Opowiadania głównie z parą LevixEren. Jednak będą dodawane tutaj też co jakiś czas jedno rozdziałowe opowiadania z innych anime.
piątek, 21 października 2016
Rozdział 12 SNK . Błąd, który słono kosztował.
czwartek, 20 października 2016
Rozdział 11 SNK
- Cholerny smarkacz... Pożałuje tego. - syknął do siebie Kapral zaciskając pięść
W głębi jednak martwił się o niego. To gryzło go od środka, wyżerało jego poranioną duszę. Całym jego życiem przewodził porządek, bez niego utonąłby w bałaganie własnych myśli.
Eren przynosił mu ten chaos którego tak bardzo chciał uniknąć.
Szedł ciemną leśną ścieżką i nie oglądał się za siebie. Starł kroplę wody spływającą po jego twarzy.
Jego oczom ukazało się małe miasteczko. Doskonale je znał. To tam skrywają się największe szumowiny kraju. Trudno ich wyłapać. Są jak szczury, jak zaraza, która wkrada się powoli do twojego życia i zabija Cię od środka.
Kapral zabił ich dziesiątki ale jest ich zdecydowanie więcej. Wiedział, że wejście w te mury grozi niebezpieczeństwem. Nie miał przy sobie żadnej broni.
Szedł pewnie, na jego twarzy nie widać było śladu strachu. Nie bał się śmierci. Wiedział, że będzie walczył do końca.
Ledwo żywe światło latarni skonało tuż przed Kapralem i otoczyła go ciemność. Czuł się wyjątkowo niepewnie. Jak kot w ciemności łapał jakiekolwiek smugi światła.
To ludzka ułomność, że jest bezbronny w ciemności.
Nagle poczuł czyiś dotyk na ramieniu, ktoś próbował go pociągnąć do tyłu. Jednak Kapral i jego zwinność wygrała. Złapał potencjalnego zabójcę za rękę i wygiął go słysząc jęk bólu.
- Puść mnie psycholu! - krzyknęła kobieta próbując uwolnić się z chwytu Kaprala.
Levi powalił kobietę na ziemię.
- Zapomniałem, że jest tu pełno dziwek. - wyszeptał puszczając ją
Kobieta spojrzała na Kaprala swoimi zielonymi oczami
- Pożałujesz tego. - syknęła łapiąc się za zwichniętą dłoń.
Levi prychnął pod nosem i odszedł.
Eren śledził każdy budynek. Szukał zapalonego światła, czegokolwiek co wyglądało na bezpieczne. Nagle usłyszał krzyk kobiety. Odwrócił głowę ale jedyne co ujrzał to ciemność ogarniającą okolicę.
Próbował uspokoić oddech ale było to zbyt trudne. Nie panował nad swoim strachem.
Otworzył szerzej oczy kiedy poczuł pchnięcie do przodu. Upadł na ziemię raniąc skórę twarzy.
Krzyknął z bólu kiedy poczuł pierwszy kopniak w brzuch.
Potem kolejny.
Levi usłyszał przepełniony bólem krzyk. Szedł powoli za źródłem dźwięku. Zatrzymał się kiedy ujrzał leżącego na ziemi zakrwawionego Erena. Chłopak spojrzał na niego a z jego ust spływała strużka krwi.
Levi pchnął całą swoją siłą mężczyznę stojącego obok Erena powalił go na ziemię i usiadł na jego biodrach zaciskając dłonie na jego szyi. Mężczyzna wyzionął ducha a Levi zszedł z jego martwego ciała i podszedł do Erena.
Chłopak leżał nieprzytomny. Jego oddech był bardzo cichy.
Kapral już miał podnieść go pod ramię kiedy poczuł mocne ukłucie w plecy. Zwaliło go z nóg. Wiedział dokładnie co to było.
Ktoś pchnął go nożem. Kapral nie mógł wstać próbował podnosić się na rękach ale niewiele to dało.
Usłyszał tylko jak ktoś nachyla się nad jego uchem
- Nie sądziłem, że trafi nam się taka partia. Kapralu.. to dla nas zaszczyt. - wyszeptał
Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i kazał zabrać obydwu do miejsca gdzie przechowują więźniów.
Więźniów czyli osoby, które zbuntowały się przeciw reżimowi jaki tam panuje.
środa, 19 października 2016
Ao x Kise rozdział 10
Nigdy nie przypuszczał, że pokocha innego mężczyznę. To stało się tak szybko...może nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi. Przecież jeszcze rok wstecz planował przyszłość u boku kobiety a teraz wszystko legło w gruzach. Ao nie byłby w stanie opuścić Kise. Jest do niego za bardzo przywiązany.
Homoseksualizm nie jest niczym dziwnym.. tak to sobie tłumaczył ale w głębi duszy wiedział, że społeczeństwo wyrzuci ich ze swojego kręgu.
Ale przecież nie ważne gdzie, ważne z kim. Jeśli będzie miał przy sobie Kise mogą go nawet pożreć żywcem. Byle mógł ujrzeć te przepełnione niewinnością oczy. Tak wiele razy pytał Kise dlaczego mu to zrobił, ale przecież wina leży po obydwu stronach. Ao świadomie czy nieświadomie ale poddał się temu uczuciu.
-Przecież zawsze dawałem sobie radę.. - wyszeptał wpatrując się w biały sufit. Błyszczał w ciemności i nagle stał się idealnym miejscem w który mógł wbić swoje spojrzenie.
Poczuł jak krew w jego żyłach pulsuje szybciej..zagryzł wargę i poczuł metaliczny posmak w ustach.
Kise siedział w swoim pokoju podpierając brodę ręką. Upolował go. Udało mu się. Powinien być dumny z tego, że w końcu go zdobył. Siłą, uzależnił go od siebie. Jak bardzo egoistycznie to wygląda najważniejsze, że przyniosło zamierzony skutek.
Blondyn poczuł drętwienie w karku. Usiadł prosto i jego uwagę przykuł wibrujący telefon. Przesuwał się po blacie stołu w jego stronę. Wiedział kto dzwoni. Również czuł tego głód. Bez wahania podniósł się z krzesła i poczuł mrowienie w okolicy podbrzusza.
Wyszedł z domu i wiedział gdzie się udać.
Kiedy tylko przekroczył próg jego drzwi ujrzał swoją ofiarę. Wyglądał tak bezbronnie a w jego oczach widać było radość. Zupełnie jak narkoman, na widok kolejnej dawki.
Nogi jak z waty. Przyśpieszony oddech. Krew na ustach po przypadkowym ugryzieniu, którą zlizał Kise. Ao poczuł zimną dłoń blondyna na swoich lędźwiach. Nie próbował się opierać. Dał się pokonać tak łatwo. Ale on tego właśnie chciał.
Odwzajemnił pocałunek z taką samą dawką namiętności. Wylądowali na łóżku.
- Zrobiłeś się taki uległy? - zapytał z nieukrywaną radością w głosie Kise
- Tym razem twoja kolej. - odparł
Kise nie czekał za kolejną zachętę. Zacisnął dłonie na nadgarstkach niebieskowłosego i wbił je w materac. Uczynił go całkiem bezbronnym.
Dotknął ustami jego szyję i musnął ją delikatnie. Owiał gorącym powietrzem skórę na jego obojczykach.
Ao otworzył delikatnie usta i zacisnął skrępowanie dłonie na prześcieradle.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek do tego dojdzie...- wyszeptał niebieskowłosy czując jak Kise wchodzi pomiędzy jego uda.
- Jedyne czego teraz pragnę to widzieć twoje oczy kiedy będziesz dochodził. - odparł spokojnym głosem rozpinając swoje spodnie
Ao przełknął ślinę. Oddech mimowolnie się przyśpieszył i nagle przestał kontrolować reakcje swojego ciała na przyjemność, która została mu podarowana.
Poczuł go w sobie... to chyba najbardziej bezpośrednia sytuacja jaka może nastąpić. Obserwował swoimi zamglonymi oczami wystające żyły na szyi blondyna.
Poruszał się bardzo szybko. Może nazbyt szybko bo Ao przez chwilę czuł przenikliwy ból.. ale zagryzł wargi i przeczekał to.
Potem nadeszła fala przyjemności. Kise ocierał się o czuły punkt w ciele Ao.
- T-to takie przyjemne... - wymamrotał Ao hamując na chwilę oddech.
Kise nachylił się nad jego uchem i wyszeptał
-Zaraz będzie jeszcze przyjemniej.
Blondyn zaczął delikatnie dotykać męskości niebieskowłosego.
Obserwował jak jego ukochany drży pod wpływem zbyt dużej dawki przyjemności.
Nie wie ile razy doszedł tej nocy. Przestał liczyć.
Poranek po takich przeżyciach zazwyczaj bywa bolesny dla osoby uległej. Tak było i tym razem. Kiedy tylko Aomine otworzył swoje oczy poczuł ogarniający jego pośladki ból.
- Cholera...niech to szlag. - wyklinał pod nosem próbując wstać z łóżka.
Kise spojrzał na niego zaspanym wzrokiem.
- Śpieszysz się gdzieś? - zapytał mając nadzieję na to, że chłopak zostanie z nim cały ranek.
Ao spojrzał na niego spod byka.
- Muszę iść się umyć. Czuję, że coś twojego spływa mi pod udach.
Kise uśmiechnął się zadowolony i jak kociak rozprostował się na łóżku.
- Mogę wejść? - zapytał cicho stojąc przed drzwiami łazienki
Wiedział jak się zachować, żeby Ao nie był zły.
Brak odpowiedzi oznacza u niego zgodę.
Stanął na chwilę i oglądał jak Ao szoruje swoje ciało.
- Brzydzisz się tego czy co? - zapytał lekko zirytowany Kise
Ao spojrzał na niego przerywając czynność.
- Nie, ale nie jestem do tego przyzwyczajony. - odparł spłukując zaczerwienioną od szorowania skórę.
- Starałem się być delikatny. - wyszeptał zmartwiony. - Bardzo Cię bolało?
- Da się wytrzymać. - odparł przemywając twarz.
Kise westchnął głęboko i stanął obok Ao. Chwycił jego twarz w swoje dłonie i pocałował namiętnie.
Źrenice Ao momentalnie się rozszerzyły, serce zaczęło bić szybciej. Odwzajemnił pocałunek.
Obydwoje wiedzieli, że nie mogą bez siebie żyć.
wtorek, 24 maja 2016
Rozdział 10SNK
-Długo masz zamiaru tu jeszcze siedzieć?
Ciało Erena przeszedł dreszcz, kiedy usłyszał jego głos. Zimy jak lód...
- Tutaj mi dobrze. - odparł nawet na niego nie spoglądając.
Levi wziął głęboki oddech.
- Nie zachowuj się jak smarkacz.
Eren uśmiechnął się słabo.
- Miyuko musiała być kimś ważnym.. Przepraszam jeśli Cię rozzłościłem.
Usłyszał ciche parsknięcie. Ot to co Kapral miał mu do powiedzenia.
Po chwili jednak dodał:
- Gdybyś mnie rozzłościł...już byś wąchał kwiatki od spodu.- czarnowłosy usiadł obok Erena.
- Nie robisz tego bezinteresownie, prawda? Nikt nie ratuje życia bez powodu.. - jego głos zdawał się lekko drżeć
- Nie drąż tego tematu.
Eren nawet nie chciał już o tym wspominać, ale to ciekawość go do tego prowokowała
- Dużo dla mnie zaryzykowałeś. - w końcu spojrzenie Erena padło na spokojną twarz Kaprala. Nawet nie drgnął
- Uratowałem Ci życie a swoje zniszczyłem. Wystarczy?
Te słowa zabolały bruneta..
- Nie prosiłem o to.
- Ryzykujesz moje i swoje życie siedząc tutaj. - w jego głosie słychać było.irytację.
Kapral nigdy tak wiele nie zaryzykował. W dodatku dla osoby , której tak naprawdę nie znał.
Nie wiedział czy ten heroicznej czyn nie okaże się największym błędem i najbardziej bolesna porażką.
Uratował mu życie bo bez niego Eren nie przetrwałby nawet doby.
- Nie znajdą nas tutaj? - zapytał drżącymi dłońmi nalewajac do szklanki wody.
- Będą tu za jakąś godzinę. - odparł spokojnie Kapral
Eren upuścił szklankę na ziemię a odgłos kruszącego się szkła rozniósł się po wszystkich pomieszczeniach.
- To dlaczego nadal tu jesteśmy? - zapytał spanikowany
- Nic nam nie zrobią. Boją się bardziej niż Ty.
Rozmowę przerwał dzwoniacy telefon Kaprala. Nie odebrał chociaż wiedział , że to Erwin. Dzwoni żeby przekonać go do poddania się.
Po tym co zrobił czekał na niego stryczek.
- Połóż się spać.- powiedział , oglądając jak Eren niezdarnie zbiera z podłogi szkło.. po chwili na podłodze pojawiło się kilka kropli krwi.
- Zawsze jestes taki niezdarny? - zapytał zirytowany wyciągając z szafki apteczke
Brunet syknął z bólu kiedy Kapral przemył ranę alkoholem.
Kiedy tylko Levi skończył Eren odsunął się od niego.
- Boisz się mnie? - zapytał obserwując bruneta
- Niee.. - odparł cicho
Kapral spojrzał jeszcze raz na Erena i odłożył apteczke na miejsce
- Uważaj na siebie. Nie mam zamiaru Cię niańczyć. - jego głos znów zrobił się tak oschły
Zaraz potem zniknął za drzwiami łazienki
Eren stanął zaciskając pięści. Poczuł jak po skórze policzków ciekną mu łzy..
Nie miał zamiaru skazywać Kaprala.na niebezpieczeństwo. Ubrał kurtkę i wyszedł z domu.
Nie miał pojęcia gdzie pójdzie. Nie pomyślał o tym, że może w każdej chwili zostać schwytany.
Była już ciemna noc a Eren nie miał nawet latarki...
Szedł przez gęsty las bardzo szybkim krokiem.
- Cholera... - wyszeptał czując jak po skórze spływają mu krople deszczu.
Lało jak z cebra
W końcu udało mu się wyjść z lasu. Z daleka spostrzegł domy... Podążył w ich stronę.
***
Kapral wyszedł z łazienki z owiniętym ręcznikiem w okół bioder. Zaniepokoiła go cisza. Ubrał mundur i sprawdził cały dom
Zmrużył oczy i niewiele myśląc wyszedł z domu.
- Idiota - szepnął biegnac w stronę lasu..
poniedziałek, 23 maja 2016
Witam was wszystkich..
Znów tu jestem. Po tak długiej przerwie wróciłam... Nie miałam czasu żeby tu zajrzeć. Przez problemy osobiste etc... Bardzo was za to przepraszam, bo jako autorka powinnam dbać o to żebyście chociaż raz w tygodniu mieli do przeczytania nowy rozdział. Mam nadzieję , że mi to wybaczycie.. wróciłam i nigdzie się już nie wybieram. Postaram się jak najszybciej nadrobić wszystko, szczególnie zależy mi na dwóch różnych opowiadaniach SNK, i jeszcze oficjalnie chciałabym zakomunikować, że opowiadanie z Kuroko no basket KisexAomine zakonczyłam. Chcę skończyć SNK I zacząć kolejne serie. Mam dużo pomysłów. Mam też do was prośbę , szukam kogoś kto pomoglby zrobić mi porządek tutaj na blogu, uporządkowac rozdziały do odpowiednich opowiadań, bo często pisaliscie, że panuje tu lekki chaos. Jeśli macie jakieś pomysly na nową serię np SNK to piszcie w komentarzach, może być też inne anime z chęcią zrealizuje wasze pragnienia. Jeszcze dzisiaj coś dodam :) pozdrawiam
piątek, 19 lutego 2016
Rozdział 9 SNK
Spojrzał na wiszący nad jego głową zegar. Odgłos wybijający szóstą zerwał go z kanapy. Przeczesał powoli włosy i ziewnął.
Za oknem już dawno było ciemno, typowa pogoda dla tej pory roku. Chłopak zdziwił się odrobinę nie słysząc niczego innego oprócz stukania tego cholernego zegara. Wstał powoli i przeszedł się po salonie w poszukiwaniu Kaprala.
Coraz bardziej się niepokoił. W jego głowie tworzyły się najgorsze scenariusze, ale zamiast panikować wszedł po schodach na górę.
Spostrzegł, że drzwi od jednego z pokoi są lekko uchylone. Cicho niczym kot podszedł do nich i otworzył na całą szerokość.
Odetchnął z ulgą widząc leżącego na łóżku Kaprala.
Spał niczym dziecko...przynajmniej tak mu się wydawało.
To ten pokój. Ten do którego wcześniej nie mógł się dostać.
Od razu spostrzegł leżące na szafce zdjęcie. Podszedł do niej i przyjrzał mu się uważnie.
Były na nim trzy osoby. Dwójka dzieci i dorosła kobieta.
Chłopczyk o kruczo czarnych włosach stał obok jasnowłosej dziewczynki i trzymał ją mocno za rękę.
To na pewno był Kapral. To dziecko ani trochę nie przypominało Kaprala w tej chwili. Było uśmiechnięte i pogodne. A Levi jest zimny jak lód, pozbawiony uczuć.
Otworzył szufladę i spostrzegł tam więcej zdjęć. Nie były już z dzieciństwa. Oglądał je szybko, i na każdym zdjęciu widniało jakieś zdanie. Odwracał je i czytał szybko.
- " Miyuko i ja.." - wyszeptał pod nosem
Odłożył je na miejsce i wtedy poczuł coś zimnego na swojej szyi.
Przełknął ślinę i stanął nieruchomo.
- Słyszałeś kiedyś, że nie rusza się cudzych rzeczy bez pozwolenia? - wyszeptał wprost do jego uszu owiewając je gorącym powietrzem
Chłopak poczuł jakby serce miało wyskoczyć z jego klatki piersiowej.
- Wszedłeś tu tylko na chwilę. Szukałem cię. - odparł czując jak Levi dociska ostrze do skóry
Wziął głęboki oddech i popchnął chłopaka do przodu tak, że wylądował na tej szafce.
Levi odwrócił go twarzą do siebie i z impetem go w nią uderzył.
- Muszę nauczyć cie pewnych zasad panujących tutaj. - powiedział zimno chwytając chłopaka za kark.
Eren dostał prosto w nos i sączyła się z niego krew.
Spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Mam prawo wiedzieć z kim mieszkam. - odparł chłopak krztusząc się
Czarnowłosy chwycił Erena za koszulę i rzucił na łóżku.
Brunet powinien uciec, próbować się bronić ale nie zrobił nic kiedy spostrzegł, że Levi podchodzi do niego i ściąga swoją koszulę.
- Chcesz wiedzieć z kim masz do czynienia? - zapytał podchodząc do niego bliżej. Chłopak podniósł się szybko i oparł plecami o drewnianą ramę łóżka.
Jak bezbronne zwierzę poddał się Kapralowi.
Levi wszedł za łóżko i chwycił chłopaka za nadgarstki, ten nawet nie miał kiedy zareagować. Wszystko działo się tak szybko.
Poczuł jak Levi musnął ustami jego szyję. Przeszły go dreszcze, zaczął się szarpać kiedy jego dłoń zeszła na podbrzusze.
- Myślisz, że robię to wszystko bezinteresownie? - jego głos nie wyrażał żadnych emocji. Zimny jak lód.
- Puszczaj mnie! - warknął, próbując się oswobodzić.
Otworzył szerzej usta kiedy Levi dotknął jego krocza.
- Podoba ci się to Eren? - wyszeptał
Ciało reagowało nie tak jak chciał tego Eren. Dotyk Kaprala mimo wszystko podniecił go.
Jakimś cudem chłopakowi udało się wyrwać z uścisku dłoni Kaprala. Levi jeszcze nigdy nie widział, żeby ktoś tak szybko uciekał.
Usiadł na skraju łóżka i spojrzał na zatrzaśnięte drzwi.
Eren wybiegł z tego miejsca jak najszybciej, stanął na zewnątrz budynku oddychając szybko. Czuł jakby serce miało zaraz wyskoczyć z jego piersi.
Co by się wydarzyło jeśli by nie uciekł?
- Cholera... - wyszeptał zaciskając pięści..
czwartek, 11 lutego 2016
SNK rozdział 8
Wszedł do środka bez pukania, nie zastał tam jednak nikogo. Panował tam straszny bałagan, tak jakby ktoś szybko próbował się stamtąd wydostać. Wrócił na korytarz i jak najszybciej skierował się do cel. Jego kroki zbudziły Erena. Brunet zerwał się szybko i bacznie obserwował drzwi.
Poczuł szybsze bicie serca widząc jak powoli się otwierają.
Zdziwił się widząc w nich Kaprala. Kiedy zauważył, że całe jego ubranie, a nawet twarz pobrudzona jest krwią zląkł się.
Oparł o ścianę plecami i przełknął głośno ślinę.
- Co ci się stało? - zapytał przerażonym głosem
Czarnowłosy podszedł do niego i uwolnił jego nadgarstki od niewygodnych kajdan.
- Zbieraj się. Nie mamy teraz czasu na żadne tłumaczenia. - odparł zimno ciągnąc chłopaka za ramię.
Brunet podążał za nim, zatrzymał się jednak kiedy zobaczył na korytarzu zabitych żołnierzy.
Otworzył szerzej usta i w szoku lustrował to wszystko spojrzeniem.
- Kto to zrobił... - wyszeptał, a dopiero po chwili zorientował się, że stoi w kałuży krwi.
Kapral wziął głęboki oddech i znów pociągnął go za sobą.
Eren czuł się jak małe dziecko. Zagubione i prowadzone przez obcego człowieka w nieznane miejsce.
Radość z odzyskania wolności mieszała się z poczuciem winy i nienawiścią.
Kiedy wyszli z budynku Kapral zaprowadził chłopaka do swojego samochodu.
Z piskiem opon odjechał stamtąd. Doskonale wiedział, że nie mają dużo czasu. Nie zabił Erwina i coraz bardziej tego żałował.
Miał stuprocentową pewność, że go zdradzi.
Spojrzał niezauważalnie na wpatrzonego w szybę bruneta.
Chłopak oglądał otaczający go świat z taką radością w oczach.
W końcu spędził tak dużo czasu w ciemnej celi, prawie bez światła.
Nawet zwierzęta mają lepsze warunki.
- Ja ich zabiłem. - powiedział nagle Kapral
- Huh? - Eren odwrócił głowę w jego stronę, nie trafiło do niego to co przez chwilę usłyszał.
- Gdybym tego nie zrobił, to zabiliby cie. - jego głos był inny niż zawsze, słychać było w nim odrobinę emocji.
- Zabiłeś tyle ludzi...nie prosiłem cie o to! - warknął, spoglądając na niego ze złością.
Czarnowłosy zatrzymał samochód i złapał chłopaka za szyję, przyciskając do szyi
Spojrzał w jego oczy, z krwią zaschniętą na swoim policzku.
- To marny pożytek z ciebie, jeśli nie walczysz o swoje życie. - syknął puszczając go.
Resztę drogi przesiedział w ciszy.
Czarnowłosy wysiadł z samochodu. Oczom Erena ukazał się ogromny dom. Z niepewnością podążył za Kapralem.
Nie ufał mu, ale był od niego zależny. Bez niego zginąłby w ciągu dwudziestu czterech godzin.
- Wybierz sobie pokój. - powiedział Levi znikając za drzwiami jednego z nich
Eren niepewnie nacisnął klamkę. Pokój był pedantycznie czysty, ściany białe, podłoga zimna - wszystko wyglądało na idealnie czyste.
Przymknął oczy i rzucił się na łóżko. Poczuł jak jego ciało wbija się w wygodny materac. Tak bardzo za tym tęsknił.
Te drobne rzeczy sprawiły największą radość.
Nie miał zamiaru jednak siedzieć cicho w pokoju. Musiał dowiedzieć, się kim dokładnie jest człowiek, który go uratował.
Wymknął się z pokoju i wszedł do schodach na górę. Tam też było kilka zamkniętych pokoi.
Ciekawość zwyciężyła po kolei zaglądał do każdego z nich, dokładnie wszędzie zaglądając.
Nie znalazł kompletnie nic, żadnych zdjęć, pamiątek, listów.
Zupełnie jakby nie miał nikogo bliskiego, a sam był wielką zagadką.
Został jeszcze jeden pokój, ale był zamknięty. Eren uśmiechnął się do siebie. Tam musi być ciekawego.
Postanowił wieczorem tam wejść, a właściwie włamać się.
To nie takie trudne, wystarczy coś długiego i ostrego i można otworzyć każdy zamek.
Odchodził od drzwi kiedy natknął się na Kaprala.
- Co tam robiłeś? - zapytał spokojnie
Eren poczuł jak jego tętno przyśpiesza a ręce zaczynają się pocić.
- Spacerowałem... - wypalił głupio
Nic innego nie przyszło mu do głowy.
- Możesz pospacerować na zewnątrz. Tutaj nie masz wstępu. - jego głos był zimny jak lód
Przez chwilę wydawać by się mogło, że Levi obraził się na niego za to, jak Eren podziękował mu za uratowanie życia.
Jednak to chyba było co innego.
Może miał tam coś bardzo cennego, i nie chciał żeby Eren to znalazł?
niedziela, 31 stycznia 2016
Rozdział 7 SNK
swoje oczy, a pierwszy obraz jaki zobaczył była twarz Kaprala.
Spoglądał na niego z góry. Jak drapieżnik na swoją ofiarę.
Chłopak nie miał siły żeby ruszyć choćby palcem. Bolało go wszystko.
- To jakiś narkotyk? - zapytał ledwie słyszalnym, zachrypniętym głosem
Nadal czuł jak obraz w jego głowie wiruje.
- Nie mam pojęcia jakiego świństwa użyli. Nie mogę temu jednak odmówić skuteczności.
Eren spojrzał na nogę Kaprala.Nadal miał bandaż.
A przez jedną cholerną sekundę miał nadzieję, że to wszystko to tylko zły sen.
Tak bardzo pragnął teraz tej swojej codzienności, monotonii, ktorej kiedyś nienawidził.
- Na stole masz jedzenie. - powiedział chłodno Levi, widząc jak chłopak próbuje wstać.
Wyglądał jak nieporadne dziecko, które stawia pierwsze kroki. Podparł się dłonią o ścianę,
upadł jednak na posiniaczone plecy.
W Kapralu nic nie pękło, nie zmiękczył go ten widok, po prostu nie miał dość dużo czasu,
żeby czekać aż stanie na nogi.
Pomógł mu wstać, a Eren o własnych siłach doszedł do stolika. Usiadł bezgłośnie na krześle
i sięgnął po widelec. Skóra na nadgarstkach krwawiła od otarć. Kapral wyciągnął klucz
i uwolnił je.
- Nie boisz się, że znów cię zranię?- zapytał zdziwiony, spoglądając na Leviego
Czarnowłosy usiadł na przeciw niego.
- Nawet nie zdążyłbyś w tym stanie wyciągnąć broni, a już miałbyś poderżnięte gardło.-odparł spokojnie
Chłopak przełknął duży kawałek mięsa. Dostał dużą porcję, to dziwne, że tak dobrze go karmią.
Eren czuł się co najmniej nie komfortowo kiedy Levi obserwował go podczas jedzenia. Wbił swój wzrok w talerz, a mimo to ciągle czuł na sobie jego zimne spojrzenie.
Może wszystko byłoby w porządku, gdyby nie był taki przeszywający i pozbawiony emocji.
- Co ze mną zrobicie? - zapytał kiedy Levi nacisnął klamkę drzwi
- Za dwa dni masz proces. Jest prawie pewne, że skażą cię na śmierć. Masz dużo czasu aby się przygotować na to co nastąpi. - nawet kiedy mówił o śmierci ton jego głosu nie ulegał zmianie.
To dziwny typ człowieka. Do perfekcji pozbył się sentymentów i wszelkich uczuciowych przeszkód, które tylko blokują dostrzeganie ważnych rzeczy.
Eren słysząc słowa śmierć otworzył delikatnie usta. Nie krzyczał ani nie histeryzował. Osunął się plecami o ścianę i usiadł na zimnej posadzce. W tamtej chwili w jego głowie nie było niczego.
Pustka, ciemność, mgła - tylko to.
Gdy drzwi się zamknęły zadrżał lekko. To chyba tylko dlatego, że zrozumiał nieodwracalność sytuacji w jakiej się znalazł.
Położył się na plecach i jak się nagle okazało sufit okazał się bardzo ciekawym miejscem.
Poczuł to. Łzę spływającą po jego skroni i ginącą w jego włosach.
To nie była rozpacz, ani smutek. To czysta bezsilność, nie mógł nawet próbować się wydostać.
Brak sił, kraty, strach - czynniki, które paraliżowały jego jak się zdawało naturalną chęć przeżycia.
Kapral wszedł do swojego gabinetu i przez chwilę stanął nieruchomo. Miał pewien plan, ale jego przeprowadzenie oznaczało wielkie poświęcenie.
Czy nie zbyt wiele poświęcił dla innych w swoim życiu? Co takiego ten smarkacz ma, że ma być tym cholernym wyjątkiem?
W głowie Kaprala rozgrywała się istna walka. Pomiędzy uratowaniem mu życia, a obojętnością na jego los.
Wszystko to co starał się stworzyć przez tyle lat naglę pęka. Przez ten mur obojętności przebija się struga światła.
Mógłby go uratować przed egzekucją i skazać siebie na śmierć.
Wszyscy zaczęli by go ścigać za zdradę.
Kapral zacisnął mocno zęby i zaczął powoli rozpinać mundur.
Sam nie wiedział chyba co chce zrobić.
Czy to nie naturalne, że kiedy chcemy chronić coś bardzo dla nas cennego włącza się w nas instynkt?
Taki, który trudno wyłączyć.
Zawahał się na ostatnim guziku koszuli. Wziął głęboki oddech i szybko je zapiął. Założył znów mundur i podszedł do szafki.
Otworzył ją i jego oczom ukazała się broń. Katana.
Była tak piękna, że każdy pragnąłby zginąć od jej ostrza.
To wyjątkowa śmierć.
Wyciągnął ją i wyszedł na zewnątrz.
Wiedział ile żołnierzy znajduje się na terenie jednostki. Jakie mają zmiany i broń. Znał ich zdolności i sposób w jaki walczą.
Miał klucz do wszystkich cel.
Nie wątpił w swoje zdolności. Może dlatego pierwsze cięcie jakie zadał młodemu żołnierzowi wysłało go na tamten świat.
I kolejne, tym razem krew tryskająca z tętnicy wylądowała na jego twarzy. Blada skóra z bordową krwią tworzyła przerażający kontrast.
Szedł powoli ściskając w dłoni rękojeść katany. Bezgłośny niczym kot wyskoczył zza ściany pozbawiając życia dwóch żołnierzy.
Jeden zdążył go jednak zranić w ramię.
Krew zaczęła spływać na ziemie zostawiając ślady.
Stanął prosto kiedy zobaczył przed sobą zszokowanego Erwina.
Wyprostował się.
- Co ty...dlaczego ich zabiłeś? - krzyknął Erwin spoglądając na zakrwawionego Leviego.
Kapral wziął głęboki oddech i powoli podchodził do blondyna.
Nie miał żadnej broni więc był całkowicie bezbronny.
Kiedy Kapral wykonywał krok naprzód, on cofał się o jeden.
Był naprawdę blisko niego. Erwin zamknął oczy szykując się na śmierć, kiedy poczuł nagle jak jego ciało przechodzi dreszcz.
Ciemność to ostatnie co widział.
Kapral uderzył go w głowę, nie zabił. Tylko stracił przytomność.
Jego kroki skierowały się w stronę gabinetu Hanji...
niedziela, 3 stycznia 2016
Rozdział 6 SNK
Czarnowłosy wypuścił ze świstem powietrze z płuc. Ból rozniósł się po całym ciele. Spojrzał na zbliżającego się do niego bruneta. Nie dało się nie zauważyć, że Levi bardzo zirytował się tym co się stało. Opanował jednak emocje.
- Jesteś bardzo szybki. - oznajmił uciskając krwawiącą ranę.
Eren ukucnął obok niego i podał mu opatrunek.
- Muszę się stąd wydostać. - powiedział brunet spoglądając prosto w te czarne, puste oczy.
Kapral przymknął oczy i wziął głęboki oddech. Starał się nie zwracać uwagi na ból jaki w tamtej chwili chciał go sparaliżować.
- Chyba nie jesteś aż tak głupi, żeby spróbować. - odparł Levi wskazując palcem na zasłonięte okno.
Brunet zmarszczył brwi szybko do niego podszedł. Przed szpitalem stało bardzo dużo żołnierzy.
- Są uzbrojeni? - zapytał nagle
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak. - odparł próbując wstać.
Związał opatrunek na udzie, i stanął.
Opierając się tylko na jednej nodze obserwował jak brunet zastanawia się jak wybrnąć z całej sytuacji.
- Za to co zrobiłeś powinienem skręcić ci kark. - powiedział nagle Kapral
Eren przełknął ze strachu ślinę i spojrzał na niego.
Nie powinien był tego robić, nie przemyślał swojej decyzji
- Niech ci nie wpadnie do tej główki pomysł, żeby się stąd ruszać. Zginiesz zanim wyjdziesz z budynku. - powiedział podchodząc do bruneta bardzo blisko.
Levi chyba nie przejął się, że naruszał jego przestrzeń osobistą.
Chłopak spojrzał ranę Leviego. Bandaż przeciekał bordową krwią. Czarnowłosy wbił swoje spojrzenie w jego przepełnione lękiem oczy i podążył w stronę drzwi.
Wystarczyło, że zrobił kilka kroków i od razu przykuł uwagę pielęgniarek i żołnierzy.
Jedna z nich podbiegła do Kaprala, widząc jak krew spływa na ziemię. Z każdym krokiem zostawiał ślad.
- Kapralu...jest Pan ranny. - powiedziała pielęgniarka stając przed nim.
Levi spojrzał na nią jak na idiotkę i zatrzymał się.
- Tak, ćwiczyłem i przez przypadek nabiłem się na nóż. - odparł spokojnie, nie zwracając uwagi na jej minę
Nikt nie uwierzyłby w takie brednie.
Zbyt jednak bała się Kaprala, żeby dociekać prawdy i zaproponowała tylko, że odkazi ranę.
- Sam to zrobię, w domu mam wszystkie potrzebne rzeczy.
Nie ufał ludziom. Zbyt wiele razy się na nich zawiódł.
Brunet poczuł kropelki potu spływające po jego plecach. Był w kropce. Jak ma wybrnąć z tej sytuacji skoro nawet nie może wyjść z budynku?
- Cholera jasna.. - wyszeptał siadając na skraju łóżka.
Czarnowłosy wylał na ranę środek odkażający i obserwował jak spływa wraz z krwią do wanny.
Rana była dość głęboka, więc musiała być zszyta. Zawsze sam sobie radził, teraz nie odpuścił.
Nawet nie skrzywił się kiedy ją zszywał.
Wstrzymał oddech i ostatni raz przebił skórę igłą.
Ludzie często nie uważali go za człowieka. Przez jego zachowanie traktowali go jak potwora.
Jednak on był człowiekiem. Krwawił. Odczuwał ból, i mimo, że starał się nie okazywać emocji mimo wszystko je odczuwał.
Rozciągnął mięśnie ramion i wstał powoli. Kulejąc na jedną nogę doszedł do łóżka i usiadł na nie.
Nigdy wcześniej nic takiego mu się nie zdarzyło. Prawda jest taka, że Eren był niesamowicie szybki i Kapral nie przewidział jego zachowania. A zawsze tak robił.
Nie potrafił się skoncentrować.
Powinien nauczyć go dyscypliny i szacunku, ukarać za to co zrobił. Pobić do nieprzytomności, albo od razu poderżnąć gardło i obserwować jak chłopak dławi się własną krwią.
Jednak nie potrafił. Coś blokowało go przed zrobieniem temu smarkaczowi krzywdy.
Wzdrygnął jak ciszę w jego pokoju przerwało pukanie do drzwi.
Spojrzał na otwierające się drzwi.
- Spodziewałeś się kogoś innego? - zaśmiał się Erwin wchodząc do środka.
Kapral prychnął pod nosem.
- Nie miałem w planach dzisiaj nikogo gościć. - odparł beznamiętnie
Blondyn podniósł z zaciekawieniem brew do góry widząc opatrunek na udzie Kaprala.
- Nabiłeś się na nóż? - zakpił, siadając na krześle na przeciw łóżka Leviego.
- Już wiesz?
- Wieści szybko się rozchodzą. Szczególnie kiedy w szpitalu jest twój pupilek. Swoją drogą nie dziwię ci się, że tak go uwielbiasz jest taki słodziutki... - monolog przerwał ostry głos Kaprala
- Jak nie masz mi nic ciekawego do powiedzenia to możesz już wyjść. - powiedział, wpatrując się w niebieskie tęczówki Erwina
- Tak naprawdę nikt ci nie uwierzył, ale przecież dobrze o tym wiesz. - Erwin uśmiechnął się ale Levi wcale nie odwzajemnił uśmiechu
Rozmowę przerwał dzwonek telefonu Erwina. Mężczyzna przyłożył słuchawkę do ucha. Głos Hanji rozniósł się po całym pomieszczeniu.
Levi słyszał, że mają problem z Erenem. Mimo bólu jaki mu doskwierał bez wahania ruszył do szpitala, gdzie przebywał chłopak.
- Nie uważasz, że to zbyt ryzykowne? - zapytał nagle Erwin spoglądając z boku na Leviego
- Co masz na myśli? - odparł, marszcząc brwi przy każdym szybszym kroku.
Blondyn wziął głęboki oddech.
- Pozwoliłeś temu smarkaczowi, żeby tak cię urządził? Zaatakował cię a ty go jeszcze bronisz. - powiedział kpiąco Erwin
- Potrzebny jest nam żywy, a jedyne co bym z nim zrobił to pozbawił go życia. - jego głos był taki spokojny nawet wtedy kiedy mówił o zabiciu kogoś
Kiedy tylko przekroczyli próg szpitala powitała ich Hanji. Od razu spojrzała na ranną nogę Kaprala. Nic jednak nie powiedziała.
- Czemu nas wezwałaś? - zapytał Erwin zaniepokojonym głosem
- Wzywałam ciebie, ale musiałeś przyprowadzić tego tyrana. - syknęła wrednie
Czarnowłosy zignorował ją i od razu ruszył w stronę sali w której wcześniej przebywał Eren.
- Nie ma go tam. Był zbyt niegrzeczny. - krzyknęła za nim Hanji z uśmiechem na twarzy czekając na rozwój wydarzeń
Levi zatrzymał się i wziął głęboki oddech. Szedł całkiem spokojnie, ale kiedy przycisnął ją do ściany, i do jej szyi przytknął nóż dziewczyna przestała się uśmiechać.
- Rivaille! - krzyknął Erwin, odciągając go od niej.
Hanji prychnęła głośno i poprawiła swój kołnierz.
Levi spojrzał na nią z wściekłością, chowając nóż do kieszeni munduru.
- I tak byś tego nie zrobił. - dziewczyna znów chciała go sprowokować
Levi podniósł kącik ust do góry.
- Takie ścierwo jak ty powinno wąchać już kwiatki od spodu. - odparł, a zszokowany mimiką twarzy Kaprala Erwin nie wypowiedział ani słowa.
- Och, ale z ciebie flirciarz. - odparła szybko
- Dowiem się w końcu co takie się wydarzyło? - Erwin widocznie już irytował się ich kłótnią
Hanji spojrzała na niego.
- Jest w izolatce. Dostał jakiegoś szału i zdemolował cały pokój. Musieliśmy go uśpić.
- Jaką dawkę mu podaliście? - zapytał Levi
- Śmiertelną. - odparła uśmiechając się
- Pośpi sobie kilka godzin i potem będzie bardzo przytulnym zwierzątkiem. - w jej głos słychać było dziwną ekscytację.
Levi spojrzał na śpiącego Erena. Na ramionach miał siniaki. Widać było, że żołnierze nie szczędzili przemocy.
sobota, 2 stycznia 2016
Kise x Ao rozdział 9
- Przepraszam Pana bardzo mógłby Pan tutaj nie śmiecić? To miejsce prywatne. - powiedziała a w jej głosie chłopak mógł wyczuć już lekką irytację
Niebieskowłosy podniósł ją z ziemi i zgniótł w dłoni.
- Od kiedy chodnik to miejsce prywatne? - zakpił chowając zgniecioną puszkę do kieszeni.
Odszedł spokojnym krokiem. A przecież zawsze w takiej sytuacji nie odpuszczał i kłócił się nawet kiedy zdawał sobie sprawę, że się myli.
Coś niedobrego się z nim stało. Troszkę się tego obawiał, ale wiedział też, że nie da się zmienić swojego charakteru, i on na zawsze pozostanie taki jaki jest. Może się tylko ograniczać.
Wyjął puszkę z kieszeni bluzy i rzucił ją na zielony trawnik.
Od razu poczuł się lepiej. Musiał postawić na swoim.
Udawał, że czuję się świetnie, że niczym się martwi i jest taki beztroski, lecz tak naprawdę w środku targały nim niesamowite emocje. Strach... to chyba największy powód tak szybkiego bicia jego serca.
Nadal bał się, że ten smarkacz, tak ten mały blondynek, który sprawił, że Ao oszalał na jego punkcie, się odkocha.
Wtedy zostanie z niczym. Tak bardzo się tego bał, że czuł się pokonany... w tak żałosnej pozycji, zbyt słaby aby się chociaż spróbować bronić.
Jeszcze rok temu te uczucia by go obrzydzały. Wszystko by go brzydziło, w tej chwili jednak nie może przestać myśleć jak delikatne, i gładkie w dotyku jest jego ciało.
- Jakie to wszystko popieprzone... - wyszeptał do siebie, uśmiechając się.
Nie był to uśmiech radości. Sam nie wiedział skąd się u niego pojawił. Chyba kiedy uświadomił sobie, że jego rodzice nie wybaczyliby mu gdyby dowiedzieli się co takiego robi.
Społeczeństwo uważałoby go za odmieńca ale ich zdanie nie wpływałoby na samopoczucie Ao. Jednak jego rodzina... to inna bajka.
Aomine najbardziej irytowało to, że Kise tak szybko go zaatakował. Bez słowa wtargnął do jego życia i porwał je na najmniejsze kawałeczki niezdatne do poskładania.
Mimo wszystko nie wyobraża sobie, żeby teraz to wszystko skończyć. Tak dużo pozmieniał w jego życiu, że gdyby chciał odejść żadne z nich nie przeżyłoby tego. Bo Ao to typowy samiec i do niego należy ostateczna decyzja. Przynajmniej tak sobie wmawiał, bo prawda była całkowicie inna.
Blondyn ubrał na siebie pierwszy lepszy dres i wyszedł na zewnątrz. Z matką nawet nie rozmawiał. Co niby ma robić w ten piękny, słoneczny dzień? Siedzieć sam jak palec na ławce i wpatrywać się w kwitnące drzewa? Chciałby teraz ujrzeć jego twarz...
Złą czy uśmiechniętą... zamyśloną lub skupioną - nieważne.
Mimo tego wszystkiego co się stało, Kise zdawał sobie sprawę, że zdobył to czego chciał. Tak bardzo pragnął jego miłości, że ze wszystkich sił próbował go zdobyć.
Udało mu się. Największego podrywacza w szkole. Przecież Ao miał więcej lasek niż Kise włosów na głowie. I każdy o tym wiedział, że w każdą noc zaprasza sobie inną.
A tu nagle taka zmiana. I to dla kogo? Dla drugiego faceta.
Kise zaśmiał się głośno. Chyba za głośno, ponieważ zwrócił uwagę pary siedzącej ławkę obok.
Problem w tym, że on nie chce niczego zmieniać. Zbyt mocno kocha Aomine, żeby go ranić.
Blondyn wiedział, że całkowicie zmienił jego życie i to wszystko jest nieodwracalne.
Zresztą on nie jest typem człowieka, który potrafi tak kogoś zranić.
Wszystkie myśli podpowiadały mu, że powinien do niego pójść.. objąć ramionami i już nigdy nie pozwolić odejść. Nie żegnać się z nim samym spojrzeniem, tylko namiętnie go pocałować.
Serce prawie stanęło mu w piersi kiedy poczuł wibracje w swojej kieszeni. Jego telefon dzwonił, i jedyna myśl jaką teraz miał w głowie to imię niebieskowłosego.
Tak bardzo chciał usłyszeć jego głos. Przymknął oczy i przyłożył telefon do ucha.
Kącik jego ust podniósł się mimowolnie do góry. Tak to był on.
- Kise? Gdzie jesteś? - w jego głosie słychać było troskę
Blondyn przełknął ślinę, i odpowiedział szybko.
- W parku. Siedzę na ławce. - odparł szybko
- Na ławce? Sam? - Ao przygryzł mocno wargę.
Zazdrość to chyba dobry objaw początku związku. Oznacza, że druga osoba nie jest nam obojętna i coś dla nas znaczy.
- Musiałem się przewietrzyć. -
Ao wziął głęboki oddech.
- Gdzie dokładnie jesteś? Zaraz tam będę. - zapytał go
Kiedy chłopak mu odpowiedział szybko wyłączył telefon.
Spojrzał na swoje dłonie. Drżały.
Ao ruszył w miejsce o którym powiedział mu Kise.
Dojście tam zajęło mu niecałe dziesięć minut, ale z perspektywy Ao była to godzina.
Odetchnął z ulgą kiedy zobaczył go siedzącego na ławce.
Kise zdziwił się kiedy Ao przytulił go mocno.
- Aż tak bardzo się stęskniłeś? - zaśmiał się słabo
Niebieskowłosy dotknął dłonią jego twarzy i spojrzał w jego oczy. Tak...wtedy czuł jak głębia jego oczu dosłownie go pożera.
- Co ty ze mną zrobiłeś... - szepnął czochrając mu blond włosy.
wtorek, 13 października 2015
Rivaille x Eren ONE SHOT
Kise x Aomine rozdział 8 " Nie skreślaj czegoś tylko dlatego, że się boisz."
- Co się stało? - zapytał pół szeptem, wstając z owiniętym w okół bioder prześcieradłem.
Aomine zamilkł. Zastanawiał się czy powiedzieć to co miał cały czas w głowie. Ta niepewność powoli go wykańczała.
- Posłuchaj... - zaczął drapiąc się po karku.
Blondyn przełknął ślinę, stając w bezruchu. Posłusznie czekał na to co powie Ao.
- Ja... - ugryzł się mocno w język zmieniając resztę swojej wypowiedzi. - Odprowadzę cię do domu.
Skłamał. Sam nie wiedział, czy ma odetchnąć z ulgą, że nie powiedział jakiejś głupoty, czy obwiniać się o to, że nie miał wystarczająco dużo odwagi aby wyznać prawdę.
Podszedł do stojącego przy zlewie blondyna i objął go w pasie.
Chłopak zamarł na chwilę.
Daiki wtulił nos w jego włosy.
- Naprawdę tak mocno mnie kochasz? - zapytał na pozór obojętnym głosem
Blondyn odwrócił się, wpatrując się w jego oczy.
- Kocham cię, Ao. - odparł pewnie. Po tych słowach mógł zauważyć, że niebieskowłosy odsunął się od niego. Zdjął swoje ubrania i wszedł pod prysznic.
Blondyn wbił wzrok w podłogę i wyszedł z pokoju.
- Przygotuję śniadanie. - oznajmił cicho, zamykając za sobą drzwi.
Daiki zacisnął pięści, uderzając z całą siłą w ścianę.
- Niech to szlag... - wyszeptał, zamykając oczy.
Czuł spływającą po jego twarzy gorącą wodę. Na wszystko zawsze miał jakąś odpowiedź. Potrafił poradzić sobie z natrętnymi dziewczynami i po prostu z nimi zerwać. Nie mógł pojąć dlaczego nie potrafi być tak stanowczym w stosunku do Kise.
Wylał do wnętrza dłoni szampon. Pachniał wanilią. To był ulubiony zapach niebieskowłosego.
- Jak słaby się stałem... - wyszeptał słabo się uśmiechając.
Zawiązał ręcznik na biodrach i wyszedł z łazienki.
Do jego nozdrzy dotarł ten przyjemny zapach. Szedł za nim aż do kuchni. Kise o mało co nie upuścił talerza widząc prawie nagiego Aomine w kuchni.
- Co tak ładnie pachnie? - zapytał
Blondyn uśmiechnął się i położył przed nim talerz pełen naleśników. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Wygląda pysznie... ale mam to wszystko zjeść sam? - kilkanaście smakowicie wyglądających naleśników, ułożonych jeden na drugim tylko czekały żeby trafić do żołądka chłopaka.
- Ja nie mogę ich jeść. Jestem uczulony na kilka składników. - odparł siadając naprzeciw Ao.
Chłopak pochłaniał je tak szybko, że kiedy skończył blondyn miał na swoim talerzu jeszcze jedną z trzech kanapek.
- Możesz zostać moim prywatnym kucharzem? - zapytał, rozciągając mięśnie ramion. Odłożył talerz i podszedł do siedzącego blondyna. Nachylił się nad jedzącym chłopakiem i musnął ustami jego szyję. Kanapka, którą trzymał w dłoni wylądowała na stole.
- Spokojnie. - zaśmiał się Daiki, widząc jak Kise zareagował na jego dotyk.
- Idziesz dzisiaj do szkoły? - zapytał Kise odkładając talerz.
Ao zamyślił się.
- Nie jestem pewien czy mi się chce... a ty? Zresztą po co pytam. Ty zawsze jesteś w szkole. Kujonku. - zaśmiał się Ao, obserwując minę chłopaka.
- Nie jestem kujonem! Ja... po prostu lubię się uczyć. - odparł szybko
Aomine ubrał się szybko i wyszedł odprowadzić do domu Kise.
Szli w ciszy. Daiki nie znosił tego.
- Co powiesz swoim rodzicom? Twoja mama pewnie będzie zła. - powiedział Ao, spoglądając na blondyna.
Miał taką niewinną twarz. Zupełnie jak aniołek. Daiki bał się najbardziej tego, że nie będzie umiał odwzajemnić jego uczuć tak jak on by tego pragnął.
- Wysłałem jej wiadomość, że nocuję u ciebie. - odparł spokojnie
- Ach tak... to dobrze. Dzięki za dzisiejsze śniadanie. - starał się podtrzymać rozmowę, która z niewiadomych przyczyn jakoś specjalnie się nie kleiła.
- Ja dziękuje ci za wczorajszą noc... - powiedział nagle, a Ao o mały włos nie zadławiłby się batonikiem.
- Nie musisz mi za nic dziękować. To była moja decyzja.
Odprowadził go pod same drzwi. Ich pożegnaniem nie był żaden pocałunek, ani nawet się nie przytulili.
Spojrzeli na siebie tylko długo i to wszystko.
Teraz Daiki czuł się pokonany. Co zrobi, jeśli Kise się nagle odkocha? Doskonale go zna i wie jak często zmienia zdanie. Co jeśli się od niego uzależni a potem zostanie z niczym?
Strach go paraliżował, ale przecież nie powinniśmy rezygnować z czegoś tylko dlatego, że się boimy. Tak zachowują się dzieci.
Zawsze uważał się za dojrzałą osobę i był pewny siebie i swoich wyborów. A teraz boi się cokolwiek zrobić.
Kopnął leżącą obok niego puszkę i wtedy usłyszał ten głos.
Delikatny... ale nie należał do Kise. To był dziewczęcy głos.
niedziela, 11 października 2015
Rivaille x Eren rozdział 5 SNK
Brunet zagryzł mocno wargę.
- Oni...nie żyją. Zginęli w ataku tytanów na naszą wioskę. Mam tylko siostrę.
- Jak jej na imię? - ton jego głosu jakby odrobinę się zmienił
- Mikasa. - odparł cicho
Każda próba rozmowy o jego rodzicach jest dla chłopaka bardzo bolesna. W jednej chwili stracił osoby, które kochał ponad wszystko. I nic nie mógł z tym zrobić.
- Jak zginęli? - zapytał nagle czarnowłosy.
Nie interesowało go to, że nie powinien zadawać takich pytań.
Brunet wziął głęboki oddech.
- Matkę rozszarpał tytan... a ojca zastrzelił żołnierz.
W tamtej chwili jedyne co Eren pragnął zrobić to wyrzucić Levi'ego przez znajdujące się za nim okno.
- To ciekawe... a co z twoją siostrą? Wiesz gdzie jest? - ich spojrzenia stykały się ze sobą. Zacierały tak bardzo, że aż iskrzyło.
To zupełnie jakby Levi chciał sprowokować chłopaka takimi pytaniami.
- Nie mam pojęcia...szukam jej od kilku lat. - odparł szybko
Czarnowłosy zmarszczył brwi.
- Kłamiesz. - powiedział nagle Rivaille
Eren otworzył usta ze zdziwienia.
- Szukam jej od kilku lat! - podniósł głos - Jak mogę kłamać?!
Levi wstał z krzesła i podszedł do łóżka bruneta.
- Wiem, że twoja siostra żyje. Dostałem takie informacje od zaufanej osoby. Ty kłamliwy psie! - warknął uderzając chłopaka z liścia w twarz.
Brunet złapał się za piekący policzek. Po chwili dotarły do niego słowa jakie usłyszał.
- Mikasa żyje? Gdzie ona jest?! - zapytał zrywając się z łóżka na równe nogi.
Levi'ego zdziwiło zachowanie bruneta. Zachował jednak zimną krew.
- Jeśli natychmiast się nie uspokoisz każe nafaszerować cię jakimiś środkami. Wtedy wszystko posłusznie mi wyśpiewasz. Chcesz tego? - jego głos brzmiał bardzo poważnie
- Nie... - odparł chłopak wpatrując się odważnie w czarne jak smoła tęczówki Rivailla. - Chcę dowiedzieć się gdzie jest moja siostra!
Levi wziął głęboki oddech.
- Nie uważasz, że to byłoby nierozsądne gdybym ci powiedział? - odparł spokojnie pukając go palcem w czoło.
Chłopak szybko odepchnął jego rękę i zacisnął pięści.
- Nie macie prawa tego przede mną ukrywać! - wrzasnął rzucając się na Levi'ego.
Powalił go na podłogę i próbował unieruchomić jego ręce. Jego wysiłki poszły jednak na marne. Kilka sekund później Levi siedział na plecach chłopaka, przyciskając jego twarz do ziemi.
- Puszczaj! - warknął próbując się oswobodzić.
Kapral zacisnął mocniej ręce na nadgarstkach chłopaka sprawiając mu ogromny ból.
- Argh! - krzyknął, krztusząc się śliną.
Levi nachylił się nad uchem chłopaka.
- Jesteś taki odważny? - zakpił owiewając ucho chłopaka gorącym powietrzem.
- Jesteś nienormalny! Puść mnie! Arghh! - nie przestawał krzyczeć.
Do sali wbiegła przerażona pielęgniarka, spojrzała na Levi'ego i już chciała wychodzić kiedy w drzwiach zatrzymał ją jego głos.
- Przynieś natychmiast jakieś leki uspokajające! - krzyknął a ona aż podskoczyła ze strachu
- Nie słuchaj go on... - levi zatkał mu usta dłonią. Pielęgniarka skinęła głową i wybiegła z sali.
- Spokojnie Eren... - wyszeptał
Chłopak poddał się. Leżał nieruchomo, oddychając głośno.
Kobieta wbiegła do sali i uklękła koło nich. Odmierzyła w strzykawce lek i odsłoniła materiał na ramieniu chłopaka.
Zatrzymała się jednak na chwilę.
- On już jest spokojny... Myślę, że nie ma potrzeby tego robić. - odparła spoglądając z litością na leżącego bruneta.
Wyglądał jak zwierzę, które leży bez sił oczekując na zastrzyk śmierci.
Levi zmarszczył gniewnie brwi.
- Rób to co ci każę! - warknął
Pielęgniarka przełknęła głośno ślinę i wbiła igłę w ciało chłopaka.
Nawet nie drgnął. Po chwili poczuł się bardzo sennie.
- Możesz już odejść. - powiedział oschle
Kobieta zabrała torbę z lekami i odeszła szybko.
Levi zszedł z chłopaka i odetchnął głęboko, przeczesał włosy palcami i spojrzał na śpiącego chłopaka.
Podniósł go pod ramię i położył na łóżku.
- Cholerny smarkacz... - syknął łapiąc się za bark.
Czarnowłosy przyglądał mu się przez chwilę. Jego oddech był nierównomierny. Przysunął swoją twarz blisko jego.
- Twojego ojca nie zabił żaden żołnierz...sam go wykończyłeś. A twoja siostra jest nam bardzo dobrze znana... - szepnął Levi
- Kto nauczył cię tak dobrze kłamać...
Eren otworzył nagle swoje oczy. Nawet nie mrugnął widząc twarz Levi'ego tak blisko swojej twarzy.
- Taka dawka na ciebie nie działa... - prychnął Kapral podnosząc kącik ust do góry
Eren uśmiechnął się słabo.
- Przyzwyczaiłem się do takiej dawki. - odgryzł się szybko
Levi wyprostował się, spoglądając z góry na chłopaka.
Jego źrenice rozszerzyły się momentalnie. Ból rozniósł się po całym ciele.
Eren wbił nóż w udo Levi'ego. Kapral zachwiał się i stracił równowagę upadając na ziemię.
piątek, 9 października 2015
Rozdział 13 Eren x Levi
Chłopak kręcił się po okolicy szukając miejsca dla Kaprala. Wiedział, że jeśli jakiegoś nie znajdzie skazany będzie na jego gniew. Błądził w tym cholernym labiryncie drzew, w środku nocy i to w dodatku bez żadnego światła.
- Nie jestem żadnym nocnym zwierzęciem żeby widzieć w ciemności... - mruknął brunet rozglądając się na boki
Nagle do jego uszu dotarł ten dziwny szum. Tak! To musiała być woda. Szybkim krokiem szedł w stronę skąd dobiegał charakterystyczny dźwięk.
Uśmiechnął się szeroko widząc przed sobą rozciągająca się taflę wody. Światło księżyca odbijało się od jej powierzchni.
- Przepiękne... - wyszeptał z zapartym tchem.
Czym prędzej wrócił do Kaprala. Nie mógł doczekać się kiedy powie mu co znalazł. Miał nadzieję, że Kapral chociaż raz go za coś pochwali.
Już z daleka zauważył Kaprala, stanął zdyszany przed nim.
Levi spojrzał na niego.
- Znalazłeś coś? - zapytał
Brunet uśmiechnął się i z dumą odparł
- Znalazłem przepiękne miejsce! Zaprowadzę tam Kaprala.
Nawet na kimś takim jak Levi to miejsce zrobiło wrażenie. Podniósł kącik ust do góry i szybkim ruchem ściągnął z siebie mundur. To samo zrobił z dolną częścią garderoby. Rozciągnął mięśnie ramion i pleców. Po chwili odwrócił się w stronę chłopaka. Eren stał przed nagim Kapralem.
Spoglądał mu tylko i wyłączenie prosto w oczy. Czuł się niezręcznie i nie umiał tego ukryć.
- Rozbieraj się. - powiedział beznamiętnie Levi
Eren zaśmiał się słabo.
- Ja... ja nie umiem pływać. - zaczął, próbując się wywinąć.
Rivaille zmarszczył brwi.
- Nie obchodzi mnie czy umiesz pływać czy nie. Jesteś brudny i to mi przeszkadza. - odparł ostro.
Brunet przełknął głośno ślinę i trzęsącymi dłońmi zaczął rozpinać guziki koszuli. Ułożył ja na trawie, tuż obok spodni.
- Będziesz się kąpać w bieliźnie? - zakpił odchodząc od czerwonego ze wstydu chłopaka.
Eren skinął głową i zaraz mógł obserwować jak z każdym krokiem mięśnie na plecach Kaprala poruszają się.
Wszedł do wody, przeczesując palcami włosy. Zmarszczył brwi widząc stojącego na brzegu Erena.
Złapał go za ramię i wciągnął do wody. Chłopak nie zdążył złapać równowagi i upadł prosto na Kaprala.
Eren stał po pas w letniej wodzie. Krople wody ściekały mu po skórze szyi by po chwili znów zginąć w wodzie.
- Tego mi brakowało... - wyszeptał Kapral wynurzając się z wody. Eren przymknął oczy i wszedł pod powierzchnie.
Bez ruchu opadł na dno. Po chwili poczuł uderzenie w plecy.
Wynurzył się zdezorientowany spoglądając na zirytowanego Levi'ego.
- Wychodzimy już. Rozbijemy namiot gdzieś w pobliżu tego miejsca. - oznajmił Kapral wychodząc z wody.
Eren wziął głęboki oddech i sięgnął po swoje ubrania, zdjął mokrą bieliznę chowając się za drzewem.
- Rozłóż namiot. - Eren bez gadania zrobił to co rozkazał mu Kapral.
- Dzisiaj musimy odpocząć. O świcie wyruszamy. - oznajmił Levi wchodząc do namiotu.
Eren skinął głową i powoli wszedł do środka. Kapral spojrzał na niego zirytowany.
- Boisz się mnie czy co? - zapytał, widząc jak chłopak siada na końcu namiotu.
Eren zaprzeczył szybko, ale to było kłamstwem. Bardzo się go bał. Szczególnie kiedy spoglądał na niego tymi swoimi oczami. Gdyby tylko była taka możliwość, zabijałby wzrokiem...
- Połóż się bliżej, będzie nam cieplej... - wyszeptał Levi
Chłopak przysunął się do Kaprala, dokładnie o trzy centymetry.
- Naprawdę jesteś tak głupi? - zakpił
- Przepraszam...-odparł cicho brunet
Levi zmarszczył gniewnie brwi.
- Nie używaj w stosunku do mnie tego słowa. Nie cierpię go.
Emil zamilkł. Nastała cisza, słychać było tylko szum wody dochodzący z tamtego miejsca.
- Kapralu... - wyszeptał niepewnie chłopak
- Hmm? - mruknął Levi
- Czy Kapral uważa, że jestem beznadziejny? - zapytał, wbijając wzrok w materiał namiotu.
Czarnowłosy obrócił się w jego stronę.
- Obchodzi cię to co myślą o tobie inni ludzie? - odparł beznamiętnie
Chłopak uśmiechnął się słabo
- Tak...
- W takim razie przestań. Przez to niepotrzebnie się martwisz.
Eren spojrzał na niego.
- Kapral tak potrafi? - jego głos delikatnie się złamał.
- Nigdy mnie to specjalnie nie obchodziło. Ludzie z natury są źli, kiedy na przykład wbiją ci nóż w plecy, pytając dlaczego krwawisz.
- Mógłbyś...mógłby Kapral mnie tego nauczyć? - poprawił się szybko
Rivaille przymknął na chwilę powieki.
- Naprawdę jesteś jeszcze dzieckiem... - westchnął zrezygnowany
- Dlaczego...Ja tylko
- Ucisz się już. - przerwał mu czarnowłosy
Levi obrócił się plecami do chłopaka. Eren ugryzł się w język aby nie powiedzieć niczego głupiego.
**
Eren otworzył powoli oczy. Kaprala nie było już w namiocie. Chłopak ziewnął głośno i wyszedł na zewnątrz. Dzisiaj jest wyjątkowo zimno. Brunet z daleko dostrzegł sylwetkę Levi'ego. Z niedowierzaniem oglądał jak wyciera mokre od wody włosy. Kąpać się w taką pogodę? Niezbyt rozsądny pomysł.
Kapral zauważył wzrok chłopaka na sobie.
- Na co się tak gapisz?
Eren przełknął ślinę.
- Wracamy do bazy? - w duchu modlił się by usłyszeć słowo zaczynające się na literę n.
- Nie. - odparł zimno. - Idziemy na północ.
Eren skinął posłusznie głową. Chciałby aby ich relacje się polepszyły. Widział wiele razy jak Kapral rozmawiał z Erwinem. Z blondynem było całkiem inaczej... nie wiedział co takiego sprawiło, że Levi go nienawidzi.
Poskładał namiot i ruszyli w drogę. Między nimi znów pojawiła się ta cholerna cisza.
- Jesteś głodny? - zapytał nagle Levi spoglądając na chłopaka
Chłopak spojrzał zdziwiony na Kaprala. Czy on właśnie się przesłyszał? Levi nigdy wcześniej nie interesował się takimi sprawami.
- W zasadzie to tak... - odparł brunet
Czarnowłosy prychnął pod nosem.
- Ja też. Przygotuj coś...