- W końcu się obudziłeś.Nie sądziłem, że taka dawka uśpi cie na dwa dni. - Eren otworzył
swoje oczy, a pierwszy obraz jaki zobaczył była twarz Kaprala.
Spoglądał na niego z góry. Jak drapieżnik na swoją ofiarę.
Chłopak nie miał siły żeby ruszyć choćby palcem. Bolało go wszystko.
- To jakiś narkotyk? - zapytał ledwie słyszalnym, zachrypniętym głosem
Nadal czuł jak obraz w jego głowie wiruje.
- Nie mam pojęcia jakiego świństwa użyli. Nie mogę temu jednak odmówić skuteczności.
Eren spojrzał na nogę Kaprala.Nadal miał bandaż.
A przez jedną cholerną sekundę miał nadzieję, że to wszystko to tylko zły sen.
Tak bardzo pragnął teraz tej swojej codzienności, monotonii, ktorej kiedyś nienawidził.
- Na stole masz jedzenie. - powiedział chłodno Levi, widząc jak chłopak próbuje wstać.
Wyglądał jak nieporadne dziecko, które stawia pierwsze kroki. Podparł się dłonią o ścianę,
upadł jednak na posiniaczone plecy.
W Kapralu nic nie pękło, nie zmiękczył go ten widok, po prostu nie miał dość dużo czasu,
żeby czekać aż stanie na nogi.
Pomógł mu wstać, a Eren o własnych siłach doszedł do stolika. Usiadł bezgłośnie na krześle
i sięgnął po widelec. Skóra na nadgarstkach krwawiła od otarć. Kapral wyciągnął klucz
i uwolnił je.
- Nie boisz się, że znów cię zranię?- zapytał zdziwiony, spoglądając na Leviego
Czarnowłosy usiadł na przeciw niego.
- Nawet nie zdążyłbyś w tym stanie wyciągnąć broni, a już miałbyś poderżnięte gardło.-odparł spokojnie
Chłopak przełknął duży kawałek mięsa. Dostał dużą porcję, to dziwne, że tak dobrze go karmią.
Eren czuł się co najmniej nie komfortowo kiedy Levi obserwował go podczas jedzenia. Wbił swój wzrok w talerz, a mimo to ciągle czuł na sobie jego zimne spojrzenie.
Może wszystko byłoby w porządku, gdyby nie był taki przeszywający i pozbawiony emocji.
- Co ze mną zrobicie? - zapytał kiedy Levi nacisnął klamkę drzwi
- Za dwa dni masz proces. Jest prawie pewne, że skażą cię na śmierć. Masz dużo czasu aby się przygotować na to co nastąpi. - nawet kiedy mówił o śmierci ton jego głosu nie ulegał zmianie.
To dziwny typ człowieka. Do perfekcji pozbył się sentymentów i wszelkich uczuciowych przeszkód, które tylko blokują dostrzeganie ważnych rzeczy.
Eren słysząc słowa śmierć otworzył delikatnie usta. Nie krzyczał ani nie histeryzował. Osunął się plecami o ścianę i usiadł na zimnej posadzce. W tamtej chwili w jego głowie nie było niczego.
Pustka, ciemność, mgła - tylko to.
Gdy drzwi się zamknęły zadrżał lekko. To chyba tylko dlatego, że zrozumiał nieodwracalność sytuacji w jakiej się znalazł.
Położył się na plecach i jak się nagle okazało sufit okazał się bardzo ciekawym miejscem.
Poczuł to. Łzę spływającą po jego skroni i ginącą w jego włosach.
To nie była rozpacz, ani smutek. To czysta bezsilność, nie mógł nawet próbować się wydostać.
Brak sił, kraty, strach - czynniki, które paraliżowały jego jak się zdawało naturalną chęć przeżycia.
Kapral wszedł do swojego gabinetu i przez chwilę stanął nieruchomo. Miał pewien plan, ale jego przeprowadzenie oznaczało wielkie poświęcenie.
Czy nie zbyt wiele poświęcił dla innych w swoim życiu? Co takiego ten smarkacz ma, że ma być tym cholernym wyjątkiem?
W głowie Kaprala rozgrywała się istna walka. Pomiędzy uratowaniem mu życia, a obojętnością na jego los.
Wszystko to co starał się stworzyć przez tyle lat naglę pęka. Przez ten mur obojętności przebija się struga światła.
Mógłby go uratować przed egzekucją i skazać siebie na śmierć.
Wszyscy zaczęli by go ścigać za zdradę.
Kapral zacisnął mocno zęby i zaczął powoli rozpinać mundur.
Sam nie wiedział chyba co chce zrobić.
Czy to nie naturalne, że kiedy chcemy chronić coś bardzo dla nas cennego włącza się w nas instynkt?
Taki, który trudno wyłączyć.
Zawahał się na ostatnim guziku koszuli. Wziął głęboki oddech i szybko je zapiął. Założył znów mundur i podszedł do szafki.
Otworzył ją i jego oczom ukazała się broń. Katana.
Była tak piękna, że każdy pragnąłby zginąć od jej ostrza.
To wyjątkowa śmierć.
Wyciągnął ją i wyszedł na zewnątrz.
Wiedział ile żołnierzy znajduje się na terenie jednostki. Jakie mają zmiany i broń. Znał ich zdolności i sposób w jaki walczą.
Miał klucz do wszystkich cel.
Nie wątpił w swoje zdolności. Może dlatego pierwsze cięcie jakie zadał młodemu żołnierzowi wysłało go na tamten świat.
I kolejne, tym razem krew tryskająca z tętnicy wylądowała na jego twarzy. Blada skóra z bordową krwią tworzyła przerażający kontrast.
Szedł powoli ściskając w dłoni rękojeść katany. Bezgłośny niczym kot wyskoczył zza ściany pozbawiając życia dwóch żołnierzy.
Jeden zdążył go jednak zranić w ramię.
Krew zaczęła spływać na ziemie zostawiając ślady.
Stanął prosto kiedy zobaczył przed sobą zszokowanego Erwina.
Wyprostował się.
- Co ty...dlaczego ich zabiłeś? - krzyknął Erwin spoglądając na zakrwawionego Leviego.
Kapral wziął głęboki oddech i powoli podchodził do blondyna.
Nie miał żadnej broni więc był całkowicie bezbronny.
Kiedy Kapral wykonywał krok naprzód, on cofał się o jeden.
Był naprawdę blisko niego. Erwin zamknął oczy szykując się na śmierć, kiedy poczuł nagle jak jego ciało przechodzi dreszcz.
Ciemność to ostatnie co widział.
Kapral uderzył go w głowę, nie zabił. Tylko stracił przytomność.
Jego kroki skierowały się w stronę gabinetu Hanji...
Opowiadania głównie z parą LevixEren. Jednak będą dodawane tutaj też co jakiś czas jedno rozdziałowe opowiadania z innych anime.
niedziela, 31 stycznia 2016
niedziela, 3 stycznia 2016
Rozdział 6 SNK
Zapraszam do lektury :
Czarnowłosy wypuścił ze świstem powietrze z płuc. Ból rozniósł się po całym ciele. Spojrzał na zbliżającego się do niego bruneta. Nie dało się nie zauważyć, że Levi bardzo zirytował się tym co się stało. Opanował jednak emocje.
- Jesteś bardzo szybki. - oznajmił uciskając krwawiącą ranę.
Eren ukucnął obok niego i podał mu opatrunek.
- Muszę się stąd wydostać. - powiedział brunet spoglądając prosto w te czarne, puste oczy.
Kapral przymknął oczy i wziął głęboki oddech. Starał się nie zwracać uwagi na ból jaki w tamtej chwili chciał go sparaliżować.
- Chyba nie jesteś aż tak głupi, żeby spróbować. - odparł Levi wskazując palcem na zasłonięte okno.
Brunet zmarszczył brwi szybko do niego podszedł. Przed szpitalem stało bardzo dużo żołnierzy.
- Są uzbrojeni? - zapytał nagle
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak. - odparł próbując wstać.
Związał opatrunek na udzie, i stanął.
Opierając się tylko na jednej nodze obserwował jak brunet zastanawia się jak wybrnąć z całej sytuacji.
- Za to co zrobiłeś powinienem skręcić ci kark. - powiedział nagle Kapral
Eren przełknął ze strachu ślinę i spojrzał na niego.
Nie powinien był tego robić, nie przemyślał swojej decyzji
- Niech ci nie wpadnie do tej główki pomysł, żeby się stąd ruszać. Zginiesz zanim wyjdziesz z budynku. - powiedział podchodząc do bruneta bardzo blisko.
Levi chyba nie przejął się, że naruszał jego przestrzeń osobistą.
Chłopak spojrzał ranę Leviego. Bandaż przeciekał bordową krwią. Czarnowłosy wbił swoje spojrzenie w jego przepełnione lękiem oczy i podążył w stronę drzwi.
Wystarczyło, że zrobił kilka kroków i od razu przykuł uwagę pielęgniarek i żołnierzy.
Jedna z nich podbiegła do Kaprala, widząc jak krew spływa na ziemię. Z każdym krokiem zostawiał ślad.
- Kapralu...jest Pan ranny. - powiedziała pielęgniarka stając przed nim.
Levi spojrzał na nią jak na idiotkę i zatrzymał się.
- Tak, ćwiczyłem i przez przypadek nabiłem się na nóż. - odparł spokojnie, nie zwracając uwagi na jej minę
Nikt nie uwierzyłby w takie brednie.
Zbyt jednak bała się Kaprala, żeby dociekać prawdy i zaproponowała tylko, że odkazi ranę.
- Sam to zrobię, w domu mam wszystkie potrzebne rzeczy.
Nie ufał ludziom. Zbyt wiele razy się na nich zawiódł.
Brunet poczuł kropelki potu spływające po jego plecach. Był w kropce. Jak ma wybrnąć z tej sytuacji skoro nawet nie może wyjść z budynku?
- Cholera jasna.. - wyszeptał siadając na skraju łóżka.
Czarnowłosy wylał na ranę środek odkażający i obserwował jak spływa wraz z krwią do wanny.
Rana była dość głęboka, więc musiała być zszyta. Zawsze sam sobie radził, teraz nie odpuścił.
Nawet nie skrzywił się kiedy ją zszywał.
Wstrzymał oddech i ostatni raz przebił skórę igłą.
Ludzie często nie uważali go za człowieka. Przez jego zachowanie traktowali go jak potwora.
Jednak on był człowiekiem. Krwawił. Odczuwał ból, i mimo, że starał się nie okazywać emocji mimo wszystko je odczuwał.
Rozciągnął mięśnie ramion i wstał powoli. Kulejąc na jedną nogę doszedł do łóżka i usiadł na nie.
Nigdy wcześniej nic takiego mu się nie zdarzyło. Prawda jest taka, że Eren był niesamowicie szybki i Kapral nie przewidział jego zachowania. A zawsze tak robił.
Nie potrafił się skoncentrować.
Powinien nauczyć go dyscypliny i szacunku, ukarać za to co zrobił. Pobić do nieprzytomności, albo od razu poderżnąć gardło i obserwować jak chłopak dławi się własną krwią.
Jednak nie potrafił. Coś blokowało go przed zrobieniem temu smarkaczowi krzywdy.
Wzdrygnął jak ciszę w jego pokoju przerwało pukanie do drzwi.
Spojrzał na otwierające się drzwi.
- Spodziewałeś się kogoś innego? - zaśmiał się Erwin wchodząc do środka.
Kapral prychnął pod nosem.
- Nie miałem w planach dzisiaj nikogo gościć. - odparł beznamiętnie
Blondyn podniósł z zaciekawieniem brew do góry widząc opatrunek na udzie Kaprala.
- Nabiłeś się na nóż? - zakpił, siadając na krześle na przeciw łóżka Leviego.
- Już wiesz?
- Wieści szybko się rozchodzą. Szczególnie kiedy w szpitalu jest twój pupilek. Swoją drogą nie dziwię ci się, że tak go uwielbiasz jest taki słodziutki... - monolog przerwał ostry głos Kaprala
- Jak nie masz mi nic ciekawego do powiedzenia to możesz już wyjść. - powiedział, wpatrując się w niebieskie tęczówki Erwina
- Tak naprawdę nikt ci nie uwierzył, ale przecież dobrze o tym wiesz. - Erwin uśmiechnął się ale Levi wcale nie odwzajemnił uśmiechu
Rozmowę przerwał dzwonek telefonu Erwina. Mężczyzna przyłożył słuchawkę do ucha. Głos Hanji rozniósł się po całym pomieszczeniu.
Levi słyszał, że mają problem z Erenem. Mimo bólu jaki mu doskwierał bez wahania ruszył do szpitala, gdzie przebywał chłopak.
- Nie uważasz, że to zbyt ryzykowne? - zapytał nagle Erwin spoglądając z boku na Leviego
- Co masz na myśli? - odparł, marszcząc brwi przy każdym szybszym kroku.
Blondyn wziął głęboki oddech.
- Pozwoliłeś temu smarkaczowi, żeby tak cię urządził? Zaatakował cię a ty go jeszcze bronisz. - powiedział kpiąco Erwin
- Potrzebny jest nam żywy, a jedyne co bym z nim zrobił to pozbawił go życia. - jego głos był taki spokojny nawet wtedy kiedy mówił o zabiciu kogoś
Kiedy tylko przekroczyli próg szpitala powitała ich Hanji. Od razu spojrzała na ranną nogę Kaprala. Nic jednak nie powiedziała.
- Czemu nas wezwałaś? - zapytał Erwin zaniepokojonym głosem
- Wzywałam ciebie, ale musiałeś przyprowadzić tego tyrana. - syknęła wrednie
Czarnowłosy zignorował ją i od razu ruszył w stronę sali w której wcześniej przebywał Eren.
- Nie ma go tam. Był zbyt niegrzeczny. - krzyknęła za nim Hanji z uśmiechem na twarzy czekając na rozwój wydarzeń
Levi zatrzymał się i wziął głęboki oddech. Szedł całkiem spokojnie, ale kiedy przycisnął ją do ściany, i do jej szyi przytknął nóż dziewczyna przestała się uśmiechać.
- Rivaille! - krzyknął Erwin, odciągając go od niej.
Hanji prychnęła głośno i poprawiła swój kołnierz.
Levi spojrzał na nią z wściekłością, chowając nóż do kieszeni munduru.
- I tak byś tego nie zrobił. - dziewczyna znów chciała go sprowokować
Levi podniósł kącik ust do góry.
- Takie ścierwo jak ty powinno wąchać już kwiatki od spodu. - odparł, a zszokowany mimiką twarzy Kaprala Erwin nie wypowiedział ani słowa.
- Och, ale z ciebie flirciarz. - odparła szybko
- Dowiem się w końcu co takie się wydarzyło? - Erwin widocznie już irytował się ich kłótnią
Hanji spojrzała na niego.
- Jest w izolatce. Dostał jakiegoś szału i zdemolował cały pokój. Musieliśmy go uśpić.
- Jaką dawkę mu podaliście? - zapytał Levi
- Śmiertelną. - odparła uśmiechając się
- Pośpi sobie kilka godzin i potem będzie bardzo przytulnym zwierzątkiem. - w jej głos słychać było dziwną ekscytację.
Levi spojrzał na śpiącego Erena. Na ramionach miał siniaki. Widać było, że żołnierze nie szczędzili przemocy.
Czarnowłosy wypuścił ze świstem powietrze z płuc. Ból rozniósł się po całym ciele. Spojrzał na zbliżającego się do niego bruneta. Nie dało się nie zauważyć, że Levi bardzo zirytował się tym co się stało. Opanował jednak emocje.
- Jesteś bardzo szybki. - oznajmił uciskając krwawiącą ranę.
Eren ukucnął obok niego i podał mu opatrunek.
- Muszę się stąd wydostać. - powiedział brunet spoglądając prosto w te czarne, puste oczy.
Kapral przymknął oczy i wziął głęboki oddech. Starał się nie zwracać uwagi na ból jaki w tamtej chwili chciał go sparaliżować.
- Chyba nie jesteś aż tak głupi, żeby spróbować. - odparł Levi wskazując palcem na zasłonięte okno.
Brunet zmarszczył brwi szybko do niego podszedł. Przed szpitalem stało bardzo dużo żołnierzy.
- Są uzbrojeni? - zapytał nagle
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak. - odparł próbując wstać.
Związał opatrunek na udzie, i stanął.
Opierając się tylko na jednej nodze obserwował jak brunet zastanawia się jak wybrnąć z całej sytuacji.
- Za to co zrobiłeś powinienem skręcić ci kark. - powiedział nagle Kapral
Eren przełknął ze strachu ślinę i spojrzał na niego.
Nie powinien był tego robić, nie przemyślał swojej decyzji
- Niech ci nie wpadnie do tej główki pomysł, żeby się stąd ruszać. Zginiesz zanim wyjdziesz z budynku. - powiedział podchodząc do bruneta bardzo blisko.
Levi chyba nie przejął się, że naruszał jego przestrzeń osobistą.
Chłopak spojrzał ranę Leviego. Bandaż przeciekał bordową krwią. Czarnowłosy wbił swoje spojrzenie w jego przepełnione lękiem oczy i podążył w stronę drzwi.
Wystarczyło, że zrobił kilka kroków i od razu przykuł uwagę pielęgniarek i żołnierzy.
Jedna z nich podbiegła do Kaprala, widząc jak krew spływa na ziemię. Z każdym krokiem zostawiał ślad.
- Kapralu...jest Pan ranny. - powiedziała pielęgniarka stając przed nim.
Levi spojrzał na nią jak na idiotkę i zatrzymał się.
- Tak, ćwiczyłem i przez przypadek nabiłem się na nóż. - odparł spokojnie, nie zwracając uwagi na jej minę
Nikt nie uwierzyłby w takie brednie.
Zbyt jednak bała się Kaprala, żeby dociekać prawdy i zaproponowała tylko, że odkazi ranę.
- Sam to zrobię, w domu mam wszystkie potrzebne rzeczy.
Nie ufał ludziom. Zbyt wiele razy się na nich zawiódł.
Brunet poczuł kropelki potu spływające po jego plecach. Był w kropce. Jak ma wybrnąć z tej sytuacji skoro nawet nie może wyjść z budynku?
- Cholera jasna.. - wyszeptał siadając na skraju łóżka.
Czarnowłosy wylał na ranę środek odkażający i obserwował jak spływa wraz z krwią do wanny.
Rana była dość głęboka, więc musiała być zszyta. Zawsze sam sobie radził, teraz nie odpuścił.
Nawet nie skrzywił się kiedy ją zszywał.
Wstrzymał oddech i ostatni raz przebił skórę igłą.
Ludzie często nie uważali go za człowieka. Przez jego zachowanie traktowali go jak potwora.
Jednak on był człowiekiem. Krwawił. Odczuwał ból, i mimo, że starał się nie okazywać emocji mimo wszystko je odczuwał.
Rozciągnął mięśnie ramion i wstał powoli. Kulejąc na jedną nogę doszedł do łóżka i usiadł na nie.
Nigdy wcześniej nic takiego mu się nie zdarzyło. Prawda jest taka, że Eren był niesamowicie szybki i Kapral nie przewidział jego zachowania. A zawsze tak robił.
Nie potrafił się skoncentrować.
Powinien nauczyć go dyscypliny i szacunku, ukarać za to co zrobił. Pobić do nieprzytomności, albo od razu poderżnąć gardło i obserwować jak chłopak dławi się własną krwią.
Jednak nie potrafił. Coś blokowało go przed zrobieniem temu smarkaczowi krzywdy.
Wzdrygnął jak ciszę w jego pokoju przerwało pukanie do drzwi.
Spojrzał na otwierające się drzwi.
- Spodziewałeś się kogoś innego? - zaśmiał się Erwin wchodząc do środka.
Kapral prychnął pod nosem.
- Nie miałem w planach dzisiaj nikogo gościć. - odparł beznamiętnie
Blondyn podniósł z zaciekawieniem brew do góry widząc opatrunek na udzie Kaprala.
- Nabiłeś się na nóż? - zakpił, siadając na krześle na przeciw łóżka Leviego.
- Już wiesz?
- Wieści szybko się rozchodzą. Szczególnie kiedy w szpitalu jest twój pupilek. Swoją drogą nie dziwię ci się, że tak go uwielbiasz jest taki słodziutki... - monolog przerwał ostry głos Kaprala
- Jak nie masz mi nic ciekawego do powiedzenia to możesz już wyjść. - powiedział, wpatrując się w niebieskie tęczówki Erwina
- Tak naprawdę nikt ci nie uwierzył, ale przecież dobrze o tym wiesz. - Erwin uśmiechnął się ale Levi wcale nie odwzajemnił uśmiechu
Rozmowę przerwał dzwonek telefonu Erwina. Mężczyzna przyłożył słuchawkę do ucha. Głos Hanji rozniósł się po całym pomieszczeniu.
Levi słyszał, że mają problem z Erenem. Mimo bólu jaki mu doskwierał bez wahania ruszył do szpitala, gdzie przebywał chłopak.
- Nie uważasz, że to zbyt ryzykowne? - zapytał nagle Erwin spoglądając z boku na Leviego
- Co masz na myśli? - odparł, marszcząc brwi przy każdym szybszym kroku.
Blondyn wziął głęboki oddech.
- Pozwoliłeś temu smarkaczowi, żeby tak cię urządził? Zaatakował cię a ty go jeszcze bronisz. - powiedział kpiąco Erwin
- Potrzebny jest nam żywy, a jedyne co bym z nim zrobił to pozbawił go życia. - jego głos był taki spokojny nawet wtedy kiedy mówił o zabiciu kogoś
Kiedy tylko przekroczyli próg szpitala powitała ich Hanji. Od razu spojrzała na ranną nogę Kaprala. Nic jednak nie powiedziała.
- Czemu nas wezwałaś? - zapytał Erwin zaniepokojonym głosem
- Wzywałam ciebie, ale musiałeś przyprowadzić tego tyrana. - syknęła wrednie
Czarnowłosy zignorował ją i od razu ruszył w stronę sali w której wcześniej przebywał Eren.
- Nie ma go tam. Był zbyt niegrzeczny. - krzyknęła za nim Hanji z uśmiechem na twarzy czekając na rozwój wydarzeń
Levi zatrzymał się i wziął głęboki oddech. Szedł całkiem spokojnie, ale kiedy przycisnął ją do ściany, i do jej szyi przytknął nóż dziewczyna przestała się uśmiechać.
- Rivaille! - krzyknął Erwin, odciągając go od niej.
Hanji prychnęła głośno i poprawiła swój kołnierz.
Levi spojrzał na nią z wściekłością, chowając nóż do kieszeni munduru.
- I tak byś tego nie zrobił. - dziewczyna znów chciała go sprowokować
Levi podniósł kącik ust do góry.
- Takie ścierwo jak ty powinno wąchać już kwiatki od spodu. - odparł, a zszokowany mimiką twarzy Kaprala Erwin nie wypowiedział ani słowa.
- Och, ale z ciebie flirciarz. - odparła szybko
- Dowiem się w końcu co takie się wydarzyło? - Erwin widocznie już irytował się ich kłótnią
Hanji spojrzała na niego.
- Jest w izolatce. Dostał jakiegoś szału i zdemolował cały pokój. Musieliśmy go uśpić.
- Jaką dawkę mu podaliście? - zapytał Levi
- Śmiertelną. - odparła uśmiechając się
- Pośpi sobie kilka godzin i potem będzie bardzo przytulnym zwierzątkiem. - w jej głos słychać było dziwną ekscytację.
Levi spojrzał na śpiącego Erena. Na ramionach miał siniaki. Widać było, że żołnierze nie szczędzili przemocy.
sobota, 2 stycznia 2016
Kise x Ao rozdział 9
Witam was po tak długiej przerwie, nie będę owijać w bawełnę i od razu przeproszę was, że tak dawno nic nowego tutaj się nie pojawiło. Zaczął się rok 2016 więc myślę, że uda mi się rozpocząć go w dobrym stylu. Zapraszam was do czytania.
- Przepraszam Pana bardzo mógłby Pan tutaj nie śmiecić? To miejsce prywatne. - powiedziała a w jej głosie chłopak mógł wyczuć już lekką irytację
Niebieskowłosy podniósł ją z ziemi i zgniótł w dłoni.
- Od kiedy chodnik to miejsce prywatne? - zakpił chowając zgniecioną puszkę do kieszeni.
Odszedł spokojnym krokiem. A przecież zawsze w takiej sytuacji nie odpuszczał i kłócił się nawet kiedy zdawał sobie sprawę, że się myli.
Coś niedobrego się z nim stało. Troszkę się tego obawiał, ale wiedział też, że nie da się zmienić swojego charakteru, i on na zawsze pozostanie taki jaki jest. Może się tylko ograniczać.
Wyjął puszkę z kieszeni bluzy i rzucił ją na zielony trawnik.
Od razu poczuł się lepiej. Musiał postawić na swoim.
Udawał, że czuję się świetnie, że niczym się martwi i jest taki beztroski, lecz tak naprawdę w środku targały nim niesamowite emocje. Strach... to chyba największy powód tak szybkiego bicia jego serca.
Nadal bał się, że ten smarkacz, tak ten mały blondynek, który sprawił, że Ao oszalał na jego punkcie, się odkocha.
Wtedy zostanie z niczym. Tak bardzo się tego bał, że czuł się pokonany... w tak żałosnej pozycji, zbyt słaby aby się chociaż spróbować bronić.
Jeszcze rok temu te uczucia by go obrzydzały. Wszystko by go brzydziło, w tej chwili jednak nie może przestać myśleć jak delikatne, i gładkie w dotyku jest jego ciało.
- Jakie to wszystko popieprzone... - wyszeptał do siebie, uśmiechając się.
Nie był to uśmiech radości. Sam nie wiedział skąd się u niego pojawił. Chyba kiedy uświadomił sobie, że jego rodzice nie wybaczyliby mu gdyby dowiedzieli się co takiego robi.
Społeczeństwo uważałoby go za odmieńca ale ich zdanie nie wpływałoby na samopoczucie Ao. Jednak jego rodzina... to inna bajka.
Aomine najbardziej irytowało to, że Kise tak szybko go zaatakował. Bez słowa wtargnął do jego życia i porwał je na najmniejsze kawałeczki niezdatne do poskładania.
Mimo wszystko nie wyobraża sobie, żeby teraz to wszystko skończyć. Tak dużo pozmieniał w jego życiu, że gdyby chciał odejść żadne z nich nie przeżyłoby tego. Bo Ao to typowy samiec i do niego należy ostateczna decyzja. Przynajmniej tak sobie wmawiał, bo prawda była całkowicie inna.
Blondyn ubrał na siebie pierwszy lepszy dres i wyszedł na zewnątrz. Z matką nawet nie rozmawiał. Co niby ma robić w ten piękny, słoneczny dzień? Siedzieć sam jak palec na ławce i wpatrywać się w kwitnące drzewa? Chciałby teraz ujrzeć jego twarz...
Złą czy uśmiechniętą... zamyśloną lub skupioną - nieważne.
Mimo tego wszystkiego co się stało, Kise zdawał sobie sprawę, że zdobył to czego chciał. Tak bardzo pragnął jego miłości, że ze wszystkich sił próbował go zdobyć.
Udało mu się. Największego podrywacza w szkole. Przecież Ao miał więcej lasek niż Kise włosów na głowie. I każdy o tym wiedział, że w każdą noc zaprasza sobie inną.
A tu nagle taka zmiana. I to dla kogo? Dla drugiego faceta.
Kise zaśmiał się głośno. Chyba za głośno, ponieważ zwrócił uwagę pary siedzącej ławkę obok.
Problem w tym, że on nie chce niczego zmieniać. Zbyt mocno kocha Aomine, żeby go ranić.
Blondyn wiedział, że całkowicie zmienił jego życie i to wszystko jest nieodwracalne.
Zresztą on nie jest typem człowieka, który potrafi tak kogoś zranić.
Wszystkie myśli podpowiadały mu, że powinien do niego pójść.. objąć ramionami i już nigdy nie pozwolić odejść. Nie żegnać się z nim samym spojrzeniem, tylko namiętnie go pocałować.
Serce prawie stanęło mu w piersi kiedy poczuł wibracje w swojej kieszeni. Jego telefon dzwonił, i jedyna myśl jaką teraz miał w głowie to imię niebieskowłosego.
Tak bardzo chciał usłyszeć jego głos. Przymknął oczy i przyłożył telefon do ucha.
Kącik jego ust podniósł się mimowolnie do góry. Tak to był on.
- Kise? Gdzie jesteś? - w jego głosie słychać było troskę
Blondyn przełknął ślinę, i odpowiedział szybko.
- W parku. Siedzę na ławce. - odparł szybko
- Na ławce? Sam? - Ao przygryzł mocno wargę.
Zazdrość to chyba dobry objaw początku związku. Oznacza, że druga osoba nie jest nam obojętna i coś dla nas znaczy.
- Musiałem się przewietrzyć. -
Ao wziął głęboki oddech.
- Gdzie dokładnie jesteś? Zaraz tam będę. - zapytał go
Kiedy chłopak mu odpowiedział szybko wyłączył telefon.
Spojrzał na swoje dłonie. Drżały.
Ao ruszył w miejsce o którym powiedział mu Kise.
Dojście tam zajęło mu niecałe dziesięć minut, ale z perspektywy Ao była to godzina.
Odetchnął z ulgą kiedy zobaczył go siedzącego na ławce.
Kise zdziwił się kiedy Ao przytulił go mocno.
- Aż tak bardzo się stęskniłeś? - zaśmiał się słabo
Niebieskowłosy dotknął dłonią jego twarzy i spojrzał w jego oczy. Tak...wtedy czuł jak głębia jego oczu dosłownie go pożera.
- Co ty ze mną zrobiłeś... - szepnął czochrając mu blond włosy.
- Przepraszam Pana bardzo mógłby Pan tutaj nie śmiecić? To miejsce prywatne. - powiedziała a w jej głosie chłopak mógł wyczuć już lekką irytację
Niebieskowłosy podniósł ją z ziemi i zgniótł w dłoni.
- Od kiedy chodnik to miejsce prywatne? - zakpił chowając zgniecioną puszkę do kieszeni.
Odszedł spokojnym krokiem. A przecież zawsze w takiej sytuacji nie odpuszczał i kłócił się nawet kiedy zdawał sobie sprawę, że się myli.
Coś niedobrego się z nim stało. Troszkę się tego obawiał, ale wiedział też, że nie da się zmienić swojego charakteru, i on na zawsze pozostanie taki jaki jest. Może się tylko ograniczać.
Wyjął puszkę z kieszeni bluzy i rzucił ją na zielony trawnik.
Od razu poczuł się lepiej. Musiał postawić na swoim.
Udawał, że czuję się świetnie, że niczym się martwi i jest taki beztroski, lecz tak naprawdę w środku targały nim niesamowite emocje. Strach... to chyba największy powód tak szybkiego bicia jego serca.
Nadal bał się, że ten smarkacz, tak ten mały blondynek, który sprawił, że Ao oszalał na jego punkcie, się odkocha.
Wtedy zostanie z niczym. Tak bardzo się tego bał, że czuł się pokonany... w tak żałosnej pozycji, zbyt słaby aby się chociaż spróbować bronić.
Jeszcze rok temu te uczucia by go obrzydzały. Wszystko by go brzydziło, w tej chwili jednak nie może przestać myśleć jak delikatne, i gładkie w dotyku jest jego ciało.
- Jakie to wszystko popieprzone... - wyszeptał do siebie, uśmiechając się.
Nie był to uśmiech radości. Sam nie wiedział skąd się u niego pojawił. Chyba kiedy uświadomił sobie, że jego rodzice nie wybaczyliby mu gdyby dowiedzieli się co takiego robi.
Społeczeństwo uważałoby go za odmieńca ale ich zdanie nie wpływałoby na samopoczucie Ao. Jednak jego rodzina... to inna bajka.
Aomine najbardziej irytowało to, że Kise tak szybko go zaatakował. Bez słowa wtargnął do jego życia i porwał je na najmniejsze kawałeczki niezdatne do poskładania.
Mimo wszystko nie wyobraża sobie, żeby teraz to wszystko skończyć. Tak dużo pozmieniał w jego życiu, że gdyby chciał odejść żadne z nich nie przeżyłoby tego. Bo Ao to typowy samiec i do niego należy ostateczna decyzja. Przynajmniej tak sobie wmawiał, bo prawda była całkowicie inna.
Blondyn ubrał na siebie pierwszy lepszy dres i wyszedł na zewnątrz. Z matką nawet nie rozmawiał. Co niby ma robić w ten piękny, słoneczny dzień? Siedzieć sam jak palec na ławce i wpatrywać się w kwitnące drzewa? Chciałby teraz ujrzeć jego twarz...
Złą czy uśmiechniętą... zamyśloną lub skupioną - nieważne.
Mimo tego wszystkiego co się stało, Kise zdawał sobie sprawę, że zdobył to czego chciał. Tak bardzo pragnął jego miłości, że ze wszystkich sił próbował go zdobyć.
Udało mu się. Największego podrywacza w szkole. Przecież Ao miał więcej lasek niż Kise włosów na głowie. I każdy o tym wiedział, że w każdą noc zaprasza sobie inną.
A tu nagle taka zmiana. I to dla kogo? Dla drugiego faceta.
Kise zaśmiał się głośno. Chyba za głośno, ponieważ zwrócił uwagę pary siedzącej ławkę obok.
Problem w tym, że on nie chce niczego zmieniać. Zbyt mocno kocha Aomine, żeby go ranić.
Blondyn wiedział, że całkowicie zmienił jego życie i to wszystko jest nieodwracalne.
Zresztą on nie jest typem człowieka, który potrafi tak kogoś zranić.
Wszystkie myśli podpowiadały mu, że powinien do niego pójść.. objąć ramionami i już nigdy nie pozwolić odejść. Nie żegnać się z nim samym spojrzeniem, tylko namiętnie go pocałować.
Serce prawie stanęło mu w piersi kiedy poczuł wibracje w swojej kieszeni. Jego telefon dzwonił, i jedyna myśl jaką teraz miał w głowie to imię niebieskowłosego.
Tak bardzo chciał usłyszeć jego głos. Przymknął oczy i przyłożył telefon do ucha.
Kącik jego ust podniósł się mimowolnie do góry. Tak to był on.
- Kise? Gdzie jesteś? - w jego głosie słychać było troskę
Blondyn przełknął ślinę, i odpowiedział szybko.
- W parku. Siedzę na ławce. - odparł szybko
- Na ławce? Sam? - Ao przygryzł mocno wargę.
Zazdrość to chyba dobry objaw początku związku. Oznacza, że druga osoba nie jest nam obojętna i coś dla nas znaczy.
- Musiałem się przewietrzyć. -
Ao wziął głęboki oddech.
- Gdzie dokładnie jesteś? Zaraz tam będę. - zapytał go
Kiedy chłopak mu odpowiedział szybko wyłączył telefon.
Spojrzał na swoje dłonie. Drżały.
Ao ruszył w miejsce o którym powiedział mu Kise.
Dojście tam zajęło mu niecałe dziesięć minut, ale z perspektywy Ao była to godzina.
Odetchnął z ulgą kiedy zobaczył go siedzącego na ławce.
Kise zdziwił się kiedy Ao przytulił go mocno.
- Aż tak bardzo się stęskniłeś? - zaśmiał się słabo
Niebieskowłosy dotknął dłonią jego twarzy i spojrzał w jego oczy. Tak...wtedy czuł jak głębia jego oczu dosłownie go pożera.
- Co ty ze mną zrobiłeś... - szepnął czochrając mu blond włosy.
wtorek, 13 października 2015
Rivaille x Eren ONE SHOT
Hej! Mam dla was nowego one-shot'a. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Miłej lektury.
Czarnowłosy siedział w swoim gabinecie podpisując jakieś ważne papiery. Niezapowiedzianą wizytę złożyła mu Hanji. Bez pukania wparowała do środka.
Levi przyzwyczaił się do tego i od razu przeszedł do rzeczy.
- O co chodzi? - zapytał oschle.
Dziewczyna skrzywiła się.
- Też się cieszę, że cie widzę. - mruknęła - Jest jakieś spotkanie, odnośnie nowych murów obronnych. Musisz się na nim stawić.
- Kiedy? - odparł
Hanji uśmiechnęła się stając w drzwiach.
- Za godzinę w głównej sali. - zamknęła drzwi najciszej jak potrafiła.
Rivaille zastukał kilka razy długopisem w dębowe biurko i podniósł swój głos.
- Możesz już wyjść. - powiedział, obserwując jak przerażony Eren wychodzi z szafy.
Chłopak odetchnął z ulgą.
- Naprawdę tak bardzo się jej boisz? - zakpił, wstając z krzesła
Brunet skinął głową. Cofnął się kilka kroków kiedy Levi przechodził obok niego.
- Nie dziwię się twojego nastawienia co do mojej osoby, ale zauważyłem, że jesteś bardzo strachliwy. - czarnowłosy założył na siebie czysty mundur.
Eren uśmiechnął się słabo.
- Nie boję się wszystkiego. - odparł lekko zirytowany.
Kapral podniósł jedną brew do góry. Podszedł do chłopaka tak blisko, że naruszył jego strefę intymną. Prawie stykali się nosami.
Spojrzał prosto w oczy Erena, bardzo głęboko wbił swoje spojrzenie.
Eren przełknął ślinę czując na swojej twarzy ciepłe powietrze.
Poczuł spływającą po plecach kroplę potu.
Kapral zmrużył delikatnie oczy i musnął jego usta. Najdelikatniej jak był w stanie.
Potem złapał jego nadgarstek w swoją dłoń.
- A jednak miałem rację. Twoje tętno jest tak szybkie, że albo ci się spodobało to co zrobiłem, albo...najzwyczajniej w świecie się boisz. Jak myślisz? - nadal stał tak blisko niego
Eren nie umiał ukryć zakłopotania jakie powstało po słowach Levi'ego. Nie potrafił także oszukać swojego ciała.
- Nie wiem...- odparł szeptem
Czarnowłosy puścił jego dłoń i odsunął się od chłopaka.
- Masz rację. Spodobało mi się to. - odparł nagle.
Kapral spojrzał na niego beznamiętnym wzrokiem.
- Jeśli tak... - zaczął, rozpinając guziki swojej koszuli, która dopiero co przed chwilą zakładał.
Eren zaczął zastanawiać się czy podjął słuszną decyzję. Jednak to co powiedział nie było kłamstwem. Darzył Kaprala uczuciem, ale nie oczekiwał w żadnym stopniu, że Levi kiedykolwiek je odwzajemni.
- Na co czekasz. Rozbieraj się. - rozkazał Rivaille, widząc, że chłopak stoi nieruchomo.
Eren zdjął swoją koszulę i to samo zrobił z resztą munduru. Nie miał jednak odwagi, żeby zdjąć dolną część garderoby.
Levi wziął głęboki oddech i podszedł do chłopaka. Szybki ruchem rozpiął pasek w jego spodniach.
- Resztę sam możesz zrobić. - powiedział zniecierpliwiony.
- Co jeśli ktoś tutaj wejdzie... - wyszeptał niepewnym głosem
Czarnowłosy położył palec na ustach chłopaka i popchnął go na kanapę na jego plecami.
Usiadł na biodrach chłopaka i dzięki przypadkowemu dotykowi Eren poczuł, że serce Levi'ego bije bardzo szybko.
- Twoje serce też nie zwalnia... - wyszeptał brunet spoglądając w oczy Kaprala.
- Sądziłeś, że w ogóle go nie mam? - odparł, gładząc dłonią jego twarz.
Pocałowali się namiętnie. Ich bliskość była wyjątkowa.
- Jesteś jedyną osobą, której nie mógłbym zabić... - wyszeptał Levi, obejmując chłopaka
Te słowa bardzo zdziwiły Erena. Nie odpowiedział jednak na nie.
Zatracając się w tej bliskości, stracili poczucie czasu. Levi miał stawić się na spotkaniu, a zamiast tego uprawiał seks z brunetem.
Rivaille był zdobywcą, liderem - nigdy nie pozwoliłby sobie, żeby to Eren go wziął.
Oddychał nierównym tempem, owiewając gorącym powietrzem wrażliwą skórę szyi Erena.
Po chwili Kapral doszedł. Po tym usiadł zmęczony obok chłopaka ,oddychając nierównym tempem.
- Cholera jasna... - powiedział nagle Kapral
Eren spojrzał na niego szybko.
- Co się stało? - zapytał
Levi sięgnął po leżącą obok siebie koszulę.
- Zapomniałem o spotkaniu...
Ubrał się bardzo szybko i stanął obok drzwi. Miał nacisnąć na klamkę ale zatrzymał się i spojrzał na powoli ubierającego się bruneta.
Poprawił kołnierz i podszedł do niego, Eren nie zauważył nawet, że Levi się zbliżył. Podniósł głowę i poczuł na swoich ustach, miękkie wargi Kaprala.
Kise x Aomine rozdział 8 " Nie skreślaj czegoś tylko dlatego, że się boisz."
Blondyn spojrzał zdezorientowanym wzrokiem na wkurzonego chłopaka. Już całkowicie pogubił się w ich relacji.
- Co się stało? - zapytał pół szeptem, wstając z owiniętym w okół bioder prześcieradłem.
Aomine zamilkł. Zastanawiał się czy powiedzieć to co miał cały czas w głowie. Ta niepewność powoli go wykańczała.
- Posłuchaj... - zaczął drapiąc się po karku.
Blondyn przełknął ślinę, stając w bezruchu. Posłusznie czekał na to co powie Ao.
- Ja... - ugryzł się mocno w język zmieniając resztę swojej wypowiedzi. - Odprowadzę cię do domu.
Skłamał. Sam nie wiedział, czy ma odetchnąć z ulgą, że nie powiedział jakiejś głupoty, czy obwiniać się o to, że nie miał wystarczająco dużo odwagi aby wyznać prawdę.
Podszedł do stojącego przy zlewie blondyna i objął go w pasie.
Chłopak zamarł na chwilę.
Daiki wtulił nos w jego włosy.
- Naprawdę tak mocno mnie kochasz? - zapytał na pozór obojętnym głosem
Blondyn odwrócił się, wpatrując się w jego oczy.
- Kocham cię, Ao. - odparł pewnie. Po tych słowach mógł zauważyć, że niebieskowłosy odsunął się od niego. Zdjął swoje ubrania i wszedł pod prysznic.
Blondyn wbił wzrok w podłogę i wyszedł z pokoju.
- Przygotuję śniadanie. - oznajmił cicho, zamykając za sobą drzwi.
Daiki zacisnął pięści, uderzając z całą siłą w ścianę.
- Niech to szlag... - wyszeptał, zamykając oczy.
Czuł spływającą po jego twarzy gorącą wodę. Na wszystko zawsze miał jakąś odpowiedź. Potrafił poradzić sobie z natrętnymi dziewczynami i po prostu z nimi zerwać. Nie mógł pojąć dlaczego nie potrafi być tak stanowczym w stosunku do Kise.
Wylał do wnętrza dłoni szampon. Pachniał wanilią. To był ulubiony zapach niebieskowłosego.
- Jak słaby się stałem... - wyszeptał słabo się uśmiechając.
Zawiązał ręcznik na biodrach i wyszedł z łazienki.
Do jego nozdrzy dotarł ten przyjemny zapach. Szedł za nim aż do kuchni. Kise o mało co nie upuścił talerza widząc prawie nagiego Aomine w kuchni.
- Co tak ładnie pachnie? - zapytał
Blondyn uśmiechnął się i położył przed nim talerz pełen naleśników. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Wygląda pysznie... ale mam to wszystko zjeść sam? - kilkanaście smakowicie wyglądających naleśników, ułożonych jeden na drugim tylko czekały żeby trafić do żołądka chłopaka.
- Ja nie mogę ich jeść. Jestem uczulony na kilka składników. - odparł siadając naprzeciw Ao.
Chłopak pochłaniał je tak szybko, że kiedy skończył blondyn miał na swoim talerzu jeszcze jedną z trzech kanapek.
- Możesz zostać moim prywatnym kucharzem? - zapytał, rozciągając mięśnie ramion. Odłożył talerz i podszedł do siedzącego blondyna. Nachylił się nad jedzącym chłopakiem i musnął ustami jego szyję. Kanapka, którą trzymał w dłoni wylądowała na stole.
- Spokojnie. - zaśmiał się Daiki, widząc jak Kise zareagował na jego dotyk.
- Idziesz dzisiaj do szkoły? - zapytał Kise odkładając talerz.
Ao zamyślił się.
- Nie jestem pewien czy mi się chce... a ty? Zresztą po co pytam. Ty zawsze jesteś w szkole. Kujonku. - zaśmiał się Ao, obserwując minę chłopaka.
- Nie jestem kujonem! Ja... po prostu lubię się uczyć. - odparł szybko
Aomine ubrał się szybko i wyszedł odprowadzić do domu Kise.
Szli w ciszy. Daiki nie znosił tego.
- Co powiesz swoim rodzicom? Twoja mama pewnie będzie zła. - powiedział Ao, spoglądając na blondyna.
Miał taką niewinną twarz. Zupełnie jak aniołek. Daiki bał się najbardziej tego, że nie będzie umiał odwzajemnić jego uczuć tak jak on by tego pragnął.
- Wysłałem jej wiadomość, że nocuję u ciebie. - odparł spokojnie
- Ach tak... to dobrze. Dzięki za dzisiejsze śniadanie. - starał się podtrzymać rozmowę, która z niewiadomych przyczyn jakoś specjalnie się nie kleiła.
- Ja dziękuje ci za wczorajszą noc... - powiedział nagle, a Ao o mały włos nie zadławiłby się batonikiem.
- Nie musisz mi za nic dziękować. To była moja decyzja.
Odprowadził go pod same drzwi. Ich pożegnaniem nie był żaden pocałunek, ani nawet się nie przytulili.
Spojrzeli na siebie tylko długo i to wszystko.
Teraz Daiki czuł się pokonany. Co zrobi, jeśli Kise się nagle odkocha? Doskonale go zna i wie jak często zmienia zdanie. Co jeśli się od niego uzależni a potem zostanie z niczym?
Strach go paraliżował, ale przecież nie powinniśmy rezygnować z czegoś tylko dlatego, że się boimy. Tak zachowują się dzieci.
Zawsze uważał się za dojrzałą osobę i był pewny siebie i swoich wyborów. A teraz boi się cokolwiek zrobić.
Kopnął leżącą obok niego puszkę i wtedy usłyszał ten głos.
Delikatny... ale nie należał do Kise. To był dziewczęcy głos.
- Co się stało? - zapytał pół szeptem, wstając z owiniętym w okół bioder prześcieradłem.
Aomine zamilkł. Zastanawiał się czy powiedzieć to co miał cały czas w głowie. Ta niepewność powoli go wykańczała.
- Posłuchaj... - zaczął drapiąc się po karku.
Blondyn przełknął ślinę, stając w bezruchu. Posłusznie czekał na to co powie Ao.
- Ja... - ugryzł się mocno w język zmieniając resztę swojej wypowiedzi. - Odprowadzę cię do domu.
Skłamał. Sam nie wiedział, czy ma odetchnąć z ulgą, że nie powiedział jakiejś głupoty, czy obwiniać się o to, że nie miał wystarczająco dużo odwagi aby wyznać prawdę.
Podszedł do stojącego przy zlewie blondyna i objął go w pasie.
Chłopak zamarł na chwilę.
Daiki wtulił nos w jego włosy.
- Naprawdę tak mocno mnie kochasz? - zapytał na pozór obojętnym głosem
Blondyn odwrócił się, wpatrując się w jego oczy.
- Kocham cię, Ao. - odparł pewnie. Po tych słowach mógł zauważyć, że niebieskowłosy odsunął się od niego. Zdjął swoje ubrania i wszedł pod prysznic.
Blondyn wbił wzrok w podłogę i wyszedł z pokoju.
- Przygotuję śniadanie. - oznajmił cicho, zamykając za sobą drzwi.
Daiki zacisnął pięści, uderzając z całą siłą w ścianę.
- Niech to szlag... - wyszeptał, zamykając oczy.
Czuł spływającą po jego twarzy gorącą wodę. Na wszystko zawsze miał jakąś odpowiedź. Potrafił poradzić sobie z natrętnymi dziewczynami i po prostu z nimi zerwać. Nie mógł pojąć dlaczego nie potrafi być tak stanowczym w stosunku do Kise.
Wylał do wnętrza dłoni szampon. Pachniał wanilią. To był ulubiony zapach niebieskowłosego.
- Jak słaby się stałem... - wyszeptał słabo się uśmiechając.
Zawiązał ręcznik na biodrach i wyszedł z łazienki.
Do jego nozdrzy dotarł ten przyjemny zapach. Szedł za nim aż do kuchni. Kise o mało co nie upuścił talerza widząc prawie nagiego Aomine w kuchni.
- Co tak ładnie pachnie? - zapytał
Blondyn uśmiechnął się i położył przed nim talerz pełen naleśników. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Wygląda pysznie... ale mam to wszystko zjeść sam? - kilkanaście smakowicie wyglądających naleśników, ułożonych jeden na drugim tylko czekały żeby trafić do żołądka chłopaka.
- Ja nie mogę ich jeść. Jestem uczulony na kilka składników. - odparł siadając naprzeciw Ao.
Chłopak pochłaniał je tak szybko, że kiedy skończył blondyn miał na swoim talerzu jeszcze jedną z trzech kanapek.
- Możesz zostać moim prywatnym kucharzem? - zapytał, rozciągając mięśnie ramion. Odłożył talerz i podszedł do siedzącego blondyna. Nachylił się nad jedzącym chłopakiem i musnął ustami jego szyję. Kanapka, którą trzymał w dłoni wylądowała na stole.
- Spokojnie. - zaśmiał się Daiki, widząc jak Kise zareagował na jego dotyk.
- Idziesz dzisiaj do szkoły? - zapytał Kise odkładając talerz.
Ao zamyślił się.
- Nie jestem pewien czy mi się chce... a ty? Zresztą po co pytam. Ty zawsze jesteś w szkole. Kujonku. - zaśmiał się Ao, obserwując minę chłopaka.
- Nie jestem kujonem! Ja... po prostu lubię się uczyć. - odparł szybko
Aomine ubrał się szybko i wyszedł odprowadzić do domu Kise.
Szli w ciszy. Daiki nie znosił tego.
- Co powiesz swoim rodzicom? Twoja mama pewnie będzie zła. - powiedział Ao, spoglądając na blondyna.
Miał taką niewinną twarz. Zupełnie jak aniołek. Daiki bał się najbardziej tego, że nie będzie umiał odwzajemnić jego uczuć tak jak on by tego pragnął.
- Wysłałem jej wiadomość, że nocuję u ciebie. - odparł spokojnie
- Ach tak... to dobrze. Dzięki za dzisiejsze śniadanie. - starał się podtrzymać rozmowę, która z niewiadomych przyczyn jakoś specjalnie się nie kleiła.
- Ja dziękuje ci za wczorajszą noc... - powiedział nagle, a Ao o mały włos nie zadławiłby się batonikiem.
- Nie musisz mi za nic dziękować. To była moja decyzja.
Odprowadził go pod same drzwi. Ich pożegnaniem nie był żaden pocałunek, ani nawet się nie przytulili.
Spojrzeli na siebie tylko długo i to wszystko.
Teraz Daiki czuł się pokonany. Co zrobi, jeśli Kise się nagle odkocha? Doskonale go zna i wie jak często zmienia zdanie. Co jeśli się od niego uzależni a potem zostanie z niczym?
Strach go paraliżował, ale przecież nie powinniśmy rezygnować z czegoś tylko dlatego, że się boimy. Tak zachowują się dzieci.
Zawsze uważał się za dojrzałą osobę i był pewny siebie i swoich wyborów. A teraz boi się cokolwiek zrobić.
Kopnął leżącą obok niego puszkę i wtedy usłyszał ten głos.
Delikatny... ale nie należał do Kise. To był dziewczęcy głos.
niedziela, 11 października 2015
Rivaille x Eren rozdział 5 SNK
- Co z twoimi rodzicami? - zapytał zniecierpliwiony Levi
Brunet zagryzł mocno wargę.
- Oni...nie żyją. Zginęli w ataku tytanów na naszą wioskę. Mam tylko siostrę.
- Jak jej na imię? - ton jego głosu jakby odrobinę się zmienił
- Mikasa. - odparł cicho
Każda próba rozmowy o jego rodzicach jest dla chłopaka bardzo bolesna. W jednej chwili stracił osoby, które kochał ponad wszystko. I nic nie mógł z tym zrobić.
- Jak zginęli? - zapytał nagle czarnowłosy.
Nie interesowało go to, że nie powinien zadawać takich pytań.
Brunet wziął głęboki oddech.
- Matkę rozszarpał tytan... a ojca zastrzelił żołnierz.
W tamtej chwili jedyne co Eren pragnął zrobić to wyrzucić Levi'ego przez znajdujące się za nim okno.
- To ciekawe... a co z twoją siostrą? Wiesz gdzie jest? - ich spojrzenia stykały się ze sobą. Zacierały tak bardzo, że aż iskrzyło.
To zupełnie jakby Levi chciał sprowokować chłopaka takimi pytaniami.
- Nie mam pojęcia...szukam jej od kilku lat. - odparł szybko
Czarnowłosy zmarszczył brwi.
- Kłamiesz. - powiedział nagle Rivaille
Eren otworzył usta ze zdziwienia.
- Szukam jej od kilku lat! - podniósł głos - Jak mogę kłamać?!
Levi wstał z krzesła i podszedł do łóżka bruneta.
- Wiem, że twoja siostra żyje. Dostałem takie informacje od zaufanej osoby. Ty kłamliwy psie! - warknął uderzając chłopaka z liścia w twarz.
Brunet złapał się za piekący policzek. Po chwili dotarły do niego słowa jakie usłyszał.
- Mikasa żyje? Gdzie ona jest?! - zapytał zrywając się z łóżka na równe nogi.
Levi'ego zdziwiło zachowanie bruneta. Zachował jednak zimną krew.
- Jeśli natychmiast się nie uspokoisz każe nafaszerować cię jakimiś środkami. Wtedy wszystko posłusznie mi wyśpiewasz. Chcesz tego? - jego głos brzmiał bardzo poważnie
- Nie... - odparł chłopak wpatrując się odważnie w czarne jak smoła tęczówki Rivailla. - Chcę dowiedzieć się gdzie jest moja siostra!
Levi wziął głęboki oddech.
- Nie uważasz, że to byłoby nierozsądne gdybym ci powiedział? - odparł spokojnie pukając go palcem w czoło.
Chłopak szybko odepchnął jego rękę i zacisnął pięści.
- Nie macie prawa tego przede mną ukrywać! - wrzasnął rzucając się na Levi'ego.
Powalił go na podłogę i próbował unieruchomić jego ręce. Jego wysiłki poszły jednak na marne. Kilka sekund później Levi siedział na plecach chłopaka, przyciskając jego twarz do ziemi.
- Puszczaj! - warknął próbując się oswobodzić.
Kapral zacisnął mocniej ręce na nadgarstkach chłopaka sprawiając mu ogromny ból.
- Argh! - krzyknął, krztusząc się śliną.
Levi nachylił się nad uchem chłopaka.
- Jesteś taki odważny? - zakpił owiewając ucho chłopaka gorącym powietrzem.
- Jesteś nienormalny! Puść mnie! Arghh! - nie przestawał krzyczeć.
Do sali wbiegła przerażona pielęgniarka, spojrzała na Levi'ego i już chciała wychodzić kiedy w drzwiach zatrzymał ją jego głos.
- Przynieś natychmiast jakieś leki uspokajające! - krzyknął a ona aż podskoczyła ze strachu
- Nie słuchaj go on... - levi zatkał mu usta dłonią. Pielęgniarka skinęła głową i wybiegła z sali.
- Spokojnie Eren... - wyszeptał
Chłopak poddał się. Leżał nieruchomo, oddychając głośno.
Kobieta wbiegła do sali i uklękła koło nich. Odmierzyła w strzykawce lek i odsłoniła materiał na ramieniu chłopaka.
Zatrzymała się jednak na chwilę.
- On już jest spokojny... Myślę, że nie ma potrzeby tego robić. - odparła spoglądając z litością na leżącego bruneta.
Wyglądał jak zwierzę, które leży bez sił oczekując na zastrzyk śmierci.
Levi zmarszczył gniewnie brwi.
- Rób to co ci każę! - warknął
Pielęgniarka przełknęła głośno ślinę i wbiła igłę w ciało chłopaka.
Nawet nie drgnął. Po chwili poczuł się bardzo sennie.
- Możesz już odejść. - powiedział oschle
Kobieta zabrała torbę z lekami i odeszła szybko.
Levi zszedł z chłopaka i odetchnął głęboko, przeczesał włosy palcami i spojrzał na śpiącego chłopaka.
Podniósł go pod ramię i położył na łóżku.
- Cholerny smarkacz... - syknął łapiąc się za bark.
Czarnowłosy przyglądał mu się przez chwilę. Jego oddech był nierównomierny. Przysunął swoją twarz blisko jego.
- Twojego ojca nie zabił żaden żołnierz...sam go wykończyłeś. A twoja siostra jest nam bardzo dobrze znana... - szepnął Levi
- Kto nauczył cię tak dobrze kłamać...
Eren otworzył nagle swoje oczy. Nawet nie mrugnął widząc twarz Levi'ego tak blisko swojej twarzy.
- Taka dawka na ciebie nie działa... - prychnął Kapral podnosząc kącik ust do góry
Eren uśmiechnął się słabo.
- Przyzwyczaiłem się do takiej dawki. - odgryzł się szybko
Levi wyprostował się, spoglądając z góry na chłopaka.
Jego źrenice rozszerzyły się momentalnie. Ból rozniósł się po całym ciele.
Eren wbił nóż w udo Levi'ego. Kapral zachwiał się i stracił równowagę upadając na ziemię.
Brunet zagryzł mocno wargę.
- Oni...nie żyją. Zginęli w ataku tytanów na naszą wioskę. Mam tylko siostrę.
- Jak jej na imię? - ton jego głosu jakby odrobinę się zmienił
- Mikasa. - odparł cicho
Każda próba rozmowy o jego rodzicach jest dla chłopaka bardzo bolesna. W jednej chwili stracił osoby, które kochał ponad wszystko. I nic nie mógł z tym zrobić.
- Jak zginęli? - zapytał nagle czarnowłosy.
Nie interesowało go to, że nie powinien zadawać takich pytań.
Brunet wziął głęboki oddech.
- Matkę rozszarpał tytan... a ojca zastrzelił żołnierz.
W tamtej chwili jedyne co Eren pragnął zrobić to wyrzucić Levi'ego przez znajdujące się za nim okno.
- To ciekawe... a co z twoją siostrą? Wiesz gdzie jest? - ich spojrzenia stykały się ze sobą. Zacierały tak bardzo, że aż iskrzyło.
To zupełnie jakby Levi chciał sprowokować chłopaka takimi pytaniami.
- Nie mam pojęcia...szukam jej od kilku lat. - odparł szybko
Czarnowłosy zmarszczył brwi.
- Kłamiesz. - powiedział nagle Rivaille
Eren otworzył usta ze zdziwienia.
- Szukam jej od kilku lat! - podniósł głos - Jak mogę kłamać?!
Levi wstał z krzesła i podszedł do łóżka bruneta.
- Wiem, że twoja siostra żyje. Dostałem takie informacje od zaufanej osoby. Ty kłamliwy psie! - warknął uderzając chłopaka z liścia w twarz.
Brunet złapał się za piekący policzek. Po chwili dotarły do niego słowa jakie usłyszał.
- Mikasa żyje? Gdzie ona jest?! - zapytał zrywając się z łóżka na równe nogi.
Levi'ego zdziwiło zachowanie bruneta. Zachował jednak zimną krew.
- Jeśli natychmiast się nie uspokoisz każe nafaszerować cię jakimiś środkami. Wtedy wszystko posłusznie mi wyśpiewasz. Chcesz tego? - jego głos brzmiał bardzo poważnie
- Nie... - odparł chłopak wpatrując się odważnie w czarne jak smoła tęczówki Rivailla. - Chcę dowiedzieć się gdzie jest moja siostra!
Levi wziął głęboki oddech.
- Nie uważasz, że to byłoby nierozsądne gdybym ci powiedział? - odparł spokojnie pukając go palcem w czoło.
Chłopak szybko odepchnął jego rękę i zacisnął pięści.
- Nie macie prawa tego przede mną ukrywać! - wrzasnął rzucając się na Levi'ego.
Powalił go na podłogę i próbował unieruchomić jego ręce. Jego wysiłki poszły jednak na marne. Kilka sekund później Levi siedział na plecach chłopaka, przyciskając jego twarz do ziemi.
- Puszczaj! - warknął próbując się oswobodzić.
Kapral zacisnął mocniej ręce na nadgarstkach chłopaka sprawiając mu ogromny ból.
- Argh! - krzyknął, krztusząc się śliną.
Levi nachylił się nad uchem chłopaka.
- Jesteś taki odważny? - zakpił owiewając ucho chłopaka gorącym powietrzem.
- Jesteś nienormalny! Puść mnie! Arghh! - nie przestawał krzyczeć.
Do sali wbiegła przerażona pielęgniarka, spojrzała na Levi'ego i już chciała wychodzić kiedy w drzwiach zatrzymał ją jego głos.
- Przynieś natychmiast jakieś leki uspokajające! - krzyknął a ona aż podskoczyła ze strachu
- Nie słuchaj go on... - levi zatkał mu usta dłonią. Pielęgniarka skinęła głową i wybiegła z sali.
- Spokojnie Eren... - wyszeptał
Chłopak poddał się. Leżał nieruchomo, oddychając głośno.
Kobieta wbiegła do sali i uklękła koło nich. Odmierzyła w strzykawce lek i odsłoniła materiał na ramieniu chłopaka.
Zatrzymała się jednak na chwilę.
- On już jest spokojny... Myślę, że nie ma potrzeby tego robić. - odparła spoglądając z litością na leżącego bruneta.
Wyglądał jak zwierzę, które leży bez sił oczekując na zastrzyk śmierci.
Levi zmarszczył gniewnie brwi.
- Rób to co ci każę! - warknął
Pielęgniarka przełknęła głośno ślinę i wbiła igłę w ciało chłopaka.
Nawet nie drgnął. Po chwili poczuł się bardzo sennie.
- Możesz już odejść. - powiedział oschle
Kobieta zabrała torbę z lekami i odeszła szybko.
Levi zszedł z chłopaka i odetchnął głęboko, przeczesał włosy palcami i spojrzał na śpiącego chłopaka.
Podniósł go pod ramię i położył na łóżku.
- Cholerny smarkacz... - syknął łapiąc się za bark.
Czarnowłosy przyglądał mu się przez chwilę. Jego oddech był nierównomierny. Przysunął swoją twarz blisko jego.
- Twojego ojca nie zabił żaden żołnierz...sam go wykończyłeś. A twoja siostra jest nam bardzo dobrze znana... - szepnął Levi
- Kto nauczył cię tak dobrze kłamać...
Eren otworzył nagle swoje oczy. Nawet nie mrugnął widząc twarz Levi'ego tak blisko swojej twarzy.
- Taka dawka na ciebie nie działa... - prychnął Kapral podnosząc kącik ust do góry
Eren uśmiechnął się słabo.
- Przyzwyczaiłem się do takiej dawki. - odgryzł się szybko
Levi wyprostował się, spoglądając z góry na chłopaka.
Jego źrenice rozszerzyły się momentalnie. Ból rozniósł się po całym ciele.
Eren wbił nóż w udo Levi'ego. Kapral zachwiał się i stracił równowagę upadając na ziemię.
piątek, 9 października 2015
Rozdział 13 Eren x Levi
Chłopak kręcił się po okolicy szukając miejsca dla Kaprala. Wiedział, że jeśli jakiegoś nie znajdzie skazany będzie na jego gniew. Błądził w tym cholernym labiryncie drzew, w środku nocy i to w dodatku bez żadnego światła.
- Nie jestem żadnym nocnym zwierzęciem żeby widzieć w ciemności... - mruknął brunet rozglądając się na boki
Nagle do jego uszu dotarł ten dziwny szum. Tak! To musiała być woda. Szybkim krokiem szedł w stronę skąd dobiegał charakterystyczny dźwięk.
Uśmiechnął się szeroko widząc przed sobą rozciągająca się taflę wody. Światło księżyca odbijało się od jej powierzchni.
- Przepiękne... - wyszeptał z zapartym tchem.
Czym prędzej wrócił do Kaprala. Nie mógł doczekać się kiedy powie mu co znalazł. Miał nadzieję, że Kapral chociaż raz go za coś pochwali.
Już z daleka zauważył Kaprala, stanął zdyszany przed nim.
Levi spojrzał na niego.
- Znalazłeś coś? - zapytał
Brunet uśmiechnął się i z dumą odparł
- Znalazłem przepiękne miejsce! Zaprowadzę tam Kaprala.
Nawet na kimś takim jak Levi to miejsce zrobiło wrażenie. Podniósł kącik ust do góry i szybkim ruchem ściągnął z siebie mundur. To samo zrobił z dolną częścią garderoby. Rozciągnął mięśnie ramion i pleców. Po chwili odwrócił się w stronę chłopaka. Eren stał przed nagim Kapralem.
Spoglądał mu tylko i wyłączenie prosto w oczy. Czuł się niezręcznie i nie umiał tego ukryć.
- Rozbieraj się. - powiedział beznamiętnie Levi
Eren zaśmiał się słabo.
- Ja... ja nie umiem pływać. - zaczął, próbując się wywinąć.
Rivaille zmarszczył brwi.
- Nie obchodzi mnie czy umiesz pływać czy nie. Jesteś brudny i to mi przeszkadza. - odparł ostro.
Brunet przełknął głośno ślinę i trzęsącymi dłońmi zaczął rozpinać guziki koszuli. Ułożył ja na trawie, tuż obok spodni.
- Będziesz się kąpać w bieliźnie? - zakpił odchodząc od czerwonego ze wstydu chłopaka.
Eren skinął głową i zaraz mógł obserwować jak z każdym krokiem mięśnie na plecach Kaprala poruszają się.
Wszedł do wody, przeczesując palcami włosy. Zmarszczył brwi widząc stojącego na brzegu Erena.
Złapał go za ramię i wciągnął do wody. Chłopak nie zdążył złapać równowagi i upadł prosto na Kaprala.
Eren stał po pas w letniej wodzie. Krople wody ściekały mu po skórze szyi by po chwili znów zginąć w wodzie.
- Tego mi brakowało... - wyszeptał Kapral wynurzając się z wody. Eren przymknął oczy i wszedł pod powierzchnie.
Bez ruchu opadł na dno. Po chwili poczuł uderzenie w plecy.
Wynurzył się zdezorientowany spoglądając na zirytowanego Levi'ego.
- Wychodzimy już. Rozbijemy namiot gdzieś w pobliżu tego miejsca. - oznajmił Kapral wychodząc z wody.
Eren wziął głęboki oddech i sięgnął po swoje ubrania, zdjął mokrą bieliznę chowając się za drzewem.
- Rozłóż namiot. - Eren bez gadania zrobił to co rozkazał mu Kapral.
- Dzisiaj musimy odpocząć. O świcie wyruszamy. - oznajmił Levi wchodząc do namiotu.
Eren skinął głową i powoli wszedł do środka. Kapral spojrzał na niego zirytowany.
- Boisz się mnie czy co? - zapytał, widząc jak chłopak siada na końcu namiotu.
Eren zaprzeczył szybko, ale to było kłamstwem. Bardzo się go bał. Szczególnie kiedy spoglądał na niego tymi swoimi oczami. Gdyby tylko była taka możliwość, zabijałby wzrokiem...
- Połóż się bliżej, będzie nam cieplej... - wyszeptał Levi
Chłopak przysunął się do Kaprala, dokładnie o trzy centymetry.
- Naprawdę jesteś tak głupi? - zakpił
- Przepraszam...-odparł cicho brunet
Levi zmarszczył gniewnie brwi.
- Nie używaj w stosunku do mnie tego słowa. Nie cierpię go.
Emil zamilkł. Nastała cisza, słychać było tylko szum wody dochodzący z tamtego miejsca.
- Kapralu... - wyszeptał niepewnie chłopak
- Hmm? - mruknął Levi
- Czy Kapral uważa, że jestem beznadziejny? - zapytał, wbijając wzrok w materiał namiotu.
Czarnowłosy obrócił się w jego stronę.
- Obchodzi cię to co myślą o tobie inni ludzie? - odparł beznamiętnie
Chłopak uśmiechnął się słabo
- Tak...
- W takim razie przestań. Przez to niepotrzebnie się martwisz.
Eren spojrzał na niego.
- Kapral tak potrafi? - jego głos delikatnie się złamał.
- Nigdy mnie to specjalnie nie obchodziło. Ludzie z natury są źli, kiedy na przykład wbiją ci nóż w plecy, pytając dlaczego krwawisz.
- Mógłbyś...mógłby Kapral mnie tego nauczyć? - poprawił się szybko
Rivaille przymknął na chwilę powieki.
- Naprawdę jesteś jeszcze dzieckiem... - westchnął zrezygnowany
- Dlaczego...Ja tylko
- Ucisz się już. - przerwał mu czarnowłosy
Levi obrócił się plecami do chłopaka. Eren ugryzł się w język aby nie powiedzieć niczego głupiego.
**
Eren otworzył powoli oczy. Kaprala nie było już w namiocie. Chłopak ziewnął głośno i wyszedł na zewnątrz. Dzisiaj jest wyjątkowo zimno. Brunet z daleko dostrzegł sylwetkę Levi'ego. Z niedowierzaniem oglądał jak wyciera mokre od wody włosy. Kąpać się w taką pogodę? Niezbyt rozsądny pomysł.
Kapral zauważył wzrok chłopaka na sobie.
- Na co się tak gapisz?
Eren przełknął ślinę.
- Wracamy do bazy? - w duchu modlił się by usłyszeć słowo zaczynające się na literę n.
- Nie. - odparł zimno. - Idziemy na północ.
Eren skinął posłusznie głową. Chciałby aby ich relacje się polepszyły. Widział wiele razy jak Kapral rozmawiał z Erwinem. Z blondynem było całkiem inaczej... nie wiedział co takiego sprawiło, że Levi go nienawidzi.
Poskładał namiot i ruszyli w drogę. Między nimi znów pojawiła się ta cholerna cisza.
- Jesteś głodny? - zapytał nagle Levi spoglądając na chłopaka
Chłopak spojrzał zdziwiony na Kaprala. Czy on właśnie się przesłyszał? Levi nigdy wcześniej nie interesował się takimi sprawami.
- W zasadzie to tak... - odparł brunet
Czarnowłosy prychnął pod nosem.
- Ja też. Przygotuj coś...
środa, 7 października 2015
Rozdział 4 * Levi x Eren SNK
Każdy żołnierz wyższego szczebla posiadał własne mieszkanie. Nie było duże, ale i tak w panujących czasach był to nie lada luksus. Kapral też takie posiadał. Sypialnia z kuchnią i łazienką. Trudno zliczyć jak wiele osób marzy o własnym łóżku a co dopiero sypialni.
Przekręcił kluczyk w zamku i otworzył szybko drzwi. Każdy kto znał Levi'ego wiedział, że ma fioła na punkcie czystości. Dlatego jego mieszkanie wygląda jakby nikt w nim nie mieszkał.
Czarnowłosy rozpiął guziki i powiesił mundur do szafy.
Wszedł do kuchni, czując pod stopami zimną posadzkę. Wziął głęboki oddech i stanął nieruchomo przed szafkami.
Trwał tak w bezruchu kilka sekund. Zamrugał kilkakrotnie i szybkim ruchem wyjął z szafki kubek.
Wsypał do niej trzy łyżeczki kawy. Potem sięgnął po cukierniczkę i powolnym ruchem wsypał do kubka pięć kostek cukru.
To sprawi, że nie będzie chciało mu się spać a jednocześnie jego mózg będzie pracować na najwyższych obrotach.
W tej okropnej ciszy tylko ktoś taki jak Levi potrafił się odnaleźć.
Usiadł na krześle i zaczął przeglądać papiery leżące na biurku.
Raporty odkładał na prawo a wszystko inne na lewo.
Nie mógł się skupić, gdyż w jego głowie ciągle gościł Eren.
- Ten smarkacz... - wyszeptał zirytowany.
Wziął do rąk jakieś papiery, ale nawet czytając je, cała ich zawartość ulatniała się gdzieś.Kapral zacisnął mocno zęby i zrzucił wszystko na podłogę.
Dźwięk rozbijającego się o podłogę kubka nie zrobiło na nim wrażenia. Nawet bałagan jaki powstał go nie wzruszył.
Musi dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Tą rozmową z Hanji ryzykował wszystko, a nadal nie wie dlaczego Eren tam trafił.
Przecież ten chłopak nie ma nawet dwudziestu lat, a traktowany jest jak światowy przestępca.
Czarnowłosy prychnął pod nosem i znów ubrał mundur.
Szpital czynny jest całą dobę, rannych żołnierzy zwożą cały dzień i noc.
Kapral zatrzasnął drzwi i czym prędzej ruszył w stronę szpitala.
Pielęgniarka była zdziwiona jego wizytą. Wiele na jego temat słyszała i zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji.
- Pan Yeager teraz odpoczywa... - powiedziała przestraszonym głosem, widząc wpatrującego się w nią Kaprala.
- Nie jest obłożnie chory. Może ze mną porozmawiać.- odparł spokojnie
Kobieta uśmiechnęła się słabo i szybko podała numer sali w której chłopak leży.
Kapral szedł korytarzem czując na sobie spojrzenie pacjentów. Większość z nich to niskiego stopnia żołnierze. Poświęcili swoje życie i zdrowie dla ojczyzny i skończyli w szpitalu.
- Faktycznie jesteś umierający. - zakpił widząc siedzącego na łóżku bruneta. Chłopak szybko spojrzał na niego.
Znów poczuł ten wewnętrzny strach. Levi w wielu ludziach wywoływał ten dziwny niepokój.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał pół-szeptem
Rivaille podniósł jedną brew delikatnie do góry.
- Jesteśmy na "Ty" ? Aż tak szybko chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? - Levi podszedł do jego łóżka.
Brunet zacisnął pięści.
- Nie mam zamiaru zaprzyjaźniać się z kimś takim jak ty. Nie macie prawa więzić ludzi, którzy nic złego nie zrobili. To przez ciebie tu wylądowałem. - odparł wściekły
Rivaille zmarszczył brwi i nachylił się odrobinę w stronę bruneta.
- Uczyłem cie szacunku...ale jak widać nie poskutkowało. - Levi stanął koło okna opierając się plecami o ścianę.
Eren nie wierzył w to co właśnie słyszy.
- Uczyłeś mnie szacunku? O mały włos nie zginąłem... tak mnie skatowałeś! Nie macie prawa tego robić! - warknął prawie wstając z łóżka.
Rivaille spojrzał beznamiętnie na wściekłego Erena.
- Nie robilibyśmy tego bez powodu. Myśliwi nigdy nie usypia zwierzyny bez powodu. My nigdy nie przesłuchujemy nikogo bez powodu... - oznajmił lodowatym głosem Kapral.
- Jesteście nienormalni... - odparł cicho brunet
- Nie przyszedłem do ciebie po diagnozę. Chciałem dowiedzieć się odrobinę o twojej przeszłości. - Kapral znów podszedł bliżej łóżka chłopaka.
Eren wbił tył głowy mocniej w poduszkę.
- Dlaczego chcesz znać moją przeszłość? - zapytał zdziwiony
- Uratowałem ci skórę przed tą wariatką. Powinieneś być mi wdzięczny. - Kapral wyciągnął w stronę Erena dłoń. Szybkim ruchem chwycił go za kark.
Eren spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Jesteś rozpieszczonym bachorem, który nie szanuje innych ludzi. Spróbuj jeszcze raz zadać jakieś głupie pytanie, albo nie odpowiedzieć na moje a gorzko tego pożałujesz.
Serce chłopaka biło tak mocno,że zaraz wyskoczyło by z piersi. Dawno tak bardzo się nie bał.
To zawsze skutkowało. Ludzie z natury są nieposłuszni i często trzeba ich tego oduczyć.
Kapral postawił krzesło obok łóżka chłopaka i usiadł na nim.
Omiótł Erena swoim zagadkowym spojrzeniem.
- Chcę wiedzieć wszystko... - oznajmił Levi
Przekręcił kluczyk w zamku i otworzył szybko drzwi. Każdy kto znał Levi'ego wiedział, że ma fioła na punkcie czystości. Dlatego jego mieszkanie wygląda jakby nikt w nim nie mieszkał.
Czarnowłosy rozpiął guziki i powiesił mundur do szafy.
Wszedł do kuchni, czując pod stopami zimną posadzkę. Wziął głęboki oddech i stanął nieruchomo przed szafkami.
Trwał tak w bezruchu kilka sekund. Zamrugał kilkakrotnie i szybkim ruchem wyjął z szafki kubek.
Wsypał do niej trzy łyżeczki kawy. Potem sięgnął po cukierniczkę i powolnym ruchem wsypał do kubka pięć kostek cukru.
To sprawi, że nie będzie chciało mu się spać a jednocześnie jego mózg będzie pracować na najwyższych obrotach.
W tej okropnej ciszy tylko ktoś taki jak Levi potrafił się odnaleźć.
Usiadł na krześle i zaczął przeglądać papiery leżące na biurku.
Raporty odkładał na prawo a wszystko inne na lewo.
Nie mógł się skupić, gdyż w jego głowie ciągle gościł Eren.
- Ten smarkacz... - wyszeptał zirytowany.
Wziął do rąk jakieś papiery, ale nawet czytając je, cała ich zawartość ulatniała się gdzieś.Kapral zacisnął mocno zęby i zrzucił wszystko na podłogę.
Dźwięk rozbijającego się o podłogę kubka nie zrobiło na nim wrażenia. Nawet bałagan jaki powstał go nie wzruszył.
Musi dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Tą rozmową z Hanji ryzykował wszystko, a nadal nie wie dlaczego Eren tam trafił.
Przecież ten chłopak nie ma nawet dwudziestu lat, a traktowany jest jak światowy przestępca.
Czarnowłosy prychnął pod nosem i znów ubrał mundur.
Szpital czynny jest całą dobę, rannych żołnierzy zwożą cały dzień i noc.
Kapral zatrzasnął drzwi i czym prędzej ruszył w stronę szpitala.
Pielęgniarka była zdziwiona jego wizytą. Wiele na jego temat słyszała i zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji.
- Pan Yeager teraz odpoczywa... - powiedziała przestraszonym głosem, widząc wpatrującego się w nią Kaprala.
- Nie jest obłożnie chory. Może ze mną porozmawiać.- odparł spokojnie
Kobieta uśmiechnęła się słabo i szybko podała numer sali w której chłopak leży.
Kapral szedł korytarzem czując na sobie spojrzenie pacjentów. Większość z nich to niskiego stopnia żołnierze. Poświęcili swoje życie i zdrowie dla ojczyzny i skończyli w szpitalu.
- Faktycznie jesteś umierający. - zakpił widząc siedzącego na łóżku bruneta. Chłopak szybko spojrzał na niego.
Znów poczuł ten wewnętrzny strach. Levi w wielu ludziach wywoływał ten dziwny niepokój.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał pół-szeptem
Rivaille podniósł jedną brew delikatnie do góry.
- Jesteśmy na "Ty" ? Aż tak szybko chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? - Levi podszedł do jego łóżka.
Brunet zacisnął pięści.
- Nie mam zamiaru zaprzyjaźniać się z kimś takim jak ty. Nie macie prawa więzić ludzi, którzy nic złego nie zrobili. To przez ciebie tu wylądowałem. - odparł wściekły
Rivaille zmarszczył brwi i nachylił się odrobinę w stronę bruneta.
- Uczyłem cie szacunku...ale jak widać nie poskutkowało. - Levi stanął koło okna opierając się plecami o ścianę.
Eren nie wierzył w to co właśnie słyszy.
- Uczyłeś mnie szacunku? O mały włos nie zginąłem... tak mnie skatowałeś! Nie macie prawa tego robić! - warknął prawie wstając z łóżka.
Rivaille spojrzał beznamiętnie na wściekłego Erena.
- Nie robilibyśmy tego bez powodu. Myśliwi nigdy nie usypia zwierzyny bez powodu. My nigdy nie przesłuchujemy nikogo bez powodu... - oznajmił lodowatym głosem Kapral.
- Jesteście nienormalni... - odparł cicho brunet
- Nie przyszedłem do ciebie po diagnozę. Chciałem dowiedzieć się odrobinę o twojej przeszłości. - Kapral znów podszedł bliżej łóżka chłopaka.
Eren wbił tył głowy mocniej w poduszkę.
- Dlaczego chcesz znać moją przeszłość? - zapytał zdziwiony
- Uratowałem ci skórę przed tą wariatką. Powinieneś być mi wdzięczny. - Kapral wyciągnął w stronę Erena dłoń. Szybkim ruchem chwycił go za kark.
Eren spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Jesteś rozpieszczonym bachorem, który nie szanuje innych ludzi. Spróbuj jeszcze raz zadać jakieś głupie pytanie, albo nie odpowiedzieć na moje a gorzko tego pożałujesz.
Serce chłopaka biło tak mocno,że zaraz wyskoczyło by z piersi. Dawno tak bardzo się nie bał.
To zawsze skutkowało. Ludzie z natury są nieposłuszni i często trzeba ich tego oduczyć.
Kapral postawił krzesło obok łóżka chłopaka i usiadł na nim.
Omiótł Erena swoim zagadkowym spojrzeniem.
- Chcę wiedzieć wszystko... - oznajmił Levi
piątek, 11 września 2015
Nezumi x Shion część 1
Witam was, będą dwie albo trzy części tego opowiadania. Nie chciałam wszystkiego upchać w jednym dlatego je rozdzielę. Zapraszam do czytania i komentowania.
Shion czuł przyśpieszone bicie serca, płytszy oddech kiedy Nezumi tylko się do niego zbliżał. Wtedy uświadomił sobie, że jest w nim zakochany. Starał się pozbyć tego uczucia, ale bezskutecznie.Udawanie, że wszystko jest w porządku powoli go przerastało. Nezumi nie był taki głupi. Doskonale wiedział, że coś jest nie w porządku.
Shion postanowił zrobić coś, czego mógł bardzo żałować. Uciekł.
Tęsknił za wcześniejszym życiem. Za swoją matką. Ale nie zrobił tylko z tego powodu.
Bał się, że gdy wyjawi mu uczucia, Nezumi nie będzie w stanie ich odwzajemnić. I zamiast spróbować, poddał się.
Po dwóch latach od ucieczki, zrozumiał, że podjął słuszną decyzję.
Chociaż nadal tęsknił za jego uśmiechem, głosem, złością - za wszystkim.
- To nasz ostatni klient, Shion. - oznajmiła Safu. Ściągnęła fartuch i przytuliła się do niego. Chłopak nie był pewny swoich uczuć do niej. Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywała.
- Idę przygotować kawę. Mógłbyś pozbierać naczynia ze stolików? - zapytała, uśmiechając się słodko.
Shion skinął głową, idąc w stronę drewnianego stolika.
Ułożył na tacy kilka talerzy i filiżanek i odniósł je do kuchni.
- Mógłbym wcześniej się urwać? Muszę załatwić coś w urzędzie. - zapytał Shion podchodząc do dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - odparła ciepło.
Po tych słowach chłopak wybiegł szybko z baru w którym pracował.
Nie znosił załatwiania spraw w takich miejscach. Czuł się nieswojo, kiedy obcy człowiek wyciągał jego akta. Było tam wszystko. Całe jego życie streszczone na kilkudziesięciu stronach.
Kobieta wyciągnęła papiery i po przeczytaniu kilku linijek tekstu spojrzała na niego krytycznie. Tak zazwyczaj reagują ludzie, kiedy dowiadują się skąd wrócił.
- Proszę tu podpisać. - powiedziała, podając mu pióro.
Jak najszybciej ulotnił się stamtąd.
Kiedy załatwił już wszystko wrócił do mieszkania.To nigdy nie jest przyjemne. Ta pustka, która w nim panuje.
Tęskni za nim. Doskonale pamięta zupę, którą Nezumi tak często gotował.
Czuł jej zapach, smak a nawet fakturę w ustach.
Shion czuł się dla niego priorytetem. Nezumi często go o tym zapewniał.
Ludzie pojawiają się i odchodzą z naszego życia, ale pozostawiają po sobie bałagan.
Chłopak wziął głęboki oddech kładąc się na łóżku. Było już późno, i jedynie lampka stojąca obok łóżka dodawała choć odrobiny światła w tym mroku.
Zamknął powieki zagłębiając się we śnie...
Obudził się w środku nocy. A raczej zerwał z łóżka niczym spłoszone zwierzę.
Wzdrygnął się kiedy usłyszał ten głos...
- Ładnie się urządziłeś.
Doskonale znał ten głos. Przełknął głośno ślinę i podszedł do włącznika światła.
- Nezumi... - wyszeptał Shion nie dowierzając własnym oczom.
Przed nim stał ten człowiek. Ten, którego chłopak tak bardzo kochał.
- Muszę stwierdzić, że twoja ucieczka była spektakularna... - zakpił, rozsiadając się w fotelu.
- Co tutaj robisz? - zapytał drżącym głosem
Pragnął objąć go tak mocno, że zabraknie mu tchu. Dotknąć jego miękkich włosów, słuchać jak wymawia jego imię. Jednak tego nie zrobił.
Nezumi spojrzał na niego zabójczym wzrokiem.
- Aż tak było ci ze mną źle?
Chłopak wstał z fotela i zbliżył się do chłopaka. Shion cofnął się kilka kroków, ale w końcu jego plecy spotkały się z zimną ścianą.
- Nie mogłem dłużej z tobą zostać... - wyszeptał
- Codziennie próbowałem cię odszukać. Martwiłem się każdej nocy czy dalej żyjesz. Jesteś największym idiotą w historii. - warknął uderzając chłopaka w twarz.
Shion złapał się za bolący policzek.
- Jak mogłeś mnie tak zostawić... - Nezumi spojrzał ze złością na chłopaka. Shion wbił swoje spojrzenie w podłogę. Czuł rosnącą gulę w gardle kiedy chciał coś powiedzieć.
- Zrobiłem to bo się w tobie zakochałem. Uciekłem, bo bałem się, że zbyt się od ciebie uzależnię. - Nezumi otworzył szerzej oczy, a słowa chłopaka nadal tkwiły w jego głowie, odtwarzając się od nowa.
Shion czuł przyśpieszone bicie serca, płytszy oddech kiedy Nezumi tylko się do niego zbliżał. Wtedy uświadomił sobie, że jest w nim zakochany. Starał się pozbyć tego uczucia, ale bezskutecznie.Udawanie, że wszystko jest w porządku powoli go przerastało. Nezumi nie był taki głupi. Doskonale wiedział, że coś jest nie w porządku.
Shion postanowił zrobić coś, czego mógł bardzo żałować. Uciekł.
Tęsknił za wcześniejszym życiem. Za swoją matką. Ale nie zrobił tylko z tego powodu.
Bał się, że gdy wyjawi mu uczucia, Nezumi nie będzie w stanie ich odwzajemnić. I zamiast spróbować, poddał się.
Po dwóch latach od ucieczki, zrozumiał, że podjął słuszną decyzję.
Chociaż nadal tęsknił za jego uśmiechem, głosem, złością - za wszystkim.
- To nasz ostatni klient, Shion. - oznajmiła Safu. Ściągnęła fartuch i przytuliła się do niego. Chłopak nie był pewny swoich uczuć do niej. Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywała.
- Idę przygotować kawę. Mógłbyś pozbierać naczynia ze stolików? - zapytała, uśmiechając się słodko.
Shion skinął głową, idąc w stronę drewnianego stolika.
Ułożył na tacy kilka talerzy i filiżanek i odniósł je do kuchni.
- Mógłbym wcześniej się urwać? Muszę załatwić coś w urzędzie. - zapytał Shion podchodząc do dziewczyny.
- Nie ma sprawy. - odparła ciepło.
Po tych słowach chłopak wybiegł szybko z baru w którym pracował.
Nie znosił załatwiania spraw w takich miejscach. Czuł się nieswojo, kiedy obcy człowiek wyciągał jego akta. Było tam wszystko. Całe jego życie streszczone na kilkudziesięciu stronach.
Kobieta wyciągnęła papiery i po przeczytaniu kilku linijek tekstu spojrzała na niego krytycznie. Tak zazwyczaj reagują ludzie, kiedy dowiadują się skąd wrócił.
- Proszę tu podpisać. - powiedziała, podając mu pióro.
Jak najszybciej ulotnił się stamtąd.
Kiedy załatwił już wszystko wrócił do mieszkania.To nigdy nie jest przyjemne. Ta pustka, która w nim panuje.
Tęskni za nim. Doskonale pamięta zupę, którą Nezumi tak często gotował.
Czuł jej zapach, smak a nawet fakturę w ustach.
Shion czuł się dla niego priorytetem. Nezumi często go o tym zapewniał.
Ludzie pojawiają się i odchodzą z naszego życia, ale pozostawiają po sobie bałagan.
Chłopak wziął głęboki oddech kładąc się na łóżku. Było już późno, i jedynie lampka stojąca obok łóżka dodawała choć odrobiny światła w tym mroku.
Zamknął powieki zagłębiając się we śnie...
Obudził się w środku nocy. A raczej zerwał z łóżka niczym spłoszone zwierzę.
Wzdrygnął się kiedy usłyszał ten głos...
- Ładnie się urządziłeś.
Doskonale znał ten głos. Przełknął głośno ślinę i podszedł do włącznika światła.
- Nezumi... - wyszeptał Shion nie dowierzając własnym oczom.
Przed nim stał ten człowiek. Ten, którego chłopak tak bardzo kochał.
- Muszę stwierdzić, że twoja ucieczka była spektakularna... - zakpił, rozsiadając się w fotelu.
- Co tutaj robisz? - zapytał drżącym głosem
Pragnął objąć go tak mocno, że zabraknie mu tchu. Dotknąć jego miękkich włosów, słuchać jak wymawia jego imię. Jednak tego nie zrobił.
Nezumi spojrzał na niego zabójczym wzrokiem.
- Aż tak było ci ze mną źle?
Chłopak wstał z fotela i zbliżył się do chłopaka. Shion cofnął się kilka kroków, ale w końcu jego plecy spotkały się z zimną ścianą.
- Nie mogłem dłużej z tobą zostać... - wyszeptał
- Codziennie próbowałem cię odszukać. Martwiłem się każdej nocy czy dalej żyjesz. Jesteś największym idiotą w historii. - warknął uderzając chłopaka w twarz.
Shion złapał się za bolący policzek.
- Jak mogłeś mnie tak zostawić... - Nezumi spojrzał ze złością na chłopaka. Shion wbił swoje spojrzenie w podłogę. Czuł rosnącą gulę w gardle kiedy chciał coś powiedzieć.
- Zrobiłem to bo się w tobie zakochałem. Uciekłem, bo bałem się, że zbyt się od ciebie uzależnię. - Nezumi otworzył szerzej oczy, a słowa chłopaka nadal tkwiły w jego głowie, odtwarzając się od nowa.
czwartek, 10 września 2015
Rivaille x Eren rozdział 3 *nowość
- Gdzie ja jestem? - wyszeptał Eren. Spojrzał na swoją dłoń w której miał wenflon. Po sekundzie do sali weszła pielęgniarka.
- Dzień dobry Panie Yeager. - powiedziała, uśmiechając się.
Chłopak zmarszczył brwi i podniósł się odrobinę na łokciach.
- Proszę nie ruszać się za bardzo. - kobieta podeszła do łóżka chłopaka.
- Dlaczego jestem w szpitalu?
Nie miał pojęcia co takiego wydarzyło się, że tutaj trafił. Czuł tylko okropny, rozlewający się po całym ciele ból. Pielęgniarka poprawiła poduszkę pod jego plecami i spojrzała na niego.
- Miał Pan dużo szczęścia. Został Pan pobity i należy teraz dużo odpoczywać. - odparła z troską w głosie.
-Pobity? Kto mi to zrobił... - szepnął do siebie, zaciskając dłonie na prześcieradle.
Kobieta miała właśnie wychodzić, kiedy Eren znów usłyszał jej głos.
-Pewien mężczyzna kazał to Panu przekazać. - oznajmiła, podając chłopakowi kopertę.
Chłopak otworzył powoli kopertę i wyjął z niej kartkę. Papier był specyficzny w dotyku. Delikatnie śliski...
- "Wracaj do zdrowia." - przeczytał na głos.
- To wszystko? - zdziwił się oglądając kartkę z każdej strony.
Wydało mu się to bardzo dziwne, przysunął kartkę bliżej twarzy i do jego nozdrzy wdarł się ten zapach. Nie umiał go określi, ale był bardzo przyjemny.
**
- Zrobiłeś to specjalnie? - zapytał blond włosy mężczyzna przyglądając się skupionemu na treningu Levi'emu.
Czarnowłosy zignorował go i nie przestawał uderzać w drewnianego manekina.
Ów mężczyzna na imię miał Erwin i był jednym z niewielu osób, które utrzymywały z nim jakikolwiek kontakt.
- Wiesz jak następnym razem będziesz wypełniać jakąś ankietę wskaż, że ignorancja jest twoją największą zaletą. - dodał złośliwie
Rivaille wziął głęboki oddech i zaprzestał wykonywać jakiekolwiek czynności.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytał zirytowany, ocierając nadgarstkiem kropelki potu ściekające z czoła.
Blondyn uśmiechnął się szeroko.
- Jestem ciekaw dlaczego uratowałeś tego smarkacza.
Levi spojrzał na niego beznamiętnym wzrokiem.
- A co tobie do tego?
- Ot taka ciekawość. Nic wielkiego. - odparł
Rivaille uderzył z całej siły w manekin, a on o mały włos nie wylądował na ziemi.
- Uznałem, że może być potrzebny.
Erwin podniósł jedną brew w górę.
- Tobie czy nam? - zapytał
Bardzo lubił droczyć się z Kapralem. Wiedział, że granica jest bardzo cienka.
Kapral nie odpowiedział na jego pytanie więc blondyn zadał następne.
- Słyszałem, że nieźle go urządziłeś. Trafił na ostry dyżur z licznymi obrażeniami. - blondyn specjalnie dokuczał mu w ten sposób. Chciał dowiedzieć się dlaczego Levi dał chłopakowi taryfę ulgową.
Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak aby ktoś wyszedł żywy z takiej sytuacji. Levi zawsze bił tak żeby zabić, a na pewno nie darowałby mu życia z nudów.
- Nie obchodzi mnie to. - odparł a granica jego cierpliwości bardzo szybko się ścierała.
- Słyszałem, że już się obudził i Hanji chce go przesłuchać jeszcze raz. Uparte babsko.
I wtedy cierpliwość czarnowłosego całkowicie się wyczerpała. Erwin miał szczęście, że Kapral nie miał w dłoniach czegoś ostrego, ale ku zaskoczeniu blondyna po prostu odszedł.
- Co za dziwny człowiek... - mruknął Erwin
Rivaille zawsze był taki. Wstrzymywał się z okazywaniem uczuć. Tylko raz tak nie było.
W gimnazjum poznał osobę, w której się zakochał, ale jego uczucia zostały odrzucone. Zmiażdżone. Potem postanowił odseparować się od okazywania czegokolwiek oprócz zimnego dystansu.
Nigdy nie miał przyjaciół. Trudno ich znaleźć z takim charakterem...
Czarnowłosy wpadł bez pukania do gabinetu Hanji. Kobieta siedziała za biurkiem czytając jakąś książkę. Swój wzrok przeniosła na stojącego przed nią Kaprala.
- Aleś ty kulturalny. - prychnęła ironicznie spoglądając na wyraz jego twarzy. A raczej jego brak, ponieważ rzadko kiedy można było coś na niej ujrzeć.
- Dowiedziałem się, że planujesz znów przesłuchać tego smarkacza.
Hanji uśmiechnęła się delikatnie.
- A co... martwisz się o niego? - zapytała złośliwie
Kapral zmarszczył gniewnie brwi.
- Nie twój zasrany interes. - syknął podchodząc do niej. Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków.
- Dostałam rozkaz z góry, że mam kontynuować przesłuchanie kiedy tylko się obudzi. - oznajmiła drżącym głosem.
- Nie obchodzą mnie żadne rozkazy z góry. To ja zadecyduję co z nim zrobię. - odparł lodowatym głosem.
Kobieta zaśmiała się cicho.
- Chcesz się im sprzeciwić? Wiesz dobrze, że wtedy będą musieli cie zlikwidować. - jej głos spoważniał.
- Już kiedyś mieli to zrobić. Niech próbują drugi raz. - odpowiedział oschle odchodząc od niej.
Nacisnął klamkę drzwi kiedy znów usłyszał jej głos.
- Niech ci będzie. Zrób z nim co chcesz.
poniedziałek, 7 września 2015
Aomine x Kise rozdział 7
Kolejny rozdział waszego ulubionego paringu. Zapraszam do lektury.
- Jesteś pewien? - zapytał cicho blondyn, siedząc obok Ao na łóżku.
- Niczego w tej chwili nie jestem pewien. - odparł, a jego głos zdawał się drżeć
Niebiesko włosy dotknął dłonią wewnętrzną stronę uda Kise. Blondyn ze świstem wciągnął powietrze do płuc.
Aomine celebrował każdą czynność. Każdą część garderoby zdejmował z niego bardzo powoli.
Był pełen wątpliwości, ale nie odpuszczał.
Kiedy Kise chciał pozbyć go ubrań, chłopak bardzo się zdenerwował.
- Sam je zdejmę. - odparł ochrypłym głosem, odtrącając jego dłonie.
Bluza i reszta ich ubrań wylądowała na ziemi obok łóżka.
Niebiesko włosy uprawiał seks tylko z dziewczynami, i nie wyglądało to tak jak w tej chwili.
Położył obiema dłońmi cało Kise na łóżku, i usiadł na jego biodrach.
Poczuł wtedy wbijającą się w niego twardą erekcję blondyna. Przełknął powoli ślinę i nachylił się nad jego twarzą. Ryouta wyglądał tak niewinnie, że Ao bał się cokolwiek zrobić. Zresztą nie mógł się pozbyć tego zażenowania. Przecież obydwoje są mężczyznami, i w dodatku przyjaciółmi.
- Pocałuj mnie. - powiedział Kise, i wtedy zauważył w jego oczach strach.
Chłopak nachylił się jeszcze bardziej i musnął lekko otwarte usta blondyna. To było tak niesamowicie delikatne. Jak dotyk skrzydeł motyla.
Aomine pieścił językiem podniebienie blondyna.
Potem zrobił to jeszcze raz, ale tym razem mocniej. Brutalnie wdarł się do jego ust dokładnie badając każdy ich zakamarek.
Obudziło się w nim zwierzę.
Pocałunkami zjeżdżał po szyi blondyna delikatnie podgryzając skórę. Schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na jego sutkach.
Ścisnął je w palcach i usłyszał głośny jęk wydobywający się z malinowych ust Kise.
- Pragnę cie, Kise. - wyszeptał Ao , schodząc na brzuch.
Potem krążył językiem w okół jego męskości stawiając blondyna na granice wytrzymałości.
Ao zatrzymał się przed penisem. Nigdy go nie lizał, ani nie całował dlatego, że robił to tylko z dziewczynami.
Przymknął oczy i polizał jego trzon. Gdy usłyszał jaką przyjemność sprawiło to Kise, wziął go całego do ust.
Jego ruchy były bardzo rytmiczne. Ale w pewnym momencie blondyn zatrzymał głowę Ao.
- Teraz moja kolej. - wyszeptał zdyszany
Niebiesko włosy zajął jego miejsce, i już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało porcję przyjemności.
- O Boże robisz to lepiej od nich... - jęknął wypinając biodra w górę.
Zagryzł mocno wargę, przeczesując blond włosy Kise.
- Wystarczy już. Nie chcę dojść teraz.
Blondyn przestał szybko i usiadł niczym posłuszne dziecko.
- Połóż się na plecach. - rozkazał, głaskając blondyna po twarzy.
- Chcę widzieć twoją twarz kiedy dochodzisz. - dodał, wchodząc pomiędzy jego uda.
Sięgnął jeszcze dłonią po stojący na szafce krem.
- Nawilżę cię. Będzie mnie boleć.
Kise poczuł na swoim wejściu dotyk Aomine. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy.
Czuł się bardzo nieswojo. Jednak po chwili poczuł przenikający ból w dolnej części pleców.
Po niedługim czasie wszystko się zmieniło. Niebiesko włosy odnalazł jego czuły punkt, ocierając się o nim gorącym penisem.
- Więcej! - krzyknął Kise wbijając paznokcie w ramiona Ao.
***
Ao otworzył powieki sklejone tą dziwną substancją. Spojrzał na śpiącego obok blondyna.
Doskonale pamięta co wydarzyła się poprzedniej nocy.
Wstał powoli i swoje kroki skierował od razu do łazienki. Wziął głęboki oddech przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
- Niech to szlag... - wyszeptał wchodząc pod prysznic.
Nie czuł się dobrze z tym co się stało. Wczoraj stracił nad sobą panowanie. Instynktownie pragnął bliskości fizycznej i ją otrzymał.
- Zrobił ze mnie geja? - wyszeptał, przemywając twarz gorącą wodą.
Wyszedł z kabiny i przetarł dłonią zaparowane lustro. Biodra obwiązał ręcznikiem i wyszedł z powrotem do sypialni.
Kise nadał spał. Kiedy Ao się ubrał, podszedł do łóżka i szturchnął blondyna mocno za ramię.
- Wstawaj. - powiedział głośno
Blondyn otworzył powoli powieki, ukazując światu swoje przepiękne oczy.
- Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz... - mruknął zaspany
Aomine westchnął głęboko i zdarł z niego kołdrę.
- Wstawaj natychmiast. - powtórzył, spoglądając prosto w oczy Kise.
- Jesteś pewien? - zapytał cicho blondyn, siedząc obok Ao na łóżku.
- Niczego w tej chwili nie jestem pewien. - odparł, a jego głos zdawał się drżeć
Niebiesko włosy dotknął dłonią wewnętrzną stronę uda Kise. Blondyn ze świstem wciągnął powietrze do płuc.
Aomine celebrował każdą czynność. Każdą część garderoby zdejmował z niego bardzo powoli.
Był pełen wątpliwości, ale nie odpuszczał.
Kiedy Kise chciał pozbyć go ubrań, chłopak bardzo się zdenerwował.
- Sam je zdejmę. - odparł ochrypłym głosem, odtrącając jego dłonie.
Bluza i reszta ich ubrań wylądowała na ziemi obok łóżka.
Niebiesko włosy uprawiał seks tylko z dziewczynami, i nie wyglądało to tak jak w tej chwili.
Położył obiema dłońmi cało Kise na łóżku, i usiadł na jego biodrach.
Poczuł wtedy wbijającą się w niego twardą erekcję blondyna. Przełknął powoli ślinę i nachylił się nad jego twarzą. Ryouta wyglądał tak niewinnie, że Ao bał się cokolwiek zrobić. Zresztą nie mógł się pozbyć tego zażenowania. Przecież obydwoje są mężczyznami, i w dodatku przyjaciółmi.
- Pocałuj mnie. - powiedział Kise, i wtedy zauważył w jego oczach strach.
Chłopak nachylił się jeszcze bardziej i musnął lekko otwarte usta blondyna. To było tak niesamowicie delikatne. Jak dotyk skrzydeł motyla.
Aomine pieścił językiem podniebienie blondyna.
Potem zrobił to jeszcze raz, ale tym razem mocniej. Brutalnie wdarł się do jego ust dokładnie badając każdy ich zakamarek.
Obudziło się w nim zwierzę.
Pocałunkami zjeżdżał po szyi blondyna delikatnie podgryzając skórę. Schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na jego sutkach.
Ścisnął je w palcach i usłyszał głośny jęk wydobywający się z malinowych ust Kise.
- Pragnę cie, Kise. - wyszeptał Ao , schodząc na brzuch.
Potem krążył językiem w okół jego męskości stawiając blondyna na granice wytrzymałości.
Ao zatrzymał się przed penisem. Nigdy go nie lizał, ani nie całował dlatego, że robił to tylko z dziewczynami.
Przymknął oczy i polizał jego trzon. Gdy usłyszał jaką przyjemność sprawiło to Kise, wziął go całego do ust.
Jego ruchy były bardzo rytmiczne. Ale w pewnym momencie blondyn zatrzymał głowę Ao.
- Teraz moja kolej. - wyszeptał zdyszany
Niebiesko włosy zajął jego miejsce, i już po chwili poczuł przepływającą przez jego ciało porcję przyjemności.
- O Boże robisz to lepiej od nich... - jęknął wypinając biodra w górę.
Zagryzł mocno wargę, przeczesując blond włosy Kise.
- Wystarczy już. Nie chcę dojść teraz.
Blondyn przestał szybko i usiadł niczym posłuszne dziecko.
- Połóż się na plecach. - rozkazał, głaskając blondyna po twarzy.
- Chcę widzieć twoją twarz kiedy dochodzisz. - dodał, wchodząc pomiędzy jego uda.
Sięgnął jeszcze dłonią po stojący na szafce krem.
- Nawilżę cię. Będzie mnie boleć.
Kise poczuł na swoim wejściu dotyk Aomine. Wziął głęboki oddech i przymknął oczy.
Czuł się bardzo nieswojo. Jednak po chwili poczuł przenikający ból w dolnej części pleców.
Po niedługim czasie wszystko się zmieniło. Niebiesko włosy odnalazł jego czuły punkt, ocierając się o nim gorącym penisem.
- Więcej! - krzyknął Kise wbijając paznokcie w ramiona Ao.
***
Ao otworzył powieki sklejone tą dziwną substancją. Spojrzał na śpiącego obok blondyna.
Doskonale pamięta co wydarzyła się poprzedniej nocy.
Wstał powoli i swoje kroki skierował od razu do łazienki. Wziął głęboki oddech przyglądając się swojej twarzy w lustrze.
- Niech to szlag... - wyszeptał wchodząc pod prysznic.
Nie czuł się dobrze z tym co się stało. Wczoraj stracił nad sobą panowanie. Instynktownie pragnął bliskości fizycznej i ją otrzymał.
- Zrobił ze mnie geja? - wyszeptał, przemywając twarz gorącą wodą.
Wyszedł z kabiny i przetarł dłonią zaparowane lustro. Biodra obwiązał ręcznikiem i wyszedł z powrotem do sypialni.
Kise nadał spał. Kiedy Ao się ubrał, podszedł do łóżka i szturchnął blondyna mocno za ramię.
- Wstawaj. - powiedział głośno
Blondyn otworzył powoli powieki, ukazując światu swoje przepiękne oczy.
- Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz... - mruknął zaspany
Aomine westchnął głęboko i zdarł z niego kołdrę.
- Wstawaj natychmiast. - powtórzył, spoglądając prosto w oczy Kise.
Subskrybuj:
Posty (Atom)