla niego ważniejsze. 
Brunet skrobał coś w zeszycie, ale niczego nie rozumiał. To były dla niego szyfry.
- Za tydzień sprawdzian, radzę się wam przygotować. - nauczycielka usiadła, a dźwięk dzwonka spowodował wybiegnięcie uczniów z klasy.
Eren wychodząc naprawdę przypadkowo dotknął ramienia Leviego. Ale on nie zareagował. Był zimny jak lód

- Dobrze, proszę mnie posłuchać! - krzyknęła nauczycielka, uciszając rozmawiające dziewczyny.
Wzrok uczniów przeniósł się na nią.
- Z okazji tego, że nasza szkoła bierze udział w międzynarodowym konkursie talentów i my mamy, zamiar powtórzyć zeszłoroczny sukces, wybiorę uczniów którzy wezmą w tym udział.
Osoby, które zostaną wybrane, dowiedzą się o tym zaglądając do swoich szkolnych szafek.

Ciszę w klasie i głos kobiety, przerywało irytujące stukanie długopisem o ławkę.
Jean robił to coraz głośniej.
- Nie jesteś sam w tej klasie, idioto. - syknąl czarnowłosy, prowokując tym chłopaka.
- Naprawdę tak bardzo chcesz oberwać? Laleczko. - zakpił 
Wściekła nauczycielka podniosła głos.
- Macie natychmiast przestać! 
Jean prychnął krzyżując ramiona. 
Kobieta uśmiechnęła się złośliwie.
- Zauważyłam, że zachowanie niektórych uczniów w tej klasie jest naganne. Mam nadzieję, że ten konkurs nauczy was obydwu wzajemnego szacunku do siebie.  - powiedziała, spoglądając na Jean'a i Leviego..
- Nie ma mowy! - krzyknął Jean

sobota, 20 grudnia 2014

Free! - odcinek 2


- Powinienem już wracać do domu. Rodzice będą się martwić. - wyszeptał Makoto siedząc na kanapie obok odprężonego Rina.
Czerwonowłosy spojrzał na niego kątem oka.
- Jest już późno. To niebezpieczne wychodzić o tej godzinie. - odparł spokojnie.
Jakby chciał go właśnie tym argumentem zatrzymać.
- Nie chcę się narzucać... - jakoś próbował się wykręcić, ale głupio było powiedzieć mu, że bezpieczniej czułby się na zewnątrz. Tak więc wyszło na to, że będzie u niego nocował.
- Przyniosę pościel. - oznajmił, znikając z zasięgu wzroku chłopaka.
Makoto zmarszczył brwi, kiedy poczuł ból w łydce. Spojrzał na opatrunek, który przeciekał. Krople krwi spływały po skórze wsiąkając w dywan.
Chłopak zaczął panikować, po chwili wrócił Rin trzymając w dłoniach świeżą pościel.
- Będę musiał zmienić ci opatrunek. - powiedział widząc nieudolne próby poradzenia sobie z tym problemem.
Makoto czuł się jak dziecko, które przewróciło się na podwórku. Kiedy matka przykleja plasterek i mówi, że niedługo będzie po wszystkim.
W tamtej chwili to Rin odgrywał rolę matki.
- Dużo tej krwi... - wyszeptał wyrzucając do śmietnika przemoknięty bandaż.
Mako zagryzł wargę, kiedy poczuł mocne pieczenie. Po chwili jego telefon zaczął wibrować.
Spojrzał na ekran na którym tłustym drukiem wyświetlała się "mama"
Rin podniósł brew do góry, kiedy chłopak odłożył telefon na szafkę, nie odbierając go.
- Twoja mama powinna wiedzieć gdzie jesteś. - odrzekł zawiązując bandaż.
- I tak nie ma jej teraz w domu.
- Żeby tylko nie zgłosiła zaginięcia. - zakpił odchodząc od niego.
- Jestem zmęczony, Mógłbym położyć się spać? - zapytał cicho.
Rin spojrzał na niego.
- Pytasz się mnie czy możesz iść spać? - zdziwił się.
Makoto speszył się, odwracając wzrok.
- Nie wiem gdzie mógłbym się położyć. - szepnął
Czerwonowłosy zaśmiał się i poklepał go po ramieniu. Nie było w tym żadnego podtekstu erotycznego.
- Jeszcze za wcześnie na sen. Zresztą mam coś co poprawi ci humor. - odparł, podchodząc do szafki znajdującej się obok kanapy.
- Co to jest? - zapytał, widząc jak Rin siada obok niego z butelką w dłoni.
- To wino. Jestem pewien, że nigdy jeszcze takiego nie piłeś.
Makoto przełknął ślinę, i dokładnie przyglądał się butelce. Wino było tak samo ciemne jak krew płynąca w żyłach.
Przechylił gwint i wziął duży łyk.
Rin oczekiwał, że chłopak wypluje to i nie będzie chciał już tego tknąć. Ale tak się nie stało.
- Smakuje mi. - odparł krótko, podając butelkę Rinowi.
Powinien pomyśleć, że picie nieznanego alkoholu nie jest zbyt dobrym pomysłem. Nie minęło pół godziny, a on ledwo stał na nogach. Rin nie był w takim stanie jak Makoto, ale też miał problem z równowagą.
- T-teraz muszę iść spać. - wymamrotał Makoto.
Rin skinął głową i wstał powoli. Udało im się pokonać schody i weszli do pokoju Rina.
Makoto nie myślał, że Rin położy się obok niego. Wtedy już w ogóle nie myślał.
Bez słowa zgodził się odwzajemnić pocałunek czerwonowłosego.
Ale żaden z nich nie miał zamiaru posunąć się dalej niż to. I tak na samych pocałunkach minęło prawie pół godziny.
Potem zasnęli. Makoto pierwszy.

Poranek nie mógł być przyjemny. Zwłaszcza kiedy budzisz się w obcym łóżku, obok faceta z cholernym pulsującym bólem głowy.
- Co... co do cholery?! - krzyknął zrywając się z łóżka.
Rin otworzył leniwie oczy. Przetarł dłonią twarz i spojrzał na przerażonego chłopaka.
- Mógłbyś nie krzyczeć? - poprosił zirytowany, zakrywając twarz poduszką.
- Jak dużo wczoraj wypiłem? - zapytał
Rin uśmiechnął się pod nosem.I odłożył poduszkę.
- Miałem nadzieję, że twoje pierwsze pytanie dotyczyć będzie łóżka. - zaśmiał się, siadając.
- Zmierzałem do tego... - odparł skrępowany

Czerwonowłosy wstał powoli i podszedł do okna, otwierając je na całą szerokość.
Świeże powietrze rozwiały jego włosy i muskało skórę jego ciała. Nie ma nic przyjemniejszego od takich poranków.
- Nic się nie wydarzyło. No może oprócz pocałunków.
Makoto złapał się szybko za usta.
- P-pocałunków?! - znów krzyknął
- Nie zalicza się do seksu więc wyluzuj. - czerwonowłosy próbował go uspokoić, ale bez skutku.
Przerwało im głośne pukanie do drzwi.
- Zaczekaj tutaj, zaraz wrócę. - powiedział, wychodząc z pokoju.

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony