wtorek, 13 października 2015

Rivaille x Eren ONE SHOT


Hej! Mam dla was nowego one-shot'a. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłej lektury.


Jest dla wszystkich zagadką. Ludzie często porównują go do lwa. To chyba dlatego, że jest taki waleczny. A może z powodu jego izolacji od innych ludzi. Ograniczył się tylko do własnego towarzystwa. To niebezpieczne. Tacy ludzie często są nieobliczalni, agresywni. 
Czarnowłosy siedział w swoim gabinecie podpisując jakieś ważne papiery. Niezapowiedzianą wizytę złożyła mu Hanji. Bez pukania wparowała do środka. 
Levi przyzwyczaił się do tego i od razu przeszedł do rzeczy.
- O co chodzi? - zapytał oschle. 
Dziewczyna skrzywiła się. 
- Też się cieszę, że cie widzę. - mruknęła - Jest jakieś spotkanie, odnośnie nowych murów obronnych. Musisz się na nim stawić. 
- Kiedy? - odparł 
Hanji uśmiechnęła się stając w drzwiach. 
- Za godzinę w głównej sali. - zamknęła drzwi najciszej jak potrafiła. 
Rivaille zastukał kilka razy długopisem w dębowe biurko i podniósł swój głos. 
- Możesz już wyjść. - powiedział, obserwując jak przerażony Eren wychodzi z szafy. 
Chłopak odetchnął z ulgą.
- Naprawdę tak bardzo się jej boisz? - zakpił, wstając z krzesła
Brunet skinął głową. Cofnął się kilka kroków kiedy Levi przechodził obok niego.
- Nie dziwię się twojego nastawienia co do mojej osoby, ale zauważyłem, że jesteś bardzo strachliwy. - czarnowłosy założył na siebie czysty mundur. 
Eren uśmiechnął się słabo.
- Nie boję się wszystkiego. - odparł lekko zirytowany.
Kapral podniósł jedną brew do góry. Podszedł do chłopaka tak blisko, że naruszył jego strefę intymną. Prawie stykali się nosami. 
Spojrzał prosto w oczy Erena, bardzo głęboko wbił swoje spojrzenie. 
Eren przełknął ślinę czując na swojej twarzy ciepłe powietrze. 
Poczuł spływającą po plecach kroplę potu. 
Kapral zmrużył delikatnie oczy i musnął jego usta. Najdelikatniej jak był w stanie. 
Potem złapał jego nadgarstek w swoją dłoń. 
- A jednak miałem rację. Twoje tętno jest tak szybkie, że albo ci się spodobało to co zrobiłem, albo...najzwyczajniej w świecie się boisz. Jak myślisz? - nadal stał tak blisko niego
Eren nie umiał ukryć zakłopotania jakie powstało po słowach Levi'ego. Nie potrafił także oszukać swojego ciała.
- Nie wiem...- odparł szeptem 
Czarnowłosy puścił jego dłoń i odsunął się od chłopaka. 
- Masz rację. Spodobało mi się to. - odparł nagle.
Kapral spojrzał na niego beznamiętnym wzrokiem. 
- Jeśli tak... - zaczął, rozpinając guziki swojej koszuli, która dopiero co przed chwilą zakładał.
Eren zaczął zastanawiać się czy podjął słuszną decyzję. Jednak to co powiedział nie było kłamstwem. Darzył Kaprala uczuciem, ale nie oczekiwał w żadnym stopniu, że Levi kiedykolwiek je odwzajemni. 
- Na co czekasz. Rozbieraj się. - rozkazał Rivaille, widząc, że chłopak stoi nieruchomo.
Eren zdjął swoją koszulę i to samo zrobił z resztą munduru. Nie miał jednak odwagi, żeby zdjąć dolną część garderoby. 
Levi wziął głęboki oddech i podszedł do chłopaka. Szybki ruchem rozpiął pasek w jego spodniach. 
- Resztę sam możesz zrobić. - powiedział zniecierpliwiony. 
- Co jeśli ktoś tutaj wejdzie... - wyszeptał niepewnym głosem
Czarnowłosy położył palec na ustach chłopaka i popchnął go na kanapę na jego plecami. 
Usiadł na biodrach chłopaka i dzięki przypadkowemu dotykowi Eren poczuł, że serce Levi'ego bije bardzo szybko. 
- Twoje serce też nie zwalnia... - wyszeptał brunet spoglądając w oczy Kaprala.
- Sądziłeś, że w ogóle go nie mam? - odparł, gładząc dłonią jego twarz. 
Pocałowali się namiętnie. Ich bliskość była wyjątkowa.
- Jesteś jedyną osobą, której nie mógłbym zabić... - wyszeptał Levi, obejmując chłopaka
Te słowa bardzo zdziwiły Erena. Nie odpowiedział jednak na nie. 
Zatracając się w tej bliskości, stracili poczucie czasu. Levi miał stawić się na spotkaniu, a zamiast tego uprawiał seks z brunetem.
Rivaille był zdobywcą, liderem - nigdy nie pozwoliłby sobie, żeby to Eren go wziął. 
Oddychał nierównym tempem, owiewając gorącym powietrzem wrażliwą skórę szyi Erena.
Po chwili Kapral doszedł. Po tym usiadł zmęczony obok chłopaka ,oddychając nierównym tempem.
- Cholera jasna... - powiedział nagle Kapral
Eren spojrzał na niego szybko.
- Co się stało? - zapytał 
Levi sięgnął po leżącą obok siebie koszulę. 
- Zapomniałem o spotkaniu... 
Ubrał się bardzo szybko i stanął obok drzwi. Miał nacisnąć na klamkę ale zatrzymał się i spojrzał na powoli ubierającego się bruneta. 
Poprawił kołnierz i podszedł do niego, Eren nie zauważył nawet, że Levi się zbliżył. Podniósł głowę i poczuł na swoich ustach, miękkie wargi Kaprala.

Kise x Aomine rozdział 8 " Nie skreślaj czegoś tylko dlatego, że się boisz."

Blondyn spojrzał zdezorientowanym wzrokiem na wkurzonego chłopaka. Już całkowicie pogubił się w ich relacji.
- Co się stało? - zapytał pół szeptem, wstając z owiniętym w okół bioder prześcieradłem.
Aomine zamilkł. Zastanawiał się czy powiedzieć to co miał cały czas w głowie. Ta niepewność powoli go wykańczała. 
- Posłuchaj... - zaczął drapiąc się po karku.
Blondyn przełknął ślinę, stając w bezruchu. Posłusznie czekał na to co powie Ao.
- Ja... - ugryzł się mocno w język zmieniając resztę swojej wypowiedzi. - Odprowadzę cię do domu. 
Skłamał. Sam nie wiedział, czy ma odetchnąć z ulgą, że nie powiedział jakiejś głupoty, czy obwiniać się o to, że nie miał wystarczająco dużo odwagi aby wyznać prawdę.
Podszedł do stojącego przy zlewie blondyna i objął go w pasie. 
Chłopak zamarł na chwilę.
Daiki wtulił nos w jego włosy. 
- Naprawdę tak mocno mnie kochasz? - zapytał na pozór obojętnym głosem
Blondyn odwrócił się, wpatrując się w jego oczy. 
- Kocham cię, Ao. - odparł pewnie. Po tych słowach mógł zauważyć, że niebieskowłosy odsunął się od niego. Zdjął swoje ubrania i wszedł pod prysznic. 
Blondyn wbił wzrok w podłogę i wyszedł z pokoju.
- Przygotuję śniadanie. - oznajmił cicho, zamykając za sobą drzwi.
Daiki zacisnął pięści, uderzając z całą siłą w ścianę. 
- Niech to szlag... - wyszeptał, zamykając oczy.
Czuł spływającą po jego twarzy gorącą wodę. Na wszystko zawsze miał jakąś odpowiedź. Potrafił poradzić sobie z natrętnymi dziewczynami i po prostu z nimi zerwać. Nie mógł pojąć dlaczego nie potrafi być tak stanowczym w stosunku do Kise.
Wylał do wnętrza dłoni szampon. Pachniał wanilią. To był ulubiony zapach niebieskowłosego. 
- Jak słaby się stałem... - wyszeptał słabo się uśmiechając. 
Zawiązał ręcznik na biodrach i wyszedł z łazienki. 
Do jego nozdrzy dotarł ten przyjemny zapach. Szedł za nim aż do kuchni. Kise o mało co nie upuścił talerza widząc prawie nagiego Aomine w kuchni. 
- Co tak ładnie pachnie? - zapytał 
Blondyn uśmiechnął się i położył przed nim talerz pełen naleśników. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Wygląda pysznie... ale mam to wszystko zjeść sam? - kilkanaście smakowicie wyglądających naleśników, ułożonych jeden na drugim tylko czekały żeby trafić do żołądka chłopaka.
- Ja nie mogę ich jeść. Jestem uczulony na kilka składników. - odparł siadając naprzeciw Ao.
Chłopak pochłaniał je tak szybko, że kiedy skończył blondyn miał na swoim talerzu jeszcze jedną z trzech kanapek. 
- Możesz zostać moim prywatnym kucharzem? - zapytał, rozciągając mięśnie ramion. Odłożył talerz  i podszedł do siedzącego blondyna. Nachylił się nad jedzącym chłopakiem i musnął ustami jego szyję. Kanapka, którą trzymał w dłoni wylądowała na stole.
- Spokojnie. - zaśmiał się Daiki, widząc jak Kise zareagował na jego dotyk. 
- Idziesz dzisiaj do szkoły? - zapytał Kise odkładając talerz. 
Ao zamyślił się. 
- Nie jestem pewien czy mi się chce... a ty? Zresztą po co pytam. Ty zawsze jesteś w szkole. Kujonku. - zaśmiał się Ao, obserwując minę chłopaka.
- Nie jestem kujonem! Ja... po prostu lubię się uczyć. - odparł szybko 
Aomine ubrał się szybko i wyszedł odprowadzić do domu Kise. 
Szli w ciszy. Daiki nie znosił tego. 
- Co powiesz swoim rodzicom? Twoja mama pewnie będzie zła. - powiedział Ao, spoglądając na blondyna. 
Miał taką niewinną twarz. Zupełnie jak aniołek. Daiki bał się najbardziej tego, że nie będzie umiał odwzajemnić jego uczuć tak jak on by tego pragnął. 
- Wysłałem jej wiadomość, że nocuję u ciebie. - odparł spokojnie
- Ach tak... to dobrze. Dzięki za dzisiejsze śniadanie. - starał się podtrzymać rozmowę, która z niewiadomych przyczyn jakoś specjalnie się nie kleiła.
- Ja dziękuje ci za wczorajszą noc... - powiedział nagle, a Ao o mały włos nie zadławiłby się batonikiem. 
- Nie musisz mi za nic dziękować. To była moja decyzja. 
Odprowadził go pod same drzwi. Ich pożegnaniem nie był żaden pocałunek, ani nawet się nie przytulili. 
Spojrzeli na siebie tylko długo i to wszystko. 
Teraz Daiki czuł się pokonany. Co zrobi, jeśli Kise się nagle odkocha? Doskonale go zna i wie jak często zmienia zdanie. Co jeśli się od niego uzależni a potem zostanie z niczym?
Strach go paraliżował, ale przecież nie powinniśmy rezygnować z czegoś tylko dlatego, że się boimy. Tak zachowują się dzieci.
Zawsze uważał się za dojrzałą osobę i był pewny siebie i swoich wyborów. A teraz boi się cokolwiek zrobić. 
Kopnął leżącą obok niego puszkę i wtedy usłyszał ten głos. 
Delikatny... ale nie należał do Kise. To był dziewczęcy głos.

niedziela, 11 października 2015

Rivaille x Eren rozdział 5 SNK

- Co z twoimi rodzicami? - zapytał zniecierpliwiony Levi
Brunet zagryzł mocno wargę. 
- Oni...nie żyją. Zginęli w ataku tytanów na naszą wioskę. Mam tylko siostrę.
- Jak jej na imię? - ton jego głosu jakby odrobinę się zmienił
- Mikasa. - odparł cicho
Każda próba rozmowy o jego rodzicach jest dla chłopaka bardzo bolesna. W jednej chwili stracił osoby, które kochał ponad wszystko. I nic nie mógł z tym zrobić. 
- Jak zginęli? - zapytał nagle czarnowłosy.
Nie interesowało go to, że nie powinien zadawać takich pytań. 
Brunet wziął głęboki oddech. 
- Matkę rozszarpał tytan... a ojca zastrzelił żołnierz. 
W tamtej chwili jedyne co Eren pragnął zrobić to wyrzucić Levi'ego przez znajdujące się za nim okno. 
- To ciekawe... a co z twoją siostrą? Wiesz gdzie jest? - ich spojrzenia stykały się ze sobą. Zacierały tak bardzo, że aż iskrzyło.
To zupełnie jakby Levi chciał sprowokować chłopaka takimi pytaniami. 
- Nie mam pojęcia...szukam jej od kilku lat. - odparł szybko
Czarnowłosy zmarszczył brwi. 
- Kłamiesz. - powiedział nagle Rivaille
Eren otworzył usta ze zdziwienia. 
- Szukam jej od kilku lat! - podniósł głos - Jak mogę kłamać?!
Levi wstał z krzesła i podszedł do łóżka bruneta. 
- Wiem, że twoja siostra żyje. Dostałem takie informacje od zaufanej osoby. Ty kłamliwy psie! - warknął uderzając chłopaka z liścia w twarz.
Brunet złapał się za piekący policzek. Po chwili dotarły do niego słowa jakie usłyszał. 
- Mikasa żyje? Gdzie ona jest?! - zapytał zrywając się z łóżka na równe nogi.
Levi'ego zdziwiło zachowanie bruneta. Zachował jednak zimną krew.
- Jeśli natychmiast się nie uspokoisz każe nafaszerować cię jakimiś środkami. Wtedy wszystko posłusznie mi wyśpiewasz. Chcesz tego? - jego głos brzmiał bardzo poważnie
- Nie... - odparł chłopak wpatrując się odważnie w czarne jak smoła tęczówki Rivailla. - Chcę dowiedzieć się gdzie jest moja siostra! 
Levi wziął głęboki oddech.
- Nie uważasz, że to byłoby nierozsądne gdybym ci powiedział? - odparł spokojnie pukając go palcem w czoło.
Chłopak szybko odepchnął jego rękę i zacisnął pięści. 
- Nie macie prawa tego przede mną ukrywać! - wrzasnął rzucając się na Levi'ego.
Powalił go na podłogę i próbował unieruchomić jego ręce. Jego wysiłki poszły jednak na marne. Kilka sekund później Levi siedział na plecach chłopaka, przyciskając jego twarz do ziemi.
- Puszczaj! - warknął próbując się oswobodzić.
Kapral zacisnął mocniej ręce na nadgarstkach chłopaka sprawiając mu ogromny ból.
- Argh! - krzyknął, krztusząc się śliną.
Levi nachylił się nad uchem chłopaka.  
- Jesteś taki odważny? - zakpił owiewając ucho chłopaka gorącym powietrzem. 
- Jesteś nienormalny! Puść mnie! Arghh! - nie przestawał krzyczeć.
Do sali wbiegła przerażona pielęgniarka, spojrzała na Levi'ego i już chciała wychodzić kiedy w drzwiach zatrzymał ją jego głos.
- Przynieś natychmiast jakieś leki uspokajające! - krzyknął a ona aż podskoczyła ze strachu
- Nie słuchaj go on... - levi zatkał mu usta dłonią. Pielęgniarka skinęła głową i wybiegła z sali.
- Spokojnie Eren... - wyszeptał 
Chłopak poddał się. Leżał nieruchomo, oddychając głośno.
Kobieta wbiegła do sali i uklękła koło nich. Odmierzyła w strzykawce lek i odsłoniła materiał na ramieniu chłopaka.
Zatrzymała się jednak na chwilę. 
- On już jest spokojny... Myślę, że nie ma potrzeby tego robić. - odparła spoglądając z litością na leżącego bruneta.
Wyglądał jak zwierzę, które leży bez sił  oczekując na zastrzyk śmierci.
Levi zmarszczył gniewnie brwi. 
- Rób to co ci każę! - warknął 
Pielęgniarka przełknęła głośno ślinę i wbiła igłę w ciało chłopaka.
Nawet nie drgnął. Po chwili poczuł się bardzo sennie.
- Możesz już odejść. - powiedział oschle
Kobieta zabrała torbę z lekami i odeszła szybko. 
Levi zszedł z chłopaka i odetchnął głęboko, przeczesał włosy palcami i spojrzał na śpiącego chłopaka.
Podniósł go pod ramię i położył na łóżku.
- Cholerny smarkacz... - syknął łapiąc się za bark.
Czarnowłosy przyglądał mu się przez chwilę. Jego oddech był nierównomierny. Przysunął swoją twarz blisko jego. 
- Twojego ojca nie zabił żaden żołnierz...sam go wykończyłeś. A twoja siostra jest nam bardzo dobrze znana... - szepnął Levi 
- Kto nauczył cię tak dobrze kłamać... 
Eren otworzył nagle swoje oczy. Nawet nie mrugnął widząc twarz Levi'ego tak blisko swojej twarzy.
- Taka dawka na ciebie nie działa... - prychnął Kapral podnosząc kącik ust do góry
Eren uśmiechnął się słabo.
- Przyzwyczaiłem się do takiej dawki. - odgryzł się szybko 
Levi wyprostował się, spoglądając z góry na chłopaka. 
Jego źrenice rozszerzyły się momentalnie. Ból rozniósł się po całym ciele.
Eren wbił nóż w udo Levi'ego. Kapral zachwiał się i stracił równowagę upadając na ziemię.


piątek, 9 października 2015

Rozdział 13 Eren x Levi



Chłopak kręcił się po okolicy szukając miejsca dla Kaprala. Wiedział, że jeśli jakiegoś nie znajdzie skazany będzie na jego gniew. Błądził w tym cholernym labiryncie drzew, w środku nocy i to w dodatku bez żadnego światła. 

- Nie jestem żadnym nocnym zwierzęciem żeby widzieć w ciemności... - mruknął brunet rozglądając się na boki
Nagle do jego uszu dotarł ten dziwny szum. Tak! To musiała być woda. Szybkim krokiem szedł w stronę skąd dobiegał charakterystyczny dźwięk.
Uśmiechnął się szeroko widząc przed sobą rozciągająca się taflę wody. Światło księżyca odbijało się od jej powierzchni. 
- Przepiękne... - wyszeptał z zapartym tchem.
Czym prędzej wrócił do Kaprala. Nie mógł doczekać się kiedy powie mu co znalazł. Miał nadzieję, że Kapral chociaż raz go za coś pochwali. 
Już z daleka zauważył Kaprala, stanął zdyszany przed nim.
Levi spojrzał na niego.
- Znalazłeś coś? - zapytał
Brunet uśmiechnął się i z dumą odparł
- Znalazłem przepiękne miejsce! Zaprowadzę tam Kaprala. 
Nawet na kimś takim jak Levi to miejsce zrobiło wrażenie. Podniósł kącik ust do góry i szybkim ruchem ściągnął z siebie mundur. To samo zrobił z dolną częścią garderoby. Rozciągnął mięśnie ramion i pleców. Po chwili odwrócił się w stronę chłopaka. Eren stał przed nagim Kapralem.
Spoglądał mu tylko i wyłączenie prosto w oczy. Czuł się niezręcznie i nie umiał tego ukryć.
- Rozbieraj się. - powiedział beznamiętnie Levi 
Eren zaśmiał się słabo. 
- Ja... ja nie umiem pływać. - zaczął, próbując się wywinąć.
Rivaille zmarszczył brwi.
- Nie obchodzi mnie czy umiesz pływać czy nie. Jesteś brudny i to mi przeszkadza. - odparł ostro.
Brunet przełknął głośno ślinę i trzęsącymi dłońmi zaczął rozpinać guziki koszuli. Ułożył ja na trawie, tuż obok spodni.
- Będziesz się kąpać w bieliźnie? - zakpił odchodząc od czerwonego ze wstydu chłopaka.
Eren skinął głową i zaraz mógł obserwować jak z każdym krokiem mięśnie na plecach Kaprala poruszają się.
Wszedł do wody, przeczesując palcami włosy. Zmarszczył brwi widząc stojącego na brzegu Erena.
Złapał go za ramię i wciągnął do wody. Chłopak nie zdążył złapać równowagi i upadł prosto na Kaprala. 
Eren stał po pas w letniej wodzie. Krople wody ściekały mu po skórze szyi by po chwili znów zginąć w wodzie.
- Tego mi brakowało... - wyszeptał Kapral wynurzając się z wody. Eren przymknął oczy i wszedł pod powierzchnie.
Bez ruchu opadł na dno. Po chwili poczuł uderzenie w plecy.
Wynurzył się zdezorientowany spoglądając na zirytowanego Levi'ego.
- Wychodzimy już. Rozbijemy namiot gdzieś w pobliżu tego miejsca. - oznajmił Kapral wychodząc z wody. 
Eren wziął głęboki oddech i sięgnął po swoje ubrania, zdjął mokrą bieliznę chowając się za drzewem.
- Rozłóż namiot. - Eren bez gadania zrobił to co rozkazał mu Kapral.
- Dzisiaj musimy odpocząć. O świcie wyruszamy. - oznajmił Levi wchodząc do namiotu.
Eren skinął głową i powoli wszedł do środka. Kapral spojrzał na niego zirytowany. 
- Boisz się mnie czy co? - zapytał, widząc jak chłopak siada na końcu namiotu.
Eren zaprzeczył szybko, ale to było kłamstwem. Bardzo się go bał. Szczególnie kiedy spoglądał na niego tymi swoimi oczami. Gdyby tylko była taka możliwość, zabijałby wzrokiem... 
- Połóż się bliżej, będzie nam cieplej... - wyszeptał Levi
Chłopak przysunął się do Kaprala, dokładnie o trzy centymetry.
- Naprawdę jesteś tak głupi? - zakpił
- Przepraszam...-odparł cicho brunet
Levi zmarszczył gniewnie brwi.
- Nie używaj w stosunku do mnie tego słowa. Nie cierpię go.
Emil zamilkł. Nastała cisza, słychać było tylko szum wody dochodzący z tamtego miejsca.
- Kapralu... - wyszeptał niepewnie chłopak
- Hmm? - mruknął Levi
- Czy Kapral uważa, że jestem beznadziejny? - zapytał, wbijając wzrok w materiał namiotu.
Czarnowłosy obrócił się w jego stronę.
- Obchodzi cię to co myślą o tobie inni ludzie? - odparł beznamiętnie
Chłopak uśmiechnął się słabo
- Tak...
- W takim razie przestań. Przez to niepotrzebnie się martwisz.
Eren spojrzał na niego.
- Kapral tak potrafi? - jego głos delikatnie się złamał. 
- Nigdy mnie to specjalnie nie obchodziło. Ludzie z natury są źli, kiedy na przykład wbiją ci nóż w plecy, pytając dlaczego krwawisz.
- Mógłbyś...mógłby Kapral mnie tego nauczyć? - poprawił się szybko
Rivaille przymknął na chwilę powieki.
- Naprawdę jesteś jeszcze dzieckiem... - westchnął zrezygnowany
- Dlaczego...Ja tylko
- Ucisz się już. - przerwał mu czarnowłosy
Levi obrócił się plecami do chłopaka. Eren ugryzł się w język aby nie powiedzieć niczego głupiego.
**
Eren otworzył powoli oczy. Kaprala nie było już w namiocie. Chłopak ziewnął głośno i wyszedł na zewnątrz. Dzisiaj jest wyjątkowo zimno. Brunet z daleko dostrzegł sylwetkę Levi'ego. Z niedowierzaniem oglądał jak wyciera mokre od wody włosy. Kąpać się w taką pogodę? Niezbyt rozsądny pomysł.
Kapral zauważył wzrok chłopaka na sobie.
- Na co się tak gapisz?
Eren przełknął ślinę. 
- Wracamy do bazy? - w duchu modlił się by usłyszeć  słowo zaczynające się na literę n.
- Nie.  - odparł zimno. - Idziemy na północ.
Eren skinął posłusznie głową. Chciałby aby ich relacje się polepszyły. Widział wiele razy jak Kapral rozmawiał z Erwinem. Z blondynem było całkiem inaczej... nie wiedział co takiego sprawiło, że Levi go nienawidzi.
Poskładał namiot i ruszyli w drogę. Między nimi znów pojawiła się ta cholerna cisza. 
- Jesteś głodny? - zapytał nagle Levi spoglądając na chłopaka 
Chłopak spojrzał zdziwiony na Kaprala. Czy on właśnie się przesłyszał? Levi nigdy wcześniej nie interesował się takimi sprawami.
- W zasadzie to tak... - odparł brunet 
Czarnowłosy prychnął pod nosem.
- Ja też. Przygotuj coś...

środa, 7 października 2015

Rozdział 4 * Levi x Eren SNK

Każdy żołnierz wyższego szczebla posiadał własne mieszkanie. Nie było duże, ale i tak w panujących czasach był to nie lada luksus. Kapral też takie posiadał. Sypialnia z kuchnią i łazienką. Trudno zliczyć jak wiele osób marzy o własnym łóżku a co dopiero sypialni. 
Przekręcił kluczyk w zamku i otworzył szybko drzwi. Każdy kto znał Levi'ego wiedział, że ma fioła na punkcie czystości. Dlatego jego mieszkanie wygląda jakby nikt w nim nie mieszkał. 
Czarnowłosy rozpiął guziki i powiesił mundur do szafy. 
Wszedł do kuchni, czując pod stopami zimną posadzkę. Wziął głęboki oddech i stanął nieruchomo przed szafkami. 
Trwał tak w bezruchu kilka sekund. Zamrugał kilkakrotnie i szybkim ruchem wyjął z szafki kubek. 
Wsypał do niej trzy łyżeczki kawy. Potem sięgnął po cukierniczkę  i powolnym ruchem wsypał do kubka pięć kostek cukru. 
To sprawi, że nie będzie chciało mu się spać a jednocześnie jego mózg będzie pracować na najwyższych obrotach.
W tej okropnej ciszy tylko ktoś taki jak Levi potrafił się odnaleźć. 
Usiadł na krześle i zaczął przeglądać papiery leżące na biurku. 
Raporty odkładał na prawo a wszystko inne na lewo.
Nie mógł się skupić, gdyż w jego głowie ciągle gościł Eren.
- Ten smarkacz... - wyszeptał zirytowany. 
Wziął do rąk jakieś papiery, ale nawet czytając je, cała ich zawartość ulatniała się gdzieś.Kapral zacisnął mocno zęby i zrzucił wszystko na podłogę. 
Dźwięk rozbijającego się o podłogę kubka nie zrobiło na nim wrażenia. Nawet bałagan jaki powstał go nie wzruszył.
Musi dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Tą rozmową z Hanji ryzykował wszystko, a nadal nie wie dlaczego Eren tam trafił.
Przecież ten chłopak  nie ma nawet dwudziestu lat, a traktowany jest jak światowy przestępca.
Czarnowłosy prychnął pod nosem i znów ubrał mundur. 
Szpital czynny jest całą dobę, rannych żołnierzy zwożą cały dzień i noc. 
Kapral zatrzasnął drzwi i czym prędzej ruszył w stronę szpitala.

Pielęgniarka była zdziwiona jego wizytą. Wiele na jego temat słyszała i zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. 
- Pan Yeager teraz odpoczywa... - powiedziała przestraszonym głosem, widząc wpatrującego się w nią Kaprala.
- Nie jest obłożnie chory. Może ze mną porozmawiać.- odparł spokojnie
Kobieta uśmiechnęła się słabo i szybko podała numer sali w której chłopak leży.
Kapral szedł korytarzem czując na sobie spojrzenie pacjentów. Większość z nich to niskiego stopnia żołnierze. Poświęcili swoje życie i zdrowie dla ojczyzny i skończyli w szpitalu.
- Faktycznie jesteś umierający. - zakpił widząc siedzącego na łóżku bruneta. Chłopak szybko spojrzał na niego.
Znów poczuł ten wewnętrzny strach. Levi w wielu ludziach wywoływał ten dziwny niepokój. 
- Co ty tutaj robisz? - zapytał pół-szeptem
Rivaille podniósł jedną brew delikatnie do góry.
- Jesteśmy na "Ty" ? Aż tak szybko chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? - Levi podszedł do jego łóżka.
Brunet zacisnął pięści. 
- Nie mam zamiaru zaprzyjaźniać się z kimś takim jak ty. Nie macie prawa więzić ludzi, którzy nic złego nie zrobili. To przez ciebie tu wylądowałem. - odparł wściekły
Rivaille zmarszczył brwi i nachylił się odrobinę w stronę bruneta.
- Uczyłem cie szacunku...ale jak widać nie poskutkowało. - Levi stanął koło okna opierając się plecami o ścianę.
Eren nie wierzył w to co właśnie słyszy.
- Uczyłeś mnie szacunku? O mały włos nie zginąłem... tak mnie skatowałeś! Nie macie prawa tego robić! - warknął prawie wstając z łóżka. 
Rivaille spojrzał beznamiętnie na wściekłego Erena.
- Nie robilibyśmy tego bez powodu. Myśliwi nigdy nie usypia zwierzyny bez powodu. My nigdy nie przesłuchujemy nikogo bez powodu... - oznajmił lodowatym głosem Kapral.
- Jesteście nienormalni... - odparł cicho brunet
- Nie przyszedłem do ciebie po diagnozę. Chciałem dowiedzieć się odrobinę o twojej przeszłości. - Kapral znów podszedł bliżej łóżka chłopaka.
Eren wbił tył głowy mocniej w poduszkę. 
- Dlaczego chcesz znać moją przeszłość? - zapytał zdziwiony
- Uratowałem ci skórę przed tą wariatką. Powinieneś być mi wdzięczny. - Kapral wyciągnął w stronę Erena dłoń. Szybkim ruchem chwycił go za kark. 
Eren spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Jesteś rozpieszczonym bachorem, który nie szanuje innych ludzi. Spróbuj jeszcze raz zadać jakieś głupie pytanie, albo nie odpowiedzieć na moje a gorzko tego pożałujesz. 
Serce chłopaka biło tak mocno,że zaraz wyskoczyło by z piersi. Dawno tak bardzo się nie bał.
To zawsze skutkowało. Ludzie z natury są nieposłuszni  i często trzeba ich tego oduczyć. 
Kapral postawił krzesło obok łóżka chłopaka i usiadł na nim. 
Omiótł Erena swoim zagadkowym spojrzeniem.
- Chcę wiedzieć wszystko... - oznajmił Levi 

piątek, 11 września 2015

Nezumi x Shion część 1

Witam was, będą dwie albo trzy części tego opowiadania. Nie chciałam wszystkiego upchać w jednym dlatego je rozdzielę. Zapraszam do czytania i komentowania. 


Shion czuł przyśpieszone bicie serca, płytszy oddech kiedy Nezumi tylko się do niego zbliżał. Wtedy uświadomił sobie, że jest w nim zakochany. Starał się pozbyć tego uczucia, ale bezskutecznie.Udawanie, że wszystko jest w porządku powoli go przerastało. Nezumi nie był taki głupi. Doskonale wiedział, że coś jest nie w porządku.
Shion postanowił zrobić coś, czego mógł bardzo żałować. Uciekł.
Tęsknił za wcześniejszym życiem. Za swoją matką. Ale nie zrobił tylko z tego powodu. 
Bał się, że gdy wyjawi mu uczucia, Nezumi nie będzie w stanie ich odwzajemnić. I zamiast spróbować, poddał się.
Po dwóch latach od ucieczki, zrozumiał, że podjął słuszną decyzję. 
Chociaż nadal tęsknił za jego uśmiechem, głosem, złością - za wszystkim. 
- To nasz ostatni klient, Shion. - oznajmiła Safu. Ściągnęła fartuch i przytuliła się do niego. Chłopak nie był pewny swoich uczuć do niej. Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywała. 
- Idę przygotować kawę. Mógłbyś pozbierać naczynia ze stolików? - zapytała, uśmiechając się słodko.
Shion skinął głową, idąc w stronę drewnianego stolika.
Ułożył na tacy kilka talerzy i filiżanek i odniósł je do kuchni. 
- Mógłbym wcześniej się urwać? Muszę załatwić coś w urzędzie. - zapytał Shion podchodząc do dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - odparła ciepło. 
Po tych słowach chłopak wybiegł szybko z baru w którym pracował. 
Nie znosił załatwiania spraw w takich miejscach. Czuł się nieswojo, kiedy obcy człowiek wyciągał jego akta. Było tam wszystko. Całe jego życie streszczone na kilkudziesięciu stronach.
Kobieta wyciągnęła papiery i po przeczytaniu kilku linijek tekstu spojrzała na niego krytycznie. Tak zazwyczaj reagują ludzie, kiedy dowiadują się skąd wrócił. 
- Proszę tu podpisać. - powiedziała, podając mu pióro. 
Jak najszybciej ulotnił się stamtąd.
Kiedy załatwił już wszystko wrócił do mieszkania.To nigdy nie jest przyjemne. Ta pustka, która w nim panuje. 
Tęskni za nim. Doskonale pamięta zupę, którą Nezumi tak często gotował. 
Czuł jej zapach, smak a nawet fakturę w ustach.
Shion czuł się dla niego priorytetem. Nezumi często go o tym zapewniał.
Ludzie pojawiają się i odchodzą z naszego życia, ale pozostawiają po sobie bałagan.

Chłopak wziął głęboki oddech kładąc się na łóżku. Było już późno, i jedynie lampka stojąca obok łóżka dodawała choć odrobiny światła w tym mroku.
Zamknął powieki zagłębiając się we śnie...

Obudził się w środku nocy. A raczej zerwał z łóżka niczym spłoszone zwierzę.
Wzdrygnął się kiedy usłyszał ten głos...
- Ładnie się urządziłeś. 
Doskonale znał ten głos. Przełknął głośno ślinę i podszedł do włącznika światła.
- Nezumi... - wyszeptał Shion nie dowierzając własnym oczom.
Przed nim stał ten człowiek. Ten, którego chłopak tak bardzo kochał.
- Muszę stwierdzić, że twoja ucieczka była spektakularna... - zakpił, rozsiadając się w fotelu. 
- Co tutaj robisz? - zapytał drżącym głosem
Pragnął objąć go tak mocno, że zabraknie mu tchu. Dotknąć jego miękkich włosów, słuchać jak wymawia jego imię. Jednak tego nie zrobił. 
Nezumi spojrzał na niego zabójczym wzrokiem.
- Aż tak było ci ze mną źle? 
Chłopak wstał z fotela i zbliżył się do chłopaka. Shion cofnął się kilka kroków, ale w końcu jego plecy spotkały się z zimną ścianą.
- Nie mogłem dłużej z tobą zostać... - wyszeptał 
- Codziennie próbowałem cię odszukać. Martwiłem się każdej nocy czy dalej żyjesz. Jesteś największym idiotą w historii. - warknął uderzając chłopaka w twarz. 
Shion złapał się za bolący policzek.
- Jak mogłeś mnie tak zostawić...  - Nezumi spojrzał ze złością na chłopaka. Shion wbił swoje spojrzenie w podłogę. Czuł rosnącą gulę w gardle kiedy chciał coś powiedzieć.
 - Zrobiłem to bo się w tobie zakochałem. Uciekłem, bo bałem się, że zbyt się od ciebie uzależnię. - Nezumi otworzył szerzej oczy, a słowa chłopaka nadal tkwiły w jego głowie, odtwarzając się od nowa.

czwartek, 10 września 2015

Rivaille x Eren rozdział 3 *nowość

- Gdzie ja jestem? - wyszeptał Eren. Spojrzał na swoją dłoń w której miał wenflon. Po sekundzie do sali weszła pielęgniarka.

 - Dzień dobry Panie Yeager. - powiedziała, uśmiechając się.

Chłopak zmarszczył brwi i podniósł się odrobinę na łokciach.
 - Proszę nie ruszać się za bardzo. - kobieta podeszła do łóżka chłopaka.
- Dlaczego jestem w szpitalu?
Nie miał pojęcia co takiego wydarzyło się, że tutaj trafił. Czuł tylko okropny, rozlewający się po całym ciele ból. Pielęgniarka poprawiła poduszkę pod jego plecami i spojrzała na niego.
 - Miał Pan dużo szczęścia. Został Pan pobity i należy teraz dużo odpoczywać. - odparła z troską w głosie.
-Pobity? Kto mi to zrobił... - szepnął do siebie, zaciskając dłonie na prześcieradle.
Kobieta miała właśnie wychodzić, kiedy Eren znów usłyszał jej głos.    
-Pewien mężczyzna kazał to Panu przekazać. - oznajmiła, podając chłopakowi kopertę.
Chłopak otworzył powoli kopertę i wyjął z niej kartkę. Papier był specyficzny w dotyku. Delikatnie śliski... 
 - "Wracaj do zdrowia." - przeczytał na głos. 
- To wszystko? - zdziwił się oglądając kartkę z każdej strony. 
Wydało mu się to bardzo dziwne, przysunął kartkę bliżej twarzy i do jego nozdrzy wdarł się ten zapach. Nie umiał go określi, ale był bardzo przyjemny. 
**
- Zrobiłeś to specjalnie? - zapytał blond włosy mężczyzna przyglądając się skupionemu na treningu Levi'emu.
Czarnowłosy zignorował go i nie przestawał uderzać w drewnianego manekina. 
Ów mężczyzna na imię miał Erwin i był jednym z niewielu osób, które utrzymywały  z  nim jakikolwiek kontakt.
- Wiesz jak następnym razem będziesz wypełniać jakąś ankietę wskaż, że ignorancja jest twoją największą zaletą. - dodał złośliwie
Rivaille wziął głęboki oddech i zaprzestał wykonywać jakiekolwiek czynności.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytał zirytowany, ocierając nadgarstkiem kropelki potu ściekające z czoła.
Blondyn uśmiechnął się szeroko. 
- Jestem ciekaw dlaczego uratowałeś tego smarkacza. 
Levi spojrzał na niego beznamiętnym wzrokiem. 
- A co tobie do tego? 
- Ot taka ciekawość. Nic wielkiego. - odparł 
Rivaille uderzył z całej siły w manekin, a on o mały włos nie wylądował na ziemi.
- Uznałem, że może być potrzebny. 
Erwin podniósł jedną brew w górę. 
- Tobie czy nam? - zapytał 
Bardzo lubił droczyć się z Kapralem. Wiedział, że granica jest bardzo cienka.
Kapral nie odpowiedział na jego pytanie więc blondyn zadał następne. 
- Słyszałem, że nieźle go urządziłeś. Trafił na ostry dyżur z licznymi obrażeniami. - blondyn specjalnie dokuczał mu w ten sposób. Chciał dowiedzieć się dlaczego Levi dał chłopakowi taryfę ulgową. 
Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak aby ktoś wyszedł żywy z takiej sytuacji. Levi zawsze bił tak żeby zabić, a na pewno nie darowałby mu życia z nudów.
- Nie obchodzi mnie to. - odparł a granica jego cierpliwości bardzo szybko się ścierała.
- Słyszałem, że już się obudził i Hanji chce go przesłuchać jeszcze raz. Uparte babsko. 
I wtedy cierpliwość czarnowłosego całkowicie się wyczerpała. Erwin miał szczęście, że Kapral nie miał w dłoniach czegoś ostrego, ale ku zaskoczeniu blondyna po prostu odszedł.


- Co za dziwny człowiek... - mruknął Erwin

Rivaille zawsze był taki. Wstrzymywał się z okazywaniem uczuć. Tylko raz tak nie było.
W gimnazjum poznał osobę, w której się zakochał, ale jego uczucia zostały odrzucone. Zmiażdżone. Potem postanowił odseparować się od okazywania czegokolwiek oprócz zimnego dystansu.
Nigdy nie miał przyjaciół. Trudno ich znaleźć z takim charakterem...

Czarnowłosy wpadł bez pukania do gabinetu Hanji. Kobieta siedziała za biurkiem czytając jakąś książkę. Swój wzrok przeniosła na stojącego przed nią Kaprala.
- Aleś ty kulturalny. - prychnęła ironicznie spoglądając na wyraz jego twarzy. A raczej jego brak, ponieważ rzadko kiedy można było coś na niej ujrzeć.
- Dowiedziałem się, że planujesz znów przesłuchać tego smarkacza.
Hanji uśmiechnęła się delikatnie.
- A co... martwisz się o niego? - zapytała złośliwie
Kapral zmarszczył gniewnie brwi.
- Nie twój zasrany interes. - syknął podchodząc do niej. Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków.
- Dostałam rozkaz z góry, że mam kontynuować przesłuchanie kiedy tylko się obudzi. - oznajmiła drżącym głosem.
- Nie obchodzą mnie żadne rozkazy z góry. To ja zadecyduję co z nim zrobię. - odparł lodowatym głosem.
Kobieta zaśmiała się cicho. 
- Chcesz się im sprzeciwić? Wiesz dobrze, że wtedy będą musieli cie zlikwidować. - jej głos spoważniał.
- Już kiedyś mieli to zrobić. Niech próbują drugi raz. - odpowiedział oschle odchodząc od niej. 
Nacisnął klamkę drzwi kiedy znów usłyszał jej głos.
- Niech ci będzie. Zrób z nim co chcesz. 

poniedziałek, 7 września 2015

Aomine x Kise rozdział 7

Kolejny rozdział waszego ulubionego paringu. Zapraszam do lektury.


- Jesteś pewien? - zapytał cicho blondyn, siedząc obok Ao na łóżku.
- Niczego w tej chwili nie jestem pewien. - odparł, a jego głos zdawał się drżeć
Niebiesko włosy dotknął dłonią wewnętrzną stronę uda Kise. Blondyn ze świstem wciągnął powietrze do płuc.
Aomine celebrował każdą czynność. Każdą część garderoby zdejmował z niego bardzo powoli.
Był pełen wątpliwości, ale nie odpuszczał.
Kiedy Kise chciał pozbyć go ubrań, chłopak bardzo się zdenerwował.
- Sam je zdejmę. - odparł ochrypłym głosem, odtrącając jego dłonie.
Bluza i reszta ich ubrań wylądowała na ziemi obok łóżka.
Niebiesko włosy uprawiał seks tylko z dziewczynami, i nie wyglądało to tak jak w tej chwili. 
Położył obiema dłońmi cało Kise na łóżku, i usiadł na jego biodrach. 
Poczuł wtedy wbijającą się w niego twardą erekcję blondyna. Przełknął powoli ślinę i nachylił się nad jego twarzą. Ryouta wyglądał tak niewinnie, że Ao bał się cokolwiek zrobić. Zresztą nie mógł się pozbyć tego zażenowania. Przecież obydwoje są mężczyznami, i w dodatku przyjaciółmi.
- Pocałuj mnie. - powiedział Kise, i wtedy zauważył w jego oczach strach. 
Chłopak nachylił się jeszcze bardziej i musnął lekko otwarte usta blondyna. To było tak niesamowicie delikatne. Jak dotyk skrzydeł motyla. 
Aomine pieścił językiem podniebienie blondyna. 
Potem zrobił to jeszcze raz, ale tym razem mocniej. Brutalnie wdarł się do jego ust dokładnie badając każdy ich zakamarek. 
Obudziło się w nim zwierzę. 
Pocałunkami zjeżdżał po szyi blondyna delikatnie podgryzając skórę. Schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na jego sutkach. 
Ścisnął je w palcach i usłyszał głośny jęk wydobywający się z malinowych ust Kise.
- Pragnę cie, Kise. - wyszeptał Ao , schodząc na brzuch.
Potem krążył językiem w okół jego męskości stawiając blondyna na granice wytrzymałości.
Ao zatrzymał się przed penisem. Nigdy go nie lizał, ani nie całował dlatego, że robił to tylko z dziewczynami.
Przymknął oczy i polizał jego trzon. Gdy usłyszał jaką przyjemność sprawiło to Kise, wziął go całego do ust.
Jego ruchy były bardzo rytmiczne. Ale w pewnym momencie blondyn zatrzymał głowę Ao.
- Teraz moja kolej. - wyszeptał zdyszany 
Niebiesko włosy zajął jego miejsce, i już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało porcję przyjemności.
- O Boże robisz to lepiej od nich... - jęknął wypinając biodra w górę.
Zagryzł mocno wargę, przeczesując blond włosy Kise. 
- Wystarczy już. Nie chcę dojść teraz.
Blondyn przestał szybko i usiadł niczym posłuszne dziecko.
- Połóż się na plecach. - rozkazał, głaskając blondyna po twarzy. 
- Chcę widzieć twoją twarz kiedy dochodzisz. - dodał, wchodząc pomiędzy jego uda. 
Sięgnął jeszcze dłonią po stojący na szafce krem. 
- Nawilżę cię. Będzie mnie boleć.
Kise poczuł na swoim wejściu dotyk Aomine. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy. 
Czuł się bardzo nieswojo. Jednak po chwili poczuł przenikający ból w dolnej części pleców.
Po niedługim czasie wszystko się zmieniło. Niebiesko włosy odnalazł jego czuły punkt, ocierając się o nim gorącym penisem.
- Więcej! - krzyknął Kise wbijając paznokcie w ramiona Ao.


***
Ao otworzył powieki sklejone tą dziwną substancją. Spojrzał na śpiącego obok blondyna.
Doskonale pamięta co wydarzyła się poprzedniej nocy.
Wstał powoli i swoje kroki skierował od razu do łazienki. Wziął głęboki oddech przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
- Niech to szlag... - wyszeptał wchodząc pod prysznic.
Nie czuł się dobrze z tym co się stało. Wczoraj stracił nad sobą panowanie. Instynktownie pragnął bliskości fizycznej  i ją otrzymał. 
- Zrobił ze mnie geja? - wyszeptał, przemywając twarz gorącą wodą.
Wyszedł z kabiny i przetarł dłonią zaparowane lustro. Biodra obwiązał ręcznikiem i  wyszedł z powrotem do sypialni.
Kise nadał spał. Kiedy Ao się ubrał, podszedł do łóżka i szturchnął blondyna mocno za ramię. 
- Wstawaj. - powiedział głośno 
Blondyn otworzył powoli powieki, ukazując światu swoje przepiękne oczy.
- Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz... - mruknął zaspany
Aomine westchnął głęboko i zdarł z niego kołdrę. 
- Wstawaj natychmiast. - powtórzył, spoglądając prosto w oczy Kise.


niedziela, 6 września 2015

Rivaille x Eren Nowość rozdział 2

Witam was moi drodzy. Przepraszam, że ten rozdział jest taki krótki, ale nie miałam dziś zbyt wiele czasu. Mam nadzieję jednak, że wam się spodoba. Miłej lektury :)


Eren otworzył powoli oczy, kiedy promienie słońca wdarły się przez kraty w oknach. 
Pierwsze co poczuł to jak bardzo zaschło mu w gardle. 
Spróbował wstać, ale utrudnił mu to ból w kolanie.
- Cholera!- krzyknął, upadając z powrotem na ziemię.
- Wyspałeś się? - zapytała, stojąca koło drzwi Hanji
Eren spojrzał na nia ze złością.
- O czym wczoraj rozmawialiście?
Chłopak nadal milczał, przez co rozzłościł kobietę.
Podeszła do niego szybkim krokiem i ukucnęła obok niego.
Od razu spostrzegła brak kajdanek na jego nadgarstkach.
- Widzę, że się polubilście. - zakpiła, ale po sekundzie jej twarz spoważniała.
- Ja jednak nie darzę cię taką sympatią. - sprawnym ruchem znów je założyła.
Brunet zagryzł wargę z bólu jaki temu towarzyszył.
- Zapytam ostatni raz. O czym rozmawialiście? - warknęła ze złością
Chłopak zacisnął pięści i splunął kobiecie w twarz. Nigdy nie zapomni jej wyrazu kiedy to zrobił.
- Ty psie! - wrzasnęła, uderzając go z impetem w twarz.
- Zostaw go. - głos rozszedł się po całej celi, odbijając sie o ściany.
Kobieta wzięła głęboki oddech i wstała.
- Splunął mi w twarz. To dla mnie zniewaga. - powiedziała, patrząc prosto w czarne jak smoła tęczówki Kaprala.

Czarnowłosy spojrzał na siedzącego pod ścianą chłopaka.
- Sam sie tym zajmę. - odparł zimno, omijając ją. Usiadł na krześle.
Hanji zaklęła coś pod nosem i wyszła z hukiem trzaskając drzwiami. W celi nastała grobowa cisza, którą przerwał głos Leviego.
- Myślisz, że możesz zachowywać się w taki sposób? - zapytał, wstając z krzesła.
Podszedł do chłopaka i podniósł go do góry za kołnierz koszuli.
- Mam cię nauczyć szacunku? - jego głos brzmiał coraz poważniej
Nie przeszkadzały mu krzyki Erena, kiedy rzucił nim o metalowy stolik. Razem z meblem, na podłogę poleciało wszystko co się na nim znajdowało. 
Eren otworzył szeroko usta, krztusząc się własną śliną. Nie miał siły wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku.
- Najlepszym sposobem na naukę szacunku jest ból. - oznajmił Levi kopiąc bruneta w brzuch.
Było mu wszystko jedno czy zginie od kolejnego ciosu, czy może pod koniec dnia.
Nagle poczuł wielką ulgę, ból powoli ustawał. Eren stracił przytomność.
Kapral nachylił się nad chłopakiem i sprawdził jego puls. Potem zawołał strażników.
- Zabierzcie go do szpitala. - rozkazał, wycierając brudne od krwi dłonie. 
Mężczyźni spojrzeli ze strachem na skatowanego chłopaka.
Po chwili Levi również opuścił celę. 
Na korytarzu spotkał Hanji. Stała ze swoim specyficznym uśmiechem na twarzy.
- Nic się nie zmieniłeś. - uśmiechnęła się wchodząc do swojego gabinetu.

Eren został przewieziony do szpitala w eskorcie policji. Pomimo tego, że nie był w stanie nawet samodzielnie stanąć nadal uważany był za niebezpieczeństwo.
- Nieźle go urządzili... - wyszeptał lekarz, rozcinając zakrwawioną koszulkę chłopaka.
Zmarszczył brwi, kiedy ujrzał posiniaczoną klatkę piersiową. Miał obrażenie wewnętrzne, a to one są najbardziej niebezpieczne.
- Spędzi u nas co najmniej miesiąc.  - oznajmił do stojących pod salą żołnierzy.

sobota, 5 września 2015

Rivaille x Eren NOWOŚĆ *prolog SNK

Moi drodzy to jest nowe opowiadanie, mam nadzieję, że wam się spodoba. Zapraszam do komentowania :3 miłej lektury! 


Był chłodny, deszczowy wieczór. Wiatr bawił się spadającymi z drzew liśćmi rozrzucając je  na różne strony. Levi jak zwykle spędzał czas w swoim gabinecie. 
Od godziny podpisywał tylko jakieś papiery, nawet nie czytając ich treści. Tym zajmowali się inni. 
Nagle zatrzymał się stukając długopisem o blat dębowego biurka. W tej przenikliwej ciszy ten dźwięk brzmiał co najmniej jak wybuch granatu. 
Czarnowłosy wziął głęboki oddech i wstał z krzesła. Bezszelestnie ruszył w stronę drzwi, w drodze zapinając guziki swojej marynarki. 
Zajmował się jeszcze jednym, a mianowicie przesłuchiwał świadków, lub podejrzanych o sprawy związane z bezpieczeństwem kraju. 
Pod jego drzwiami stała Hanji z ręką uniesioną w górze.
- Właśnie miała pukać. Przywieźli nową partię. - dziewczyna stanęła wyprostowana
Kapral spojrzał na nią zirytowany.
- Mam zająć się wszystkimi? - zapytał 
Dziewczyna uśmiechnęła się w swój dziwny sposób. Dziwny, ponieważ jej uśmiech przypominał raczej objaw niezdrowego podniecenia. 
- Mamy problem z jednym... - szepnęła 
- Jaki problem? - zapytał z ciekawością
- Ten chłopak jest podejrzany o stwarzanie zagrożenia kraju. To nasz priorytet i chcemy jak najwięcej z niego wyciągnąć. On jednak milczy. - dziewczyna westchnęła teatralnie - Próbowaliśmy nawet odrobiny agresji, ale nic nie wskóraliśmy tym.
Miejsce gdzie trzymali podejrzanych było nazywane klatką. 
Było bardzo małe  i mieścił tam się stolik z dwoma krzesłami. 
Przed drzwiami do "klatki" stało dwóch żołnierzy. Mieli tylko ostrą amunicję. Kiedy tylko zobaczyli Kaprala stanęli prosto i zasalutowali mu. 
Czarnowłosy wszedł do środka pomieszczenia. W środku panowała cisza, ale przebijał się przez nią rytm nierównego oddechu. 
Levi zapalił światło i usiadł na krześle. Wtedy zobaczył siedzącego na podłodze chłopaka.
Kolana miał skulone pod brodę, co chwilę wycierał krwawiący nos rękawem koszuli.
- Odrobina agresji... - zakpił Levi lustrując wzrokiem chłopaka.
Brunet przełknął ślinę czując w ustach i gardle krew. Z pogardą spojrzał w stronę Kaprala.
- Może po prostu od razu mnie zabijcie... - wyszeptał 
Czarnowłosy odwrócił się w stronę chłopaka i zmrużył podejrzliwie oczy.
- Naprawdę tego chcesz?  - jego głos odbij się od pustych ścian klatki.
- Nic złego nie zrobiłem, a twoi ludzie próbowali mnie zakatować. - powiedział chrapliwym głosem. 
Levi podszedł do chłopaka  i wyciągnął  z kieszenie kluczyk. 
- Jak będziesz grzeczny to cie uwolnię. - oznajmił 
- Nie mam zamiaru z wami walczyć. - szepnął zmęczony
Levi spojrzał na jego posiniaczone ramiona i po chwili przekręcił kluczyk, uwalniając go z kajdan. 
- Usiądź na krześle, nie będę rozmawiać z tobą na podłodze. - rozkazał zimno, odkładając kajdanki na blat stołu. 
Wszystko było tam pedantycznie czyste. Metalowy stół, białe ściany...
Brunet wstał powoli, i z bólem usiadł na krzesło. Jego ciało było bite przez kilka godzin i w tamtym momencie nie mógł znaleźć pozbawionego bólu miejsca.
- Czego ode mnie chcesz? 
- Zacznijmy od podstaw. Jak się nazywasz?  - zapytał spokojnym głosem 
- Nic wam nie powiem. - odparł cicho 
Brunet nie wiedział jeszcze z kim na do czynienia. Nikt nie sprzeciwia się Kapralowi. A jeśli był ktoś taki, to zapewne już nie żyje.
Levi podniósł kącik ust do góry i przysunął się do chłopaka.
- Jeśli nie odpowiesz mi na pytanie, które ci zadałem gorzko tego pożałujesz. A to co cię dzisiaj spotkało, uznasz za pieszczotę.  - oznajmił głosem zimnym jak lód.
Brunet przełknął ślinę ze strachu. Miał wrażenie, jakby siedzący naprzeciw niego człowiek wiedział o nim dosłownie wszystko. 
- Eren. Eren Yeager. 
Levi wpisał w raport jego dane. 
- Ile masz lat? - Osiemnaście. - odparł posłusznie.
Czarnowłosy odłożył długopis i spojrzał na chłopaka. 
- Jak tutaj trafiłeś?  - zapytał spokojnym głosem. Pierwszy raz przesłuchuje tak młodą osobę. Przecież to jeszcze dziecko.
- Zabrali mnie ze szkoły. - odparł brunet
Levi prychnął pod nosem.
- Są coraz mnie kreatywni. Napiłbyś się czegoś? - dodał 
Eren skinął głową. 
- W takim razie zawołam strażnika. - oznajmił Kapral, naciskając przycisk znajdujący się pod blatem stołu. 
Po sekundzie zjawił się żołnierz. Spojrzał na brak kajdanek na nadgarstkach chłopaka.
- Przynieś mu szklankę wody. Nie chcę żeby mi tu zemdlał. - rozkazał
Mężczyzna skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. 


piątek, 4 września 2015

Free! - odcinek 5

- Co do cholery... - wyszeptał nie dowierzając własnym oczom. Dałby chyba wszystko byle tylko nie znaleźć się w tym miejscu i czasie.
Makoto odepchnął od siebie Rina i bez słowa wybiegł z szatni. Biegł przed siebie, nie patrzył nawet pod nogi, przez co o mały włos by się nie przewrócił. Zatrzymał się dopiero, kiedy poczuł silny ból nogi. 
Jego oddech był tak szybki, że zaczął obawiać się o to, żeby nie dostał zawału. Chociaż prawdę mówiąc, to było najmniej ważne w tamtym momencie. 
- Co ja narobiłem? - jego głos jakby delikatnie się łamał. 
Rin został w szatni i ubierał na siebie bluzę. Haru zacisnął zęby ze złości i chwycił za kark czerwonowłosego uderzając jego głową o ścianę. 
Rin złapał się za krwawiący nos i spojrzał z wściekłością na Harukę. Złapał go za kołnierz i przycisnął do ściany.
- Całkowicie cie popierdoliło?! - warknął Rin potrząsając nim.
Nie zwracał uwagi na cieknącą  z nosa krew. 
- Skrzywdziłeś mojego przyjaciela! Nienawidzę cię. - spojrzał prosto w jego oczy.
Czerwonowłosy uśmiechnął się słabo. I puścił chłopaka.
- Jestem ci wdzięczny za prawdę. A co do Makoto, to On nie jest twoją własnością. - wyszeptał wychodząc z szatni.
Haruka wziął głęboki oddech i osunął się po ścianie. Jak mógł pozwolić żeby on dotykał go w takich miejscach. 
- Jak mogłem na to pozwolić?! - krzyknął , uderzając pięścią w ścianę.  Nie przestał nawet pomimo krwawiących kostek.

Rin wyszedł z budynku. Pierwsze co zrobił to wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Palił rzadko, tylko kiedy naprawdę się zdenerwował. Widać nie dane było mu zaciągnąć się tym świństwem głęboko w płuca. Rzucił na ziemię paczkę zapałek i zaklął pod nosem. 

Już mu było wszystko jedno. Tego wszystkiego i tak było już za dużo. 
- Po jaką cholerę w ogóle dotykałem tego smarkacza... - mruknął zirytowany poprawiając torbę. 

Makoto przełknął ślinę podpierając się dłonią o drzewo. Wyglądał jak zmęczone ucieczką zwierzę, które szuka schronienia. Obrócił się za siebie niepewnie, mając nadzieję, że nie spotka Haruki. 
Odetchnął z ulgą i opierając się plecami o drzewo zjechał na ziemię. 
Tak właśnie chciał odpocząć. Gałęzie drzewa chroniły go przed słońcem. I gdyby nie twarda ziemia to byłoby całkiem przyjemnie.
Nie interesowali go przechodzący obok ludzie, którzy spoglądali na niego krytycznie. Przecież nie miał w dłoni butelki piwa, nawet nie palił papierosa. Ale tylko na tyle było ich stać, przecież nie mają w swojej naturze czegoś takiego jak empatia. Jedyne słowo które dobrze opisuje ich zachowanie to apatia. Jakieś takie panujące otępienie, jakby dopiero zbudzili się ze snu. 
Makoto poczuł wtedy ten zapach. On wdarł się do jego nozdrzy tak brutalnie i bezwzględnie. 
Zerknął w stronę z której wyczuł ten specyficzny zapach i wtedy go ujrzał. 
-Tylko nie ty...- wyszeptał zmęczony spoglądając  na Rin'a.
Czerwonowłosy podszedł do niego i ukucnął. 
Makoto zmarszczył brwi kiedy zobaczył jego posiniaczoną twarz. 
- Co ci się stało?! - krzyknął przerażony.
Rin uśmiechnął się do siebie. 
- Twój przyjaciel tak mnie potraktował. Nie mam mu jednak tego za złe. Wiem, że zachowałem się źle i przepraszam za to. 
Makoto skinął głową.
- Haruka aż tak się zdenerwował? - zapytał drżącym głosem Makoto
Rin wziął głęboki oddech i usiadł obok chłopaka. 
- Zawsze miał taki charakterek. Nigdy nie starałem się tego zmieniać, chociaż bardzo często mnie tym drażnił. Byłem jego przyjacielem. - te słowa specjalnie zaakcentował 
- Kiedyś byliście nierozłączni. - wyszeptał Makoto, spoglądając na zakrwawiony nos czerwonowłosego
Rin nic nie odpowiedział na słowa chłopaka. Uśmiechnął się tylko delikatnie.
Naprawdę byli przyjaciółmi. Jeden skoczyłby za drugim w ogień. Ale potem wszystko się posypało i żadnemu nie chciało się tego poskładać.
- Przepraszam za moje zachowanie... - powiedział nagle Rin modląc się w duchu, żeby mu to wybaczył.
- Nie gniewam się. W tym całym zajściu to ty najbardziej oberwałeś. - odpowiedział widząc jak Rin przykłada kolejną chusteczkę do nosa.
Robiło się coraz chłodniej i obydwoje poczuli ten zimny powiew wiatru. 
- Czas się zbierać.  - oznajmił Rin wstajac powoli. Makoto najchętniej schowałby sie pod kołdrę i zasnął. Ale od życia nie da sie uciec. I choćby nawet chciał to musi zmierzyć sie z rzeczywistością.
- Mam nadzieję, że przemyśli swoje zachowanie... - Rin usmiechnął się pod nosem. Znowu wygrał , ale tym razem coś cenniejszego... 

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 13 EREN X LEVI

  -Powiedziałem żebyś się nie oddalał. - Rivaille szarpnął zamyślonego bruneta za ramię
 - Przepraszam! - krzyknął przerażony Eren.
Spojrzał na zirytowaną twarz Kaprala. Było już późno, ale światło księżyca padające na twarz Leviego sprawiała, że nie wyglądał aż tak przerażająco jak zazwyczaj.
 - Nie będę cię niańczył. Masz robić to co ci powiem, albo od razu odejdź. - gdyby jego głos mógłby mrozić to już pewnie wszystko pokryte byłoby grubą warstwą lodu.

Eren przeprosił jeszcze raz. Ostatnio ma problemy z koncentracją. Może to wszystko tak na niego działa. Otaczający go, okrutny świat, który pozbawiony jest uczuć i współczucia. 
Tak wiele osób ostrzegało Erena, że od teraz ma stać się bezuczuciowy, zimny... Ale on tak nie potrafił. Nie mógłby przejść obojętnie obok konającego człowieka, albo zostawić na śmierć głodne dziecko. 
Nadal ma w głowie słowa Kaprala, który twierdził, że jego troska kiedyś go zgubi. On sam myśli, że tak będzie...

- Przestań się już zadręczać i skup się na teraźniejszości. Musimy się stąd przenieść, nie jest tu zbyt bezpiecznie. - oznajmił czarnowłosy, zapinając guziki swojego płaszcza.
- Dokąd pójdziemy? Kilka kilometrów stąd toczy się walka. - odparł cicho chłopak.
Kapral podszedł do niego bliżej i omiótł go swoim zimny, stalowym spojrzeniem. Robił to w taki sposób, że Eren czuł swoisty dreszcz przechodzący po kręgosłupie.
- Tak bardzo chcesz pchać się do walki? - zapytał Levi
Eren przełknął ślinę i otworzył odrobinę usta. Zastanawiał się tylko czy w ogóle sens jest cokolwiek mówić. 
Kapral Rivaille to rodzaj człowieka, którego niektórzy nazywają socjopatą. To ktoś kto nie potrafi okazać uczuć wobec drugiej osoby, a przynajmniej nie tych pozytywnych. Nigdy nie zauważył też aby wyraził troskę lub wyrzuty sumienia... 
A może po prostu zna go zbyt krótko? 
- Jestem żołnierzem i moim obowiązkiem jest walczyć. Nie mogę bezczynnie siedzieć, kiedy inni umierają. 
Levi zauważył w oczach Erena to czego nigdy nie mógł znaleźć w swoich. 
Chociaż sam do końca nie wiedział co to dokładnie jest.
- Spakuj nasze rzeczy. - odparł oschle

Eren uwinął się z tym bardzo szybko. Robił to specjalnie, bo bardzo zależało mu żeby jak najszybciej dostać się na pole bitwy. 

- Jesteś gotowy? - zapytał Kapral, widząc jak brunet pakuje koc do swojego plecaka.
Eren skinął głową i obydwoje ruszyli do miejsca walki. Czarnowłosy wiedział ,że nie będzie łatwo. Dużo słyszał o tym miejscu. 
- Robienie z siebie bohatera, nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. - powiedział, spoglądając na zapatrzonego w dal bruneta.
Chłopak przyglądał się temu wszystkiemu z daleka. Już widać było wybuchające granaty... krzyki ginących żołnierzy i zdychających potworów. 
Brunet poczuł jak szybko zaczęło bić mu serce. Gdyby mogło to wyskoczyłoby z piersi. 

- Jesteś pewien?  - zapytał Levi ściskając w dłoni rękojeść miecza. 
Brunet skinął głową spoglądając jeszcze raz na twarz Kaprala. Co jeśli już nigdy go nie zobaczy? 
- Posłuchaj mnie jeszcze. - Levi złapał bruneta za ramię i mocno ścisnął  - Trzymaj się blisko mnie. 
Eren przytaknął.
- Nie kiwaj głową, tylko odpowiedz mi jak żołnierz. - warknął ze złością.
- Zrozumiałem! Będę trzymać się blisko ciebie. - odparł czując jak jego stopy palą się do biegu. 

Walczyli obydwoje. Kiedy Levi siekał ogromnego tytana, Eren obwiązywał go linami ze wszystkich stron. Tak aby nie mógł się ruszać. A potem wystarczyło tylko przeciąć w odpowiednim miejscu. 
Współpracowali ze sobą, i nawet dobrze im to szło. Inni żołnierze ze zdziwieniem i respektem oglądali poczynania Kaprala. 
Nie było łatwo tego wszystkiego zrobić. Ale z pomocą reszty żołnierzy udało się zapanować nad wściekłymi tytanami. 
- Dziękujemy wam bardzo za pomoc... - rzekł jeden z żołnierzy. Jego przełożony zginął i tylko on mógł w imieniu wszystkich podziękować. 
- Nie musisz dziękować. To nasz obowiązek. - odparł Levi 

Znów cały był z tej obrzydliwej cieczy. Krew tytanów jest specyficzna. Bardziej  gęsta niż ludzka i w dodatku okropnie śmierdzi. Dlatego Kapral nie znosi mieć choćby kropli tego świństwa na sobie. 
- Eren! - krzyknął , ale chłopak  nie usłyszał go.Za drugim razem zjawił się od razu. 
- Tak, kapralu? - zapytał 
Czarnowłosy wytarł chusteczką dłonie i spojrzał na wystraszonego bruneta.
- Dowiedz się czy gdzieś w pobliżu jest rzeka, jezioro albo coś gdzie mógłbym zmyć  z siebie to gówno. - syknął z obrzydzeniem wyrzucając chusteczkę.
- Tak jest! - odparł, biegnąc w stronę grupki żołnierzy. 





Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony